Oni ocalili Kraków

Dzień 1 września jest w Polsce obchodzony jako rocznica wybuchu drugiej wojny światowej. Ale ta data mogła też symbolizować zupełnie inne wydarzenie – powstanie Armii Krajowej w Krakowie w 1944 roku. Powstanie, które stałoby się co najmniej taką samą hekatombą jak powstanie warszawskie. Nie ulega wątpliwości, że w wypadku wybuchu tego powstania nie tylko Kraków, ale i okoliczne miejscowości stałyby się ofiarą niemieckiego odwetu. Kraków był stolicą Generalnego Gubernatorstwa i siedzibą generalnego gubernatora Hansa Franka. Z tego powodu wzniecenie tam powstania zostałoby odczytane przez Niemców i samego Franka – znanego z nienawiści do Polaków – jako szczególnie bezczelna polska prowokacja. W obliczu słabości tamtejszych sił AK, które w żaden sposób nie mogły sprostać ogromnej przewadze niemieckiej w liczebności i uzbrojeniu, Kraków i jego okolice podzieliłyby los Woli, Ochoty i Starego Miasta w Warszawie. Auschwitz był niedaleko – zaledwie o 60 km – zatem techniczne rozwiązanie problemu likwidacji tych cywilów, których Niemcy nie zdołaliby zabić na miejscu, nie byłoby trudne.

Pod koniec sierpnia 1944 roku komendant główny AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski wysłał do płk. Edwarda Godlewskiego „Gardy” – dowódcy krakowskiego Okręgu AK – depeszę z rozkazem wywołania powstania w Krakowie. Depesza Bora-Komorowskiego zaczynała się od słów: „Walka o Warszawę mimo dużych strat w ludziach i materiale daje nam potężny atut w rozgrywkach politycznych. Obecnie zależy mi bardzo by obok Warszawy nastąpiło silne uderzenie na Niemców jeszcze w Okręgu Muzeum [Kraków]. Drobne działania już nie mają znaczenia. W związku z tym: wykonajcie akcje na szerszą skalę przez opanowanie Krakowa lub w ostateczności Tarnowa. Czas i sposób wykonania pozostawiam wam”[1].

Powstanie miało zatem wybuchnąć nie tylko w Krakowie. Jeżeli w rozkazie Bora-Komorowskiego była mowa o odległym od Krakowa o 84 km Tarnowie, to należy założyć, że brał on pod uwagę także inne miejscowości Małopolski, leżące chociażby pomiędzy Krakowem a Tarnowem.

Ten rozkaz został wydany po wymordowaniu przez Niemców i ich wschodnich kolaborantów 50-60 tys. mieszkańców Woli i Ochoty, po wypędzeniu dalszych dziesiątek tysięcy warszawiaków do obozu w Pruszkowie i wywiezieniu części z nich 12 sierpnia 1944 roku w pierwszym transporcie pruszkowskim do KL Auschwitz, po tym jak Niemcy zaczęli masakrować mieszkańców pozostałych dzielnic Warszawy nalotami lotniczymi, ostrzałem artyleryjskim i pociskami wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych Nebelwerfel („ryczące krowy”), po tym jak powstańcy warszawscy toczyli już beznadziejną walkę w ruinach Starego Miasta, Śródmieścia, Powiśla, Mokotowa i na odciętym od pozostałych dzielnic Żoliborzu.

Bór-Komorowski wydał rozkaz wybuchu powstania w Krakowie mając pełną świadomość faktu, że sytuacja militarna Armii Krajowej w tym mieście była znacznie gorsza niż w Warszawie, gdzie powstańcy znajdowali się już w położeniu krytycznym. Siły, jakimi dysponował krakowski Okręg AK nie były w stanie przeciwstawić się 30-tysiecznemu garnizonowi niemieckiemu Krakowa, nie mówiąc o innych jednostkach niemieckich stacjonujących wtedy w Małopolsce – wówczas już strefie przyfrontowej. Jaki zatem sens miała następująca uwaga gen. Bora: „Oddziały Wasze muszą być silne, dobrze uzbrojone i odporne na walkę techniczną. Do akcji tej zgromadźcie jak największe zapasy amunicyj oraz zorganizujcie dobrze sieć dowodzenia /łączność radiową/, z góry rozmieszczając w poszczególnych dzielnicach miasta [oddziały] – zdolne  do samodzielnej i odosobnionej walki”?

Okręg Muzeum nie był silny i dobrze uzbrojony, nie miał wielkich zapasów amunicji, łączności radiowej i oddziałów zdolnych do samodzielnej i odosobnionej walki „technicznej” (czyli z przeciwnikiem dysponującym bronią pancerną, artylerią i lotnictwem). Czyżby gen. Bór sądził, że jego rozkaz będzie miał moc czarodziejskiej różdżki, której dotknięcie uzbroi krakowską AK tak, że będzie zdolna do walki z przeważającymi siłami wroga? Rozkaz gen. Bora był nie tylko skrajnie nieodpowiedzialny i wręcz zbrodniczy, ale stanowi ekstremalny przykład polskiego irracjonalizmu politycznego. Wiele też mówi o moralności i horyzontach myślowych generała, który stanął na czele powstania warszawskiego.

Te słowa – „walka o Warszawę mimo dużych strat w ludziach i materiale daje nam potężny atut w rozgrywkach politycznych” – mówią wszystko o dowództwie AK, o Borze-Komorowskim, Chruścielu, Okulickim, Pełczyńskim oraz Delegacie Rządu Janie Stanisławie Jankowskim. Dla nich życie mieszkańców Warszawy było warte niestety tyle samo co dla Niemców. Straty ludzkie nie miały znaczenia. Ważne były jedynie „rozgrywki polityczne”, czyli restytucja za wszelką cenę II RP i jej ustroju społeczno-ekonomicznego.

Taka jest prawda o powstaniu warszawskim, zagłuszana przez ryk propagandowy IPN i obecnego obozu władzy. Rodzi się w związku z tym pytanie, czy gdyby na przełomie sierpnia i września 1944 roku doszło zgodnie z wolą Bora-Komorowskiego do wybuchu powstania w Krakowie, to kto dzisiaj byłby obarczany winą za jego hekatombę? Także Sowieci, którzy znajdowali się wtedy pod Dębicą, w odległości 120 km od Krakowa?

Kraków ocaliła niesubordynacja płk. Edwarda Godlewskiego, którego wsparł metropolita krakowski Adam Sapieha (wówczas arcybiskup, od 18 lutego 1946 roku kardynał). Zamiast podporządkować się rozkazowi swojego przełożonego płk E. Godlewski wysłał 30 sierpnia 1944 roku na pomoc walczącej Warszawie Samodzielny Batalion Partyzancki „Skała” mjr. Jana Pańczakiewicza „Ziemowita” (1907-1968), a 11 września 1944 roku wydał rozkaz jedynie do prowadzenia ograniczonych działań w ramach akcji „Burza”. Batalion „Skała” zrezygnował z wykonania powierzonego mu zadania po walce z przeważającymi siłami niemieckimi pod Złotym Potokiem koło Częstochowy, którą stoczył również 11 września 1944 roku.

Płk Edward Godlewski »Garda« (1895-1945)

Płk Edward Godlewski »Garda« (1895-1945)

Być może jakimś tropem w próbie zrozumienia postawy dowódcy Okręgu AK Kraków jest to, że płk Edward Józef Godlewski „Garda” (1895-1945) nie był oficerem legionowym, jak chociażby Leopold Okulicki. Urodził się w zaborze rosyjskim – na Podlasiu. Pochodził z rodziny ziemiańskiej. W 1914 roku ukończył gimnazjum w Petersburgu i po wybuchu pierwszej wojny światowej znalazł się w szeregach armii rosyjskiej. Podczas walk z Niemcami został trzykrotnie ranny. W nagrodę za odwagę skierowano go do szkoły oficerskiej kawalerii, którą ukończył w lutym 1917 roku. Jesienią tego roku wstąpił do I Polskiego Korpusu Wschodniego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Po rozwiązaniu tego Korpusu w 1918 roku przedostał się na Kubań, gdzie „biały” gen. Michaił Aleksiejew (1857-1918) tworzył Armię Ochotniczą. Dowódcą tej armii został jesienią 1918 roku gen. Anton Denikin (1872-1947). Edward Godlewski wstąpił tam do szwadronu polskiego, który dał początek 14. pułkowi ułanów jazłowiceckich. Pułk ten podporządkował się później 4. Dywizji Strzelców Polskich gen. Lucjana Żeligowskiego. Wraz z 14. pułkiem ułanów jazłowieckich E. Godlewski przekroczył 15 czerwca 1919 roku granicę Polski. Wziął następnie udział w wojnie polsko-bolszewickiej (1919-1920).

Po tej wojnie nadal służył w 14. pułku ułanów jazłowieckich. Został jego dowódcą w 1935 roku i dowodził nim też podczas kampanii wrześniowej 1939 roku w ramach Podolskiej Brygady Kawalerii, która wzięła udział w bitwie nad Bzurą. Podczas przebijania się przez Puszczę Kampinoską do oblężonej przez Niemców Warszawy płk E. Godlewski dowodził 19 września 1939 roku szarżą pod Wólką Węglową – ostatnią w historii polskiej jazdy szarżą wykonaną z udziałem całego pułku kawalerii. Wraz ze swym pułkiem wziął następnie udział w obronie Warszawy.

Po kapitulacji Warszawy przeszedł do walki konspiracyjnej. Od jesieni 1942 do marca 1944 roku był komendantem Obszaru AK Białystok. 15 marca 1944 roku Komenda Główna AK zlikwidowała Obszar Białystok, a płk E. Godlewski został mianowany w maju 1944 roku komendantem Okręgu AK Kraków. Płk „Garda” został aresztowany przez gestapo 19 października 1944 roku pod Kielcami. Pierwszym etapem jego męczeńskiej drogi było więzienie policyjne przy ulicy Montelupich w Krakowie, skąd na początku grudnia 1944 roku został deportowany do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Stamtąd z kolei trafił w lutym 1945 roku do obozu koncentracyjnego Mauthausen. Zmarł z wycieńczenia tuż przed wyzwoleniem KL Mauthausen przez wojska amerykańskie, które nastąpiło 5 maja 1945 roku.

Podejmując decyzję w sprawie zignorowania rozkazu gen. Bora-Komorowskiego płk. „Garda” wiedział, że Niemcy ogólnie znają plany powstańcze AK. Prawdopodobnie też wiedział, że 25 sierpnia 1944 roku rząd polski na uchodźstwie i wódz naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski nakazali ograniczyć powstanie do samej tylko Warszawy. Należy zaznaczyć, że młodzież w Krakowie – tak jak i wcześniej w Warszawie – też „rwała się do walki”. Na szczęście w Krakowie nie było płk. Antoniego Chruściela i gen. Leopolda Okulickiego. Był natomiast arcybiskup Adam Sapieha, który wymógł na oficerach Okręgu AK Kraków przyrzeczenie, że nie wywołają powstania. Płk. E. Godlewski uzyskał też wsparcie od miejscowych reprezentantów wszystkich sił politycznych Polski Podziemnej. Jednakże decyzję w sprawie ustosunkowania się do rozkazu gen. Bora-Komorowskiego podjął on sam jako dowódca Okręgu AK Kraków.

Książę kardynał Adam Stefan Sapieha (1867-1951), metropolita krakowski

Książę kardynał Adam Stefan Sapieha (1867-1951), metropolita krakowski

Książę kardynał Adam Stefan Sapieha (1867-1951) jest postacią na tyle znaną, że nie trzeba jej szerzej przedstawiać. Miał raczej z chłodny stosunek do piłsudczyzny, czego jednym z przejawów był tzw. konflikt wawelski z 1937 roku na tle przeniesienia trumny Józefa Piłsudskiego z krypty św. Leonarda pod Wieżę Srebrnych Dzwonów na Wawelu. Już podczas pierwszej wojny światowej powołał Książęco-Arcybiskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny. Natomiast podczas drugiej wojny światowej i okupacji niemieckiej był faktyczną głową Kościoła katolickiego w Generalnym Gubernatorstwie pod nieobecność przebywającego na uchodźstwie prymasa Augusta Hlonda. Utworzył Obywatelski Komitet Pomocy dla ofiar wojny i współpracował z Radą Główną Opiekuńczą. Kilkakrotnie interweniował u władz niemieckich w sprawie terroru hitlerowskiego wobec Polaków i Żydów. Był m.in. inicjatorem orędzia Episkopatu Polski do władz Generalnego Gubernatorstwa z czerwca 1943 roku w sprawie ograniczenia swobód Polaków. Ocalił najcenniejsze działa sztuki z Wawelu, podejmując pod koniec sierpnia 1939 roku decyzję o ich przeniesieniu i ukryciu w Pałacu Arcybiskupim. Odegrał, także ważną rolę w pomocy dla eksterminowanych przez okupanta Żydów, polecając udzielać potajemnie chrztu Żydom i wydawać im fałszywe metryki katolickie. Współpracował z rządem RP na uchodźstwie i strukturami Polski Podziemnej. Niestety, osoby tej miary co metropolita krakowski zabrakło pod koniec lipca 1944 roku w Warszawie, gdzie kolejny raz w historii Polski miał miejsce powstańczy szantaż ze strony garstki nieodpowiedzialnych ludzi.

Nie ulega wątpliwości, że to przede wszystkim tym dwóm osobom Kraków zawdzięcza to, że w 1944 roku nie stał się tak jak Warszawa morzem ruin, że 1 września nie jest w nim obchodzona rocznica „bohaterskiego powstania”, które mogło mieć skutki o wiele tragiczniejsze niż powstanie warszawskie i to dla całej Małopolski. Ponadto Kraków nie był jedynym miejscem, w którym gen. T. Bór-Komorowski chciał wywołać powstanie w sytuacji, gdy widział jakie były skutki powstania wywołanego w Warszawie – zarówno wojskowe (beznadziejna i nierówna walka AK), jak i polityczne (eksterminacja przez Niemców ludności cywilnej oraz brak pomocy ze strony ZSRR i aliantów zachodnich). Mimo decyzji rządu RP na uchodźstwie i gen. K. Sosnkowskiego z 25 sierpnia 1944 roku o ograniczeniu powstania do Warszawy, gen. T. Bór-Komorowski wydawał kolejne rozkazy podjęcia działań powstańczych poza Warszawą.

27 sierpnia 1944 roku polecił dowódcy Okręgu AK Kielce wykonanie akcji „na szerszą skalę przez opanowanie na przykład Radomia, Kielc lub większego kompleksu leśnego(…)”. 30 sierpnia wysłał rozkaz do dowódcy Okręgu AK Łódź, w którym stwierdził, że należy „przejść do działań na szerszą skalę. Na Waszym terenie przejawi się to przez opanowanie Piotrkowa lub jakiegoś większego kompleksu leśnego (…)”. We wszystkich tych rozkazach powtarzał z uporem maniaka: „Oddziały Wasze muszą być silne, dobrze uzbrojone i odporne na walkę techniczną”. Tak jakby nie wiedział jaka była liczebność i uzbrojenie sił AK w stosunku do sił niemieckich i ich możliwości technicznych na obszarach będących zapleczem frontu. Natomiast 1 września wysłał kolejne rozkazy do Okręgów AK Kielce, Łódź, Kraków i Śląsk, w których akcję „Burza” nakazywał „przeprowadzić w dużych zgrupowaniach [w innej wersji „w dywizyjnych zgrupowaniach” – uzup. BP]. W małych miastach walki ograniczyć tylko do samoobrony”. Notabene Okręg AK Śląsk był najsłabszym z okręgów Armii Krajowej, w którym nie było mowy o wystawieniu uzbrojonej kompanii, a co dopiero dywizji. Ponadto Bór-Komorowski w „depeszy alarmowej” do Londynu z 29 sierpnia 1944 roku zaprotestował przeciwko decyzji rządu i naczelnego wodza z 25 sierpnia o ograniczeniu powstania do Warszawy. Prof. Andrzej Leon Sowa skomentował to krótko: „Po nas choćby potop…”[2].

[1] Prof. Andrzej L. Sowa datuje ten rozkaz na 28 sierpnia 1944 r., natomiast red. Paweł Dybicz na 23 sierpnia 1944 r. Por.: P. Dybicz, „Zbrodniczy rozkaz”, „Przegląd” nr 32 (1022), 5-11.08.2019, s. 10-12.; A. L. Sowa, „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji”, Kraków 2016, s. 632.

[2] A. L. Sowa, „Kto wydał wyrok na miasto?…”, s. 629-635.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 4 września 2019 r.

„Myśl Polska” nr 37-38 (2257/2258), 8-15.09.2019, s. 14-15

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s