Dekomunizacja, czyli depolonizacja

W Katowicach w ramach tzw. dekomunizacji zniknął plac Wilhelma Szewczyka (przy dworcu kolejowym). Zamiast niego będzie plac Marii i Lecha Kaczyńskich. Decyzję taką podjął wojewoda śląski Jarosław Wieczorek (ur. 1981 r.), ignorując protest władz miejskich Katowic oraz 40 pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego[1]. To jest kolejny dowód na to, że tzw. dekomunizacja jest depolonizacją – przede wszystkim Ziem Zachodnich, w tym Górnego Śląska.

Wilhelm Szewczyk (1916-1991) był jednym z najwybitniejszych pisarzy śląskich reprezentujących opcję polską. Prozaik, publicysta, krytyk literacki, poeta, tłumacz z języka niemieckiego, literaturoznawca w zakresie literatury niemieckiej i serbołużyckiej, redaktor naczelny czasopism „Odra”, „Poglądy” „Przemiany”, „Zaranie Śląskie” i „Życie Literackie”, kierownik literacki Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego w Katowicach oraz dyrektor Studium Teatralnego w Katowicach.

Przed drugą wojną światową jeden z czołowych działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego w województwie śląskim, w czasie wojny zmuszony jak wielu Ślązaków do służby w Wehrmachcie (z którego zdezerterował), po wojnie w szeregach PPR i PZPR. Zresztą z PZPR i pracy w katowickiej rozgłośni Polskiego Radia został usunięty w 1949 roku w ramach czystek stalinowskich jako „osoba szkodliwa i niejednokrotnie wroga obecnej rzeczywistości”. Poddany też został wtedy inwigilacji przez organa bezpieczeństwa jako „reakcjonista”, „klerykał”, „nacjonalista” i „separatysta śląski”. Inwigilacji zaprzestano w listopadzie 1956 roku, co zdaniem katowickiego IPN dowodzi, że aparat bezpieczeństwa uznał, iż Szewczyk był „w pełni lojalny wobec ustroju”[2]. Przeraża to, że IPN nic nie wie, albo udaje, że nie wie o Październiku 1956 roku. To koniec stalinizmu w Polsce był faktyczną przyczyną zaprzestania inwigilacji pisarza, co SB uzasadniła zacytowaną przez IPN formułką.

Ponownie przyjęto Szewczyka do partii właśnie po przełomie październikowym 1956 roku. W latach 70., a więc w okresie „liberalizmu” gierkowskiego, wszedł w skład Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Był też posłem na Sejm PRL. Należał do bliskich współpracowników zasłużonego dla Górnego Śląska wojewody Jerzego Ziętka.

Niezależnie od wyborów politycznych zawsze stał jednak po stronie polskiego Śląska. Jako działacz Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich oraz Katowickiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, członek Rady Programowej Biblioteki Piśmiennictwa Śląskiego i – przede wszystkim – jako literat. Dlatego postać i twórczość Wilhelma Szewczyka stała się po 1989 roku obiektem niesamowitej nagonki ze strony ślązakowców, czyli Ruchu Autonomii Śląska – zakamuflowanej opcji niemieckiej na Górnym Śląsku. Szczególnym obiektem ich agresji była i jest powieść Wilhelma Szewczyka „Ptaki ptakom” (zekranizowana w 1976 r.) – przedstawiająca dramat pierwszych dni agresji Niemiec hitlerowskich na Śląsku we wrześniu 1939 roku, w tym obronę Wieży Spadochronowej.

Negacja faktu obrony Wieży Spadochronowej przez polskich harcerzy jest jednym z kluczowych elementów polityki historycznej ślązakowców. Stąd ich brutalny atak na Wilhelma Szewczyka, którego przedstawiają jako komunistycznego propagandystę. W taką narrację wpisuje się notka biograficzna Wilhelma Szewczyka w Wikipedii. Cytowane są w niej fragmenty jego publikacji „Z teczki wspomnień PPR”, w której pochwalał socjalizm i krytykował AK, ale nie zacytowano fragmentów, ani nawet nie zasygnalizowano tematyki takich dzieł literackich Wilhelma Szewczyka jak „Ptaki ptakom”, „Hanys”, „Skarb Donnersmarcków”, „Czarne słońce”, „Kleszcze”, „Pogodne niebo”, „Od wiosny do jesieni”, „Gadzi raj”, „Moja tratwa najsilniejsza”, „Z kraju Lompy”, „Nanker – Dialogi wrocławskie z roku 1339 w trzech odsłonach”. W swojej twórczości literackiej prezentował własny, niezależny punkt widzenia. Jego zbiór esejów „Śląski trud literacki” nie został dopuszczony do rozpowszechniania przez cenzurę PRL.

W sumie napisał 60 książek o Śląsku – powieści, opowiadań, dramatów i esejów – w których bronił polskości Śląska, podkreślał związki Śląska z Polską oraz pokazywał oblicze niemieckiego panowania na Śląsku. Napisał też ponad siedem tysięcy artykułów, w których podejmował śląską problematykę regionalną. Nie zawsze zgodnie z linią władz partyjnych. Dlatego kierowane przez Szewczyka tytuły, takie jak „Odra”, „Poglądy” i „Przemiany” (śląski odpowiednik „Po prostu”) – kończyły swój żywot w sposób nagły, jako efekt ograniczeń ze strony władz partyjno-państwowych, mających zastrzeżenia do treści prezentowanych na łamach tych pism.

Dla mieszkańców Górnego Śląska uchodził za postać ważną z jednego zasadniczego powodu. Mimo że był osobą publiczną, nie tworzył dystansu pomiędzy sobą a czytelnikiem czy petentem. Potrafił szybko znaleźć wspólny język z mieszkańcami regionu. Z tego powodu wiele osób chętnie podejmowało z nim współpracę i traktowało jako swojego reprezentanta. Był „głosem Górnego Śląska”, który przemawiał w imieniu mieszkańców i miał ich autentyczne wsparcie. W jednym ze swoich artykułów z 1956 roku napisał: „Urodzony i żyjący tutaj – jestem z wami, przeciwko temu wszystkiemu, co czyniło i czyni jeszcze nasze życie biednym, słabym i bezbarwnym”[3]. Znał Śląsk jak mało kto w tamtych czasach, żył Śląskiem i żył dla Śląska.

Dzisiaj powieści, dramaty i eseje Wilhelma Szewczyka są utworami zapomnianymi i „niesłusznymi”, bo polskość Śląska jest kwestionowana. Głównie przez ślązakowców, czyli opcję niemiecką. Jednakże w ich narrację historyczną wpisały się oba skrzydła obozu solidarnościowego – obóz liberalny ze swoją ideologią „europejską” oraz obóz prawicowy z ideologią antykomunistyczną. Wojewoda z PiS może jest nawet o tym osobiście przekonany, że robi jakąś dekomunizację, lecz faktycznie nie dokonał on aktu „dekomunizacji”, ale depolonizacji Górnego Śląska, zgodnego z oczekiwaniami ślązakowców.

Wojewoda śląski nie jest tutaj bynajmniej wyjątkiem. Np. w Opolu tamtejszy wojewoda, po zasięgnięciu opinii IPN, „zdekomunizował” ulicę prof. Stanisława Kulczyńskiego (1895-1975)[4]. Wina tego wybitnego botanika polegała na tym, że w latach 1939-1941 nadal wykładał na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie (przemianowanym wtedy przez władze radzieckie na Uniwersytet Iwana Franki) i żeby uniknąć usunięcia z pracy stanął na czele Związku Zawodowego Pracowników Uniwersytetu, do którego przynależność była obowiązkowa. To, że był delegatem rządu londyńskiego na Obszar Lwowski, współpracownikiem Karoliny Lanckorońskiej i organizatorem tajnego nauczania w Krakowie, a po wojnie jednym z pionierów polskiej nauki na Ziemiach Odzyskanych – pierwszym rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej, których odbudową kierował – nie miało żadnego znaczenia dla IPN i wojewody Adriana Czubaka z PiS.

Przykładów takich można podać znacznie więcej. Polska prawica powinna w końcu dokonać jasnego wyboru – albo antykomunizm, albo Polska. Trzeciej drogi nie ma.

[1] P. Jedlicki, „Plac Szewczyka zdekomunizowany przez wojewodę. To plac Lecha i Marii Kaczyńskich”, http://www.katowice.wyborcza.pl, 14.12.2017.

[2] J. Przybytek, „Plac Szewczyka w Katowicach zdekomunizowany. Teraz to plac Marii i Lecha Kaczyńskich. Wojewoda wydał zarządzenie”, http://www.dziennikzachodni.pl, 14.12.2017.

[3] M. Fic, „Wilhelm Szewczyk urodził się sto lat temu. Był legendą i głosem Śląska”, http://www.katowice.wyborcza.pl, 8.01.2016.

[4] A. Janowski, „Wojewoda Adrian Czubak: Trzy nazwy ulic w Opolu zostaną zmienione”, http://www.nto.pl, 13.12.2017.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 15 grudnia 2017 r.

„Myśl Polska” nr 1-2 (2169/70), 1-7.01.2018, s. 9

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Dekomunizacja, czyli depolonizacja

  1. Pingback: Dekomunizacja, czyli depolonizacja | Pekok Antylichwiarz

  2. Wilhelm Szewczyk „postulował wyeliminowanie Żydów z życia kulturalnego i gospodarczego. Literaturę i prasę żydowską uznawał za jedną z najgroźniejszych broni „żydowskiego państwa eksterytorialnego”. Prawda to?

    Polubienie

    • Tak to przedstawił autor notki biograficznej Szewczyka w Wikipedii. Dopiero jednak z przypisu dowiadujemy się, że chodzi tylko o jeden artykuł Szewczyka z ONR-owskiej „Kuźnicy” pt. „Ghetto w literaturze”. Informację tę chętnie też eksponuje IPN, a konkretnie pracownik jego oddziału w Katowicach – Sebastian Rosenbaum. Natomiast znający dobrze Szewczyka red. Kazimierz Zarzycki uważa, że powodem jego akcesji do ONR nie był antysemityzm, ale rosnące zagrożenie niemieckie przed 1939 rokiem i chęć przeciwstawienia mu się na gruncie śląskim. Członkiem ONR Szewczyk miał być zresztą tylko 6 tygodni. Ciekawie Zarzycki tłumaczy też przynależność Szewczyka do PZPR. Otóż Szewczyk miał w 1945 roku stwierdzić, że „nie warto kopać się z koniem, ale trzeba tego konia po naszemu przerobić”. Taki był jego śląski realizm polityczny. Wstąpił do partii nie po to, żeby budować socjalizm, ale po to, by walczyć tam o sprawy polskie i śląskie, co zresztą z sukcesem robił po 1956 roku.

      Polubienie

    • Poza tym Szewczyk napisał to mając 21 lat. Trzeba też znać kontekst historyczny – Wielki Kryzys, pauperyzacja świata pracy na Górnym Śląsku oraz fakt, że tamtejszy przemysł był w dużej mierze własnością kapitału obcego – niemieckiego, belgijskiego itp., za którym niejednokrotnie stali Żydzi. Konflikt społeczno-ekonomiczny automatycznie implikował konflikt narodowościowy. Takie były śląskie realia lat 20. i 30. XX wieku. Ostatecznie Szewczyk ani nie zabił, ani nawet nie pobił żadnego Żyda. Nie można Szewczyka oceniać przez pryzmat jednego artykułu w ONR-owskiej „Kuźnicy”, który napisał mając 21 lat, ani przez pryzmat jednej książki z lat 60.(faktycznie był to materiał propagandowy przygotowany dla KW PZPR w Katowicach), w której gloryfikował PRL i potępiał AK – jak czyni to autor jego notki biograficznej w Wikipedii. Powstanie wtedy obraz fałszywy, oderwany od realiów czasu. Należy go oceniać w odniesieniu do całej jego twórczości literackiej i dziennikarskiej oraz działalności kulturalnej. Nie da się pominąć faktu, że kierowany przez Szewczyka miesięcznik literacki „Odra” odegrał ogromną rolę w odbudowie polskiej kultury na Ziemiach Zachodnich. Tak samo kierowany przez niego tygodnik „Przemiany”, który był śląskim odpowiednikiem „Po prostu” i podzielił jego los w 1957 roku, stanowi jeden z symboli odwilży październikowej 1956 roku. Życiorys Szewczyka był pokręcony jak historia Górnego Śląska, ale to nie jest powód, by czynić z niego akt oskarżenia. Nie można też zanegować faktu, że była to jedna z wybitniejszych postaci w historii tego regionu w XX wieku.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s