Wojna kleru z Witosem

31 października 1945 r. zmarł w Krakowie Wincenty Witos (1874-1945) – jeden z najwybitniejszych polityków polskich w XX w., niekwestionowany lider ruchu ludowego w II RP, współtwórca Polski Niepodległej w 1918 r., trzykrotny premier II RP, więzień twierdzy brzeskiej i ofiara procesu brzeskiego, kawaler Orderu Orła Białego. Od 1895 r. działał w Stronnictwie Ludowym, a po rozłamie w 1914 r. w PSL „Piast”, którego był prezesem w latach 1918-1931.

Wincenty Witos reprezentował konserwatywne skrzydło ruchu ludowego. Mimo to przez długi okres czasu był zwalczany przez kler katolicki. Jest to mniej znany i rzadko przypominany rozdział jego biografii i zarazem historii ruchu ludowego. Pisząc wspomnienia na wygnaniu w Czechosłowacji w 1933 r. Witos zanotował: „Walki z Kościołem ani religią nigdy nie prowadziłem, uważając to za rzecz niepotrzebną i szkodliwą”. Jednak kilka zdań dalej stwierdził: „Nie cofałem się też ani na chwilę przed narzuconą mnie i ruchowi ludowemu walką, narzuconą szczególnie przez duchowieństwo diecezji tarnowskiej”[1].

Do pierwszego starcia przyszłego przywódcy polskich chłopów z klerem doszło już w 1891 r. Siedemnastoletni wówczas Witos został wezwany na rozmowę przez księdza Józefa Franczaka (1854-1942) – wówczas jeszcze wikarego, a wkrótce proboszcza parafii w Wierzchosławicach k. Tarnowa – który zakazał mu czytania „Przyjaciela Ludu” pod groźbą kar kościelnych i boskich. Po awanturze z wikarym Witos musiał szukać możliwości spowiedzi aż w Krakowie. Groźby ze strony wikarego bynajmniej nie zniechęciły Witosa do czytania „Przyjaciela Ludu” i działalności politycznej. Już w 1903 r. wszedł on w skład Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego, w 1908 r. został posłem do Sejmu Krajowego we Lwowie, a w 1911 r. do Izby Poselskiej Rady Państwa w Wiedniu.

Witos nie był pierwszym politykiem ludowym, który stał się obiektem ataku ze strony kleru. Także ksiądz Stanisław Stojałowski (1845-1911) – nestor polskiego ruchu ludowego – naraził się swoimi poglądami społeczno-ekonomicznymi na szykany i utrudnienia w działalności wydawniczej ze strony hierarchii katolickiej. W 1894 r. biskupi diecezji lwowskiej, przemyskiej i tarnowskiej wspólnie ogłosili list pasterski, w którym umieścili na indeksie nie tylko prasę socjalistyczną, ale niemal całą prasę ludową, w tym czasopisma wydawane przez księdza Stojałowskiego. Już w 1877 r. Stojałowski otrzymał naganę, a 17 marca 1894 r. został obłożony suspensą przez arcybiskupa lwowskiego Seweryna Morawskiego (1819-1900). Rok później, pomimo wyrażenia skruchy, został suspendowany ponownie. Władze kościelne ogłosiły dekret nakładający na niego klątwę imienną zabraniającą wiernym stykania się z nim oraz czytania jego wydawnictw. W sumie ksiądz Stojałowski był kilkakrotnie oficjalnie upominany przez swoich przełożonych i trzykrotnie suspendowany. Przyczyna tych represji była identyczna jak w wypadku późniejszej walki kleru z Witosem – ludowcy chcieli samodzielności politycznej i dążyli do emancypacji politycznej wsi, natomiast hierarchowie kościelni dążyli do podporządkowania sobie wsi i ruchu ludowego[2].

Ostra wojna kleru z Witosem i ludowcami wybuchła w 1913 r., a jej pretekstem stało się poparcie przez nich demokratycznej reformy ordynacji wyborczej. W połowie kwietnia 1913 r. został ogłoszony list otwarty biskupów polskich w Galicji przeciwko reformie ordynacji wyborczej do Sejmu Krajowego w duchu demokratycznym. Jego konsekwencją stało się złożenie dymisji przez namiestnika Galicji, prof. Michała Bobrzyńskiego (1849-1935) i wzrost napięcia w stosunkach ludowców z hierarchią kościelną i klerem. Zbiegło się to z rozłamem w Polskim Stronnictwie Ludowym na przełomie 1913 i 1914 r., w wyniku którego powstały PSL-Lewica i PSL „Piast”. W chadecko-konserwatywnym PSL „Piast” pierwszoplanową rolę obok Jakuba Bojki (1857-1943) odgrywał Witos i to on przede wszystkim stał się celem ataku kierowanego przez biskupa diecezjalnego tarnowskiego Leona Wałęgę (1859-1935).

Nie pomogły deklaracje piastowców o kierowaniu się zasadami religii katolickiej. Podłożem konfliktu były aspiracje polityczne kleru do podporządkowania sobie konserwatywnej części ruchu ludowego. Dla ordynariusza tarnowskiego jakakolwiek samodzielność polityczna ludowców, nawet tych deklarujących katolicyzm i przywiązanie do dogmatów kościelnych, była nie do pomyślenia. W rozumowaniu biskupa Wałęgi emancypacja polityczna ludowców stanowiła lekceważenie władzy duchownej i zagrożenie dla sankcjonowanego przez Kościół katolicki postfeudalnego porządku społeczno-gospodarczego w Galicji.

Początkowo biskup Wałęga zakazał chłopom czytania „Przyjaciela Ludu”, wysyłał na wsie misje mające stanowić przeciwwagę dla wpływów ludowców i sam wizytował parafie diecezji, prowadząc antyludowcową agitację. Kiedy mimo to wpływy ruchu ludowego nie osłabły biskup tarnowski poszedł o krok dalej – powołał na początku 1914 r. własną partię polityczną o nazwie Stronnictwo Katolicko-Ludowe (od sierpnia 1919 r. Polskie Stronnictwo Katolicko-Ludowe). Stronnictwo biskupa Wałęgi odwoływało się do średniozamożnego i małorolnego chłopstwa (a więc zaplecza politycznego PSL „Piast”) i występowało z programem klerykalnym głosząc, że jego celem jest „obrona szerokich warstw ludowych przed demoralizacją, wyzyskiem, zwłaszcza ze strony stronnictw ludowych i podniesienie tych warstw pod względem kulturalnym i ekonomicznym”.

Organ prasowy SK-L – „Lud Katolicki” – od początku atakował w niewybredny sposób Jana Stapińskiego (1867-1946), Bojkę, Witosa i innych działaczy ludowych. Piastowcy nie byli zainteresowani w prowadzeniu walki z klerem, jednakże konflikt rozniecony przez biskupa Wałęgę odciągał od „Piasta” część chłopów. Z misją mediacyjną zaoferował się namiestnik Witold Korytowski (1850-1923), ale nie doszła ona do skutku. Szukając innych dróg Witos odbył na przełomie lutego i marca 1914 r. rozmowę z katolickim metropolitą lwowskim – arcybiskupem Józefem Bilczewskim (1860-1923) i arcybiskupem obrządku ormiańskiego Józefem Teodorowiczem (1864-1938). Jeszcze przed tą rozmową arcybiskup Bilczewski starał się przekonać biskupa Wałęgę o konieczności zaniechania walki z PSL „Piast”. Niewiele to jednak pomogło. Nie pomogły też pojednawcze gesty ze strony Witosa, który na posiedzeniu Rady Naczelnej PSL „Piast” 10 kwietnia 1914 r. stwierdził: „Duchowieństwo uważamy za czynnik niezmiernie dodatni i uważamy, że stosunek nasz do duchowieństwa wojującego jest odmienny od stosunku do duchowieństwa, które wojny nie prowadzi. Sądzę, że Stronnictwo nasze nie ma żadnego zamiaru zaczynać z klerem walki, ale jeżeli będzie zmuszone tę walkę odporną prowadzić, to ją podejmie, jednakże będzie to walka obronna”[3].

12 czerwca 1914 r. doszło do spotkania Witosa i Bojki z Wałęgą. Inicjatywa spotkania wyszła ze strony piastowców, którym Stronnictwo Katolicko-Ludowe i duchowieństwo diecezji tarnowskiej bardzo utrudniali pracę w terenie. Biskup przyjął liderów „Piasta” w otoczeniu kapituły katedralnej. Po przedstawieniu przez nich prośby, by duchowieństwo diecezji tarnowskiej zaprzestało walki z „Piastem”, Wałęga oświadczył, że nie uważa ich za delegatów PSL „Piast”, ale „za swoje owieczki, które mają obowiązek biskupa słuchać i wszystkie jego polecenia wykonywać”. Następnie przedstawił Witosowi i Bojce na piśmie pięć warunków, od których uznania uzależniał swój stosunek do PSL „Piast”. Mówiły one, że religia katolicka jest jedynie prawdziwą, ścisłym obowiązkiem katolika jest posłuszeństwo władzy kościelnej, a biskup ma prawo i obowiązek zakazywać pism i gazet. W dwóch ostatnich punktach Wałega żądał od ludowców odcięcia się od ich dotychczasowych pism  z „Przyjacielem Ludu” na czele i uznania, że wywierały one szkodliwy wpływ przez rzekome szerzenie buntu przeciw władzy kościelnej oraz uznania w kapłanach przewodników duchowych i potępienia antyklerykalizmu.

18 czerwca 1914 r. zebrał się Wydział Wykonawczy PSL „Piast”, który w grzecznej formie odpowiedział na warunki Wałęgi, że nie zgadza się na narzucenie zwierzchności kleru, a narzuconą sobie walkę podejmie.

Wałęga liczył na to, że SK-L zdominuje politycznie wieś tarnowską, lecz się zawiódł, ponieważ w walce z piastowcami pozostał wyraźnie osamotniony. Ksiądz Henryk Weryński, który w latach 1915-1930 pracował w diecezji tarnowskiej, w opublikowanym w 1966 r. na łamach „Więzi” artykule stwierdził: „Jestem głęboko przekonany, że pomysł stworzenia Stronnictwa Katolicko-Ludowego dla zwalczania Witosa był pomysłem złym i musiał zakończyć się fiaskiem. Stronnictwo Katolicko-Ludowe nie miało korzeni w chłopstwie (…). Ale co najgorsze i godne potępienia – posługiwało się metodami brukowymi, a często wyrosłymi na pożywce zacietrzewienia i nienawiści (…). »Lud Katolicki« poniżał się często do roli brukowca. I to nie tylko, jeśli chodzi o Witosa i jego stronników, ale również o wszystko, co… trąciło Wierzchosławicami”[4].

Celem walki prowadzonej przez biskupa Wałęgę z PSL „Piast” było jedynie zaspokojenie wybujałych ambicji politycznych kleru. Powołane przez niego Stronnictwo Katolicko-Ludowe wykorzystało osłabienie ruchu ludowego w Galicji po rozłamie w 1913 r. Bezprzykładną walkę kler wydał w pierwszej kolejności nie PSL-Lewicy, ale prawicowemu PSL „Piast”, by zniszczyć tę partię i podporządkować sobie jej zwolenników. „Księża: Lubelski, Górka, Paryło, Stabrawa jeździli jak nieprzytomni, wprowadzając zamieszanie, którego skutki są do dzisiaj widoczne. (…) Nie cofano się też przed żadnymi środkami i sposobami. Dziwna rzecz, że czynny udział w tej walce, często wprost obrzydliwej, wzięli starsi i poważni księża, którzy się dotąd nigdy do niej nie mieszali” – pisał Witos w swoich wspomnieniach[5]. Np. ksiądz Stabrawa na wiecu w Wojniczu rzucił krzyż na stół i zawołał do zebranych: „Kto chce iść za Witosem, niech ten krzyż podepcze”. Proboszczowie podlegli biskupowi Wałędze mieli obowiązek prowadzić politykę SK-L i „Ludu Katolickiego” w swoich parafiach. Księża posługiwali się amboną i konfesjonałem, a nawet organizowali bojówki przeciw wiecom piastowców.

Kulminacją tej zajadłej walki biskupa Wałęgi z PSL „Piast” były lata 1919-1920. W lipcu 1920 r. Witos został premierem Rządu Obrony Narodowej. Po zwycięskim odparciu ofensywy bolszewickiej na Warszawę i zawieszeniu broni udał się na objazd Kresów Wschodnich i w drodze powrotnej odwiedził rodzinny powiat tarnowski. Witały go rozentuzjazmowane tłumy mieszkańców. „Natomiast musiałem się bardzo przykro zdziwić, że nie było tam tarnowskiego duchowieństwa, z wyjątkiem jednego księżyny, który się wcisnął pomiędzy tłum, żeby nie być widzianym przez donosicieli. Ksiądz biskup Wałęga zabronił polskiemu duchowieństwu zbliżyć się do polskiego premiera rządu załatwiając w ten sposób swoje porachunki” – napisał Witos[6].

W grudniu 1920 r. „Lud Katolicki” zarzucił Witosowi, że jako premier jest winien wszystkich trudności gospodarczych wsi polskiej. Pytał też, ile „Piast” dostał od Żydów za milczenie na temat ich wrogiej, antypolskiej działalności i wychwalanie ich jako „wzorcowych obywateli Polski”. Stronnictwo Katolicko-Ludowe poważnie utrudniało działalność PSL „Piast” w diecezji tarnowskiej, ale nie zdołało mu zagrozić na szczeblu ogólnopolskim. W wyborach parlamentarnych w 1919 r. SK-L zdobyło tylko 5 mandatów, podczas gdy PSL „Piast” zdobył 44 mandaty, stając się wkrótce – dzięki wchłonięciu mniejszych ugrupowań ludowych – największym klubem w Sejmie Ustawodawczym. W 1922 r. SK-L ponownie zdobyło 5 mandatów, natomiast „Piast” zdobył 70 mandatów. W 1928 r. partia biskupa Wałęgi weszła w skład Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem Józefa Piłsudskiego i ostatecznie przestała się liczyć.

Witos – wierny syna Kościoła katolickiego – nie był jedynym politykiem polskim, którego w tamtych czasach spotkała wrogość ze strony kleru. O ambicjach politycznych kleru tak pisał wybitny polityk socjalistyczny Ignacy Daszyński (1866-1936) w opublikowanym w 1924 r. artykule „Ksiądz w polityce”: „Po wszystkich wsiach i miasteczkach z każdej niemal ambony sypią się bezecne klątwy na socjalistów, zapowiedzi klerykalnych wieców i wezwania, aby chłopi prenumerowali księże pisemka. W konfesjonałach obrabia się przede wszystkim kobiety; przy chrzcie, ślubie, pogrzebie wyłazi klerykalne szydło z worka, wszędzie ksiądz ma jakieś dzikie pretensje do ludzi, żeby go w polityce słuchali, na jego kandydatów przy wyborach głosowali. A poza kościołem dzieje się jeszcze gorzej. Na czele podburzonych »wiernych« staje taki brutalny ksiądz i wzywa do bicia wszystkich, którzy mają inne przekonaniu polityczne. (…) Kler katolicki oddzielony jest u nas od reszty narodu i jego klas mnóstwem rzeczy. Już na teologii uczą go przeróżnych, zupełnie niepotrzebnych i fałszywych wiadomości, a natomiast nie zapoznają ani z nauką, ani z życiem. Taki młody ksiądz, wyszedłszy z seminarium, jest zazwyczaj bardzo ciemnym człowiekiem. (…) Ksiądz się wtrąca do szkoły i do gminy, bo chce mieć z nauczyciela bierne, pokorne narzędzie swojej woli, a szkołę zrobić – tak, jak to dawniej bywało – dodatkiem do kościoła. Wreszcie, przyzwyczaiwszy się do władzy w kościele chce ją wykonywać i w gminie! (…) Taki ksiądz politykujący miesza ciągle rzeczy ziemskie z niebieskimi lub piekielnymi, widzi wszędzie »masonów« czy diabłów, każe się modlić tam, gdzie działać trzeba, każe być pokornym, gdzie trzeba być opozycyjnym, a zawsze i wszędzie zasłania swoją ziemską, często marną osobę Panem Bogiem, przez co staje się gorszym bluźniercą, niż największy niedowiarek”[7].

Wincenty Witos był zdecydowanym przeciwnikiem organizowania życia politycznego wsi przez Kościół katolicki. W tym tkwiło zarzewie jego konfliktu z biskupem Leonem Wałęgą. Chociaż w okresie II RP kilkakrotnie nawiązywał współpracę z ugrupowaniami o programach katolickich, sytuował Kościół wyłącznie w sferze religijnej i moralnej. Mimo osobistej religijności Witos i ludowcy odróżniali religię od kleru i w najmniejszym stopniu nie ulegali jego wpływom. Taktyka ta przyniosła sukces szczególnie w Małopolsce, gdzie endecy zostali politycznie wyparci ze wsi właśnie dlatego, że ludowcy zdołali odciągnąć chłopów od plebanii. Nigdzie poza Małopolską ludowcy nie odnieśli takiego sukcesu w konfrontacji z klerem.


[1] W. Witos, Moje wspomnienia, cz. I, Warszawa 1988-1990, s. 22-23.

[2] A. Kaleta, Stanowisko władz kościelnych wobec ruchu ludowego w Galicji na przykładzie społecznej i wydawniczej działalności księdza Stanisława Stojałowskiego, „Toruńskie Studia Bibliograficzne”, 2013, nr 2 (11), s. 121-134.

[3] J. R. Szaflik, O rząd chłopskich dusz, Warszawa 1976, s. 248.

[4] H. Weryński, Stosunek Witosa do religii i Kościoła, „Więź”, 1966, nr 1, s. 134-136.

[5] W. Witos, Moje wspomnienia…, cz. I, s. 277-278.

[6] W. Witos, Moje wspomnienia…, cz. II, s. 175.

[7] Cyt. za: http://www.lewicowo.pl (28.10.2020). Artykuł ten pierwotnie ukazał się 11 maja 1924 r. się w „Głosie Zagłębia”.

Bohdan Piętka

23 grudnia 2020 r.

„Przegląd” nr 52 (1094), 21-27.12.2020, s. 32-34