Savoir-vivre Szuchewycza

„Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad z Jurijem Szuchewyczem, synem Romana[1]. Nie jest to pierwszy wywiad „Wyborczej” z synem twórcy i dowódcy UPA. Należy podkreślić, że w obozie polskiej rusofobii, do którego oprócz środowiska „Wyborczej” należy duża część tzw. prawicy, postać Szuchewycza-juniora nie zalicza się do postaci negatywnych, a robienie z nim wywiadów nie uchodzi za coś niewłaściwego. Obozowi polskiej rusofobii nigdy nie przeszkadzały takie detale jak chociażby publiczne wzywanie przez Szuchewycza-juniora w 2011 roku do rewizji granicy z Polską. Ten wywiad jest jednak szczególny ze względu na to, że w przeciwieństwie do poprzednich odsłonił prawdziwe oblicze Szuchewycza-juniora, a ściślej prawdziwe oblicze współczesnego nacjonalizmu ukraińskiego. Pokazał, że niczym nie różni się ono od tamtego w wydaniu banderowskim sprzed ponad 70, jest równie antypolskie i niebezpieczne. Nie wiem jaka była intencja „Wyborczej”, ale poprzez publikację tego wywiadu potwierdzone zostało wszystko to, co od lat mówili i przed czym przestrzegali ci, których obóz polskiej rusofobii określa mianem „rosyjskiej agentury” i „trolli Putina”.

Tematem wywiadu z czołowym epigonem banderyzmu była uchwała polskiego Sejmu z 22 lipca, oddająca hołd ofiarom UPA i nazywająca jej zbrodnie na ludności polskiej ludobójstwem. Uchwała ta zirytowała establishment polityczny pomajdanowej Ukrainy ze środowiskami banderowskimi na czele. W odpowiedzi neobanderowcy wyszli z inicjatywą podjęcia przez parlament Ukrainy kompromitującej swoją treścią kontruchwały. Był to pomysł m.in. deputowanego Jurija Szuchewycza. Przypuszczam, że autor wywiadu – Igor T. Miecik – chciał tylko poznać stanowisko Szuchewycza-juniora. Nie przypuszczał jednak, że tak szeroko otworzy on przed nim ukraińską duszę. Ten wywiad wystawia kompromitujące świadectwo nie tyle Szuchewyczowi, którego rodowód i poglądy są znane, ile panu Miecikowi i całemu środowisku „Wyborczej”.

„W lipcu Polska wypowiedziała Ukrainie wojnę. Wojnę hybrydową. Czego się spodziewaliście? Macie teraz naszą odpowiedź na swój zdradziecki atak. Wojna to wojna. Ale to nie my ją rozpoczęliśmy – usłyszałem w słuchawce telefonu, zanim zdążyłem powiedzieć coś więcej niż „dzień dobry” i zapytać o projekt uchwały ukraińskiego parlamentu o >>historii ludobójstwa narodu ukraińskiego dokonywanej systematycznie i konsekwentnie przez państwo polskie<<” – żali się już na wstępie red. Miecik.

Rozumiem ten żal. Dotychczas „wojnę hybrydową” prowadziła z Ukrainą podobno Rosja, a teraz Szuchewycz-junior twierdzi, że prowadzi ją także Polska, która przecież tyle dla banderowskiej Ukrainy zrobiła. To rzeczywiście przykra konstatacja.

Dalej pan Miecik zdradza, że „to nie była nasza pierwsza rozmowa. Jurija Szuchewycza, syna komendanta Ukraińskiej Powstańczej Armii, poznałem dwa lata temu. Spotkaliśmy się kilka razy we Lwowie i przegadaliśmy długie godziny. Ich owocem były wywiady w „Gazecie Wyborczej” i w mojej książce o Ukrainie. Tyle że mówiliśmy wtedy o obaleniu Janukowycza, ukraińskiej rewolucji oraz o samym Szuchewyczu i jego niezwykłym życiu. Pojechałem też do Lwowa kilka dni po przyjęciu przez polski Sejm uchwały o tym, że „ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w należyty sposób upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane – zgodnie z prawdą historyczną – mianem ludobójstwa”. Wiedziałem, że nie będzie łatwo – do tej pory omijaliśmy temat Wołynia – ale nie spodziewałem się, że aż tak… Atmosfera od początku była zła”.

Fragment ten mówi wszystko o mentalności obozu polskiej rusofobii. Szuchewycz nie jest synem zbrodniarza, ale komendanta UPA (w znaczeniu pozytywnym). Dotychczas omijano temat Wołynia, a przedmiotem rozmów były tematy jakże przyjemniejsze dla obozu polskiej rusofobii – obalenie legalnego prezydenta Ukrainy i „niezwykły życiorys” Szuchewycza. Od razu chce się zapytać, a cóż w tym życiorysie takiego niezwykłego? Wygląda na to, że dla solidarnościowców każdy kto siedział za cokolwiek w więzieniu w ZSRR lub PRL jest niezwykły. Tym bardziej więc bolesne było dla pana Miecika, że ten niezwykły idol tak go potraktował.

Szuchewycz-junior przyszedł na spotkanie z żoną i swoim asystentem i od razu pokazał prawdziwe oblicze nacjonalizmu ukraińskiego, które zwłaszcza „Wyborcza” zawsze ignorowała.

„Ile wam zapłaciła Moskwa? – zaczął, nie czekając na moje pytanie. Zatkało mnie: – Jaka Moskwa? Komu? Za co? – Moskwa Putina, Kreml. Ile zapłacili waszym posłom za nazwanie wydarzeń na Wołyniu ludobójstwem?”

Dlaczego pan Miecik tak się zdziwił? Przecież pozycjonowanie osób i środowisk mających odmienne zdanie w polityce jako „pachołków Kremla” i „agentów Rosji” jest stałym elementem kultury politycznej III RP, współtworzonym tak przez „Gazetę Wyborczą”, jak i „Gazetę Polską”. Przecież pytanie „ile wam zapłaciła Moskwa?” było wielokrotnie zadawane przez samą „Wyborczą” tym, którzy po wybuchu rewolty na Majdanie nie przyłączyli się do owczego pędu i ostrzegali przed nacjonalizmem ukraińskim. Ludzie ci do dnia dzisiejszego są opluwani jako „agenci Rosji”, a środowisko „Wyborczej” i media red. Sakiewicza dzierżą na tym polu palmę pierwszeństwa.

Mentalność pana Miecika i jego środowiska pokazuje następny fragment wywiadu. Zamiast słów dezaprobaty wobec Szuchewycza i informacji dla czytelnika, że jest to typowa postawa epigonów szowinizmu banderowskiego, mamy słowa uwielbienia i usprawiedliwienia dla rozmówcy.

„Jurij Szuchewycz jest na Ukrainie, zwłaszcza zachodniej, pomnikiem. Niekwestionowanym tam autorytetem moralnym, kimś w rodzaju świeckiego przywódcy duchowego” – już tylko to zdanie kompromituje doszczętnie pana Miecika. „Autorytetem moralnym” i „świeckim przywódcą duchowym” Szuchewycz może być tylko dla banderowców, no i ewentualnie dla red. red. Michnika i Miecika, ale nie dla wszystkich Ukraińców, nawet na zachodniej Ukrainie.

Ale idźmy dalej. To nie koniec gloryfikacji Szuchewycza przez red. Miecika. Pisze on bowiem o Szuchewyczu następująco: „Ma 83 lata i życiorys męczennika. Jako syn zamordowanego w 1950 r. przez NKWD legendarnego komendanta UPA Romana Szuchewycza, sam nie mając nic na sumieniu, został aresztowany przez Sowietów jako 15-letni chłopiec i z krótkimi przerwami przesiedział w łagrach ponad 30 lat. W celi stracił wzrok. Wyszedł w 1989 r., w przededniu odzyskania przez Ukrainę niepodległości. Po zwycięstwie Majdanu w 2014 r. zdobył mandat deputowanego Wierchownej Rady, gdzie w sprawach dotyczących historii jego głos jest wpływowy, zawsze słuchany z uwagą i szacunkiem”.

Pan Miecik jest jeszcze bardziej szczery niż Szuchewycz-junior. Roman Szuchewycz jest dla niego „legendarnym komendantem UPA”. Nie faszystowskim kolaborantem, zbrodniarzem i ludobójcą, ale „legendarnym komendantem”. To mówi dosłownie wszystko o „Wyborczej” i o podziemnej „Solidarności”, z której „Wyborcza” się wywodzi. Nic więcej dodawać nie trzeba. Jeżeli ktoś po tym nadal nie widzi czym naprawdę był, komu służył i w czyim interesie działał ruch polityczny zapoczątkowany w Polsce w 1980 roku, to znaczy, że jest po prostu ślepy. Poza tym nie jest prawdą, że Roman Szuchewycz został „zamordowany”. Zginął w policyjnej obławie, jak pospolity bandyta. Śmieszne są też zachwyty nad tym, że Szuchewycz-junior „przesiedział w łagrach ponad 30 lat”. Dziwna była ta jego 30-letnia odsiadka w „łagrach”, bo jakoś mógł się tam legalnie ożenić i nawet spłodził dwoje dzieci. Głos Szuchewycza-juniora w sprawach historii jest rzeczywiście wpływowy. To jemu Ukraina zawdzięcza gloryfikujące OUN-UPA ustawodawstwo z 9 kwietnia 2015 roku, przyjęte podczas wizyty prezydenta Komorowskiego w Kijowie.

Swoje zachwyty nad Szuchewyczem-juniorem pan Miecik kontynuuje następująco: „W lipcu jako jedyny deputowany towarzyszył przewodniczącemu Wierchownej Rady Andriejowi Parubijowi w zakończonych fiaskiem negocjacjach z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim dotyczących wspólnego stanowiska w sprawie rzezi wołyńskiej. A po przyjęciu polskiej uchwały służył radą deputowanemu Ołehowi Musijowi, autorowi projektu „odwetowej” uchwały ukraińskiego parlamentu o polskim ludobójstwie”.

Pewnie wszystkiemu winna ta polska uchwała, bo gdyby nie ona to można byłoby spokojnie dalej zachwalać czytelnikom „Wyborczej” Szuchewycza-juniora jako szczerego demokratę. A tak prawda o „autorytecie moralnym” wyszła na jaw.

„Panie Juriju, pan mówi poważnie o pieniądzach z Moskwy?” – pyta Miecik. Niestety Szuchewycz-junior jest albo mało inteligentny i nie rozumie podtekstu pytania, albo nie zależy mu już na przyjaciołach z ulicy Czerskiej w Warszawie. Wali więc Miecika nożem miedzy oczy: „To nie moja opinia, tylko pogląd powszechny na Ukrainie. Putin wykorzystuje w wojnie hybrydowej różne siły polityczne, a także je finansuje, by wykonywały jego wolę. Tak jest z mniejszością rosyjską i partią komunistyczną w Estonii, skrajną prawicą Marine Le Pen we Francji, węgierskim Jobbikiem, nie widzę przyczyn, dla których nie miałby finansować posłów polskiego Sejmu (…). Kreml zrobi wszystko, żeby skompromitować postać Stepana Bandery, ukraiński nacjonalizm, myśl polityczną OUN i działalność UPA. Zrobi wszystko, żeby opluć naszych bohaterów i podzielić naród”.

Dalej jest już tylko banderowski bełkot, znany z różnych wypowiedzi samego Szuchewycza-juniora i innych epigonów OUN-UPA. Zasługą pana Miecika jest to, że ten banderowski bełkot z pierwszej ręki czytelnikom „Wyborczej” pokazał. Czy jednak potrafią oni wyciągnąć z tego wnioski? Wątpię. Dowiadujemy się m.in., że prawdziwym ukraińskim patriotą można być tylko, gdy się czci Stepana Banderą i że w „rzeczywistości wojny hybrydowej” kult OUN-UPA musi mieć charakter państwowy. Ludobójstwa na Wołyniu nie było, a jedynie doszło do „do partyzanckiej wojny i masowego antypolskiego wystąpienia ukraińskiego ludu”. Miejscowi Polacy zasłużyli sobie na to, co robił z nimi „ukraiński lud”, bo pogardzali Ukraińcami. A tak w ogóle to Armia Krajowa razem z sowiecką partyzantką masowo mordowała Ukraińców, a Polacy powszechnie kolaborowali z Niemcami hitlerowskimi. Natomiast akcja „Burza”, to była „ostatnia desperacka próba współpracy z Sowietami, znów w imię utrzymania polskich imperialnych zdobyczy na etnicznych ziemiach Ukraińców”.

Obecnie Polska – zdaniem Szuchewycza-juniora – dąży do „ponownej dekapitacji narodu ukraińskiego. Pozbawienia go przywództwa i wartości, tak by znów stał się bezwolną niewolniczą masą, której można będzie narzucić obce wartości i przywództwo. W tym sensie postępujecie wobec Ukrainy dokładnie tak jak Moskwa. Prezentujecie podobne moskiewskiemu postkolonialne i postimperialne myślenie, co pokazał otwarcie wasz Sejm 22 lipca”. Dowodem polskiego imperializmu są dla Szuchewycza-juniora liczne polskie wycieczki odwiedzające Lwów.

Pan Miecik wygląda naprawdę niepoważnie, kiedy tłumaczy Szuchewyczowi, że jego teza „o antyukraińskiej współpracy polsko-moskiewskiej jest krzywdząca i nieprawdziwa. Między Polską a Rosją nie było w ostatnich latach gorszych stosunków niż dziś. I jest to spowodowane między innymi, jeśli nie przede wszystkim, polskim wsparciem dla ukraińskich dążeń niepodległościowych”. W odpowiedzi żona Szuchewycza krzyczy na niego, że jeśli tak, to ma „przestać mówić po rosyjsku i przejść na ukraiński. Przy mnie po rosyjsku mówić pan nie będzie! Ani słowa więcej po kacapsku!”.

Zdziwienie Miecika na ten afront świadczy o tym, że nie rozumie on w ogóle czym jest nacjonalizm ukraiński. Ale nie może być inaczej, skoro jego rozmówca jest dla niego synem „legendarnego komendanta UPA” i męczennikiem sowieckich łagrów. Teraz dopiero Miecik przypomniał sobie, że „przed spotkaniem z Lesią Szuchewycz, urodzoną w Niemczech córką ukraińskiego emigranta, żołnierza UPA, ostrzegali mnie dawni towarzysze pana Jurija. Twierdzili: „To fanatyczka”. A mówili to członkowie założonej przez Szuchewycza w latach 90. partii UNA i jej bojówki UNSO. Ludzie, którzy na ochotnika walczyli w Naddniestrzu, obu wojnach czeczeńskich, Gruzji i wszędzie tam, gdzie można było „bić Moskala”. Jeszcze niedawno wydawało się, że na prawo od nich jest już tylko brunatna mgła”. Niestety są częścią tej brunatnej mgły, co w ostateczności musi też niechętnie przyznać Miecik.

Najbardziej interesująca jest sama końcówka banderowskiego bełkotu Szuchewycza-juniora. Na uwagę Miecika, że nie wszyscy Ukraińcy podzielają jego poglądy, bo np. w Odessie „miejscowa młodzież, koło fascynatów historii, przy wsparciu diaspory żydowskiej zorganizowała wystawę o Wołyniu ’43”, wtrącił się asystent Szuchewycza żądając podania nazwisk tych ludzi i nazwy ich organizacji. „Trzeba powiadomić o tej wystawie odpowiednie służby – oświadczył zdziwionemu Miecikowi – organy ścigania, prokuraturę, Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy”. Ujawniona została w tym momencie rzeczywistość pomajdanowej Ukrainy, na którą konsekwentnie zamykają oczy tzw. wiodące polskie media z „Gazetą Wyborczą” na czele. To nie jest państwo budujące demokrację, ale kraj rządzony przy pomocy terroryzmu państwowego. Oligarchiczno-banderowski wrzód na ciele Europy.

Zdziwiłby się ten, kto by przypuszczał, że banderowski bełkot Szuchewycza-juniora kogoś otrzeźwi w redakcji „Wyborczej” i obozie polskiej rusofobii. Dobitnie świadczy o tym komentarz do wywiadu Miecika z Szuchewyczem, jaki wyszedł spod pióra Pawła Smoleńskiego – czołowego ukrainofila „Wyborczej” i prominentnej postaci lobby ukraińskiego w Polsce[2].

Smoleński także daje na początku popis swojej zawiedzionej miłości do głównej ikony neobanderyzmu na Ukrainie. Zawiedzionej nie dlatego, że Szuchewycz-junior jest szowinistycznym fanatykiem, jak jego ojciec, ale dlatego, że to przed Polakami ujawnił.

„Mam osobisty problem z Pańską rozmową z Igorem Miecikiem, Panie Juriju” – konfidencjonalnie zaczyna Smoleński. Dalej mamy czołobicie, jakby Smoleński znalazł się przed Chmielnickim w Siczy Zaporoskiej: „Brak mi odwagi, by pouczać Pana, człowieka, który spędził w sowieckich łagrach 30 lat (…). Pana, który w sowieckich więzieniach stracił wzrok i, na zdrowy rozum, nigdy nie mógł mieć nadziei na uwolnienie oraz że ktokolwiek, poza więziennym nadzorcą, usłyszy jego słowa. Dziesiątki lat Pańskiej katorgi w gułagu powoduje, że zdejmuję przed Panem czapkę z głowy”.

Czy naprawdę pan Smoleński i pan Miecik nie widzą tego, że rozmowa z kimś takim jak Szuchewycz jest totalną kompromitacją, że na Zachodzie, którym salon warszawsko-krakowski od ćwierćwiecza bije Polaków po oczach, nikt z kimś takim jak Szuchewycz by nie rozmawiał, a co dopiero uznawał go za jakiś autorytet.

Smoleński nie potępia Szuchewycza za to, co powiedział. Grzecznie poucza go tylko, że powinien to powiedzieć delikatniej, innymi słowami, inaczej rozłożyć akcenty. Nie tak na chama, prosto z mostu, ale bardziej dyplomatycznie, w zawoalowany sposób. Smoleński po prostu chce uczyć lwowskiego prostaka savoir-vivre. Tak właśnie wygląda jego komentarz do wynurzeń syna „legendarnego komendanta UPA”. Oto próbka: „Pyta Pan retorycznie, czy Moskwa zapłaciła Polakom za parlamentarne uchwały dotyczące wołyńskiej masakry z 1943 r., co wygląda na wojnę hybrydową. A nie wystarczyłoby Panu, by powiedzieć, że treść tych uchwał podyktowana była polskim przekonaniem o nadzwyczajnej wyższości mojego narodu, o nadzwyczajnych, bo polskich, doświadczeniach w męczeństwie, o nadzwyczajnej, ponoć, świętości Polaków etc., etc. – czyli o nadzwyczajnej, megagalaktycznej wręcz megalomanii i, co bardzo przykre, nieroztropności”.

Brawo, panie Smoleński! Szuchewycz-junior zamiast powiedzieć, że polski Sejm jest płatną agenturą Putina, powinien powiedzieć, że polscy posłowie wykazali się nadzwyczajną megalomanią i nieroztropnością. Wtedy „Wyborcza” by to przyjęła, a salon warszawsko-krakowski przyklasnął. „Nie jest uczciwe, a tym bardziej mądre, by polski brak rozsądku, daj Boże chwilowy, zamieniać na pospolitą sprzedajność wobec Kremla” – tłumaczy Smoleński Szuchewyczowi. No pewnie, że nie jest ładnie sugerować, że np. pan prezes Kaczyński może być agentem Kremla, skoro za oligarchiczno-banderowską Ukrainę jest on gotów walczyć z Rosją do ostatniego Polaka. Ładniej jest powiedzieć, że to chwilowy brak rozsądku. Prawdziwy savoir-vivre dla banderowców. Salon warszawsko-krakowski uczy swoich manier banderowską ulicę we Lwowie. Poza tym jednak podziela jej poglądy, o ile będą wyrażone jego wykwintnym i zakłamanym językiem.

Obozowi polskiej rusofobii wydaje się, że banderowców można nauczyć savoir-vivre i nic już nie stanie na przeszkodzie w zbudowaniu „bloku Trójmorza”, którego wizję roztoczył pan prezydent Duda podczas ostatniej wizyty w Kijowie. Ignorowanie rzeczywistego oblicza nacjonalizmu ukraińskiego i niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą jego odrodzenie zakończy się jednak tragicznie. Oczywiście nie dla obozu polskiej rusofobii, ale dla tzw. zwykłych Polaków.

[1] I. T. Miecik, Jurij Szuchewycz: Wołyń ludobójstwem? Ile wam Kreml zapłacił?, http://www.wyborcza.pl/magazyn, 27.08.2016.

[2] P. Smoleński, Do Jurija Szuchewycza, http://www.wyborcza.pl/magazyn, 27.08.2016.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 30 sierpnia 2016 r.

http://www.mysl-polska.pl/997

http://www.prawica.net/5070

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Savoir-vivre Szuchewycza

  1. Pingback: Savoir-vivre Szuchewycza — Spory o historię i współczesność | Pekok Antylichwiarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s