Moje trzy grosze o dniu pamięci „żołnierzy wyklętych”

Miałem już nic więcej nie pisać o dniu „żołnierzy wyklętych”, ale muszę dodać jeszcze trzy grosze.

Grosz pierwszy.

W przeddzień święta tzw. „żołnierzy wyklętych” przypada rocznica zagłady Huty Pieniackiej (28 lutego). Apologeci nacjonalizmu ukraińskiego głoszą, że ukraińscy esesmani i UPA mieli prawo wymordować około 1000 Polaków z Huty Pieniackiej – w większości spalonych żywcem – ponieważ tamtejsza polska samoobrona współpracowała z partyzantką sowiecką (co jest prawdą). Z kolei apologeci „żołnierzy wyklętych” głoszą, że Romuald Rajs-Bury miał prawo zabijać i palić żywcem białoruskich chłopów w Zaleszanach, Zaniach, Szpakach i Puchałach Starych, ponieważ ci podobno sympatyzowali z władzą komunistyczną i współpracowali z UB. W obu przypadkach w ten sam sposób – czyli przy pomocy frazeologii antykomunistycznej, obwiniając ofiary o współpracę z „komunistami” – usprawiedliwia się bestialską zbrodnię na bezbronnej ludności cywilnej. Czymże więc różnią się apologeci UPA i apologeci „żołnierzy wyklętych” typu „Burego” i „Ognia”. Ano niczym. W obu przypadkach identyczny jest zarówno ich szowinistyczny światopogląd, jak i polityczny cel kultu zbrodniarzy, wyznaczony przez politykę amerykańską i zmierzający najogólniej do utrwalenia dominacji USA/Zachodu na peryferiach euro-atlantyckich.

Grosz drugi.

Niektórych dziwi to, że święto „żołnierzy wyklętych” jest obchodzone huczniej niż święta narodowe 3 Maja i 11 Listopada. W Opolu obchody potrwają podobno dwa tygodnie. Gdzie indziej też co najmniej kilka dni. Żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić jakiemu celowi politycznemu służy to święto. Oficjalnie uhonorowaniu tych, którzy walczyli o niepodległość Polski po 1945 roku, a raczej wydawało im się, że o to walczą. Trzeba przypomnieć, że święto „żołnierzy wyklętych” zostało uchwalone przez Sejm w 2011 roku jednomyślnie, także głosami SLD. Taką jednomyślność polska scena polityczna, łącznie z SLD, osiąga tylko na polecenie ambasady amerykańskiej. W tym roku minister Macierewicz szczególnie podkreślił udział w obchodach święta „wyklętych” żołnierzy amerykańskich, których pierwszy kontyngent od sześciu tygodni stacjonuje w Żaganiu. I tutaj dochodzimy do właściwego celu politycznego ustanowienia tego święta. Ze względu na konotacje historyczne (powojenne podziemie czekało na III wojnę światową i Amerykanów) oraz współczesne (Polska w roli „wschodniej flanki” bloku euro-atlantyckiego) jest to bowiem święto podległości Polski rzekomo niepodległej. Taki współczesny 22 Lipca.

Grosz trzeci

Czytam na onet.pl, że Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowiono 1 marca podobno dlatego, że 1 marca 1951 roku stracono w więzieniu mokotowskim siedmiu członków IV. Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z mjr. Łukaszem Cieplińskim na czele[1]. Ale to nie byli „żołnierze wyklęci”, ponieważ Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość” (zwany też Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”) – niezależnie od tego, że prowadził ograniczoną działalność zbrojną – był z założenia nielegalną, cywilno-wojskową organizacją opozycji politycznej, a nie podziemia zbrojnego. Straceni WiN-owcy byli ofiarami represji stalinowskich, tak jak i gen. „Nil” oraz Pilecki, ale nie „wyklętymi”. WiN nie można w całości zaliczyć do podziemia zbrojnego, ale – razem z legalnym PSL, półlegalnym Stronnictwem Pracy, nielegalną PPS-WRN i nielegalnym Stronnictwem Narodowym – organizację tę trzeba widzieć jako część powojennej opozycji politycznej.

Czy zatem nie byłoby właściwe obchodzić zamiast dnia „żołnierzy wyklętych” dzień pamięci ofiar represji stalinowskich (komunistycznych)? Wśród tych ofiar byli przecież także „wyklęci”, czyli powojenne podziemie zbrojne. Otóż z punktu widzenia lansowanej przez IPN narracji historycznej jest to niemożliwe, no bo ofiarami represji stalinowskich – oprócz przedwojennych oficerów WP, żołnierzy AK, BCh, NSZ, powojennego podziemia, działaczy PSL, PPS-WRN, ludzi Kościoła etc. – byli także żołnierze Armii Ludowej i członkowie PPR (PZPR) oskarżeni po 1948 roku o tzw. „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Takie (uczciwe) spojrzenie na historię jednak IPN-owi i decydentom politycznym nie odpowiada, więc lansuje się tylko „żołnierzy wyklętych” (podziemie zbrojne), do których dopisywane są wybrane według kryterium politycznego ofiary represji stalinowskich (Fieldorf-Nil, Pilecki, WiN etc.). Tak rozumiany kult „wyklętych” (podziemia zbrojnego) ma służyć m.in. utrwaleniu fatalnego w polskiej historii etosu insurekcyjnego, ale zamazuje pamięć o wszystkich ofiarach represji stalinowskich.

[1] „1 marca – Dzień Żołnierzy Wyklętych”, http://www.wiadomosci.onet.pl, 1.03.2017.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 2 marca 2017 r.

http://mysl-polska.pl/1179

„Myśl Polska” nr 11-12 (2127/28), 12-19.03.2017, s. 15

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Moje trzy grosze o dniu pamięci „żołnierzy wyklętych”

  1. Wtrącając swoje trzy grosze Autor zapomniał napisać, że Żołnierze Niezłomni to byli Ci Polacy, dzięki którym dzisiaj istnieje niepodległe Państwo Polskie. W roku 1945 istniał przed Polakami bardzo jasny wybór: poddać się i współpracować z komuną czy walczyć? Oni wybrali walkę. Dzięki temu, że wybrali tę walkę ich następcy: robotnicy z Poznania w 1956 r., studenci z marca 1968 r., z Wybrzeża w 1970 r., robotnicy ze Stoczni Gdańskiej w 1980 r., robotnicy Szczecina i Ursusa, wreszcie Solidarność, kontynuowali walkę o niepodległość. To jest bardzo prosty i jasny przekaz – czy to aż tak trudno zrozumieć Autorze „trzech groszy”?

    Lubię to

    • Sądzę, że robotnicy w przywołanych przykładach nie walczyli o niepodległość. Nikomu raczej się nie śniło, że Sowiecki Sojuz może upaść i może upaść tzw. „komuna”. Robotnicy walczyli o coś bardziej przyziemnego: o poprawę sytuacji bytowej. W 1970 r. protesty wybuchły z powodu podwyżek cen mięsa, czyż nie? A studenci z marca, np. Michnik, czy Kuroń, walczyli o niepodległość, czy może tylko o większe swobody i zreformowanie systemu tzw. „socjalistycznego”?. Prawdziwą walkę z komuną, prowadzili nieliczni outsiderzy, jak np. Moczulski.

      Lubię to

  2. Igo zapomnial, ze:
    1. wojna sie skonczyla
    2. Byla amnestia dla bandytow, ktorych sama AK sie wyrzekla.
    3.Radio: Wolna Europa caly czas podzegalo do nowej wojny. Ameryka obiecywala pomoc, zeby tylko przedluzac wojne
    4. To nie byli Polacy. To byli bandyci, ktorzy nie uznali zakonczenia wojny i jeszcze zapomnieli, ze Rosja Sowiecka byla przeciez w sojuszu z aliantami. To Armia Czerwona popedzila Niemiaszkow az do Berlina. I wtedy dopiero przybyli alianci i dopiero w 1944 roku byl desant. Musztarda po obiedzie.
    5.To nie byli Polacy, bo mordowali Polakow. Sowietow sie bali?
    6. Prawda zas jest, ze dzieki takim bandytom istnieje obecne panstwo polskie.
    Bardzo podlegle: i Unii Europejskiej i NATO i jako kolonia Izraela.
    I polska armia zdziesiatkowana przez wladze „wyzwolonej” Polski – a polski zolnierz na posylki.
    Nigdy za czasow PRL- polski zolnierz nie poszedlby mordowac Serbow! Ani Afganow, ani Libijczykow, ani Tuaregow, ani Irakijczykow.
    Niktby go do tego nie zmusil.
    7. Polacy w PRL-u nie latali po majdanach i nie popierali banderowcow.
    8. Polacy w PRL-u nigdy by sie nie zgodzili na obecnosc znowu niemieckich czolgow na polskiej ziemi. I z cala pewnoscia nie kupiliby od Merkelowej 40- letnich czolgow Leopard z demobilu!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s