Polityka historyczna Wiatrowycza

W tym samym czasie, kiedy doszło do profanacji pomnika polskich profesorów zamordowanych przez Niemców we Lwowie w 1941 roku oraz pomnika Polaków zamordowanych przez ukraińskich esesmanów i UPA w Podkamieniu (10-12 marca 2017 r.) doszło też do ponownej profanacji pomnika w Hucie Pieniackiej. „Nieznani sprawcy” namalowali na nim m.in. napis „Śmierć Lachom”, barwy OUN-B, symbole swastyki i wilczego haka (symbol używany przez Waffen-SS, a współcześnie przez neobanderowski pułk „Azow”)[1]. Po pierwszej profanacji w Hucie Pieniackiej (wówczas wysadzono pomnik w powietrze) oraz profanacjach w Kijowie-Bykowni, Lwowie i Podkamieniu jest to już piąty w ciągu dwóch miesięcy atak na polskie miejsca pamięci narodowej na Ukrainie. Niestety i tym razem zabrakło stosownej reakcji władz polskich. Trzy najnowsze ataki na pomniki polskich ofiar niemieckiego i ukraińskiego nazizmu nie przeszkodziły ministrowi Waszczykowskiemu nie tylko w spotkaniu się w Warszawie z jego odpowiednikiem – ministrem Klimkinem – ale i w zainaugurowaniu Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa oraz złożeniu deklaracji, w której wezwał Rosję do „zaprzestania agresji na Ukrainie, do zwrotu zagarniętych ziem i powrotu do współpracy z Ukrainą”[2].

Ta deklaracja oraz stwierdzenie Waszczykowskiego, że do formatu normandzkiego należy włączyć USA dowodzi po raz kolejny, iż tzw. polska polityka wschodnia jest wyłącznie odzwierciedleniem interesów geopolitycznych USA i tylko to ma na uwadze. Klimkin spotkał się także z prezydentem Dudą i marszałkiem Senatu. Również i na tych spotkaniach akcentowano polskie poparcie dla „europejskich aspiracji” Ukrainy oraz domagano się „pokojowego rozwiązania konfliktu” rzekomo „wszczętego na terytorium tego kraju przez Rosję”.

Prezydent Duda i minister Waszczykowski – jak sądzę – doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie wspierają żadnych „europejskich aspiracji” Ukrainy, bo o tym w UE nikt już poważnie nie myśli, ani tym bardziej żadnej demokracji na Ukrainie, bo za takową nie można uznać oligarchiczno-nacjonalistycznego reżimu w Kijowie. Wspierają wyłącznie nacjonalizm ukraiński. Wśród postsolidarnościowego establishmentu zakorzeniło się bowiem przekonanie, że popieranie nacjonalizmu ukraińskiego jest polską racją stanu.

Skutkiem tego poparcia są jednak sprofanowane miejsca pamięci polskich ofiar nacjonalizmu ukraińskiego na zachodzie Ukrainy. Być może po styczniowych profanacjach w Hucie Pieniackiej i Kijowie-Bykowni nie byłoby następnych, gdyby nie nieodpowiedzialna wypowiedź ambasadora Jana Piekły, który stwierdził bez jakichkolwiek dowodów, że profanacje te były rzekomo „rosyjską prowokacją”. To ośmieliło rzeczywistych sprawców – czyli epigonów Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – do kolejnych ataków na miejsca pamięci polskich ofiar OUN-UPA i SS-Galizien.

Znamienna jest również reakcja na ostatnie profanacje we Lwowie, Podkamieniu i Hucie Pieniackiej mediów PiS, czyli „Strefy Wolnego Słowa” red. Sakiewicza, który przed trzema laty został odznaczony przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. W krótkiej notatce na ten temat – sugerującej już w tytule, że profanacje były czyjąś „prowokacją” – portal niezalezna.pl zacytował czołowego lwowskiego banderowca Światosława Szeremetę, znanego z zeszłorocznych awantur w Przemyślu i gloryfikacji ukraińskich esesmanów poległych w bitwie pod Brodami. Otóż pan Szeremeta poinformował portal niezalezna.pl, że profanacje we Lwowie i Podkamieniu „to jest system prowokacji na Ukrainie”[3]. Czyich prowokacji? Oczywiście rosyjskich – to czytelnicy portalu niezalezna.pl po latach tresury wiedzą już sami. Nie można oprzeć się wrażeniu, że  „Strefa Wolnego Słowa” służy już tylko do prezentacji narracji ukraińskiej, żeby nie wyrazić tego dosadniej.

Ale narrację ukraińską prezentuje większość mediów mainstreamowych w Polsce. A jeśli z oczywistych względów prezentować jej nie można, to kompromitujące pomajdanową Ukrainę informacje po prostu się wycisza. Taka zmowa milczenia w mediach mainstreamowych w Polsce panuje m.in. nad polityką historyczną Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i jego szefa Wołodymyra Wiatrowycza. Warto przyjrzeć się tej polityce w kontekście ostatnich wydarzeń.

Neobanderowcy ogłosili rok 2017 „rokiem UPA” w zachodnich obwodach Ukrainy[4]. Wiatrowycz chce, by „rok UPA” był obchodzony również na szczeblu centralnym i popierają go w tym środowiska nacjonalistyczne, m.in. deputowani Frontu Ludowego Jaceniuka oraz partii Batkiwszczyna Julii Tymoszenko[5]. Dla potrzeb „roku UPA” Wiatrowycz zaprezentował nową spreparowaną historię tej zbrodniczej formacji.

Dotychczas neobanderowska historiografia przedstawiała UPA jako rzekomy „ruch narodowowyzwoleńczy”. 8 lutego br. Wiatrowycz poszedł dalej i zainaugurował w Kijowie „kampanię informacyjną”, która przedstawia UPA jako główną siłę oporu wobec okupacji niemieckiej, walczącą rzekomo z Niemcami hitlerowskimi. Walkę tę miała podobno zainicjować w lutym 1943 roku sotnia Perehijniaka, która rzeczywiście wtedy zainicjowała, ale ludobójstwo na ludności polskiej na Wołyniu[6]. Czy można zrobić z ukraińskich kolaborantów i nazistów (bo do nurtu nazistowskiego właśnie zalicza się tzw. „integralny nacjonalizm” ukraiński) bojowników i męczenników walki z III Rzeszą? Okazuje się, że można.

Kolejnym tego przykładem jest promocja postaci Ołeny Telihy – ukraińskiej nacjonalistki z melnykowskiej frakcji OUN. 25 lutego na ulicy jej imienia u wejścia do miejsca rozstrzelania kilkudziesięciu tysięcy Żydów w Babim Jarze – doprowadzonych tam przez ukraińskich policjantów, głównie członków OUN-M – odsłonięto pomnik Telihy. Uroczystość uświetnili swoją obecnością lider OUN Bohdan Czerwak (ten sam, który niedawno formułował groźby wobec Polski), mer Kijowa Witalij Kliczko, wicepremier Paweł Rozienko, minister kultury Jewhenij Niszczuk oraz Filaret – patriarcha Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. Z ich wystąpień wynikało, że działaczka OUN-M rzekomo walczyła z Niemcami i za to została rozstrzelana przez gestapo w Babim Jarze w 1942 roku (po egzekucjach Żydów w 1941 roku było to miejsce egzekucji więźniów politycznych).

Wicepremier Rozienko powiedział m.in.: „Tutaj, dzisiaj, na tym miejscu, my wszyscy razem odpowiadamy na te sowieckie, a dzisiaj rosyjskie stereotypy o roli i stanowisku ukraińskich patriotów. Jeszcze raz powtarzam, w tej ziemi leżą pochowane setki ukraińskich patriotów, w tym także z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którzy zostali zamęczeni przez niemieckich okupantów”[7].

A więc kolaboracja OUN z Niemcami to są – w świetle obecnej ukraińskiej polityki historycznej – „sowieckie i rosyjskie stereotypy”. Tak na pomajdanowej Ukrainie fałszuje się historię. Z kolaborantki robi się ofiarę i stawia się ją na równi z rzeczywistymi ofiarami zamordowanymi w Babim Jarze, profanując to miejsce męczeństwa. Kim bowiem była Ołena Teliha? Ta działaczka OUN-M przybyła do Kijowa 22 października 1941 roku wraz z wojskami niemieckimi i tzw. Bukowińskim Kureniem OUN. Na bazie Bukowińskiego Kurenia OUN utworzono we wrześniu 1941 roku tzw. Kijowski Kureń OUN, który w rzeczywistości był formacją ukraińskiej policji pomocniczej pod dowództwem Petra Żachwałyńskiego. To ta właśnie formacja brała udział w wymordowaniu 33771 Żydów w Babim Jarze w dniach 29 września-3 października 1941 roku (w zbrodni tej uczestniczyło 1200 ukraińskich policjantów-melnykowców i 300 Niemców z SS-Sonderkommando 4a). Teliha była zatem nazistowską kolaborantką i członkiem zbrodniczej formacji, a nie bojowniczką z niemieckim nazizmem. W 1942 roku w związku z konfliktem pomiędzy banderowską i melnykowską frakcją OUN została zadenuncjowana przez banderowców na gestapo pod zarzutem machinacji finansowych. Taka jest prawda o jej rzekomym męczeństwie.

Zanim to się stało Teliha stanęła na czele kolaboracyjnego Związku Pisarzy Ukraińskich i współpracowała z redakcją wydawanej za zgodą okupacyjnych władz niemieckich gazety „Ukraińskie Słowo”. Ta właśnie gazeta wzywała swoich ukraińskich czytelników do wydawania Żydów w ręce Niemców. Teliha prowadziła też w okupowanym przez Niemców Kijowie restaurację, którą przejęła w ramach „aryzacji mienia żydowskiego”. 2 października 1941 roku, kiedy trwały egzekucje Żydów w Babim Jarze, „Ukraińskie Słowo” zamieściło artykuł pod wymownym tytułem „Główny wróg narodu – Żyd”. Teliha była m.in. autorką artykułu pt. „Rozsypują się mury”, zamieszczonego 5 października 1941 roku na łamach kolaboracyjnej gazety „Wołyń”, w którym wyrażała radość, że Niemcy kazali „opuścić” Żydom Kijów. „Każda godzina przynosi coraz normalniejsze życie w mieście (zajętym przez Niemców – uzup. BP). Uwolniony od wschodnich barbarzyńców Kijów – zaczyna oddychać pełną piersią, zaczyna żyć nowym życiem” – pisała w tym artykule rzekoma bohaterka walki z nazizmem.

Adresatem poezji miłosnej Ołeny Telihy był przed wojną czołowy ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ale oprócz tego typu poezji pani Teliha tworzyła też nacjonalistyczną publicystykę. Na łamach wydawanego legalnie w Polsce ukraińskiego periodyku „Literaturno-Naukowyj Wisnyk”, w numerze 9 z 1937 roku, napisała ona znamienne słowa w artykule pod znamiennym tytułem „Z błyskiem drapieżnego zwierza”: „Zadaniem naszej współczesnej inteligencji i młodzieży powinno być dążenie do stania na czele szeregów takich młodych zabójców”. Nie jest też pewne czy rzeczywiście została rozstrzelana przez Niemców w Babim Jarze w 1942 roku. Łeontij Forostywśkyj – ukraiński kolaborant i burmistrz Kijowa podczas okupacji niemieckiej – w wydanej w Buenos Aires w 1952 roku książce pt. „Kyjiw pid worożymy okupacijamy” twierdził na s. 76, że Teliha podcięła sobie żyły w areszcie gestapo na ulicy Władymirskiej w Kijowie.

Taką to właśnie osobę – przedstawianą jako rzekomą bojowniczkę z nazizmem – władze pomajdanowej Ukrainy upamiętniły pokaźnych rozmiarów pomnikiem u wejścia do kompleksu memorialnego w Babim Jarze.

Jeszcze bardziej perfidne oblicze ukraińskiej polityki historycznej pokazało sympozjum międzynarodowe „Shoah na Ukrainie. Nieszczęścia XX wieku w nowej perspektywie”, które zorganizowano na Uniwersytecie Paryż II Panthéon Assas w dniach 9-11 marca. Na konferencję tę zaproszono Wiatrowycza, natomiast nie zaproszono znanych i niezależnych badaczy historii nacjonalizmu ukraińskiego, takich jak John-Paul Himka, Per Anders Rudling, Marco Carynnyk, Grzegorz Rossoliński-Liebe i Iwan Kaczanowski. Patronem sympozjum była Fondation pour la Mémoire de la Shoah[8].

Przeciwko udziałowi Wiatrowycza w tym sympozjum protestowało ze strony żydowskiej niewiele osób, wśród których najbardziej znaczący był głos Eduarda Dolińskiego – dyrektora Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego z Kijowa. Natomiast organizatorzy sympozjum – Philippe de Lara (Uniwersytet Paris-2) i Galina Ackerman (Europejskie Forum dla Ukrainy) – nie tylko umożliwili udział w sympozjum delegacji ukraińskiej z Wiatrowyczem na czele, ale przystali na głoszenie przez nią oczywistych kłamstw. Z wystąpień większości członków delegacji ukraińskiej można się było zatem dowiedzieć o „czarnej legendzie ukraińskiego antysemityzmu”, którą wymyśliła „moskiewska propaganda”. Można było też usłyszeć tezy negujące udział nacjonalistów ukraińskich w Holokauście. Od takiego stanowiska zdystansował się tylko Jarosław Hrycak. Naukowcy zachodni i nieliczni działacze żydowscy protestujący przeciw udziale w konferencji Wiatrowycza zostali przedstawieni jako „przeciwnicy dekomunizacji” albo sojusznicy-agenci-poplecznicy Kremla. Organizatorzy konferencji pochwalili Wiatrowycza właśnie za ową „dekomunizację historii” oraz zgodzili się z nim, że historia Holokaustu jest „zakłamana”, a jej odkłamanie polegać ma na likwidacji „sowieckich stereotypów” na temat antysemityzmu nacjonalistów ukraińskich.

„Przeciwdziałanie środowisk pro-kremlowskich dowodzi tylko, że my [jesteśmy] — na właściwym szlaku. Musimy kontynuować walkę o porozumienie między Ukraińcami i Żydami” – stwierdziła główna organizatorka paryskiego sympozjum, pisarka i dziennikarka Galina Ackerman[9].

Narrację Wiatrowycza popierają zatem te same środowiska żydowskie, które m.in. oskarżają naród polski o rzekomy udział w Holokauście, propagując publicystykę Jana T. Grossa itp. autorów. Sympozjum paryskie miało najwidoczniej na celu oczyszczenie nacjonalistów ukraińskich z odpowiedzialności za udział w Holokauście. Jak wiadomo, odpowiedzialność ta jest od 30 lat konsekwentnie przerzucana przez wpływowe organizacje żydowskie na Zachodzie wyłącznie na naród polski.

Dlaczego nie było żadnych protestów z Polski? Dlaczego milczą polskie uniwersytety i polskie środowiska naukowe? Dlaczego milczy prezydent Duda wobec wystąpienia jego serdecznego przyjaciela – prezydenta Poroszenki – w dniu 17 marca w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy z okazji 100-lecia tzw. „ukraińskiej rewolucji”. Poroszenko wyraził tam wdzięczność „znaczącym postaciom tamtego czasu”, wśród których wymienił twórców zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego – Jewhena Konowalca i Dmytro Doncowa[10].

Neobanderowska polityka historyczna pomajdanowej Ukrainy – tak jak i inne przejawy ekstremizmu politycznego ze strony współczesnych nacjonalistów ukraińskich – jest bagatelizowana przez mainstream polityczno-medialny w Polsce. Polską opinię publiczną próbuje się przekonywać, że neobanderyzm jest jakoby marginesem życia politycznego Ukrainy. Niestety jest wręcz przeciwnie. Władze pomajdanowej Ukrainy są zakładnikami neobanderowców, którzy odegrali kluczową rolę podczas przewrotu politycznego w 2014 roku.

Postępujący rozpad gospodarki ukraińskiej może doprowadzić do kolejnego kryzysu, który do władzy wyniesie już jawnych neobanderowców. Były deputowany Partii Regionów Wołodymyr Olejnik ujawnił na początku marca, że Poroszenko potajemnie transferuje swój majątek do Hiszpanii, obawiając się nagłego odsunięcia od władzy[11]. Informację tę natychmiast uznano w Polsce – jak wszystko co jest niewygodne dla wizerunku pomajdanowej Ukrainy – za „rosyjską propagandę”. Jednakże o realnej możliwości nowego przewrotu w Kijowie i dojścia do władzy neobanderowców świadczy wydarzenie, które miało miejsce 16 marca. Tego dnia największe ugrupowania neobanderowskie i neonazistowskie – tj. partia „Swoboda”, Prawy Sektor, Nacjonalny Korpus, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, Kongres Ukraińskich Nacjonalistów i młodzieżowe ugrupowanie neonazistowskie „C14” – przyjęły w Kijowie „Nacjonalny Manifest”. To nic innego jak program polityczny na wypadek przejęcia władzy, które najwidoczniej radykalni spadkobiercy idei banderowskich uważają za realne. Pod dokumentem podpisali się m.in. Ołeh Tiahnybok, Andrij Tarasenko i Andrij Biłećkyj – czołowe postacie przewrotu politycznego z 2014 roku, w obecności których Jarosław Kaczynski krzyczał na Majdanie „Sława Ukrainie!” i których polskojęzyczne media przedstawiały wtedy jako bohaterów walki z „reżimem Janukowycza”.

I cóż czytamy w owym „Nacjonalnym Manifeście”? Na pierwszym miejscu wysunięto postulat utworzenia „Unii Bałtycko-Czarnomorskiej”, o której w zeszłym roku red. Sakiewicz debatował z neobandeorowcami we Lwowie. Tutaj jak na dłoni widać, że tzw. „Międzymorze” w wersji współczesnej to nie jest pomysł przedwojennych prometeistów, ale współczesnych banderowców, propagowany w Polsce przez środowiska proukraińskie z „Gazetą Polską” na czele. Dalej w „Nacjonalnym Manifeście” znalazły się m.in. postulaty zerwania stosunków z Rosją, odebrania Krymu i Donbasu, ustanowienia ukraińskiego jedynym językiem urzędowym, odsunięcia od władzy Poroszenki, odebrania majątków oligarchom i odzyskania przez Ukrainę „prawa do posiadania broni atomowej”[12].

Ten program polityczny – którego autorzy w sprzyjających okolicznościach mogą przejąć władzę w Kijowie – jest rezultatem m.in. bezmyślnej i szkodliwej polityki polskiej. O tym, że igranie z banderowskim ogniem skończy się dla Polski źle pisałem już wielokrotnie. Wspierając oligarchiczno-nacjonalistyczną Ukrainę i ignorując renesans banderowski w imię hasła, że „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka” (sic!) postsolidarnościowe elity polityczne dolały nie tyle oliwy, co benzyny do ognia. I dolewają dalej.

[1] „Pilne: odnowiony pomnik w Hucie Pieniackiej został ponownie zdewastowany”, http://www.kresy.pl, 14.03.2017.

[2] „Waszczykowski po spotkaniu z ukraińskim MSZ: niech Rosja zwróci Krym”, http://www.rp.pl, 15.03.2017.

[3] Znowu obrzydliwa prowokacja. Swastyka i napis „śmierć Lachom” na nagrobkach, http://www.niezalezna.pl, 12.03.2017.

[4] „Rok 2017 ogłoszono rokiem UPA w obwodzie iwanofranowskim na Ukrainie”, http://www.kresy.pl, 16.03.2017.

[5] „Ukraińskie władze chcą ogłosić rok 2017 rokiem UPA”, http://www.kresy.pl, 21.12.2016.

[6] Ukraina: w Kijowie zainaugurowano obchody 75. rocznicy UPA i wielką „kampanię informacyjną”, http://www.kresy.pl, 8.02.2017.

[7] http://www.istpravda.com.ua, 25.02.2017.

[8] „La Shoah en Ukraine”, Fondation pour la Mémoire de la Shoah, Paris 2017.

[9] http://www.m.tyzhden.ua, 14.03.2017; http://www.m.day.kyiv.ua, 16.03.2017.

[10] „Ukraińcy świętują 100-lecie tzw. Ukraińskiej Rewolucji. Poroszenko uczcił m.in. Konowalca i Doncowa”, http://www.kresy.pl, 17.03.2017.

[11] Prezydent „nowej Ukrainy” Wołodymyr Olejnik: Poroszenko wywozi majątek za granicę, przygotowuje się do ucieczki, http://www.kresy24.pl, 2.03.2017.

[12] „Ukraińscy nacjonaliści we wspólnym manifeście: chcemy bomby atomowej”, http://www.kresy.pl, 16.03.2017.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 4 kwietnia 2017 r.

„Myśl Polska” nr 15-16 (2131/32), 9-16.04.2017, s. 16-17

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Polityka historyczna Wiatrowycza

  1. Pingback: Pekok Antylichwiarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s