Faszyzacja Rosji

18 marca w ostrzeliwanym przez wojska rosyjskie Charkowie zginął Borys Romanczenko – jeden z ostatnich żyjących na świecie byłych więźniów niemiecko-nazistowskich obozów koncentracyjnych. Wedle informacji jego wnuczki, 96-letni Romanczenko spłonął żywcem w swoim mieszkaniu, w wielopiętrowym bloku w Charkowie, który został trafiony przez pociski rosyjskie. Od dwóch lat nie był już w stanie fizycznie opuścić mieszkania.

Borys Romanczenko urodził się 20 stycznia 1926 r. we wsi Bondari (obwód sumski, rejon konotopski). Miał 15 lat, kiedy III Rzesza napadła na ZSRR i Ukraina znalazła się pod okupacją niemiecką. W 1942 r. wywieziono go na roboty przymusowe do Rzeszy. Trafił do kopalni koło Dortmundu. Rok później podjął próbę ucieczki, został jednak ujęty i osadzony w KL Buchenwald. Skierowano go następnie do komanda zewnętrznego Peenemünde, którego więźniowie pracowali przy demontażu zbombardowanej przez aliantów fabryki rakiet V-2 na wyspie Uznam i przeniesieniu jej do podziemnych sztolni koło Nordhausen w górach Harz. Tam powstało komando Dora, przekształcone w 1944 r. w samodzielny KL Mittelbau-Dora. Obóz ten stał się kolejnym etapem więźniarskiej drogi Borysa Romanczenki. Ostatnim był KL Bergen-Belsen, gdzie doczekał wyzwolenia przez wojska brytyjskie 15 kwietnia 1945 r.

Po wojnie Romanczenko został inżynierem. Przez wiele lat działał na rzecz upamiętnienia zbrodni nazistowskich. Od lat 90-tych XX w. reprezentował Ukrainę w Międzynarodowym Komitecie Buchenwald-Dora i był wiceprzewodniczącym tej organizacji. Regularnie uczestniczył w spotkaniach ocalonych więźniów na terenie byłego KL Buchenwald. 15 kwietnia 2015 r., podczas uroczystości z okazji 70-tej rocznicy wyzwolenia tego obozu, wygłosił apel o „budowę nowego świata pokoju i wolności, który powinien być naszym ideałem”. Niestety – u schyłku naznaczonego przez historię życia przyszło mu jeszcze raz doczekać zbrodniczej wojny i zginąć. „Jesteśmy oszołomieni” – napisała niemiecka Fundacja Miejsc Pamięci KL Buchenwald i KL Mittelbau-Dora informując o jego śmierci. Tylko tyle.

Tak Putin „denazyfikuje” Ukrainę, że jego wojska zabiły jednego z ostatnich żyjących więźniów obozów koncentracyjnych nazistowskiej III Rzeszy. Ale to nie jedyna refleksja, która się nasuwa. Jest coś przerażająco symbolicznego w śmierci Borysa Romanczenki. Ta śmierć jakby symbolicznie łączyła wojnę Putina z wojną Hitlera. Łączy te wojny zbrodnicze bombardowanie miast i zabijanie ludności cywilnej. To jednak nie koniec symboliki.

Tego samego 18 marca, kiedy w Charkowie pocisk wystrzelony przez rosyjską artylerię trafił w mieszkanie Borysa Romanczenki, miał miejsce mega-wiec na stadionie Łużniki w Moskwie. Imprezę tę zorganizowano z okazji ósmej rocznicy aneksji Krymu i dla poparcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Pod hasłami „za Rosję” i „za świat bez nazizmu”. Niestety, ale ten „antynazistowski” wiec przypominał Parteitag NSDAP w Norymberdze. Nie sądziłem, że zobaczę w swoim życiu sceny z lat 30-tych XX w. i mimo wszystko nie sądziłem, że putinowska Rosja doszła do takiego miejsca. Ryczące tłumy z flagami rosyjskimi, deptanie flag ukraińskich i nadworni kremlowscy artyści z Olegiem Gazmanowem na czele, podającym do rytmu „naprzód Rosjo”. Putin przemawiający w samym centrum spektaklu, tak jak führer III Rzeszy. Czyżby naoglądał się filmu Leni Riefensthal „Triumph des Willens” z 1934 r.? W swoim agresywnym przemówieniu prezydent Rosji cytował Pismo Święte. Coś takiego nie przytrafiło się nawet Hitlerowi.

Wydaje się, że jeśli cokolwiek na kuli ziemskiej wymaga denazyfikacji, to jest to w pierwszej kolejności Rosja. Nowym symbolem Rosji stała się po 24 lutym 2022 r. litera „Z”, którą część wojsk rosyjskich atakujących Ukrainę umieściła na swoich transporterach i czołgach jako znak rozpoznawczy. „Z” stało się symbolem masowego poparcia dla wojny Putina. Taką współczesną swastyką. Jako jeden z pierwszych zamanifestował w ten sposób swoje poparcie dla agresji na Ukrainę rosyjski sportowiec Iwan Kuliak, który podczas medalowej dekoracji na gimnastycznych mistrzostwach świata w stolicy Kataru Doha stanął obok sportowca ukraińskiego z literą „Z” naklejoną na koszulce. Literę „Z” Rosjanie zaczęli umieszczać na swoich samochodach i bluzach, przypięli ją sobie niektórzy deputowani do Dumy Państwowej i dziennikarze. Emblemat „Z” można zobaczyć na rosyjskich flagach narodowych, które Rosjanie wywieszają z okien swoich mieszkań i domów.

Często tak prezentowana litera „Z” ma barwy wstążki św. Jerzego – formalnie symbolu pamięci o weteranach drugiej wojny światowej, faktycznie symbolu rosyjskiego nacjonalizmu. Na ulicach rosyjskich miast można było spotkać bilbordy w barwach wstążki św. Jerzego i hasłem „swoich nie porzucamy” (chodzi o Rosjan w Donbasie, zagrożonych rzekomo według propagandy rosyjskiej „ludobójstwem” ze strony Ukrainy). Takie „Z” pojawiło się nawet w przedszkolach, gdzie w ramach zajęć dzieci wycinały je i ozdabiały barwami wstążki św. Jerzego. Nie zabrakło symbolu „Z” także na prorosyjskich wiecach skrajnej prawicy w Serbii, Bułgarii i Armenii.

Nie ma zbrodniczych narodów, są jedynie zbrodnicze ideologie. Taka zbrodnicza ideologia kiełkowała w Rosji przez ostatnie 30 lat, by w końcu pokazać się otwarcie całemu światu. Aleksandra Dugina traktowano na Zachodzie jako rosyjski folklor polityczny. To co pisał uważano za straszne, ale marginalne, bo oficjalnie nie identyfikowały się z tym miarodajne czynniki polityczne w Rosji. Niestety teraz widać, że Duginem myśli duża część rosyjskiej klasy politycznej i niemała część Rosjan. Nie tylko myśli, ale mówi. Bo przecież w swoim orędziu do narodu z 21 lutego 2022 r., złowieszczym przemówieniu będącym preludium wojny, Władimir Putin cytował wprost Dugina. Cytował go, gdy mówił, że „Ukraina została w całości stworzona przez Rosję, a ściślej mówiąc, przez Rosję bolszewicką, komunistyczną”. Cytował Dugina, gdy mówił, że „na Ukrainie nigdy nie powstała stabilna państwowość”. Cytował Dugina, gdy mówił o ZSRR jako „historycznej Rosji”. Cytował Dugina, gdy mówił, że Ukraina jest „niezbywalną częścią naszej własnej historii, kultury i przestrzeni duchowej”, a na obecnej Ukrainie „sprzeniewierzyli dziedzictwo odziedziczone nie tylko po epoce radzieckiej, ale także po Imperium Rosyjskim”.

Nikt nie nazwał tego przemówienia faszystowskim, a przecież takie było. Ogólnie faszyzm wyróżniają trzy elementy: wojujący nacjonalizm, militaryzm (imperializm) i etatyzm gospodarczy. W ten sam sposób co Putin o Ukrainie w 2022 r. mówił Mussolini o Etiopii w 1935 r. i Hitler o Czechosłowacji w 1938 r. Twór historycznie sztuczny, koślawe państwo, które mamy prawo zniszczyć.

Upadek ZSRR w 1991 r. był szokiem dla większości Rosjan. Nie tylko ze względu na utratę pozycji supermocarstwa i ruinę gospodarczą kraju. Także dlatego, że część Rosjan znalazła się poza Rosją, w granicach niepodległych państw, którymi stały się byłe republiki radzieckie. W rzeczywistości politycznej i ekonomicznej degradacji lat 90-tych XX w. pojawiło się w Rosji zjawisko społeczne określane mianem nostalgii za ZSRR, tęsknoty za utraconą wielkością. Poza Rosją nie do końca zdawano sobie sprawę ze znaczenia tego zjawiska i traktowano je jako jeszcze jedną egzotyczną ciekawostkę dotyczącą tego kraju. Im dalej było od upadku ZSRR, tym bardziej rosła nostalgia za nim i idealizacja radzieckiej przeszłości.

To właśnie nostalgia za ZSRR stała się glebą dla starych idei rosyjskiego nacjonalizmu, neoimperializmu i eurazjatyzmu, którym nową formę nadał Aleksander Dugin. Jego książki, takie jak „Misteria Eurazji” (1991), „Konserwatywna rewolucja” (1994), „Czwarta teoria polityczna” (2009), a zwłaszcza „Podstawy geopolityki. Przyszłość geopolityczna Rosji” (1997), należy uznać za książki fatalne. Tym bardziej fatalne, że „Podstawy geopolityki” stały się lekturą obowiązkową na rosyjskich uniwersytetach i uczelniach wojskowych. Dugin stworzył antyliberalną i antyzachodnią ideologię, którą nazwał czwartą teorią polityczną, odwołującą się do tradycjonalizmu, szowinizmu i prawosławnego mistycyzmu, postulującą sojusz ekstremów (czyli skrajnej prawicy i lewicy) w walce z liberalizmem. Największy jednak wkład wniósł do rosyjskiej geopolityki. Podstawowym zadaniem, które postawił przed narodem rosyjskim jest utworzenie wielkiego imperium kontynentalnego, które w kooperacji z Niemcami usunie wpływy atlantyckie przynajmniej z Europy Środkowej. Jest przekonany, że przemawiają za tym argumenty historyczne, geograficzne, etniczne, religijne i polityczne.

Publicystyka Dugina nie była skierowana do przypadkowego czytelnika, ale do rosyjskich elit politycznych. Dzisiaj można być już pewnym, że jego ksenofobiczne i antyzachodnie poglądy znalazły uznanie w rosyjskiej elicie władzy, która w takim programie dostrzegła szansę na wzmocnienie autokratycznego systemu władzy i integrację społeczeństwa rosyjskiego wokół haseł nacjonalistycznych i imperialnych. To Dugin wysunął w swojej publicystyce propozycję „dekompozycji geopolitycznej” Ukrainy, czyli jej podziału i integracji wschodniej części tego kraju z Rosją.

Nie należy zapominać, że najbardziej tragiczne konflikty militarne w XX w. były inicjowane przez wyznawców idei nawołujących do przekształcenia porządku politycznego i społecznego oraz wzywających do walki o dominację nad światem. Dlatego nie wolno takich idei i ich twórców lekceważyć.

Nie ulega wątpliwości, że Ukraina stała się od 2014 r. ofiarą geopolitycznej rywalizacji pomiędzy USA i Rosją. Widząc cele polityczne USA, sprowadzające się najogólniej do chęci wypchnięcia Rosji z obszaru poradzieckiego, nie można nie widzieć celów politycznych Rosji, opisanych dokładnie w publicystyce Dugina. Nie można też nie widzieć do jakich idei i wzorców odwołuje się polityka rosyjska. Bez względu na to jak skończy się inwazja rosyjska na Ukrainę i jak potoczą się losy samej Rosji, zatrute umysły pozostaną. Nie prędko społeczeństwo rosyjskie wyjdzie ze stanu „Z”.


Tekst ten napisałem 22 marca 2022 r., zanim odkryto doły śmierci w miejscowościach pod Kijowem. Rosyjskie zbrodnie przeciw ludzkości, ujawnione w ostatnich trzech tygodniach, potwierdzają ogólną wymowę tego artykułu. Ale nie tylko to. Na początku marca 2022 r. Dugin wypowiedział się za zniszczeniem Ukrainy (wcześniej mówił tylko o jej „dezintegracji”). 3 kwietnia niejaki Timofiej Siergiejcew z  w opublikowanym na portalu RIA Novosti artykule „Co Rosja powinna zrobić z Ukrainą” napisał, że powinna ją „zdeukarinizować” i „zdeeuropeizować” (Ukraińskość jest sztucznym antyrosyjskim konstruktem bez własnej treści cywilizacyjnej, podporządkowanym elementem obcej cywilizacji. Sama debanderyzacja nie wystarczy do denazyfikacji […] denazyfikacja Ukrainy to także jej nieuchronna deeuropeizacja), a „liberał” Miedwiediew (obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji) napisał 5 kwietnia, że celem rosyjskim jest „zmiana (…) świadomości części dzisiejszych Ukraińców” oraz „zbudowanie otwartej Eurazji”. Cóż to innego jest jak nie faszyzm? Tego oficjalnie nie było nawet podczas wojen na Bałkanach (1991-1999). Tak zdefiniowany cel wojny napastniczej pojawił się w Europie po raz pierwszy od 1939 r.

Niestety, to co pisali o Rosji Anna Politkowska, Siergiej Kowalow, Richard Pipes, Krystyna Kurczab-Redlich, Paweł Piotr Wieczorkiewicz, czy Andrzej Nowak było prawdą. Długo chciałem wierzyć, że tak nie jest. Szczerze opowiadałem się za polepszeniem stosunków polsko-rosyjskich, odejściem od antyrosyjskiej polityki, szukaniem dialogu. Pomyliłem się.

Bohdan Piętka