Czy Polska przegrała wojnę?

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule powinna wydawać się oczywista. Polska wyszła zwycięsko z drugiej wojny światowej, ponieważ walczyła z Niemcami hitlerowskimi od pierwszego do ostatniego dnia tej wojny w zwycięskiej Wielkiej Koalicji i to polscy żołnierze z 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki – kapral Antoni Jabłoński, kanonier Aleksander Karpowicz, kanonier Eugeniusz Mierzejewski, plutonowy Kazimierz Otap i podporucznik Mikołaj Troicki – zawiesili 2 maja 1945 roku biało-czerwoną flagę na pruskiej Kolumnie Zwycięstwa w parku Grosser Tiergarten w Berlinie. Niestety żyjemy w czasach coraz bardziej powszechnego rewizjonizmu historycznego, w których ten – wydawałoby się oczywisty fakt historyczny – jest kwestionowany. W prawicowej publicystyce od lat przejawia się tendencja do deprecjonowania zwycięskiego dla Polski zakończenia największej dotąd wojny w historii. Podnosi się, że Polska wyszła z tej wojny jako kraj niesuwerenny, że nastąpiła „zamiana jednej okupacji na drugą” i doszło do utraty Kresów Wschodnich.

Jako jeden z pierwszych taką ocenę wydarzeń roku 1945 przedstawił gen. Władysław Anders w wydanych w 1949 roku wspomnieniach „Bez ostatniego rozdziału”. Stwierdził tam m.in.: „Zwycięstwo, do którego przyczyniliśmy się tak wielką ilością przelanej krwi i tyloletnią męką narodu polskiego, nie było naszym udziałem. Dla Polski V-Day jeszcze nie nadszedł”. Takie stanowisko gen. Anders uzasadnił tym, że „wschodnia połowa państwa z Lwowem i Wilnem, ziemie od 600 lat związane z Polską, na których w ogóle nie było i nie ma ludności rosyjskiej mają być zagarnięte przez Rosję (…) polskie prawo państwowe znikało, prawny rząd polski, który przez całą wojnę współdziałał ze sprzymierzonymi, ma być odsunięty, a rząd, osadzony w Polsce przez Rosję, ma być trzonem nowego rządu, tworzonego w Moskwie”. W memoriale do marszałka Harolda Alexandra z 24 sierpnia 1945 roku Anders napisał wprost: „Jeśli chodzi o samą Polskę, to mimo osiągnięcia przez sojuszników pełnego zwycięstwa, znajduje się ona w niewoli, i to w niewoli o wiele gorszej niż za czasów okupacji niemieckiej”[1].

Tak tendencyjne oceny – zwłaszcza w przypadku uznania powojennej rzeczywistości Polski za jakoby gorszą do okupacji niemieckiej – były wówczas udziałem nie tylko gen. Andersa. Wynikały z niezgody na polityczny kształt powojennej Polski i związanej z tym osobistej frustracji. Można to po ludzku zrozumieć. Trudniej jest zrozumieć to, że są one dzisiaj uważane za obiektywne przez mającą ambicję być poważną historiografię i publicystykę.

Proces deprecjonowania kształtu ustrojowego Polski po 1945 roku i co za tym idzie również polskiego zwycięstwa w drugiej wojnie światowej przybiera niejednokrotnie formy skrajne. W tym roku minie pięć lat od publikacji książki, której autor twierdził, że Polska mogła wygrać wojnę, gdyby najpierw w sojuszu z Niemcami hitlerowskimi pokonała ZSRR, a następnie odwróciła sojusze i wspólnie z aliantami zachodnimi pokonała Niemcy[2]. Z oryginalnych tez stawianych przez Piotra Zychowicza (i nie tylko przez niego) wynika zatem, że główną przyczyną tego, że Polska nie wygrała drugiej wojny światowej jest mocarstwo ze Wschodu i rola, jaką odegrało ono wobec Polski w 1939 roku oraz w latach 1943-1945.

Nie ulega wątpliwości, że funkcjonowanie powojennej Polski w geopolitycznej orbicie wpływów ZSRR pociągnęło za sobą określone konsekwencje co do jej suwerenności i oblicza ustrojowego. To jednakże nie usprawiedliwia wysuwania tez skrajnych, stojących w opozycji do faktów historycznych.

Żeby odpowiedzieć na pytanie, czy Polska wygrała drugą wojnę światową trzeba odpowiedzieć na pytanie o co w tej wojnie walczył naród polski. Nie państwo, taki czy inny rząd oraz określone opcje polityczne, ale właśnie naród. Czy Polacy walczyli w tej wojnie o takie czy inne granice, ustrój polityczny i gospodarczy? Czy może jednak o coś bardziej fundamentalnego?

Cel, o który walczył w drugiej wojnie światowej naród polski został mu narzucony przez Adolfa Hitlera, który podczas narady w Obersalzbergu 22 sierpnia 1939 roku zakomunikował wyższym dowódcom Wehrmachtu, że „zadaniem naszym jest zniszczenie żywych sił nieprzyjaciela, a nie dotarcie do określonej linii (…). Nie miejcie litości, bądźcie brutalni! (…) Dlatego na razie wysłałem na wschód tylko moje „Totenkopfstandarte” z rozkazem zabijania bez litości i pardonu wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego języka (…). Polska zostanie wyludniona i skolonizowana przez Niemców”[3].

W świetle tej wypowiedzi Hitlera, która miała miejsce na dzień przed zawarciem paktu Ribbentrop-Mołotow i na tydzień przed agresją niemiecką na Polskę, wynika zatem, że naród polski walczył w drugiej wojnie światowej o biologiczne przetrwanie. O to czy będzie dalej fizycznie istniał, czy nie.

Wytyczne, które wydał Hitler 22 sierpnia 1939 roku były realizowane od pierwszego dnia wojny, kiedy to za jednostkami Wehrmachtu wkroczyły do Polski grupy operacyjne Policji Bezpieczeństwa (Einsatzgruppen). Dysponowały one przygotowanymi już przed wojną listami proskrypcyjnymi (tzw. Sondernfahndungsbuch Polen) z nazwiskami 61 tys. Polaków aktywnych politycznie, społecznie i naukowo oraz znanych z działalności antyniemieckiej. Ludzi tych rozstrzeliwano podczas kampanii wrześniowej i po jej zakończeniu do końca 1939 roku w ramach tzw. operacji Tannenberg.

Terror niemiecki nie był jednakże skierowany tylko przeciw elitom społecznym. Jego ofiarą były wszystkie warstwy ówczesnego społeczeństwa polskiego. Hitlerowcy nie zamierzali germanizować ludzi, ale ziemię. Stąd wysiedlenie, a właściwie wypędzenie około 800 tys. Polaków z ziem wcielonych do Rzeszy. Wstępem do depopulacji ziem polskich była też zagłada Żydów.

Rozwinięcie nazistowskiej polityki germanizacyjnej stanowił Generalny Plan Wschodni, który powstał pod kierunkiem Heinricha Himmlera w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy w 1941 roku. Z tego co wiemy na temat Generalnego Planu Wschodniego z dokumentów pośrednich (oryginały tego planu nie zachowały się), Niemcy zamierzały przeprowadzić po zwycięskiej dla nich wojnie likwidację – w drodze eksterminacji bezpośredniej, pośredniej i wysiedlenia na zachodnią Syberię – 85 proc. etnicznej ludności polskiej. Pozostałe 15 proc. (ok. 4 mln) Polaków zamierzano zachować w Generalnym Gubernatorstwie jako niewolniczą siłę roboczą lub zgermanizować. Wstępem do realizacji Generalnego Planu Wschodniego były wysiedlenia z Zamojszczyzny, które w latach 1942-1943 objęły około 110 tys. Polaków. Nie ulega wątpliwości, że gdyby Niemcy wygrały wojnę Polacy jako naród przestaliby istnieć.

Świadczą o tym straty polskie pod okupacją niemiecką. Według szacunków Instytutu Pamięci Narodowej – będących rezultatem prac nad programem „Starty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką” – z rąk okupanta niemieckiego zginęło około 2,77 mln Polaków oraz od 2,7 do 3 mln (najprawdopodobniej 2,9 mln) polskich Żydów. Podana przez IPN liczba ofiar polskich (2,7 mln) nie obejmuje tych Polaków, którzy zginęli z rąk przedwojennych mniejszości narodowych (nacjonaliści ukraińscy i litewscy). Natomiast spośród ofiar żydowskich co najmniej 500 tys. zginęło w gettach i obozach pracy, 200 tys. zamordowały Einsatzgruppen, a 1,86 mln zabito w ośrodkach zagłady bezpośredniej i obozach koncentracyjnych[4]. Dodać do tego należy, że w niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło około 250 tys. etnicznych Polaków, z czego co najmniej 70 tys. w KL Auschwitz, 30 tys. w KL Ravensbrück i 27 tys. w KL Mauthausen.

Niższy szacunek od IPN przyjął na początku lat 90. prof. Czesław Łuczak, opierając się na źródłach ze Statistisches Bundesamt w Wiesbaden. Wedle jego szacunku podczas drugiej wojny światowej zginęło ponad 2 mln etnicznych Polaków, w tym 1,3 mln w Generalnym Gubernatorstwie (bez Dystryktu Galicja), 250 tys. na ziemiach wcielonych do Rzeszy i 500 tys. na byłych Kresach Wschodnich – łącznie z ofiarami okupacji radzieckiej oraz nacjonalistów ukraińskich i litewskich. Straty mniejszości narodowych w II RP (poza Żydami) oszacował na 1 mln, co łącznie ze stratami Żydów (2,9 mln) daje około 6 mln obywateli polskich, którzy stracili życie podczas wojny[5].

IPN oszacował też, że w latach 1939-1941 i 1944-1945 z rąk radzieckich zginęło 150 tys. obywateli polskich, w większości Polaków. Straty, jakie ponieśli Polacy pod okupacją radziecką (1939-1941) i w okresie działań represyjnych NKWD na tyłach frontu (1944-1945) są zatem zbliżone do strat, jakie podczas wojny zadali im łącznie nacjonaliści ukraińscy (według IPN 100 tys., według Ewy Siemaszko 130 tys. ofiar) i litewscy (około 25 tys. ofiar). W przypadku represji na Wschodzie historyk IPN, prof. Wojciech Materski, podkreślił że „Sowieci nie podejmowali się planowanej eksterminacji całych narodowości (wyjątek zrobiono dla polskich elit), a skala ofiar była spowodowana bardziej warunkami życia będącymi konsekwencjami represji”[6]. Inaczej natomiast było na terenie okupacji niemieckiej, gdzie skala ofiar – tak polskich, jak i żydowskich – była rezultatem bezpośrednich działań eksterminacyjnych, wynikających z celów realizowanej polityki okupacyjnej.

Procentowo Polska straciła największą liczbę ludności spośród państw biorących udział w drugiej wojnie światowej – około 17,22 proc. Dla porównania wskaźnik procentowy strat ludzkich wyniósł w wypadku ZSRR – 13,7 proc., Grecji – 11,17 proc., Jugosławii – 10,97 proc., Czechosłowacji – 2,43 proc., Holandii – 2,41 proc., Francji – 1,44 proc., Belgii – 1,05 proc., Wielkiej Brytanii – 0,94 proc., Norwegii – 0,35 proc., USA – 0,32 proc., a Danii – 0,16 proc.

Jeszcze bardziej niż straty ludzkie o eksterminacyjnym charakterze okupacji niemieckiej świadczą straty materialne. 90 proc. z nich zostało spowodowane nie działaniami wojennymi, ale polityką okupacyjną Niemiec. Straty majątku narodowego pod okupacją niemiecką oszacowano w 1947 roku na 38 proc. stanu sprzed 1939 roku. Był to najwyższy wskaźnik strat materialnych spośród państw okupowanych przez Niemcy. Poza Polską tak barbarzyńską politykę eksterminacyjną hitlerowcy prowadzili tylko na okupowanych ziemiach ZSRR.

W świetle tych faktów nie ulega zatem wątpliwości, że Polska wygrała drugą wojnę światową, ponieważ dzięki klęsce Niemiec hitlerowskich została ocalona dalsza egzystencja biologiczna narodu polskiego. Powojenna rzeczywistość, wbrew temu co twierdzą zwolennicy tezy o „drugiej okupacji”, takiego zagrożenia już nie stanowiła.

Rozważając czy Polska wygrała tę wojnę nie można też pominąć polskiego wkładu w zwycięstwo nad III Rzeszą w ramach koalicji antyhitlerowskiej. We wrześniu 1939 roku Polska zdobyła się na ogromny wysiłek, mobilizując prawie milion żołnierzy i wystawiając osiem armii liczących 39 dywizji piechoty, 11 brygad kawalerii i dwie brygady zmotoryzowane. W samotnej walce zginęło 66 tys. żołnierzy polskich, zdradzonych przez sojuszników zachodnich. Straty zadane Niemcom podczas kampanii wrześniowej, zwłaszcza w sprzęcie, uniemożliwiły Wehrmachtowi podjęcie ofensywy na froncie zachodnim do wiosny 1940 roku. Po klęsce wrześniowej w walce z Niemcami uczestniczyły wszystkie nurty polityczne i wojskowe polskiego podziemia oraz Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie i Wojsko Polskie sformowane na Wschodzie. Polski wysiłek zbrojny miał miejsce na wszystkich frontach tej wojny i niewątpliwie był znaczący wśród państw koalicji antyhitlerowskiej.

Siły zbrojne podległe Rządowi RP na Wychodźstwie wzięły udział w kampanii norweskiej i francuskiej, bitwie o Anglię, bitwie o Atlantyk, kampanii północnoafrykańskiej, kampanii włoskiej i walkach na froncie zachodnim. Z chwilą zakończenia wojny Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczyły 210 tys. żołnierzy, a przed rozformowaniem w 1946 roku 240 tys. Do ich najbardziej legendarnych działań należały udział w bitwach o Narwik i Tobruk, w bitwie pod Falaise, przełamanie Linii Gustawa (bitwa o Monte Cassino) oraz tragiczny udział w operacji Market Garden.

Równie wielki wkład w zwycięstwo nad hitleryzmem wniosło Wojsko Polskie sformowane na Wschodzie w latach 1943-1944. Pod koniec wojny 1. Armia WP liczyła 77 tys., a 2. Armia WP 90 tys. żołnierzy. Najkrwawszymi epizodami 1. Armii WP na szlaku bojowym od Lenino do Berlina i Łaby były udział w pomocy dla powstania warszawskiego, przełamanie Wału Pomorskiego i zdobycie Kołobrzegu. 2. Armia WP – składająca się w większości z byłych żołnierzy AK – zapisała się tragicznym udziałem w operacji łużyckiej, w której straciła 22 proc. stanu wyjściowego.

Polski wysiłek zbrojny to także działania wywiadu PSZ na Zachodzie i wywiadu AK, których największymi sukcesami były złamanie szyfru Enigmy i rozpracowanie niemieckiego projektu broni rakietowej V-1 i V-2.

Polski zbrojny ruch oporu obejmował Armię Krajową (około 400 tys. zaprzysiężonych członków), Bataliony Chłopskie (130 tys.), Narodowe Siły Zbrojne (70 tys.) i Armię Ludową (30 tys.). W sumie formacje te liczyły ponad 600 tys. członków, co stawia polski ruch oporu w szeregu jednego z największych w Europie. Ponadto Polacy brali udział w walce podziemnej w innych krajach okupowanych przez Niemcy – najliczniej we Francji i Jugosławii.

Straty poniesione przez wszystkie polskie formacje zbrojne, w tym konspiracji wojskowej, podczas drugiej wojny światowej są trudne do oszacowania. Najprawdopodobniej wyniosły one około 240 tys. zabitych, z tego 140 tys. żołnierzy regularnego wojska i 100 tys. żołnierzy zbrojnego ruchu oporu[7]. Oznacza to, że polski wysiłek zbrojny był większy niż np. Francji, która straciła 210 tys. żołnierzy regularnego wojska i ruchu oporu[8]. Ponadto według „Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945”, opracowanego przez Biuro Odszkodowań Wojennych w 1947 roku, straty polskiej ludności cywilnej na skutek bezpośrednich działań wojennych wyniosły 521 tys. zabitych.

Najważniejszym teatrem wojny był od 1941 roku front wschodni. Fakt, że na tym kierunku działań wojennych również nie zabrakło żołnierza polskiego miał ogromne znaczenie polityczne. Niestety coraz mniej się to obecnie rozumie. Wojsko Polskie walczące na froncie wschodnim jest coraz częściej marginalizowane, a nawet piętnowane przez historiografię i publicystykę inspirowaną antykomunizmem i antysowietyzmem. Utytułowany historyk, pełniący funkcję dyrektora Centralnego Archiwum Wojskowego, pozwolił sobie nawet na stwierdzenie, że „Wojsko Polskie, które powołał Stalin w maju 1943 roku” nie jest częścią historii oręża polskiego[9]. Tego typu pogląd znajduje obecnie odzwierciedlenie w licznych publikacjach. Przykładem może być chociażby publikacja „Janczarzy Berlinga” autorstwa Tadeusza A. Kisielewskiego. Twórców Wojska Polskiego na Wschodzie przedstawiono tam jako „grupę renegatów”, a jego pierwszego dowódcę nazwano „modelowym wręcz oportunistą”[10]. Jest to spojrzenie ideologiczne, pozbawione realizmu.

Realizm każe bowiem przyznać, że „janczarom Berlinga” – którzy wkroczyli do Berlina –Polska zawdzięcza w niemałej mierze nie tylko powojenną granicę zachodnią, ale także to, że nie stała się 17. republiką radziecką. W sytuacji geopolitycznej roku 1945 nie istniała bowiem alternatywa Polska Ludowa – Polska niepodległa. Alternatywą była tylko 17. republika. Poza tym „Polska niepodległa” – czyli wyzwolona przez aliantów zachodnich i pozostająca w orbicie wpływów Zachodu – na pewno nie miałaby granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej i nie jest pewne czy w sytuacji rosnącej agresji nacjonalizmu ukraińskiego i litewskiego utrzymałaby Kresy Wschodnie. A nawet gdyby je utrzymała, to po 1989 roku albo wcześniej miałaby tam swoje Kosowo i swoją Bośnię. Powojenne zmiany terytorialne zaowocowały brakiem konfliktu narodowościowego oraz przesunięciem Polski bliżej centrum i Zachodu Europy. Argumentacja, że te zmiany terytorialne były klęską narodową jest krótkowzrocznością.

Terytorialny i ustrojowy kształt Polski w 1945 roku, to było maksimum, które w tamtych warunkach geopolitycznych można było osiągnąć. W stanowisku odrzucającym taki punkt widzenia pobrzmiewa infantylne credo polskiej XIX-wiecznej tradycji romantycznej: wszystko albo nic.

Pisząc o poniżaniu ze względów ideologicznych żołnierzy Wojska Polskiego walczącego na froncie wschodnim nie sposób nie wspomnieć o stosunku antykomunistycznej i rusofobicznej historiografii do żołnierzy Armii Czerwonej. Przykładem skrajnych i zafałszowanych ocen może być np. publikacja „Czerwona zaraza” autorstwa Dariusza Kalińskiego. Z opisu tej książki na portalu Ciekawostki Historyczne można się dowiedzieć, że „żołdacy Stalina” na ziemiach polskich zajmowali się wyłącznie grabieżami i gwałtami. Zamiast wyzwolicieli nadeszli „bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą. Żołdacy Stalina zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków (…). Kobiety nie były dla nich ludźmi, ale wyłącznie łupem (…). Sowieci demontowali nasze fabryki, grabili majątek pokoleń, rozebrali tysiące kilometrów torów kolejowych (…). Została po nich tylko spalona ziemia. I bilans strat idący w setki miliardów dolarów”[11].

No proszę, a ja myślałem, że spalona ziemia i straty idące w setki miliardów dolarów zostały po okupacji niemieckiej. Może jestem przewrażliwiony, ale zacytowana powyżej poetyka przypomina mi styl publicystyki na temat Armii Czerwonej na łamach „Nowego Kuriera Warszawskiego” – gazety wydawanej przez Niemców w języku polskim w Generalnym Gubernatorstwie.

Autorzy skrajnych ocen nie potrafią odróżnić radzieckich żołnierzy frontowych od polityki Stalina oraz działań NKWD i Smiersz. Jest oczywiste, że ci żołnierze nie mogli przynieść Polsce pełnej wolności, ponieważ sami nie mieli jej w swojej ojczyźnie. Przynieśli jednak – co by o nim nie powiedzieć – wyzwolenie spod okupacji niemieckiej, której dalsze trwanie oznaczało dla narodu polskiego zagładę biologiczną. I z tego chociażby powodu ich ofiara zasługuje na szacunek.

Motywowane ideologicznie i politycznie spojrzenie na historię ma określone konsekwencje. W mediach raczej nie można się już spotkać z określeniem 8 maja jako Dnia Zwycięstwa. Najczęściej jest mowa o „dniu zakończenia drugiej wojny światowej w Europie”. O polityce historycznej III RP w tej kwestii wiele mówią obchody 70. rocznicy zakończenia – no właśnie nie zwycięstwa, ale zakończenia drugiej wojny światowej – które władze państwowe zorganizowały w 2015 roku na Westerplatte. Zaproszono na nie przywódców głównie państw drugorzędnych, w tym takich, które kolaborowały z Niemcami hitlerowskimi (Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Litwa, Rumunia, Słowacja, Ukraina). Widać w tym jakąś upiorną chęć – odzwierciedloną w publicystyce m.in. Piotra Zychowicza[12] – wypisania na siłę Polski z koalicji antyhitlerowskiej i postawienia jej w gronie kolaborantów i satelitów III Rzeszy.

Jeżeli siły polityczne obecnej Polski nie chcą uznawać faktu polskiego zwycięstwa w drugiej wojnie światowej, to mogłyby przynajmniej wykorzystać rocznicę klęski III Rzeszy nie do podbijania bębenka rusofobii, ale do przypomnienia światu ofiary, jaką w tej wojnie poniósł naród polski z ręki hitlerowskich Niemiec. Jest to o tyle ważne, że ofiara ta jest przemilczana na Zachodzie albo niewiele się tam o niej wie. Natomiast coraz bardziej widoczne są tendencje – idące z różnych stron – do przerzucania odpowiedzialności za wywołanie drugiej wojny światowej i zbrodnie niemieckie z Niemiec hitlerowskich na Polskę.

[1] W. Anders, „Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946”, Bydgoszcz 1989, s. 308, 332, 350.

[2] P. Zychowicz, „Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”, Poznań 2012.

[3] Cyt. za: T. Cyprian, J. Sawicki, „Agresja na Polskę w świetle dokumentów”, Warszawa 1946, t. II, s. 139-142.

[4] W. Materski, T. Szarota (red.), „Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami”, Warszawa 2009.

[5] C. Łuczak, „Szanse i trudności bilansu demograficznego Polski w latach 1939-1945”, „Dzieje Najnowsze” nr 2, Warszawa 1994, s. 9-14.

[6] „IPN: Polska poniosła największe straty osobowe w II wojny światowej”, http://www.wyborcza.pl, 28.08.2014.

[7] M. Gniazdowski, „Losses Inflicted on Poland by Germany during World War II. Assessments and Estimates – an Outline”, „The Polish Quarterly of International Affairs” nr 1/2007, s. 94-126.

[8] G. Frumkin, „Population Changes in Europe Since 1939, Genewa 1951, s. 58-59.

[9] „Cenckiewicz: Żołnierze I i II Armii WP nie są częścią polskiego oręża”, http://www.trybuna.eu, 10.03.2016.

[10] T. A. Kisielewski, „Janczarzy Berlinga. 1. Armia Wojska Polskiego 1943-1945”, Poznań 2014, s. 35, 37.

[11] D. Kaliński, „Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?”, Warszawa 2017; „Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?”, http://www.ciekawostkihistoryczne.pl, 3.04.2017.

[12] P. Zychowicz, „Opcja niemiecka. Czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą”, Poznań 2014.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 11 maja 2017 r.

„Przegląd” nr 19 (905), 8-14.05.2017, s. 8-13

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s