Powrót Polski na Górny Śląsk

20 czerwca 1922 r. oddziały wojska polskiego wkroczyły do Katowic, rozpoczynając formalny proces przejmowania części Górnego Śląska, która została przyznana Polsce decyzją aliantów zachodnich. Sprawa przynależności państwowej Górnego Śląska rozstrzygnęła się w latach 1919-1921. Przedmiotem sporu polsko-niemieckiego była większość obszaru rejencji opolskiej pruskiej prowincji śląskiej, obejmująca część Opolszczyzny i teren przemysłowy z Katowicami na czele. Do przyłączenia tych ziem – mieszanych narodowościowo, a historycznie do XIV w. polskich – dążyło odrodzone w 1918 r. państwo polskie. Dążenia te wspierał polski ruch narodowy na Górnym Śląsku, zwalczany przez Niemcy. Dla obu państw kwestią strategiczną była przynależność nie tyle samego obszaru rejencji opolskiej, co górnośląskiego przemysłu ciężkiego i wydobywczego. Była to kwestia niezwykle ważna zwłaszcza dla odbudowującego się po 123 latach zaborów państwa polskiego.

O znaczeniu dla Niemiec spornych z Polską terenów najlepiej świadczy fakt podniesienia rejencji opolskiej mocą ustawy z 14 października 1919 r. do rangi prowincji Górny Śląsk (Provinz Oberschlesien) ze stolicą w Opolu. Stało się to już po pierwszym powstaniu śląskim (16-24 sierpnia 1919 r.), które uświadomiło Niemcom, że walka o utrzymanie Górnego Śląska nie będzie łatwa. Formalną władzę na spornym z Polską obszarze sprawowała od 11 lutego 1920 r. do 10 lipca 1922 r. Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa, powołana na mocy art. 88 traktatu wersalskiego i umowy francusko-niemieckiej z 9 stycznia 1920 r. w celu przeprowadzenia plebiscytu na Górnym Śląsku. Jej przewodniczącym był francuski gen. Henri Le Rond – członek Komisji do Spraw Polskich na konferencji pokojowej w Paryżu. 21 stycznia 1920 r. Rada Najwyższa Konferencji Pokojowej w Paryżu skierowała na obszar plebiscytowy wojska okupacyjne – początkowo francuskie, później także włoskie i brytyjskie – podporządkowane Naczelnemu Dowództwu Wojsk Sprzymierzonych na Górnym Śląsku.

Walka polsko-niemiecka o Górny Śląsk skutkowała drugim powstaniem śląskim (19-25 sierpnia 1920 r.), które w przeciwieństwie do pierwszego nie było już ze strony polskiej tylko manifestacją zbrojną, ale objęło cały obszar przemysłowy Górnego Śląska i cześć Opolszczyzny. Co najważniejsze – było powstaniem zwycięskim, które zmusiło stronę niemiecką do ustępstw, w tym przede wszystkim utworzenia mieszanej policji plebiscytowej. Przegranie przez Polskę plebiscytu z 20 marca 1921 r. doprowadziło do wybuchu największego i także zwycięskiego trzeciego powstania śląskiego (2 maja-5 lipca 1921 r.), będącego faktycznie nieformalną wojną polsko-niemiecką o Górny Śląsk. To głównie trzecie powstanie śląskie zadecydowało o korzystniejszym dla Polski, w przeciwieństwie do pierwotnie zakładanego, podziale obszaru plebiscytowego Górnego Śląska.

Nie stało się to jednak od razu. Po zakończeniu trzeciego powstania śląskiego losy Górnego Śląska oddano w ręce aliantów zachodnich. Pierwsze próby wypracowania kompromisu granicznego, podejmowane przez Radę Najwyższą Konferencji Pokojowej i specjalną komisję ekspertów, zakończyły się niepowodzeniem w sierpniu 1921 r. W tej sytuacji kwestie te przeniesiono do procedowania na forum Ligi Narodów. Porozumienie osiągnięto dopiero po dwóch miesiącach rokowań. Opierało się ono na dyskutowanej już w sierpniu 1921 r. propozycji eksperta francuskiego Louisa Loucheur’a. Proponował on podział tzw. górnośląskiego trójkąta przemysłowego zgodnie z wynikami plebiscytu poza obszarem zindustrializowanym. Podział taki eliminował groźbę powstania enklaw niemieckich na obszarze powiatów wiejskich zdominowanych przez ludność polską. Rada Ligi Narodów podjęła właśnie na tej podstawie 12 października 1921 r. uchwałę o podziale Górnego Śląska.

Ustalenia te zaakceptowała następnie Konferencja (Rada) Ambasadorów, czyli działający w latach 1920-1925 organ wykonawczy traktatu wersalskiego, złożony z przedstawiciela Francji oraz paryskich ambasadorów Wielkiej Brytanii, Włoch, Japonii i USA (po ustąpieniu USA – Belgii). Osiągnięcie porozumienia Konferencja Ambasadorów oznajmiła w nocie z 20 października 1921 r. Nie oznaczało to jednak natychmiastowego podziału Górnego Śląska pomiędzy Niemcy i Polskę. Jako warunek wejścia w życie porozumienia Konferencja Ambasadorów postawiła zagwarantowanie mniejszościom narodowym po obu stronach przyszłej granicy praw zabezpieczających ich swobody polityczne, gospodarcze i kulturalne. Polsko-niemieckie rozmowy na ten temat rozpoczęły się 23 października 1921 r. w genewskiej siedzibie Ligi Narodów, a przewodniczył im były prezydent Konfederacji Szwajcarskiej Felix Calonder. Rokowania te, nie pozbawione kryzysów, toczyły się aż pół roku. Dopiero 15 maja 1922 r. podpisano w Genewie polsko-niemiecką Konwencję dotyczącą Górnego Śląska (nazwaną konwencją genewską).

W czasie polsko-niemieckich rokowań w Genewie władzę na przyznanej Polsce części Górnego Śląska sprawowała Naczelna Rada Ludowa, złożona z przedstawicieli polskich stronnictw politycznych. To ten organ stworzył zręby administracji polskiej późniejszego województwa śląskiego, w tym główne instytucje publiczne i system władzy terytorialnej. W czerwcu 1922 r. Naczelna Rada Ludowa przekształciła się w Tymczasową Radę Wojewódzką.

Podpisanie konwencji genewskiej w sprawie podziału Górnego Śląska usunęło ostatnią przeszkodę na drodze wycofania wojsk koalicyjnych, które stacjonowały na obszarze plebiscytowym od stycznia 1920 r. Odtąd bieg wydarzeń przyspieszył. 15 czerwca 1922 r., po rokowaniach z udziałem rządów Polski i Niemiec oraz Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej, podpisano ostateczną umowę dotyczącą warunków przejmowania terytoriów przyznanych obu państwom. Umożliwiło to wkroczenie na były obszar plebiscytowy wojsk niemieckich od zachodu i wojsk polskich od wschodu. Termin zajęcia przez Polskę pięciu wyznaczonych stref ustalono na dni od 17 czerwca do 10 lipca 1922 r.

17 czerwca 1922 r. rozwiązano w Katowicach miejscową policję, a jej miejsce zajęła przybyła z Polski policja piesza, a kilka dni później także konna. 19 czerwca na katowickim rynku odbyła się parada wchodzących w skład wojsk alianckich oddziałów francuskich, które następnie rozpoczęły wymarsz z Katowic. Tego samego dnia podpisany też został w Katowicach akt oddania władzy przez Komisję Międzysojuszniczą w ręce przedstawicieli rządu polskiego, którymi byli Wojciech Korfanty (polski komisarz plebiscytowy na Górnym Śląsku i dyktator trzeciego powstania śląskiego) i Józef Rymer (członek Naczelnej Władzy Cywilnej w trzecim powstaniu śląskim i pierwszy wojewoda śląski). Obaj wchodzili w skład Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej, która sprawowała władzę na przyznanej Polsce części obszaru plebiscytowego od października 1921 do czerwca 1922 r.

Po podpisaniu aktu przejęcia władzy straż na śląsko-polskich posterunkach granicznych przejęli powstańcy śląscy w miejsce żołnierzy alianckich. Następnego dnia – 20 czerwca 1920 r. – wojsko polskie pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego wkroczyło na Górny Śląsk. Centralne uroczystości powitania oddziałów polskich odbyły się tego dnia w Katowicach, przy okazji zajmowania pierwszej wyznaczonej przez aliantów strefy – powiatu ziemskiego katowickiego i miasta Katowice. Triumfalny przemarsz rozpoczął się w Szopienicach, gdzie przebiegała wówczas granica pomiędzy Polską a obszarem plebiscytowym. Tam ustawiono bramę triumfalną, pod którą o godz. 8:00 podeszli pierwsi żołnierze polscy z gen. Szeptyckim na czele. Do słupów bramy przywiązano symboliczny łańcuch pomalowany w pruskie czarno-białe pasy. Józef Rymer, z ustawionej obok trybuny honorowej, wygłosił mowę do stojącego jeszcze za łańcuchem gen. Szeptyckiego. Powiązał w niej powstania śląskie z polskimi powstaniami narodowymi z 1830 i 1863 r.

Po kolejnych przemówieniach odegrano na rozkaz gen. Szeptyckiego Mazurka Dąbrowskiego, następnie marsz żałobny na część poległych powstańców śląskich oraz Rotę. Momentem kulminacyjnym powitania stało się rozkucie młotem symbolicznego łańcucha przez powstańca inwalidę Juliusza Chowańca. Przy powtórnie zagranym Mazurku Dąbrowskiego gen. Szeptycki przekroczył granicę. Już na śląskiej ziemi sześcioletnia dziewczynka wręczyła mu bukiet biało-czerwonych kwiatów. Idących za generałem żołnierzy polskich powitały na moście w Szopienicach wiwatujące tłumy. Szpaler rozentuzjazmowanych tłumów towarzyszył też przemarszowi wojska polskiego na drodze z Szopienic do Zawodzia, na której ustawiono około 30 odświętnie udekorowanych bram triumfalnych. Nie było ani jednego domu, a nawet okna, które nie byłyby przyozdobione w białe orły i biało-czerwone chorągiewki. Inaczej sytuacja wyglądała w centrum Katowic, gdzie zdarzały się domy i ulice, które nie były udekorowane w polskie barwy i symbole. W centrum miasta mieszkało bowiem wielu Niemców, którzy zachowywali rezerwę lub wrogość do przykrej zapewne dla nich uroczystości.

Gen. Szeptycki, dziękując za powitanie na katowickim rynku, wzniósł okrzyk na część ludu śląskiego. Wtedy też otrzymał z rąk powstańców śląskich miecz symbolizujący przekazanie państwu polskiemu władzy nad Górnym Śląskiem. Następnie gen. Szeptycki, siedzący na koniu, przyjął defiladę wojsk polskich i powstańców śląskich. Uroczystości związane z wkraczaniem wojska polskiego do poszczególnych powiatów wszędzie przebiegały według podobnego scenariusza: powitanie żołnierzy polskich, defilada oddziałów polskich i powstańców, dekorowanie odznaczeniami zasłużonych w walkach z Niemcami powstańców i polskich działaczy narodowych oraz msza święta, mająca podkreślić duchową wagę wydarzenia. Ceremonie powitalne przygotowywały polskie organizacje polityczne i społeczne, które utworzyły wojewódzki Komitet Przyjęcia Wojska Polskiego, na czele którego stał Wojciech Korfanty. Jego odpowiednikiem był dla całej Polski Centralny Komitet Uroczystości Dnia Objęcia Górnego Śląska.

23 czerwca 1922 r. triumfalnie witano wojsko polskie w Królewskiej Hucie (obecnie Chorzów) i powiecie bytomskim, 26 czerwca w Piekarach Śląskich, 29 czerwca w Pszczynie, a 4 lipca w powiecie rybnickim. W całym regionie zbudowano ponad 200 bram triumfalnych. W Piekarach Śląskich witał gen. Szeptyckiego i żołnierzy polskich bardzo wzruszony 78-letni Wawrzyniec Hajda – górnik, poeta-samouk, nazywany Śląskim Wernyhorą, który całe dorosłe życie poświęcił walce z germanizacją i sławieniu przyszłej Polski. Zmarł dziewięć miesięcy później – 27 marca 1923 r. – już pod rządami polskimi, których doczekania pragnął, przepowiadając w swoich wierszach powrót Polski na Górny Śląsk. Formalne zakończenie zjednoczenia z Polską przyznanej jej części Górnego Śląska nastąpiło 16 lipca 1922 r. Podpisano wówczas w Katowicach uroczysty Akt Objęcia Górnego Śląska przez Polską. Na uroczystość tę przybyła około 150-sosbowa delegacja rządowa i parlamentarna na czele z marszałkiem Sejmu Ustawodawczego Wojciechem Trąmpczyńskim i ministrem spraw wewnętrznych Antonim Kamieńskim.

Polska otrzymała w 1922 r. tylko 39% (3214 km2) obszaru plebiscytowego zamieszkanego przez 996,5 tys. osób (46% populacji obszaru plebiscytowego). Był to jednak obszar, na którym znajdowała się większość (75%) przemysłu górnośląskiego. Jego przyłączenie do II RP stanowiło zatem ogromny sukces polityczny i gospodarczy. Polska część Górnego Śląska wniosła do odrodzonej po ponad stuleciu zaborów Polski ogromny potencjał gospodarczy. Spośród 67 kopalń węgla kamiennego II RP otrzymała aż 53. Ponadto przypadły jej wszystkie kopalnie rud żelaza, dwie trzecie kopalń rud cynku i ołowiu oraz większość przemysłu hutniczego. Potencjał ten stanowił aż 90% produkcji przemysłowej II RP po 1922 r.

Także pod względem cywilizacyjnym przyłączona część Górnego Śląska znacznie przewyższała pozostałe ziemie II RP. Gęstość zaludnienia województwa śląskiego wynosiła 266 osób na km2, znacznie przewyższając średnią ogólnopolską wynoszącą 83 osoby na km2. Na polskim Górnym Śląsku z rolnictwa utrzymywał się co dziesiąty mieszkaniec (12,2%), podczas gdy w całej Polsce wskaźnik ten wynosił około 60% (na Kresach Wschodnich 80%). W 1938 r. w województwie śląskim było najmniej osób (27%) zarabiających poniżej niezbędnego minimum, które wynosiło 20 zł. Większość budynków w miastach górnośląskich, w przeciwieństwie do pozostałych regionów Polski, dysponowała wówczas dostępem do sieci kanalizacyjnej, wodociągów, elektryczności i gazu. W Katowicach i Chorzowie udogodnienia takie miało 67% mieszkań, podczas gdy w Poznaniu 64%, Krakowie – 48%, Warszawie – 44%, Lwowie – 36%, a w Lublinie – 8%. W województwie śląskim prawie nie było też analfabetyzmu, podczas gdy w skali całej Polski problem ten dotyczył czwartej części ludności (w poszczególnych województwach poza śląskim było od 30 do 50% analfabetów).

Polska otrzymała zatem w 1922 r. na Górnym Śląsku obszar terytorialnie nieduży, ale gospodarczo i cywilizacyjnie wysoko rozwinięty, przypominający swoim charakterem Europę Zachodnią i przewyższający pod tym względem pozostałe dzielnice II RP. Nie ulega wątpliwości, że Polska międzywojenna bez Górnego Śląska byłaby gospodarczo dużo słabsza, a jej możliwości rozwojowe byłyby znacznie skromniejsze. To samo zresztą można powiedzieć o Polsce po 1945 r.

II RP obejmując po traktacie ryskim z 18 marca 1921 r. obszerne terytorialnie, ale słabo rozwinięte gospodarczo, pozbawione większego przemysłu, oparte na zacofanym rolnictwie i do tego wielonarodowościowe Kresy Wschodnie konserwowała półfeudalną strukturę społeczno-gospodarczą, która w znaczący sposób utrudniała modernizację odzyskanego po 123 latach zaborów państwa. Tylko Polska zwrócona na zachód, w kierunku ziem dobrze rozwiniętych gospodarczo, w tym znacząco już uprzemysłowionych, miała szansę na modernizację. Rozumiał to Korfanty, który powiedział, że jeden powiat na Górnym Śląsku, w Wielkopolsce, czy na Pomorzu jest więcej wart niż całe województwo za Bugiem.

Przyłączona do Polski część Górnego Śląska stała się na mocy uchwalonego przez Sejm RP 15 lipca 1920 r. Statutu Organicznego autonomicznym województwem śląskim. Pierwsze wybory do Sejmu Śląskiego odbyły się we wrześniu 1922 r. Miesiąc wcześniej wizytę w województwie śląskim złożył naczelnik państwa, marszałek Józef Piłsudski, który odwiedził kilka miast i odznaczył zasłużonych śląskich powstańców oraz działaczy narodowych. Było to już po tym jak Piłsudski, będący politycznym przeciwnikiem Wojciecha Korfantego, nie zgodził się na objęcie przez niego urzędu premiera (na to stanowisko Korfanty został desygnowany 14 lipca 1922 r. przez Komisję Główną Sejmu RP).

Tak Polska i Górny Śląsk wchodziły w niełatwy okres dwudziestolecia międzywojennego. Przewidział to Wojciech Korfanty, który przemawiając w czerwcu 1922 r. na katowickim rynku mówił z obawą, że zakończenie walk o polski Górny Śląsk jest dopiero początkiem trudnego procesu integracji tej ziemi z Rzecząpospolitą. Mimo wszystkich późniejszych zawirowań dziejowych i tragicznego losu samego Korfantego, który zmarł 17 sierpnia 1939 r., niecały miesiąc po zwolnieniu go w ciężkim stanie z więzienia na Pawiaku – integracja z Polską była korzystna także dla Górnego Śląska. Wbrew bowiem opiniom krzewionym obecnie przez środowiska separatystyczne Polska – zarówno ta z lat międzywojennych, jak i ta z lat 1945-1989 – mając świadomość wartości Górnego Śląska, starała się ten region rozwijać. Również kulturowo, o czym świadczy powstanie na tym terenie po 1945 r. silnego ośrodka akademickiego i naukowo-badawczego. Częściowa dewastacja gospodarcza tego regionu nastąpiła dopiero w wyniku transformacji ustrojowej po 1989 r.

Bohdan Piętka

23 czerwca 2022 r.

„Przegląd”, nr 26 (1172), 20-26.06.2022, s. 34-36

Ucieczka karnej kompanii z KL Auschwitz

10 czerwca 1942 r. miała miejsce jedna z najbardziej tragicznych ucieczek w historii KL Auschwitz. Była to największa zbiorowa ucieczka w historii tego obozu. Podjęta została przez około 50-ciu polskich więźniów politycznych osadzonych w karnej kompanii (Strafkompanie – SK) w Birkenau. Przyczyną ryzykownego kroku, na który się zdecydowali była grożąca im śmierć – w wyniku egzekucji lub brutalnego traktowania przez esesmanów i więźniów funkcyjnych. Uciekali głównie młodzi ludzie 19-, 20-letni, którzy chcieli dalej walczyć z Niemcami – wspominał po latach jeden z siedmiu uczestników ucieczki, którzy ją przeżyli. Był nim August Kowalczyk – urodzony 15 sierpnia 1921 r. w Tarnawie-Górze (powiat włoszczowski), absolwent liceum w Dębicy, aresztowany na Słowacji podczas próby przedostania się do wojska polskiego we Francji i deportowany 4 grudnia 1940 r. z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz, gdzie został więźniem nr 6804.

Karne komando męskie w KL Auschwitz zostało utworzone na początku sierpnia 1940 r. Osadzenie w nim, kończące się często śmiercią więźnia, było słusznie uważane przez więźniów za jedną z najsurowszych represji w obozie. Trafić tam można było m.in. za zabronione kontakty z ludnością cywilną, próbę ucieczki, posiadanie dodatkowej żywności, odzieży, pieniędzy lub fotografii bliskich osób, albo zbyt powolną – wedle uznania esesmana lub kapo – pracę. Więźniowie tego komanda byli izolowani od pozostałych. Nie wolno im było kontaktować się z innymi więźniami ani otrzymywać listów. Wykonywali tylko najcięższe prace fizyczne i zwykle musieli robić to w biegu. Podlegali też wyjątkowo brutalnemu traktowaniu ze strony esesmanów i więźniów funkcyjnych. Czas osadzenia więźnia w karnej kompanii wynosił przeważnie od miesiąca do roku.

W pierwszych dwóch latach kierowano do niej księży katolickich, polskich więźniów politycznych oraz nielicznych jeszcze w tym czasie w obozie Żydów. Z czasem mógł tam trafić każdy więzień. Początkowo karną kompanię umieszczono w obozie macierzystym KL Auschwitz I – w bloku 3, później 11. W maju 1942 r. została przeniesiona do bloku 1 na odcinku BIb obozu w Birkenau. Przyczynę tego przeniesienia następująco opisał August Kowalczyk w swoich wspomnieniach pt. „Refren kolczastego drutu. Trylogia prawdziwa”:

Pod koniec kwietnia 1942 roku, do Auschwitz’u, zjechali przedstawiciele Gestapo z różnych miast na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Przeprowadzili kontrolę losów swoich „klientów”, których w swoim czasie przesłali w celu szybkiej i radyklanej likwidacji. Okazało się, że prawie pół tysiąca tych, którzy już dawno powinni wyjść z obozu przez komin krematorium, radzi sobie w obozie i to wcale nieźle. Były to przeważnie małe numery, z najwcześniejszych transportów. Obóz organizował się w tym czasie. Poszli więc na tak zwane funkcje i atrakcyjne „posady”. Do kuchni, kartoflarni, kantyny więźniarskiej, esesmańskiej. Pracowali w stajni, gospodarstwie rolnym. W ślusarni, kuźni, stolarni. W biurach obozowych i w koszarach SS. Na funkcjach w blokach mieszkalnych (…). Skwapliwie wyłuskano „szczęśliwców” i wysłano do Karnej Kompanii, oznaczając dodatkowo „czerwonymi punktami” (Rotpunkt). Tak dotychczas oznaczano w SK jedynie Żydów i więźniów szczególnie niebezpiecznych, podejrzanych o chęć ucieczki. W Karnej zaczęło gwałtownie ubywać „Rotpunktów”. Wzywani do obozu macierzystego, więcej już nie pojawiali się w SK. Od kolegów pracujących w administracji dowiedzieliśmy się, że są rozstrzeliwani pod ścianą straceń, na dziedzińcu bloku 11.

27 maja 1942 r. osadzono w karnej kompanii około 400 polskich więźniów politycznych, których deportowano do obozu w 1941 i 1942 r. z Warszawy i Krakowa (przeważnie byli to żołnierze polskiej konspiracji). Ich nazwiska wyczytano na apelu w obozie macierzystym , po czym odprowadzono ich pod eskortą esesmanów do Birkenau. Następnego dnia dołączono do nich 20 więźniów skierowanych z aresztu obozowego w bloku 11 obozu macierzystego. Znajdował się wśród nich więzień nr 6804, który do aresztu obozowego trafił 13 maja za utrzymywanie kontaktów z ludnością cywilną wraz z trzema innymi więźniami komanda Bodenwirtschaftsdienst z podobozu oświęcimskiego Buna (Monowitz) w Monowicach.

Już podczas śledztwa w wydziale politycznym (obozowa placówka gestapo) esesman Gerhard Lachmann zakomunikował Kowalczykowi, że zginie w karnej kompanii. W dniu skierowania do Birkenau grupy 20 więźniów z aresztu obozowego podoficer raportowy Gerhard Palitzsch odczytał każdemu z nich wyroki komendanta obozu. Więzień nr 6804 dowiedział się, że za kontakty z cywilami został skazany na dożywotni pobyt w karnej kompanii, a za posiadanie kwoty pieniędzy niezgodnej z regulaminem na karę chłosty – dwa razy po 25 uderzeń kijem. Skończyły się marzenia o przeżyciu – podsumował to Kowalczyk w swoich wspomnieniach.

Nie tylko więzień nr 6804, ale nikt z więźniów skierowanych do karnej kompanii 27 i 28 maja 1942 r. nie miał wątpliwości co go czeka. Ich obawy co do groźby niechybnej śmierci potwierdziły się bardzo szybko. 4 czerwca 1942 r. wydział polityczny wezwał z Birkenau do obozu macierzystego 12 więźniów karnej kompanii (osadzonych w niej 27 maja), pochodzących z Warszawy i okolic. Wprowadzono ich do bloku 11, a następnie pomiędzy godz. 15:00 a 15:30 wyprowadzono na dziedziniec bloku 11 i rozstrzelano pod Ścianą Straceń. Byli to: Mirosław Mirowski (nr 12401), Włodzimierz Makaliński (nr 12710), Bolesław Penta (nr 13337), Tadeusz Łącki (nr 16818), Franciszek Jarzyna (nr 16859), Hieronim Klepacki (nr 16897), Jarema Fediw (nr 18390), Stefan Kunka (nr 18484), Stanisław Maliszewski (nr 18504), Stanisław Mucha (nr 18526), Stanisław Paderewski (nr 18554) i Witko Skiepko (nr 18615). Ich zgon potwierdził lekarz SS Friedrich Entress, podając jako przyczynę śmierci „nagły atak serca” (plötzlicher Herztod).

Następna egzekucja więźniów osadzonych w karnej kompanii pod koniec maja 1942 r. odbyła się w dniu 6 czerwca. Zginęło wtedy pod Ścianą Straceń dziewięciu Polaków z Warszawy: Stanisław Czech (nr 11227), Franciszek Czerniak (nr 11235), Władymir Goliński (nr 11248), Władysław Joniec (nr 11257), Władysław Jarosz (nr 11258), Zbigniew Kotowski (nr 11264), Aleksander Radomski (nr 12547), Zygmunt Kalinowski (nr 18799) i Feliks Końca (nr 22841).

W tej sytuacji ich koledzy postanowili ratować się ucieczką. Do pracy karna kompania wychodziła niedaleko poza obóz w Birkenau. Kopała tam rów melioracyjno-odpływowy, który miał połączyć obóz w Birkenau z płynącą nieopodal Wisłą, nazwany przez esesmanów rowem królewskim (Königsgraben). Stamtąd więźniowie postanowili uciec po sygnale (gwizdku) obwieszczającym koniec pracy i powrót do obozu. Kommandoführerem karnej kompanii był SS-Hauptscharführer Otto Moll (późniejszy szef krematoriów w obozie Birkenau, odpowiedzialny za akcję masowej zagłady Żydów w komorach gazowych). Praca pod jego nadzorem staje się zabójcza. Mnożą się morderstwa popełniane na słabych, wycieńczonych więźniach – napisał August Kowalczyk w swoich wspomnieniach.

10 czerwca 1942 r. rozegrał się dramat ucieczki. Zgodnie z planem ucieczka miała się rozpocząć w momencie wieczornego sygnału zakończenia pracy. Jednakże z powodu silnej ulewy Moll zarządził wcześniejszą przerwę w pracy. Miało to miejsce około godz. 16:30. Jego gwizdek wprowadził zamieszanie wśród więźniów. Do ucieczki rzuciło się około 50 z nich. Kilkunastu uciekinierów zawrócili więźniowie funkcyjni (kapo). Esesmani podjęli natychmiastowy pościg, podczas którego strzelali do uciekających seriami z pistoletów maszynowych. Schwytali dwóch więźniów: Tadeusza Pejsika (nr 12549) i Henryka Pajączkowskiego (nr 22867). Dostarczono ich do obozu macierzystego i osadzono w areszcie obozowym w bloku 11. 8 lipca 1942 r. zostali powieszeni w pierwszej egzekucji publicznej w obozie macierzystym.

Pozostałych więźniów karnej kompanii, którzy na skutek dezorientacji nie podjęli ucieczki, esesmani popędzili z powrotem do obozu w Birkenau i ustawili do apelu pomiędzy barakami nr 1 i 2 na odcinku BIb. Wkrótce przez bramę wniesiono tam zwłoki 13 więźniów zastrzelonych podczas ucieczki. Byli to: Mieczysław Kawecki (nr 3673), Julian Dębieć (nr 9180), Bolesław Pejsik (nr 12540), Stanisław Maringe (nr 12691), Mieczysław Jaworski (nr 13353), Edward Rogaliński (nr 13407), Bogusław Szubarga (nr 13576), Henryk Lachowicz (nr 16809), Antoni Urban (nr 18647), Władysław Pruszyński (nr 19905), Jerzy Neymann (nr 22293), Władysław Skurczyński (nr 22876) i Adam Paluch (nr 27064).

Ucieczka udała się tylko dziewięciu więźniom. Należeli do nich: August Kowalczyk (nr 6804), Jerzy Łachecki (nr 12541), Jan Laskowski (nr 12543), Zenon Piernikowski (nr 12544), Aleksander Buczyński (nr 12754), Józef Traczyk (nr 13323), Tadeusz Chróścicki (nr 16655), Józef Pamrow (nr 22858) i Eugeniusz Stoczewski (nr 22883). Buczyńskiego i Stoczewskiego schwytano 14 czerwca 25 km od obozu. Obaj zostali osadzeni w areszcie obozowym i rozstrzelani miesiąc później – 14 lipca 1942 r.

11 czerwca, po porannym apelu, ponad 100 więźniów z karnej kompanii oznaczonych czarnymi punktami i kilkunastu czerwonymi punktami wyprowadzono do pracy przy kopaniu Königsgraben. Natomiast około 320 więźniów oznaczonych czerwonymi punktami pozostawiono pomiędzy blokami nr 1 i 2 w przysiadzie z wyciągniętymi przed siebie rękami. Około godziny 10:00 przyjechał tam kierownik obozu macierzystego SS-Strurmbannführer Hans Aumeier w asyście esesmanów i zażądał wydania organizatorów buntu. Odpowiedzią było milczenie. Wówczas Aumeier wywołał z szeregów 20 więźniów, z których 17 zastrzelił osobiście, a trzech zastrzelił SS-Hauptscharführer Franz Hössler. Pozostali przez kilka następnych godzin musieli zajmować pozycję w przysiadzie z wyciągniętymi rękami, co powodowało duże cierpienie. Po południu dołączono do nich kilkunastu więźniów z czerwonymi punktami, których przyprowadzono ze szpitala więźniarskiego w Birkenau. Z wszystkich więźniów ściągnięto następnie ubrania obozowe i buty, a ręce skrępowano im na plecach drutem kolczastym. Po przybyciu eskorty z SS-Hauptscharführerem Gerhardem Palitzschem na czele, wyprowadzono kolumnę około 320 więźniów do Bunkra nr 1 (tzw. Czerwony Domek – pierwsza prowizoryczna komora gazowa w Birkenau), gdzie zabito ich gazem. W sumie rozstrzelanych zostało 20, a zagazowanych około 320 więźniów karnej kompanii.

August Kowalczyk po dramatycznej ucieczce ukrywał się w zbożu na terenie miejscowości Bojszowy, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety. Zapewniły mu one żeńskie przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywały go śląskie rodziny Lysków i Sklorzy przy wsparciu konspiracji przyobozowej. Przebywał przez siedem tygodni w kryjówce na poddaszu domu rodziny Lysków w Bojszowach, a następnie z fałszywymi dokumentami przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo znalazł schronienie na zamku w Pieskowej Skale, gdzie pracował w mieszczącym się tam sierocińcu dla dzieci polskich z Wołynia, których rodzice zostali zamordowani przez nacjonalistów ukraińskich. Później walczył do końca wojny w szeregach AK w powiecie miechowskim.

W 1948 r. zdał eksternistycznie egzamin aktorski i zadebiutował jako aktor teatralny, a potem także filmowy i telewizyjny oraz reżyser. Wykreował 26 ról filmowych, w tym role gestapowców zagrane sugestywnie w „Stawce większej niż życie” i „Polskich drogach”. Przez wiele lat odtwarzał też, zwłaszcza przed młodą publicznością, monodram „6804”. Opowiadał w nim o swoich przeżyciach w KL Auschwitz, w tym o buncie i ucieczce karnej kompanii 10 czerwca 1942 r. Ostatnie „6804 wystąpienie” August Kowalczyk odegrał 10 czerwca 2012 r. na terenie byłego KL Auschwitz II-Birkenau, w 70. rocznicę buntu karnej kompanii, nieopodal miejsca, gdzie doszło do jej buntu i próby ucieczki. Była to prawdopodobnie jedna z najlepszych, a może najlepsza rola odegrana przez Augusta Kowalczyka w jego długiej karierze aktorskiej, ponieważ grana ze świadomością, że jest to rola ostatnia. Zmarł siedem tygodni później, 29 lipca 2012 r.

Bohdan Piętka

„Przegląd”, nr 24 (1170), 6-12.06.2022, s. 40-42

Sankcje gospodarcze wobec PRL po 1981 r.

Wprowadzenie 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego przez władze PRL spowodowało negatywną reakcję Zachodu, która miała charakter wielowymiarowy – od propagandy i wojny ideologicznej po sankcje gospodarcze. Stan wojenny oznaczał koniec 16-miesięcznego „karnawału Solidarności”, z którym w bloku zachodnim, a zwłaszcza w USA, wiązano nadzieje na tzw. rozmiękczenie obozu światowego komunizmu. Wydarzenia rozgrywające się w Polsce po 13 grudnia 1981 r. trafiły na czołówki mediów całego świata i szczególnie intensywnie były nagłaśniane w mediach zachodnich. Przez wiele tygodni, a może i miesięcy stały się tam najważniejszym tematem serwisów informacyjnych od prasy po radio i telewizję.

Medialne oburzenie na stan wojenny w Polsce, nierzadko także połączone z wyolbrzymianiem rzeczywistych represji wobec zdelegalizowanej Solidarności i ofiar (np. informacja o rzekomej śmierci Tadeusza Mazowieckiego w pierwszych dniach stanu wojennego), bynajmniej nie korespondowało z rzeczywistym stanowiskiem wielu polityków zachodnich. Pierwsze reakcje przywódców Francji i RFN na wprowadzenie stanu wojennego były wstrzemięźliwe. Np. francuski minister spraw zagranicznych Claude Cheysson zapytany o to, czy jego kraj zamierza podjąć jakieś kroki w odpowiedzi na wydarzenia w PRL odparł: „Absolutnie nie. Oczywiście nic nie zrobimy”. W niektórych mediach zachodnich („Die Zeit”, „Times”, „Washington Post”) między słowami oburzenia na „juntę Jaruzelskiego” przejawiała się jednak ulga, że „polski kryzys” został rozwiązany polskimi rękami, bez zbrojnej interwencji wojsk radzieckich, co groziłoby zaostrzeniem wielowymiarowej konfrontacji pomiędzy blokiem wschodnim i zachodnim (reakcją amerykańską na interwencję radziecką w Polsce mogła być np. inwazja Kuby).

Tę ulgę musiała odczuwać także administracja USA, która plan wprowadzenia stanu wojennego w Polsce znała z miesięcznym wyprzedzeniem, dzięki informacjom przekazanym przez płk. Ryszarda Kuklińskiego po jego ucieczce z Polski 8 listopada 1981 r. Jak wiadomo, Waszyngton nie uczynił nic by o grożącym niebezpieczeństwie ostrzec Solidarność. Oficjalnie jednak administracja Ronalda Reagana zareagowała na stan wojenny gwałtownym potępieniem władz PRL i propagandowym, a następnie materialnym wsparciem dla zdelegalizowanej Solidarności. 24 grudnia 1981 r. prezydent Reagan zapalił świeczkę w oknie Białego Domu i stwierdził, że jest to „mały, ale znaczący wyraz naszej solidarności z Polakami”. Najbardziej spektakularną akcją propagandową ze strony USA było zorganizowanie 30 stycznia 1982 r. międzynarodowego Dnia Solidarności z Narodem Polskim. Dzień później został wyemitowany w amerykańskiej telewizji 90-minutowy program dokumentalno-artystyczny „Let Poland be Poland”, którego tytuł był nawiązaniem do piosenki Jana Pietrzaka „Żeby Polska była Polską”. W programie tym wystąpiło wielu ważnych polityków z 14 państw zachodnich (m.in. prezydent Francji François Mitterand i kanclerz RFN Helmut Schmidt) oraz znanych artystów (Kirk Douglas, Henry Fonda, Frank Sinatra, Max von Sydov i in.).

W państwach zachodnich organizowano też manifestacje sprzeciwu wobec stanu wojennego. W demonstracji zorganizowanej przez pięć central związkowych w Paryżu 14 grudnia 1981 r. miało wziąć udział 100 tys. osób. Natomiast od 17 do 31 grudnia 1981 r. trwała nieprzerwanie przez 24 godziny na dobę manifestacja przed ambasadą PRL w Londynie, określana jako „warta wolności”. Wyrażano także dezaprobatę dla tych polityków zachodnich, którzy zajęli wyważone stanowisko wobec wydarzeń w Polsce. Przykładem tego była manifestacja w Paryżu, podczas której domagano się dymisji ministra Cheyssona z powodu jego wspomnianej wyżej wypowiedzi.

Pretekstem do zaostrzenia retoryki i stanowiska administracji amerykańskiej, jak i początkowo wstrzemięźliwych przywódców Europy Zachodniej, stała się pacyfikacja kopalni „Wujek” w Katowicach 16 grudnia 1981 r., w wyniku której zginęło na miejscu sześciu górników, a trzech dalszych zmarło z ran.

Reakcja Waszyngtonu na stan wojenny była od początku najostrzejsza spośród wszystkich państw bloku atlantyckiego. Już 14 grudnia 1981 r. Biały Dom zakomunikował o wstrzymaniu pomocy gospodarczej dla PRL, której wartość wynosiła 740 mln dolarów. Poinformował też o braku zgody na odroczenie płatności polskiego zadłużenia wobec USA. Wznowienie zablokowanej pomocy uzależniono od zniesienia przez władze w Warszawie stanu wojennego. Dopiero jednak masakra w kopani „Wujek” dała Stanom Zjednoczonym formalny powód do wprowadzenia daleko idących sankcji ekonomicznych wobec PRL. Oficjalne ogłoszenie pakietu tych sankcji nastąpiło 23 grudnia 1981 r.

Sankcje amerykańskie obejmowały zamrożenie oficjalnych kontaktów z PRL, zawieszenie rządowych gwarancji na kredyty, zakaz połowu na terytorialnych wodach amerykańskich, wstrzymanie dostaw dla polskiego rolnictwa, częściowe zawieszenie współpracy naukowej i technicznej, zablokowanie dostępu dla Polski do nowych technologii i zakaz wstępu w amerykańską przestrzeń powietrzną dla samolotów PLL LOT.

Najdotkliwszymi sankcjami były zablokowanie wejścia PRL do Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz odebranie PRL w październiku 1982 r. – w reakcji na ostateczną delegalizację Solidarności – klauzuli najwyższego uprzywilejowania w handlu ze Stanami Zjednoczonymi, którą Polska cieszyła się od 1960 r. W kolejnych tygodniach do sankcji gospodarczych wobec Polski przyłączyły się również czołowe państwa Europy Zachodniej. Ich pakiet sankcji obejmował głównie restrykcje kredytowe, twardą egzekucję płatności rat polskiego zadłużenia zagranicznego oraz bojkot dyplomatyczny. Tak np. w lutym 1982 r. Wielka Brytania zawiesiła rozmowy na temat restrukturyzacji długu PRL, anulowała przyznane kredyty oraz zrezygnowała z dostaw żywności do Polski. Wspólnym stanowiskiem politycznym USA i ich partnerów z Europy Zachodniej stało się potępienie stanu wojennego, żądanie jego zniesienia i rozpoczęcie dialogu władz PRL z Solidarnością. Były to zarazem warunki zniesienia sankcji gospodarczych.

Równocześnie Stany Zjednoczone rozpoczęły akcję propagandową, w której podkreślały, że sankcje są skierowane przeciw reżimowi komunistycznemu, a nie społeczeństwu polskiemu, wobec którego Waszyngton deklarował solidarność i sympatię. Taką też narrację przyjęła podziemna Solidarność i nielegalna opozycja antykomunistyczna. Niestety sankcje USA i Zachodu uderzyły nie w reżim komunistyczny, ale w społeczeństwo polskie i jego poziom życia, co złośliwie dał do zrozumienia rzecznik prasowy rządu PRL Jerzy Urban, informując zachodnich dziennikarzy, że „rząd sam się wyżywi”. Dodał do tego, że Polska Ludowa nie jest kolonią USA i sama da sobie radę. Jak pokazał późniejszy bieg wypadków – nie dała sobie rady.

Gospodarka PRL znajdowała się w postępującym kryzysie od końca lat 70-tych XX w. Nie była to bynajmniej wina wyłącznie ekipy Edwarda Gierka. Już pod koniec lat 50-tych XX w. władze były świadome, że model gospodarczy przeszczepiony do Polski z ZSRR po prostu nie działa. Podejmowane po 1956 r. próby jego reformowania były skazane na niepowodzenie z jednej strony z powodu braku woli takich zmian w samym ZSRR, a z drugiej strony z powodu faktycznej niereformowalności systemu gospodarki planowej i nakazowo-rozdzielczej. To z czasem musiało doprowadzić do trwałego kryzysu systemowego. Wydarzenia z lat 1980-1981 kryzys ten znacząco pogłębiły i spowodowały, że gospodarczo PRL znalazła się na równi pochyłej. W tej sytuacji sankcje gospodarcze USA były ciosem dodatkowym i bardzo dotkliwym. Istotny wpływ na dotkliwość tych sankcji miało uzależnienie PRL od głównych państw kapitalistycznych w sferze eksportu i dostaw, jak i dostępności do kredytów.

Jednym z najbardziej negatywnych dla gospodarki PRL posunięć sankcyjnych Waszyngtonu było zawieszenie gwarancji dla kredytów, których socjalistyczna gospodarka polska bardzo w tym czasie potrzebowała z powodu braku środków na spłatę odsetek i import żywności. Brak amerykańskiej gwarancji dla kredytów spowodował, że rząd PRL miał problemy nawet z pokryciem zapotrzebowania na przydziały kartkowe żywności. Dotkliwy był również sprzeciw USA wobec wejścia PRL do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w którym upatrywano szansę na pozyskanie nowych kredytów.

Bolesny dla kwestii wyżywienia Polski był nawet zakaz połowu na wodach amerykańskich. Polskie trawlery odławiały tam wówczas około 200 tys. ton ryb rocznie, czyli tyle, ile pozyskiwano ich z Bałtyku. Nie mniej ciężkie było amerykańskie embargo na dostawy dla polskiego rolnictwa, zwłaszcza środków do produkcji pasz i nawozów sztucznych. Pogłębiło to znacznie kryzys żywnościowy w Polsce.

Pierwszą reakcją władz na sankcje amerykańskie było wysłanie pod koniec grudnia 1981 r. ministra handlu zagranicznego PRL Tadeusza Nestorowicza do Moskwy. Efektem jego wizyty było podpisanie umowy o obrotach towarowych z ZSRR, której celem było zastąpienie dostaw amerykańskich. Na dłuższą metę okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ gospodarka radziecka borykała się z identycznym systemowym kryzysem gospodarczym, jak gospodarka PRL, pogłębionym dodatkowo militarnym zaangażowaniem ZSRR w Afganistanie. Faktu tego nie ukrywał Leonid Breżniew w rozmowach z Wojciechem Jaruzelskim wiosną 1982 r. Wobec problemów spowodowanych przez sankcje amerykańskie ekipa Jaruzelskiego pozostała więc sama.

Podstawowym mechanizmem napędzania gospodarki PRL w latach 1982-1984 stało się wydłużenie czasu pracy oraz zmiany w strukturze importu. W 1983 r. udało się dzięki temu zahamować spadek dochodu narodowego, spowodowany m.in. sankcjami gospodarczymi, ale w 1985 r. dochód ten był nadal niższy o 20% w stosunku do poziomu z roku 1979. Rezultaty sankcji amerykańskich i zachodnioeuropejskich były coraz mocniej odczuwalne przez gospodarkę polską. Wyjątkowo trudny dla niej stał się właśnie rok 1983, a czytelnym tego znakiem było zniesienie i przywrócenie po kilku miesiącach reglamentacji tłuszczów.

W październiku 1983 r. premier Jaruzelski powołał „Zespół roboczy dla kompleksowej koordynacji działań zmierzających do dochodzenia rekompensat z tytułu strat i szkód wyrządzonych polskiej gospodarce w wyniku zastosowania restrykcji przez USA i inne państwa zachodnie”. Na jego czele stanął członek Biura Politycznego KC PZPR i minister spraw zagranicznych Stefan Olszowski. Działalność tego Zespołu miała w zasadzie charakter propagandowy. Zachęcano polskie przedsiębiorstwa do zaskarżania władz amerykańskich za poniesione straty i nieosiągnięte korzyści. Do tego samego namawiano zachodnich kontrahentów. Przygotowywano akcję dyplomatyczną w ONZ oraz w Europejskiej Komisji Gospodarczej i wśród państw należących do Układu Ogólnego w Sprawie Ceł i Handlu (GATT). Skierowano też 3 listopada 1983 r. notę protestacyjną do Waszyngtonu, w której protestowano przeciw sankcjom. Niewiele to jednak pomogło borykającej się z kryzysem gospodarce PRL. Kierujący tymi działaniami Stefan Olszowski, po usunięciu go z funkcji partyjnych i państwowych w listopadzie 1985 r., sam wyjechał w 1986 r. na stałe do USA, co można uznać za chichot historii.

Władze PRL oszacowały, że straty gospodarcze spowodowane przez sankcje zachodnie, głównie amerykańskie, wyniosły około 15 mld dolarów. Były to straty poważne, które niewątpliwie stały się jednym z istotnych czynników pogłębienia erozji gospodarczej PRL, co zakończyło się pod koniec lat 80-tych XX w. upadkiem tzw. realnego socjalizmu i transformacją gospodarczą Polski w kierunku kapitalizmu. Pod tym względem, jako część strategii tzw. rozmiękczania światowego komunizmu, wprowadzone pod koniec 1981 r. sankcje amerykańskie i zachodnioeuropejskie okazały się skuteczne ekonomicznie i politycznie.

Sankcje te zostały po raz pierwszy złagodzone w rok po drugiej pielgrzymce papieża Jana Pawła II do ojczyzny w czerwcu 1983 r. i zniesieniu stanu wojennego 22 lipca 1983 r. oraz związanej z tym częściowej amnestii dla więźniów politycznych. Do całkowitego zniesienia sankcji zaczęło z czasem nawoływać kierownictwo podziemnej Solidarności z Lechem Wałęsą na czele. Apel o zniesienie sankcji Wałęsa wystosował 5 grudnia 1983 r. Apelowała też o to Polonia amerykańska, a jej inicjatywę wspierało otoczenie Jana Pawła II. W 1984 r. administracja USA cofnęła zakaz połowów na swoich wodach, zakaz lotów dla PLL LOT oraz sprzeciw wobec wejścia PRL do MFW. Wpływ na dalsze łagodzenie sankcji miała odwilż w stosunkach Wschód-Zachód, jaka nastąpiła po rozpoczęciu w 1985 r. pieriestrojki w ZSRR, kolejne amnestie dla więźniów politycznych w PRL z 21 lipca 1984 i 17 lipca 1986 r. oraz czynione już w tym czasie przygotowania władz PRL do dialogu z opozycją. Stany Zjednoczone zniosły ostatecznie wszelkie sankcje wobec Polski 19 lutego 1987 r.

 

Bohdan Piętka

„Przegląd”, nr 22 (1168), 23-29.05.2022, s. 46-48

Bilans drugiej wojny światowej

Druga wojna światowa była największym z dotychczasowych konfliktów zbrojnych w dziejach ludzkości. Nie tylko pod względem ilości zaangażowanych w ten konflikt państw, liczebności walczących armii, rozmiarów terytoriów objętych walkami i okupacjami, ale także poniesionych strat ludzkich. W wojnie tej zginęło około 70 mln ludzi, co stanowiło ponad 3% spośród 2,3 mld ówczesnej populacji świata. W większości były to straty cywilne będące rezultatem działań wojennych, głodu i epidemii spowodowanych wojną oraz terroru i eksterminacji. Tym przede wszystkim druga wojna światowa różniła się od poprzednich wojen, a zwłaszcza pierwszej wojny światowej.

W konflikcie światowym z lat 1914-1918 (nazywanym do 1939 r. Wielką Wojną), na około 14 mln jego ofiar, od 8,5 do 9,5 mln stanowiły straty walczących armii. Większość spośród co najmniej 5 mln ofiar cywilnych zginęła w wyniku głodu i chorób zakaźnych, aczkolwiek już podczas pierwszej wojny światowej miały miejsce ofiary będące rezultatem bombardowań artyleryjskich miast i eksterminacji (ludobójstwo Ormian). Natomiast w konflikcie światowym z lat 1939-1945 straty walczących armii szacowane są na co najmniej 21 mln poległych, ofiary będące wynikiem działań zbrojnych i eksterminacji na co najmniej 29 mln, a ofiary zmarłe w wyniku głodu i chorób związanych z wojną na co najmniej 19 mln.

Największe straty ludnościowe podczas drugiej wojny światowej w Europie poniosły Polska i ZSRR. Wynikało to nie tylko z tego, że front wschodni stał się największym teatrem działań wojennych w Europie, ale także z celów polityki okupacyjnej Niemiec hitlerowskich na zajętych obszarach Europy Środkowej i Wschodniej. Polityka ta, zdefiniowana w 1941 r. w Generalnym Planie Wschodnim, zmierzała do depopulacji okupowanych terenów Polski i ZSRR poprzez eksterminację bezpośrednią i pośrednią (wysiedlenia, degradacja społeczno-ekonomiczna) mieszkającej tam ludności. Celem perspektywicznym było stworzenie Lebensraumu (przestrzeni życiowej) dla Niemców na uwolnionych od rdzennej ludności obszarach Europy Środkowej i Wschodniej.

Straty polskie oszacował na początku lat 90-tych XX w. prof. Czesław Łuczak, opierając się na źródłach ze Statistisches Bundesamt w Wiesbaden. Wedle jego badań podczas drugiej wojny światowej zginęło ponad 2 mln etnicznych Polaków, w tym 1,3 mln w Generalnym Gubernatorstwie (bez Dystryktu Galicja), 250 tys. na ziemiach wcielonych do Rzeszy i 500 tys. na byłych Kresach Wschodnich – łącznie z ofiarami okupacji radzieckiej oraz nacjonalistów ukraińskich i litewskich. Straty mniejszości narodowych w II RP (poza Żydami) Łuczak oszacował na około 1 mln, co łącznie ze stratami polskich Żydów (około 2,9 mln) daje około 6 mln obywateli polskich, którzy stracili życie podczas wojny.

Straty poniesione podczas drugiej wojny światowej przez polskie siły zbrojne i konspirację wojskową wyniosły najprawdopodobniej około 240 tys. zabitych, z tego 140 tys. żołnierzy regularnego wojska i 100 tys. żołnierzy konspiracji.

Związek Radziecki stracił w wojnie z Niemcami hitlerowskimi (1941-1945) 26,6 mln swoich obywateli. Z tej liczy 10,6 mln poległo w walkach na froncie, 10 mln zginęło w wyniku działań wojennych i niemieckich zbrodni przeciw ludzkości, a 6 mln zmarło w wyniku chorób i głodu spowodowanych wojną. Jednakże wbrew twierdzeniom radzieckiej i rosyjskiej polityki historycznej udział ZSRR w drugiej wojnie światowej nie rozpoczął się 22 czerwca 1941 r. Dlatego do strat radzieckich w drugiej wojnie światowej powinny być też wliczane straty Armii Czerwonej w wojnie z Polską (17 września-6 października 1939 r., co najmniej 1475 poległych) i tzw. wojnie zimowej z Finlandią (30 listopada 1939-13 marca 1940 r., co najmniej 126 875 poległych i zaginionych).

Największe straty spośród republik wchodzących w skład ZSRR poniosły: Rosyjska FSRR – 13 950 000 (6 750 000 poległych na froncie, 4,1 mln zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 3,1 mln zmarłych z głodu i chorób), Ukraińska SRR – 6 850 000 (1 650 000 poległych, 3,7 mln zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 1,5 mln zmarłych z głodu i chorób), Białoruska SRR – 2 290 000 (620 tys. poległych, 1 360 000 zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 310 tys. zmarłych z głodu i chorób) i Kazachska SRR – 660 tys. (310 tys. poległych i 350 tys. zmarłych z głodu i chorób). Tylko sama blokada Leningradu (8.09.1941 – 27.01.1944) pochłonęła życie 876 612 żołnierzy Armii Czerwonej i 1 042 000 cywili, w tym 632 253 zmarłych z głodu.

Duże straty podczas wojny w Europie poniosła także Jugosławia. Narody przedwojennej Jugosławii straciły od 1 mln do 1,7 mln ofiar. W tej liczbie mieszczą się zarówno straty kolaborującego z III Rzeszą tzw. Niezależnego Państwa Chorwackiego, jak i okupowanych przez Niemcy i Włochy Słowenii, Serbii i Czarnogóry. Straty ludności cywilnej wyniosły według różnych szacunków od 581 tys. do 1,4 mln, w tym co najmniej 350-370 tys. osób (z czego około 300 tys. Serbów) padło ofiarą ludobójczych działań chorwackich ustaszy. Znaczne były też straty Grecji – 35 tys. żołnierzy oraz od 500 do 771 tys. cywili (z czego od 300 do 600 tys. zmarło z głodu i chorób). Przyczyną tak dużych strat ludności cywilnej była brutalna reakcja okupanta niemieckiego na działania greckiego ruchu oporu oraz zagłada Żydów greckich.

Straty Czech (okupowanych przez Niemcy) oraz Słowacji (w latach 1939-1944 kolaborującej z Niemcami) wyniosły łącznie ponad 350 tys. ofiar, z czego około 300 tys. przypadło na ludność cywilną. Generalny Plan Wschodni przewidywał depopulację także narodu czeskiego. Po zamachu na Reinharda Heydricha w maju 1942 r. doszło do odwetowych działań terrorystycznych wobec Czechów (m.in. zagłada Lidic), na nieporównywalnie jednak mniejszą skalę niż podobne działania niemieckie w okupowanej Polsce.

Straty aliantów zachodnich podczas drugiej wojny światowej były znacznie niższe niż narodów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Wynikało to z faktu, że fronty, na których walczyli alianci zachodni, absorbowały nieporównywalnie mniejszą liczbę sił i środków niż front wschodni. Ponadto polityka okupacyjna Niemiec w Europie Zachodniej nie miała charakteru eksterminacyjnego (z wyjątkiem Żydów i uczestników narodowych ruchów oporu). W wypadku USA straty wyniosły 407 316 poległych żołnierzy oraz 12100 zabitych cywili, Wielkiej Brytanii – 383 786 żołnierzy (wliczając straty wojsk dominiów i kolonii brytyjskich – 580 497) i 67200 cywili, Francji wraz z walczącymi po jej stronie koloniami – 210 tys. żołnierzy i 390 tys. cywili, Belgii – 12 tys. żołnierzy i 76 tys. cywili, Holandii – 6700 żołnierzy i 202 tys. cywili, Norwegii – 2 tys. żołnierzy i 8200 cywili, Danii – 6 tys. cywili.

W wojnie na Dalekim Wschodzie największe straty poza Japonią poniosły Chiny, Holenderskie Indie Wschodnie, Indochiny Francuskie, Filipiny i Birma Brytyjska. Chiny straciły podczas wojny z Japonią (1937-1945) od 15 do 20 mln ofiar, z czego 80% przypada na straty ludności cywilnej będące rezultatem japońskich zbrodni przeciw ludzkości (sama rzeź Nankinu pochłonęła około 300 tys. ofiar) oraz głodu i epidemii chorób spowodowanych przez warunki wojny i okupacji. Japońska polityka okupacyjna doprowadziła też do śmierci około 4 mln osób w Holenderskich Indiach Wschodnich (obecnie Indonezja), od 1 mln do 2,2 mln osób w Indochinach Francuskich (obecnie Wietnam, Laos i Kambodża), 500 tys. osób na Filipinach (wówczas protektorat USA) oraz 250 tys. osób w Birmie Brytyjskiej (obecnie Mjanma).

Japońskie zbrodnie przeciw ludzkości nie ominęły nawet Korei, która od 1910 r. była kolonią japońską. Podczas drugiej wojny światowej zginęło w wyniku terroru japońskiego od 483 do 533 tys. mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa Korei.

Duże straty poniosły również Indie Brytyjskie (obejmujące obecne Indie, Pakistan, Nepal i Bangladesz), które jako terytorium zależne Wielkiej Brytanii uczestniczyły w wojnie od 3 września 1939 r. Na frontach drugiej wojny światowej w Europie i Azji zginęło 87 tys. żołnierzy pochodzących z Indii Brytyjskich, a 3 mln mieszkańców tej kolonii zginęło w wyniku klęski głodu, jaka miała miejsce w Bengalu w latach 1940-1944. Głód ten został spowodowany z jednej strony przez japońską inwazję na Birmę Brytyjską, która odcięła szlaki handlowe i spowodowała napływ znacznej ilości uchodźców do Bengalu. Z drugiej strony przyczyną głodu były działania kolonialnych władz brytyjskich, które przy słabych zbiorach rekwirowały żywność na potrzeby armii oraz poleciły zniszczyć w regionach graniczących z Birmą wszystko co mogło pomóc Japończykom w dalszej inwazji (m.in. linie kolejowe i łodzie rybackie, co unicestwiło lokalny handel i rybołówstwo).

Procentowo największą liczbę ludności spośród państw biorących udział w drugiej wojnie światowej straciła Polska – około 17,22%. Wskaźnik ten w wypadku ZSRR wyniósł – 13,7%, Grecji – 11,17%, Jugosławii – 10,97 %, Węgier – 10,56%, Niemiec – 8,23%, Japonii – 4,34%, Chin – 3,86%, Rumunii – 3,13%, Czechosłowacji – 2,43 %, Holandii – 2,41 %, Francji – 1,44 %, Włoch – 1,06%, Belgii – 1,05 %, Wielkiej Brytanii – 0,94 %, Nowej Zelandii – 0,72%, Australii – 0,58%, Norwegii – 0,35 %, USA – 0,32 %, Danii – 0,16 %.

Odrębną grupę strat wojennych stanowią ofiary Holocaustu, czyli zagłady około 6 mln spośród 7,3 mln Żydów europejskich przeprowadzonej przez Niemcy przy współudziale niektórych ich sojuszników (Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria) i kolaborantów (reżimu Vichy we Francji, reżimu Quislinga w Norwegii, chorwackich ustaszy, nacjonalistów litewskich i ukraińskich). Zagładę Żydów europejskich Niemcy hitlerowskie skoncentrowały na okupowanych terenach Polski i ZSRR. Przyczyną tego było m.in. to, że na tym obszarze mieszkała większość europejskich Żydów, a ich zagłada była wstępem do depopulacji Europy Środkowo-Wschodniej w myśl założeń Generalnego Planu Wschodniego. Procentowo największe straty ponieśli Żydzi będący obywatelami przedwojennej Holandii – 91,5%, Jugosławii – 89%, Litwy – 88,1%, Polski (w granicach z 1939 r.) – 87,7%, Grecji – 86,3%, Czech (podczas okupacji Protektoratu Czech i Moraw oraz Kraju Sudetów) – 84,4%, Łotwy – 74,7%, Węgier (w granicach z 1940 r.) – 73,9%, Słowacji – 73,6%, Norwegii – 47,1%, Rumunii (w granicach z 1940 r.) – 46,3%, Belgii – 45%, Luksemburga – 42,9%, Estonii – 38%, ZSRR (w granicach z 1939 r.) – 31,9%, Austrii – 30,1%, Francji – 29,2%, Niemiec – 24,5%.

Liczba ofiar dokonanej przez Niemcy zagłady Romów wyniosła od 130 do ponad 285 tys. spośród około 947 tys. osób tej narodowości mieszkających przed wojną w państwach Europy. Niemcy zamordowali też od 3 do 3,39 mln jeńców radzieckich. Natomiast liczba jeńców niemieckich, którzy zginęli w niewoli radzieckiej wyniosła 356 700 Niemców i 10891 Austriaków.

Spośród państw Osi największe straty poniosły Niemcy (wraz z anektowaną w 1938 r. Austrią) – od 6,9 do 7,4 mln, co stanowi od 8,26 do 8,86% populacji przedwojennej. Niemieckie straty militarne objęły od 4,44 do 5,31 mln poległych, z czego ponad 4,1 mln przypada na front wschodni. Japonia straciła od 2,5 do 3,1 mln ludzi (od 3,5 do 4,34% populacji), z czego około 2,3 mln wyniosły straty wojskowe. Straty Włoch wyniosły ponad 492 tys. (w tym 340 tys. żołnierzy), Rumunii – 500 tys. (w tym 300 tys. żołnierzy), Węgier – od 564 do 964 tys. (w tym 300 tys. żołnierzy), Finlandii – od 85 do 95 tys. (w tym o najmniej 83 tys. żołnierzy), Bułgarii – 21,5 tys. (w tym 18,5 tys. żołnierzy).

Odrębnym zagadnieniem są straty materialne spowodowane przez drugą wojnę światową, które do dzisiaj są trudne do oszacowania. Największy dotychczasowy konflikt światowy kosztował prawdopodobnie równowartość 12 bln współczesnych dolarów. Straty materialne Polski i to tylko pod okupacją niemiecką zostały oszacowane w 1947 r. przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów na kwotę 258 mld złotych przedwojennych (50 mld dolarów z 1939 r.), co stanowiło trzynastokrotność dochodu narodowego Polski z 1938 r. W przeliczeniu na wartość z 2018 r. daje to 886 mld dolarów. Wojenne straty Warszawy obliczono w 2004 r. na 54 mld dolarów. Polska poniosła największe straty materialne spośród państw biorących udział w drugiej wojnie światowej, sięgające 38% stanu majątku narodowego sprzed 1939 r.

Bohdan Piętka

„Przegląd”, nr 19 (1165), 2-8.05.2020, s. 30-32

Generał Sikorski nie zginął w zamachu

3 września 2008 r. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie – jak napisano w oficjalnym komunikacie – „zbrodni komunistycznej polegającej na sprowadzeniu niebezpieczeństwa katastrofy w komunikacji powietrznej w dniu 4.07.1943 r. w Gibraltarze w celu pozbawienia życia premiera i Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych RP generała Władysława Sikorskiego, przez co doszło do katastrofy samolotu „Liberator” Mk II nr ew. AL 523 należącego do 511 dywizjonu brytyjskich Królewskich Sił Powietrznych, w wyniku czego śmierć ponieśli generał Władysław Sikorski i towarzyszący mu obywatele RP: Zofia Leśniowska, gen. bryg. Tadeusz Klimecki, płk. dypl. Andrzej Marecki, por. mar. Józef Ponikiewski, Adam Kułakowski oraz Jan Gralewski, tj. o przestępstwo z art. 225 § 1 i 215 § 1 kodeksu karnego z 1932 r. w zw. z art. 2 pkt 1 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu”.

Na uwagę zasługuje fakt, że śledczy IPN zakwalifikowali domniemane sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w Gibraltarze jako zbrodnię komunistyczną, czyli niejako od razu wskazali jej sprawcę. W dalszej części komunikatu można było przeczytać, że podstawą wszczęcia śledztwa „jest zachodzące od chwili zaistnienia katastrofy do dnia dzisiejszego, uzasadnione podejrzenie przestępczego jej spowodowania, które to działanie nie stanowiło przedmiotu żadnego postępowania prowadzonego przez organy ścigania państwa polskiego, jak i innych państw”.

Na podstawie czego jednak powzięto „uzasadnione podejrzenie” przestępczego spowodowania katastrofy w Gibraltarze? Na podstawie tego – jak czytamy w komunikacie IPN – że „jedynymi oficjalnymi dokumentami ustalającymi okoliczności śmierci gen. Sikorskiego w dniu 4 lipca 1943 r. są komunikat Brytyjskiego Ministerstwa Lotnictwa z 21 września 1943 r., wydany na podstawie prac brytyjskiej komisji badania wypadków lotniczych, oraz dochodzący do odmiennych wniosków komunikat wydany przez Inspektorat Polskich Sił Powietrznych pod koniec listopada 1943 r., nie wykluczający dokonania sabotażu”.

Wydaje się jednak, że to był dla katowickiego oddziału IPN jedynie pretekst formalny. W następnym akapicie komunikatu z 3 września 2008 r. czytamy bowiem: „Wątpliwości co do przyczyn i przebiegu katastrofy w/w samolotu wysnuto również po analizie treści szeregu publikacji różnych autorów polskich i zagranicznych, których przedmiotem była katastrofa tego samolotu”.

Tutaj dochodzimy do właściwej przyczyny wszczęcia przedmiotowego śledztwa, czyli hipotez mówiących, że katastrofa w Gibraltarze była rezultatem zamachu, stawianych głównie przez polską publicystykę. Tezy tej publicystyki IPN potraktował jako źródła historyczne, o czym dowiadujemy się z dalszej części omawianego komunikatu: „Po dokonaniu analizy treści tych źródeł i podnoszonych w nich zastrzeżeń co do faktycznego przebiegu wydarzeń w Gibraltarze w dniu 4.07.1943 r., jak również faktu wcześniejszych awarii samolotów przewożących gen. Władysława Sikorskiego oraz wątpliwości co do wiarygodności oficjalnie stwierdzonych przyczyn ich zaistnienia, uznać należy, że zachodzą przesłanki do postawienia hipotezy, że śmierć generała Władysława Sikorskiego była efektem spisku na jego życie. Przedstawione w źródłach fakty, oceniane w kontekście panującej w tym czasie sytuacji polityczno-militarnej, mogą prowadzić do wniosku, że jedną z przypuszczalnych wersji zdarzenia było dokonanie zamachu na polecenie ówczesnych władz ZSRR, a śmierć gen. Sikorskiego i towarzyszących mu osób była efektem popełnienia czynu wypełniającego znamiona przestępstwa (…)”.

Generał Sikorski wraz z towarzyszącymi mu osobami zginął w katastrofie lotniczej, do której doszło 4 lipca 1943 r. w Gibraltarze o godz. 23:05 czasu lokalnego. Ogółem śmierć poniosło 16 spośród 17 osób znajdujących się na pokładzie samolotu. Ocalał tylko czeski pilot Eduard Prchal (1911-1984). 16 sekund po starcie samolot spadł do morza kilkaset metrów od końca pasa startowego. Nie odnaleziono m.in. ciała córki gen. Sikorskiego, Zofii Leśniowskiej. Brytyjska komisja badająca katastrofę w 1943 r. wykluczyła sabotaż i przyjęła, że przyczyną tragedii było zablokowanie steru wysokości. Nie wskazała jednak przyczyny zablokowania steru. Zwolennicy teorii, że doszło do sabotażu od początku zarzucali komisji brytyjskiej, że przeprowadziła śledztwo szybko, miała wybiórczo przesłuchiwać świadków, nie wszystkie ich zeznania znalazły się w końcowym raporcie, a zebrany materiał dowodowy utajniono.

Najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy w Gibraltarze było przeciążenie samolotu, który oprócz pasażerów przewoził pocztę i bagaże. Przyczynami dodatkowymi mogły być przejście do wznoszenia się poniżej minimalnej bezpiecznej prędkości, nieprawidłowe włączenie autopilota podczas wznoszenia oraz przemieszczenie ładunku i pasażerów samolotu do tyłu w momencie przejścia do zniżania, co spowodowało przesunięcie środka ciężkości samolotu do tyłu. Pilot Mieczysław Jan Różycki, który analizował katastrofę w Gibraltarze, zwrócił uwagę w swoich publikacjach z 2016 r., że Eduard Prchal był przeciętnym pilotem i nie miał doświadczenia w pilotowaniu ciężkich maszyn transportowych. Drugi pilot Stanley Herring, chociaż był doświadczonym pilotem bombowców, także nie miał doświadczenia w pilotowaniu Liberatora. Zarówno Prchal, jak i Herring odbyli na powierzonym im samolocie tylko jeden start i przelot z Kairu.

Samoloty Liberator były trudne w pilotażu i nie tolerowały błędów pilotażu, co skutkowało ich dużą wypadkowością. Start w nocy tego typu samolotem nie był łatwy ze względu na słabą widoczność pasa z miejsca pilota. W związku z tym instrukcja dla pilota nakazywała w nocy wydłużyć rozbieg o 20%, co w Gibraltarze nie było możliwe. Tamtejsze lotnisko North Front zostało wybudowane w poprzek przesmyku łączącego półwysep ze stałym lądem. Pas startowy nie był jeszcze wówczas ukończony, a możliwości wydłużenia pasa były ograniczone ze względu na konieczność rozbudowy go w głąb zatoki. Istotnym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo startu Liberatora było właściwe wyważenie środka ciężkości samolotu, zwłaszcza jego wczesnych serii, do czego była potrzebna znajomość masy ładunku i jego rozmieszczenia. Według M. Różyckiego, masa startowa Liberatora AL 523 znacznie przekraczała limity dopuszczalne przez producenta i RAF. W konsekwencji, przeładowany samolot został zbyt wcześnie oderwany od ziemi przez pilota i z powodu zbyt małej prędkości zaczął przepadać. W świetle zeznań Prchala, chciał on wtedy nabrać prędkości, lecz stery się zablokowały. Doszło następnie do tzw. przeciągnięcia samolotu (gwałtownego spadku siły nośnej i przyrostu oporu aerodynamicznego) i jego upadku do morza.

Zdaniem M. Różyckiego, końcowy wynik dochodzenia brytyjskiego, nie wskazujący jednoznacznie przyczyny wypadku, był celowym niedopowiedzeniem. Strona brytyjska z jednej strony nie chciała obarczać winą pilota i powodować zadrażnień pomiędzy rządami Polski i Czechosłowacji na uchodźstwie, a z drugiej strony nie chciała ujawniać zaniedbań w szkoleniu i procedurach lotnictwa brytyjskiego.

Te niedopowiedzenia raportu brytyjskiego stały się od początku przyczyną podejrzeń różnych autorów i środowisk, że katastrofa w Gibraltarze była wynikiem celowego sabotażu lub zamachu oraz powstawania związanych z tym teorii spiskowych. Najbardziej znanym zagranicznym autorem, który powielał tezę o sabotażu lub zamachu był kontrowersyjny brytyjski publicysta historyczny David Irving – autor wydanej w 1967 r. książki „Accident. The Death of General Sikorski”. Teoria zamachu przewijała się też w polskiej publicystyce emigracyjnej, a po 1989 r. w publicystyce krajowej. Należy tu wymienić przede wszystkim teorie Dariusza Baliszewskiego i Tadeusza A. Kisielewskiego.

Według Baliszewskiego Sikorski i jego współpracownicy zostali zamordowani jeszcze przed startem samolotu w rezydencji gubernatora Franka Noela Mason-MacFarlane’a, a katastrofa był mistyfikacją w celu ukrycia zabójstwa. Za zamachem mieli stać Brytyjczycy i niechętni Sikorskiemu Polacy, w tym szef Polskiej Misji Wojskowej w Gibraltarze ppor. Ludwik Łubieński. Natomiast córka gen. Sikorskiego miała zostać uprowadzona do ZSRR za wiedzą Brytyjczyków. Brytyjskie służby specjalne i gubernator Mason-MacFarlane mieli działać pod presją obecnego w tym czasie w Gibraltarze ambasadora ZSRR w Wielkiej Brytanii, Iwana Majskiego. W rzeczywistości Majski prawdopodobnie nie wiedział o pobycie tego dnia w Gibraltarze Sikorskiego. Z kolei Tadeusz A. Kisielewski jako głównego inspiratora i sprawcę zamachu wskazał stronę radziecką. Jego zdaniem, główną rolę w przeprowadzeniu „kontrolowanego wodowania samolotu” odegrał nie pierwszy pilot Eduard Prchal, ale podmieniony drugi pilot. Zofia Leśniowska miała zaś zostać porwana przez radzieckie służby specjalne razem z Adamem Kułakowskim – sekretarzem cywilnym gen. Sikorskiego, którego ciała też nie odnaleziono.

Te teorie znalazły uznanie u części polskich historyków. Ich postulaty dokonania ekshumacji zwłok gen. Sikorskiego zostały poparte przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska. Dlatego doszło do podjęcia we wrześniu 2008 r. śledztwa przez katowicki oddział IPN w sprawie zbrodni komunistycznej. Wcześniej jednak szczeciński oddział IPN odmówił zajęcia się sprawą z powodu braku dowodów na zbrodnię komunistyczną. Ekshumacja gen. Sikorskiego odbyła się 25 listopada 2008 r., a badanie zwłok generała przeprowadzono w dniach 25-26 listopada. Ponowny pochówek odbył się w Katedrze Wawelskiej 26 listopada. Ponadto ekshumowano, sprowadzono z Wielkiej Brytanii i zbadano również szczątki gen. Tadeusza Klimeckiego, płk. Andrzeja Mareckiego i por. Józefa Ponikiewskiego (po badaniach ich szczątki pochowano w Polsce).

Nie była to pierwsza ekshumacja gen. Sikorskiego. Po raz pierwszy jego szczątki wydobyto z trumny w 1993 r., kiedy przenoszono je z cmentarza w Newark-on-Trent do kraju, celem pochówku w Katedrze Wawelskiej. Dokonano wówczas wstępnych oględzin zwłok przez lekarza, które potwierdziły jedynie, że w 1943 r. nie przeprowadzono pełnej sekcji zwłok.

Pod koniec stycznia 2009 r. ogłoszony został raport z sekcji szczątków gen. Sikorskiego zarządzonej przez IPN. Stwierdzono w nim, że jego śmierć nastąpiła wskutek obrażeń wielonarządowych, typowych dla ofiar wypadków komunikacyjnych lub upadku z wysokości, a zatem najwcześniej w chwili uderzenia samolotu w wodę. Nie wykluczono też utonięcia jako współprzyczyny śmierci. Stwierdzone złamania powstały kiedy ofiara żyła. Wyniki sekcji pozwoliły kategorycznie odrzucić możliwości śmierci w wyniku postrzału, uduszenia, ran kłutych, ciętych lub rąbanych. Możliwość wcześniejszego od katastrofy zamachu na życie generała wykluczyły też badania toksykologiczne. Tadeusz Klimecki i Andrzej Marecki doznali urazów podobnego charakteru. W związku z tymi ustaleniami, kierujący zespołem badaczy dr Tomasz Konopka oświadczył, iż rozważanie innych sposobów wcześniejszego pozbawienia życia uważa za bezprzedmiotowe.

Ponadto w wyniku badań szczątków ustalono, że Sikorski był palaczem (ekspertyza włosów); miał silny charakter (ekspertyza na podstawie odtworzonej podobizny generała), a w czaszce miał drzazgę z daglezji (analiza dendrologiczna, z daglezji wykonane były drewniane elementy obicia wnętrza samolotu).

Poza wspomnianymi ekshumacjami, w śledztwie zebrano całość dostępnej dokumentacji źródłowej związanej z katastrofą gibraltarską, zarówno z archiwów i instytucji na terenie Polski, jak i w Wielkiej Brytanii. Zasięgnięto opinii specjalistów medycyny sądowej. Przesłuchano członków rodzin ofiar. Ustalono dane ostatnich dwóch żyjących świadków zdarzenia, w tym radiooperatora na brytyjskim okręcie ratunkowym, który uczestniczył m.in. w podniesieniu z morza zwłok generała. Osoby te przesłuchano poza Polską w ramach międzynarodowej pomocy prawnej.

30 grudnia 2013 r. IPN umorzył śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej w związku z katastrofą w Gibraltarze. „Wykluczono teorię mówiącą, że był to zamach” – powiedział wówczas mediom Andrzej Arseniuk z IPN. Natomiast prokurator Marcin Gołębiewicz z warszawskiego IPN przyznał wtedy, że do śledztwa i ekshumacji doszło wobec „opracowań technicznych oraz historycznych, podważających rzetelność wyników prac brytyjskiej komisji powypadkowej z 1943 r., uzasadniających podejrzenie przestępczego spowodowania śmierci gen. Sikorskiego oraz osób mu towarzyszących”. W przekazanym mediom komunikacie Gołębiewicz stwierdził również, że „wykluczono ponad wszelką wątpliwość, aby śmierć Naczelnego Wodza oraz pozostałych poddanych badaniom pośmiertnym osób została spowodowana w sposób przestępczy, przed wylotem z Gibraltaru”. Dalej prokurator IPN stwierdził, że „obraz sekcyjny oraz wyniki badań dodatkowych ukazały, że śmierć pokrzywdzonych nastąpiła w przebiegu wypadku komunikacyjnego w okolicznościach zbliżonych do tych ustalonych przez komisję brytyjską z 1943 r., których to ustaleń polskie organy państwowe na emigracji nigdy nie kwestionowały”. Zastrzegł jednak, że „przeprowadzone w toku śledztwa dowody nie dostarczyły podstaw do potwierdzenia, ale i jednocześnie wykluczenia tezy, iż do katastrofy doszło wskutek zawinionego działania człowieka, a więc sabotażu”.

31 marca 2014 r. Sąd Okręgowy w Katowicach nie uwzględnił zażalenia Teresy Ciesielskiej, córki płk. Andrzeja Mareckiego, i utrzymał w mocy postanowienie prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie o umorzeniu śledztwa. Sąd podzielił zdanie prokuratora IPN oraz wskazał, że „ustalenia winny opierać się na faktach, a nie domniemaniach, nie posiadających rzetelnych podstaw dowodowych”.

Śledztwo IPN w sprawie katastrofy gibraltarskiej kosztowało według oficjalnych danych 570 947,08 zł. Nie były to jednak wszystkie koszty, ponieważ nie obejmowały chociażby ceny ponownego pochówku gen. Sikorskiego i ekspertyz szczątków. Prawdopodobnie całość kosztów śledztwa i ekshumacji wyniosła około 600 tys. złotych. Śledztwo IPN, spowodowane przez fantastyczne teorie spiskowe i prowadzone w sprawie zbrodni komunistycznej, doprowadziło do potwierdzenia wyników dochodzenia komisji brytyjskiej z 1943 r. To był tragiczny wypadek.

Bohdan Piętka

„Przegląd”, nr 17 (1163), 19-24.04.2022, s. 32-35