Sojuszniczy cios nożem w plecy

Współczesna polska publicystyka historyczna wykreowała określenie „cios nożem w plecy” wobec agresji ZSRR z 17 września 1939 roku. Tych ciosów nożem w plecy Polska otrzymała we wrześniu 1939 roku jednak więcej. 1 września 1939 roku taki cios zadała Rzeczypospolitej Słowacja – umożliwiając wojskom hitlerowskim zaatakowanie Polski ze swojego terytorium oraz biorąc czynny udział w tej agresji. 12 września 1939 roku cios nożem w plecy zadali natomiast nacjonaliści ukraińscy, wszczynając w porozumieniu z Berlinem działania, które przeszły do historii pod nazwą dywersji OUN na Kresach Wschodnich.

Na miano ciosu nożem w plecy zasługuje także postawa sojuszników Polski, czyli niewywiązanie się przez Francję i Wielką Brytanię ze zobowiązań sojuszniczych. Ten sojuszniczy cios nożem w plecy był chronologicznie pierwszy i stanowił ogromny szok dla społeczeństwa polskiego, które ówczesna propaganda państwowa utwierdzała w wierze w trwałość i niezawodność sojuszy. Przypominam o nim nie po to, żeby deprecjonować znaczenie innych przyczyn klęski wrześniowej – w tym działań podjętych przez ZSRR – ale dlatego, że postawa sojuszników zachodnich wobec samotnie walczącej z najazdem niemieckim Polski zasługuje na uwagę również w kontekście współczesnej polskiej polityki prozachodniej.

Odsunąć agresję niemiecką od Zachodu

II Rzeczpospolita od początku lat 20. XX wieku była związana sojuszem polityczno-wojskowym z Francją – najsilniejszym wówczas militarnie mocarstwem Europy Zachodniej. Polsko-francuska umowa sojusznicza została podpisana 19 lutego 1921 roku w Paryżu. Dopiero 19 maja 1939 roku – w sytuacji jawnego już zagrożenia napaścią Niemiec hitlerowskich na Polskę – Francja zgodziła się na odnowienie i uściślenie konwencji wojskowej do umowy sojuszniczej z 1921 roku. Nadający tej konwencji klauzulę ważności protokół polityczny dyplomacja francuska podpisała pod naciskiem Wielkiej Brytanii 4 września 1939 roku. Najważniejszym zobowiązaniem, jakie przyjęła na siebie Francja było rozpoczęcie ofensywy przeciw Niemcom w 15-tym dniu po ogłoszeniu mobilizacji powszechnej.

Drugim sojusznikiem II RP w 1939 roku stała się Wielka Brytania, która w reakcji na całkowitą likwidację Czechosłowacji przez Niemcy (14-15 marca 1939 r.) udzieliła Polsce 31 marca 1939 roku jednostronnej gwarancji niepodległości (ale nie integralności terytorialnej), obiecując pomoc wojskową w wypadku zagrożenia. Następstwem tego kroku było podpisanie 6 kwietnia 1939 roku w Londynie przez ministrów spraw zagranicznych Józefa Becka i lorda Halifaxa układu o dwustronnych gwarancjach polsko-brytyjskich, który stał się podstawą rokowań o zawarcie formalnego układu sojuszniczego między Polską a Wielką Brytanią. Na sfinalizowanie go Londyn zdecydował się dopiero 25 sierpnia 1939 roku, obawiając się, że po podpisaniu w Moskwie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow Polska może pójść na ustępstwa wobec Niemiec.

Układy polskie z Wielką Brytanią spowodowały wypowiedzenie przez Hitlera 28 kwietnia 1939 roku polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 roku. Droga do wojny została otwarta, ale do wojny ze wschodnim sąsiadem Niemiec. Do tego właśnie zmierzała polityka francuska i brytyjska – do odsunięcia agresji hitlerowskiej od Europy Zachodniej.

Celem gwarancji sojuszniczych udzielonych Polsce przez Paryż i Londyn w 1939 roku nie była jej obrona przed Niemcami. Francja i Wielka Brytania – w sytuacji załamania się polityki monachijskiej – nie chciały jedynie dopuścić do tego, by Polska poszła na polityczne ustępstwa wobec Niemiec, co spowodowałoby skierowanie agresji niemieckiej na Zachód.

Od euforii do ewakuacji

O tym, że gwarancje francuskie i brytyjskie są niepewne, polskie społeczeństwo nie wiedziało. Ówczesna elita władzy chciała wierzyć w niezawodność tych sojuszy mimo niechęci Paryża i Londynu do przyjęcia konkretnych zobowiązań natury wojskowej na wypadek wybuchu wojny. Wiarę tę krzewiła wszelkimi środkami w społeczeństwie, przygotowując je psychologicznie do wielkiego zwycięstwa razem z mocarstwami zachodnimi nad III Rzeszą.

29 sierpnia 1939 roku na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” można było przeczytać artykuły o następujących tytułach: „Nadzwyczajne posiedzenie parlamentu angielskiego”, „Francja pod znakiem mobilizacji”, „Anglia gotowa do starcia – tłumy modlą się w świątyniach”, „Nie oddamy niczego – walczymy o wolność ludzkości!”, „Ani rząd, ani naród brytyjski nie zgodzi się na rozwiązanie po linii Monachium”, „Berlin w nastroju ciężkiej depresji”, „Mocna decyzja i nieugiętość cechują Francję”, „Szwecja i Dania sympatyzują z Polską”[1]. O rzekomym ogłoszeniu mobilizacji przez Francję pisała też 28 sierpnia 1939 roku prosanacyjna „Gazeta Polska”[2].

IKC z 29 sierpnia 1939 roku

IKC z 29 sierpnia 1939 roku

Dzisiaj powiedzielibyśmy, że były to tzw. „fake news”. Francja i Wielka Brytania nie tylko nie ogłosiły mobilizacji, ale zmusiły władze polskie do odwołania 30 sierpnia ogłoszonej dzień wcześniej mobilizacji powszechnej. Stało się tak dlatego, że wbrew temu co twierdził „IKC” Paryż i Londyn do końca grały z Niemcami, licząc na powrót do polityki monachijskiej. Ponownie Polska ogłosiła mobilizację wieczorem 31 sierpnia. Opóźnienie mobilizacji spowodowało trudny do opanowania chaos. 1 września polskie jednostki liniowe osiągnęły 70 proc. gotowości bojowej, a wiele oddziałów nie dotarło już do miejsc zgrupowań z powodu ataków lotnictwa niemieckiego na linie kolejowe.

30 sierpnia 1939 roku „IKC” pisał m.in. o „katastrofalnej pozycji wyjściowej Niemiec w razie wywołania pożogi wojennej” oraz cytował list premiera Francji Édouarda Daladiera do Hitlera, w którym napisał on, że „Francja wiernie wypełni swe zobowiązania” wobec Polski. W centrum uwagi „IKC” znalazł się też gen. Maurice Gamelin – szef sztabu francuskiego, przyszły współautor tzw. „dziwnej wojny” i klęski Francji w 1940 roku. Wedle charakterystyki „IKC” był to „spokojny, pełen rozwagi oficer-arystokrata (…) i jeden z najbardziej utalentowanych wychowanków światowej sławy Akademii Wojskowej w St. Cyr”[3].

IKC z 31 sierpnia 1939 roku

IKC z 31 sierpnia 1939 roku

31 sierpnia 1939 roku „IKC” opatrzył pierwsza stronę krzyczącym tytułem: „Chamberlain oświadcza: Nie ustąpimy ani na krok!”. Zamieścił też zdjęcie imponującego działa polskiej artylerii zmotoryzowanej (sic!) z podpisem „Lawiną żelaza przyjmiemy wroga”. A na ósmej stronie dał najbardziej krzepiące tytuły: „Niemiecki żołnierz nie chce się bić z Polską i ucieka przez granicę” oraz „Pierwsza godzina wojny będzie hasłem do rewolucji w III Rzeszy”[4].

IKC z 31 sierpnia 1939 roku. Zdjęcie działa polskiej artylerii zmotoryzowanej

IKC z 31 sierpnia 1939 roku. Zdjęcie działa polskiej artylerii zmotoryzowanej

Szczytem polskiej euforii był 3 września 1939 roku, chociaż tego dnia wojska niemieckie zajęły już Górny Śląsk i Pomorze oraz przerwały front na południowym zachodzie i północy, a Luftwaffe od trzech dni dosłownie pustoszyła kraj. Ale właśnie 3 września Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę Niemcom. Nikt nie zastanawiał się nad tym, dlaczego dopiero 3 września. Manifestacja radości przed ambasadami Francji i Wielkiej Brytanii „wystrzeliła z serca, z wolnej woli Warszawy (…). Od skrzyżowania z alejami Jerozolimskimi po przecięcie z ul. Chmielną kolebał się potężny tłum. Nie policzyć ile tysięcy” – donosił „Kurier Poranny”. Wedle relacji tej gazety parkan otaczający budynek ambasady brytyjskiej przy ul. Smolnej został oblepiony ludźmi. Nie było końca owacjom, gdy na balkonie ambasady pojawili się ambasador brytyjski Howard W. Kennard i minister Beck, który stwierdził: „Anglia nie zawiedzie się na Polsce, tak, jak i Polska nie zawiedzie się na Anglii. Jeśli ktoś będzie miał rozczarowanie, to na pewno nie my”. Równie spontaniczna manifestacja odbyła się pod ambasadą Francji, która została zasypana kwiatami. Ambasador francuski Leon Noël oświadczył: „Nie jesteście już osamotnieni, lecz macie za sobą Francję oraz Imperium Brytyjskie wraz z ich niewyczerpanymi zasobami ludzkimi i materialnymi oraz całą ich potęgą”[5].

Tego też dnia płk Zygmunt Wenda – szef sztabu Obozu Zjednoczenia Narodowego – przyjął przedstawicieli opozycji, którzy w obliczu wojny zaproponowali poszerzenie bazy politycznej rządu. Pogardliwie oświadczył im, że nikt nie będzie się dzielił zwycięstwem nad Niemcami.

Jednak już następnego dnia – 4 września – kiedy szczyt euforii warszawskiej ulicy jeszcze nie opadł, rozpoczęła się ewakuacja ze stolicy prezydenta Ignacego Mościckiego i rządu gen. Felicjana Sławoja-Składkowskiego, a 6 września naczelnego wodza, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. 8 września do przedmieść Warszawy dotarł niemiecki XVI Korpus Pancerny.

Ulotki zamiast bomb

5 września 1939 roku popołudniówka „Czas-7 Wieczór” pisała o 30-tu polskich samolotach, które rzekomo zbombardowały Berlin. Przy czym „wszyscy lotnicy powrócili do swych baz”[6]. Tego samego 5 września „Express Poranny” pisał o rzekomym zbombardowaniu portów niemieckich przez lotnictwo brytyjskie oraz o wkroczeniu polskiej kawalerii do Prus Wschodnich[7]. 6 września „Goniec Warszawski” na pierwszej stronie dał tytuł: „Francuzi przeszli linię Zygfryda. Westerplatte, Gdynia, Hel – bronią się! Największy pancernik niemiecki zatopiony”. A na kolejnej stronie entuzjazmował się: „Przygnębienie w Berlinie” i „Niemcy w potrzasku”[8]. 13 września – a więc w dniu, w którym wojska niemieckie zamknęły pierścień okrążenia wokół Warszawy – „Express Poranny” informował o załamaniu się ofensywy niemieckiej na Polskę, powstaniach w zajętych przez Niemców miastach i zwycięskich atakach sprzymierzonych na froncie zachodnim[9].

„Czas-7 Wieczór” z 5 września 1939 roku

„Czas-7 Wieczór” z 5 września 1939 roku

„Express Poranny” z 5 września 1939 roku

„Express Poranny” z 5 września 1939 roku

„Express Poranny” z 13 września 1939 roku

„Express Poranny” z 13 września 1939 roku

Niestety, rzeczywistość była inna. Zamiast bomb samoloty brytyjskie zrzucały na Hamburg ulotki, z których Niemcy mogli się dowiedzieć, że „każda niemiecka ambicja może być spełniona w drodze przyjaznej negocjacji (…). Wy, naród niemiecki, jeżeli tylko chcecie, możecie nalegać na pokój w każdym czasie. My również pragniemy pokoju i jesteśmy gotowi do jego zawarcia z każdym miłującym pokój rządem niemieckim”[10]. Z zacytowanej treści otwarcie wyziera duch polityki monachijskiej. Mimo wypowiedzenia Niemcom wojny Londyn i Paryż wciąż miały nadzieję na udobruchanie Hitlera nowym Monachium. Tym razem z Polską w roli dania głównego. Dlatego właśnie RAF we wrześniu 1939 roku bombardował Niemcy ulotkami.

9 września gen. Tadeusz Kutrzeba na czele Armii „Poznań” i części Armii „Pomorze” rozpoczął kontrofensywę pod Łodzią, która przeszła do historii pod nazwą bitwy nad Bzurą. Polska kontrofensywa miałaby szanse powodzenia, gdyby w tym czasie Francja podjęła działania odciążające. Taka częściowa ofensywa była przewidziana przez polsko-francuską konwencję wojskową jeszcze przed ofensywą generalną, którą armia francuska miała rozpocząć 15 dni po rozpoczęciu mobilizacji. Zamiast częściowej ofensywy trzy armie francuskie rozpoczęły 7 września działania pozorowane na przedpolu Linii Zygfryda. Na froncie długości około 30 km weszły one na terytorium niemieckie na głębokość od 1 do 8 km, zajmując około 20 miejscowości. 12 września – w kluczowym momencie bitwy nad Bzurą – gen. Gamelin polecił wstrzymać „offensive pour la Pologne”, która kosztowała armię francuską 1575 zabitych i rannych, przy stratach niemieckich wynoszących 196 zabitych, 356 rannych i 144 zaginionych[11]. Tego samego dnia Międzysojusznicza Najwyższa Rada Wojenna z udziałem premierów Chamberlaina i Daladiera podjęła w Abbeville decyzję o zaprzestaniu wszelkich działań ofensywnych na froncie zachodnim. Oznaczało to złamanie zobowiązań sojuszniczych wobec Polski.

„Ofensywa na rzecz Polski – zauważył prof. Marian Zgórniak – od początku była traktowana jako działanie pozorne, wynikające z czysto formalnego obowiązku uczynienia jakiegoś gestu wobec i tak skazanego na zagładę sprzymierzeńca”[12].

Dopiero mając pewność, że nie dojdzie do generalnej ofensywy francuskiej, 17 września 1939 roku Stalin zdecydował się na zrealizowanie zobowiązań wynikających z tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow. Do tego czasu nie chciał bowiem ryzykować ewentualnej wojny z mocarstwami zachodnimi. Warto przypomnieć, że treść tego tajnego protokołu była znana rządowi USA już 24 sierpnia 1939 roku[13]. Natychmiast powiadomił on o niej rząd brytyjski, a ten z kolei francuski. Oba te rządy nie poinformowały jednak o tym polskiego sojusznika.

4 maja 1939 – wyrok na Polskę

Los Polski został przesądzony znacznie wcześniej. 4 maja 1939 roku zakończyły się trwające miesiąc brytyjsko-francuskie rozmowy sztabowe. W ich trakcie sztabowcy brytyjscy wykluczyli możliwość udzielenia Polsce pomocy wojskowej, cynicznie zakładając, że pomocy takiej udzielą jej wojska radzieckie. Cynizm i perfidia tego rozumowania polegały na tym, że tak w Londynie, jak i w Warszawie z góry wykluczano możliwość politycznego zbliżenia pomiędzy Polską i ZSRR. Sztaby mocarstw zachodnich jednomyślnie zgodziły się również, że sojusz Francji i Wielkiej Brytanii z Polską i Rumunią przedstawia małą wartość strategiczną ze względu na niewielkie potencjały wojskowe tych sojuszników. W końcowym stanowisku konferencji sztabów sprzymierzonych stwierdzono, że „Los Polski zależeć będzie od ostatecznego wyniku wojny, a ten, na odwrót, zależeć będzie od naszej zdolności zadania ewentualnej klęski Niemcom, a nie od naszej zdolności zmniejszenia nacisku na Polskę na początku”. Alianci zachodni zakładali unikanie wczesnej, totalnej konfrontacji z Niemcami, aby zyskać czas na rozbudowę własnych sił zbrojnych. Decyzja podjęta 4 maja 1939 roku przez sztaby generalne Francji i Wielkiej Brytanii o nieudzieleniu Polsce pomocy wojskowej podczas wojny z Niemcami miała klauzulę tajności[14].

Konsekwencją tej tajnej decyzji była postawa zajęta przez gen. Gamelina podczas rokowań z misją wojskową gen. Tadeusza Kasprzyckiego w Paryżu (14-19 maja 1939 r.) oraz przez brytyjską misję wojskową podczas rokowań z polskim Sztabem Głównym w Warszawie (20-30 maja 1939 r.). Obaj alianci unikali przyjmowania konkretnych zobowiązań co do zaangażowania rodzajów i ilości swoich wojsk po stronie Polski na wypadek wybuchu wojny z Niemcami. Przyjmowane ustalenia w sprawie pomocy wojskowej miały charakter ogólnikowy. W martwym punkcie utknęły też starania polskie o uzyskanie we Francji i Wielkiej Brytanii znaczących pożyczek na zakup uzbrojenia.

Jednocześnie alianci zachodni nie szczędzili Polsce gołosłownych zapewnień i słów otuchy. Prawdziwy festiwal takich obietnic odegrał przed prezydentem Mościckim, marszałkiem Śmigłym-Rydzem oraz ministrem Beckiem gen. Edmund Ironside – szef sztabu brytyjskiego – podczas swojej wizyty w Warszawie w dniach 17-21 lipca 1939 roku. W rozmowie z ministrem Beckiem roztaczał on m.in. fantastyczne wizje skierowania na front polski wojsk brytyjskich z Egiptu. Bajecznie brzmiące zapewnienie Ironside’a o tym, że „przyjdziemy do was przez Morze Czarne” minister Beck uznał za poważne, co jest o tyle zdumiewające, że sam był wojskowym (pułkownikiem dyplomowanym artylerii)[15]. Składając te i inne zapewnienia Ironside wiedział, że są fałszywe. W swoim dzienniku zanotował bowiem: „Francuzi okłamują Polaków mówiąc, że zamierzają przystąpić do ataku. Taka koncepcja w ogóle nie istnieje”[16].

Po powrocie Ironside’a do Londynu brytyjski komitet szefów sztabów, obradujący pod jego przewodnictwem, stanowczo wypowiedział się przeciwko udzielaniu Polsce pomocy przez siły lądowe i morskie. Półtora miesiąca później ten sam gen. Ironside informował ambasadora Edwarda Raczyńskiego, że Wielka Brytania nie podejmie działań zbrojnych na rzecz Polski i razem z gen. Gamelinem stał się czołowym strategiem tzw. „dziwnej wojny” na froncie zachodnim (1939-1940).

W tym czasie, gdy gen. Ironside bajał w Warszawie o desancie z Egiptu przez Morze Czarne, rząd brytyjski toczył tajne rozmowy z Niemcami na temat powrotu do polityki monachijskiej. Ze strony niemieckiej prowadził je Helmuth Wohlthat – bliski współpracownik Hermanna Göringa, a ze strony brytyjskiej doradca premiera Chamberlaina – Horace Wilson[17]. Tzw. misja Wohlthata przekonała Hitlera, że Wielka Brytania i Francja nie udzielą Polsce pomocy. Stąd skierowanie 80 proc. sił Wehrmachtu przeciw Polsce wcale nie było ze strony Hitlera przejawem hazardu.

Nie było alternatywy

Mimo krytyki, jakiej poddawana jest polityka zagraniczna obozu sanacyjnego w przededniu wojny, należy stwierdzić, że w 1939 roku nie było dla Polski innej alternatywy jak pisany na wodzie sojusz z Francją i Wielką Brytanią lub sojusz z ZSRR, oznaczający de facto przyjęcie w 1939 roku politycznego status quo z 1945 roku. Popularyzowane przez niektórych prawicowych publicystów (Rafał A. Ziemkiewicz, Piotr Zychowicz) wizje spełnienia przez Polskę żądań niemieckich odnośnie Gdańska i Korytarza oraz zawarcia sojuszu z Niemcami hitlerowskimi należy uznać za niepoważne. Gdyby Polska w 1939 roku rozpoczęła drugą wojnę światową jako satelita III Rzeszy, to w 1945 roku nie miałaby nie tylko ziem wschodnich, ale i zachodnich, a może nawet nie byłoby jej wcale.

Sojusz z mocarstwami zachodnimi nie był rozwiązaniem złym, pod warunkiem że wypełniłyby one swoje zobowiązania wobec Polski. Polska była przygotowana na wsparcie ofensywy francuskiej. W Wielkopolsce przygotowano całą sieć lotnisk, gdzie wahadłowo miały lądować bombowce francuskie, bombardujące Niemcy.

Niemiecki generał Alfred Jodl podczas procesu norymberskiego oświadczył, że alianci zachodni mogli w 1939 roku odnieść szybkie zwycięstwo nad szczupłymi siłami niemieckimi na froncie zachodnim. „W roku 1939 byliśmy oczywiście w stanie zniszczyć samotną Polskę, ale nigdy nie było w naszych możliwościach, ani w 1938 roku, ani w 1939, odparcie koncentrycznego ataku sojuszników. I jeżeli nie przegraliśmy już w 1939 roku, to tylko dlatego, że w czasie kampanii polskiej mniej więcej 110 francuskich i brytyjskich dywizji zachowało się kompletnie biernie, mając za przeciwnika jedynie 23 niemieckie dywizje” – powiedział Jodl[18].

Późniejszy marszałek Alphonse Juin tak scharakteryzował postawę Francji: „Można było wejść jak w masło w pozycje niemieckie, można było rozstrzygnąć wojnę w 1939 roku. Trochę zdecydowania i charakteru (…). Co za hańba, co za wstyd, co za głupota zarazem. To idealna sytuacja, wręcz modelowa, w której można było pobić przeciwnika wychodząc na jego odsłonięte tyły. Przy tym zdrada wiernego przyjaciela”[19].

Niestety tego charakteru zabrakło wówczas politykom zachodnim, tkwiącym nadal w bagnie polityki monachijskiej.

[1] „Ilustrowany Kuryer Codzienny” nr 238, Kraków, 29.08.1939.

[2] Stan mobilizacji we Francji, „Gazeta Polska” nr 239, Warszawa, 28.08.1939.

[3] „Ilustrowany Kuryer Codzienny” nr 239, Kraków, 30.08.1939.

[4] „Ilustrowany Kuryer Codzienny” nr 240, Kraków, 31.08.1939.

[5] J. Drużycki, Anglia i Francja wypowiedziały wojnę [Warszawa od ka do jot], http://www.salon24, 4.09.2009.

[6] 30 samolotów polskich zbombardowało Berlin. Wszyscy lotnicy powrócili do swych baz, „Czas-7 Wieczór”, 5.09.1939.

[7] Niemcy wzięci w dwa ognie. Porty niemieckie zbombardowane przez lotników angielskich. Kawaleria polska wkroczyła do Prus Wschodnich. Wojska francuskie rozpoczęły akcje na lądzie, morzu i powietrzu, „Express Poranny” nr 245, 5.09.1939.

[8] „Goniec Warszawski” nr 248, 6.09.1939.

[9] Ofensywa niemiecka na Polskę – załamana. Powstania w okupowanych miastach Polski. Zwycięskie ataki sprzymierzonych na froncie zachodnim; Wspólny atak przeciwniemiecki na obu frontach, „Express Poranny” nr 253, 13.09.1939.

[10] T. Osuch, II wojna światowa. Alianci bronili Polski… ulotkami, http://www.wiadomosci24.pl, 1.09.2010.

[11] M. Zgórniak, Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków 1993, s. 482.

[12] Tamże, s. 466.

[13] Hans von Herwarth, Między Hitlerem a Stalinem. Wspomnienia dyplomaty i oficera niemieckiego 1931-1945, Warszawa 1992, s. 260.

[14] J. Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919-1945. Od Wersalu do Jałty, Warszawa 1992, s. 281; L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli Beck i Rydz-Śmigły, Warszawa 1989, s. 78-81.

[15] L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli…, s. 122-131.

[16] J. Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski…, s. 281.

[17] H. Batowski, Między dwiema wojnami 1919-1939. Zarys historii dyplomatycznej, Kraków 2001, s. 360-361; L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli…, s. 118-119.

[18] Cyt. za: 12 września 1939 r. Tajna konferencja w Abbeville, http://www.nowahistoria.interia.pl, 12.09.2015.

[19]  Op. cit.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 5 września 2017 r.

„Przegląd” nr 36 (922), 4-10.09.2017, s. 8-13

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s