Żadnych marzeń, panowie

Point de rêveries, messieurs (żadnych marzeń, panowie) – powiedział car Aleksander II 23 maja 1856 roku w Warszawie na spotkaniu z przedstawicielami arystokracji polskiej, którzy mieli nadzieję na liberalizację polityki rosyjskiej w Królestwie Polskim. Tymi też słowami można sparafrazować postawę obecnych władz polskich wobec oczekiwań tych środowisk społecznych, które po lipcowych uchwałach Senatu i Sejmu liczyły na zmianę polityki polskiej wobec Ukrainy, przynajmniej na polu rozliczeń historycznych. Nic takiego się nie stało. Mało tego, polityka żyrowania przez Warszawę wszelkich działań pomajdanowej Ukrainy i zamykania oczu na rozwijający się tam renesans banderowski nasiliła się.

W odpowiedzi na uchwały Sejmu i Senatu, uznające działania OUN i UPA wobec ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1944 za ludobójstwo, Kijów zareagował całą serią bezczelnych posunięć o charakterze prowokacyjnym. Tradycyjnie już spotkały się one z brakiem jakiejkolwiek reakcji władz i mediów w Polsce.

Tuż po przyjęciu przez Sejm wspomnianej uchwały na Ukrainie odbyły się huczne obchody 72. rocznicy sromotnej klęski, jaką poniosła w bitwie z Armią Czerwoną pod Brodami 14. (1. ukraińska) Dywizja Grenadierów Waffen-SS „Galizien”. Zorganizowano uroczysty pogrzeb ekshumowanych szczątków ukraińskich esesmanów oraz uroczystość przy „panteonie chwały” dywizji SS-Galizien na górze Żbyr z udziałem władz politycznych i duchowieństwa, weteranów dywizji SS-Galizien, członków Bractwa OUN-UPA i Prawego Sektora. Miała też miejsce „rekonstrukcja historyczna”, podczas której młodzi Ukraińcy paradowali w mundurach Waffen-SS.

Jak na to zareagowały polskie media? Przeważnie milczeniem. Trzy lata temu – jeszcze przed Majdanem – przy okazji podobnej „rekonstrukcji”, portal dzieje.pl zacytował anonimowych „ekspertów”, którzy „wskazują, że rekonstrukcja bitwy, w której uczestniczyli walczący po stronie hitlerowskich Niemiec Ukraińcy, nie jest pochwałą nazizmu, lecz ukłonem w stronę pamięci na temat ukraińskich dążeń niepodległościowych”[1]. A zatem zdaniem zbliżonego do PiS i IPN portalu dzieje.pl wyrżnięcie Huty Pieniackiej było ukraińskim dążeniem niepodległościowym. Jakże ta ocena portalu dzieje.pl sprzed trzech lat jest bliska tegorocznemu komunikatowi Prawego Sektora z okazji 72. rocznicy bitwy pod Brodami, w którym czytamy, że „przedstawiciele prawie wszystkich europejskich narodów mieli swoje obiektywne powody dla opowiedzenia się po stronie Niemiec. To nie czyni ich automatycznie złymi!”[2].

Natomiast Polska Agencja Prasowa zacytowała trzy lata temu złote myśli „lwowskiego politologa” Antina Borkowskiego. Uraczył on polskiego odbiorcę następującą oceną działalności ukraińskiej formacji SS: „W świadomości przeciętnego mieszkańca zachodniej Ukrainy dywizja SS Galicja ma niewiele wspólnego z nazistami; ludzie pamiętają ochotników, którzy w taki sposób chcieli służyć Ukrainie, tym bardziej, że ówcześni przywódcy ruchu ukraińskiego popierali wstępowanie do tej formacji”[3]. I te bezczelne oraz szydercze słowa lwowskiego banderowca Polskiej Agencji Prasowej zupełnie wystarczyły. Żadnej polemiki, wszystko jest w porządku. Ukraińscy esesmani nie byli nazistami, bo tak twierdzą mieszkańcy zachodniej Ukrainy. Walczyli o demokrację parlamentarną i integrację Ukrainy z Unią Europejską.

Zacytowałem polskie media sprzed trzech lat, żeby pokazać, że polityka usprawiedliwiania wszystkiego co zrobi Ukraina, w tym też usprawiedliwiania nacjonalizmu ukraińskiego i jego kolaboracji z Niemcami hitlerowskimi, nie rozpoczęła się w Polsce po Majdanie. Była obecna na długo przed Majdanem. Przynajmniej od 1990 roku.

Ledwo zakończyły się uroczystości gloryfikujące ukraińskich esesmanów, a na początku sierpnia w Łucku na Wołyniu odbył się 10. jubileuszowy festiwal „Bandersztat”. Jego największą gwiazdą była zwyciężczyni tegorocznego konkursu Eurowizji – powszechnie opiewana w polskich mediach Jamala (Susana Dżamałdinowa). Oprócz niej festiwal zaszczycili członkowie (celowo nie piszę żołnierze) neobanderowskiego pułku „Azow”, weterani UPA oraz tysiące młodych ludzi eksponujących neonazistowską symbolikę. Gościem imprezy jest regularnie deputowany Werchownej Rady Jurij Szuchewycz, syn Romana. Nazwa festiwalu „Bandersztat” oznacza Lwów („miasto Bandery”), a w szerszym znaczeniu zachodnią część Ukrainy – matecznik banderowców. Według TV Espresso festiwal „Bandersztat” stanowi „przedsięwzięcie kulturalno-artystyczne przepojone patriotyzmem i ukraińskością”[4]. Ciepła relacja o festiwalu w TV „Espresso”, w której pracuje znana z sympatii do pogrobowców nacjonalizmu ukraińskiego polska dziennikarka Bianka Zalewska, nie powinna dziwić, jeśli wziąć po uwagę rolę, jaką ta telewizja odegrała w zorganizowaniu przewrotu na Ukrainie z przełomu 2013/2014 roku.

Na festiwalu „Bandersztat” też odbywają się „rekonstrukcje historyczne”. Trzy lata temu – a więc jeszcze przed Majdanem – zrekonstruowano rzekome wydarzenie z 1944 roku, kiedy to polska policja (sic!) miała na rozkaz Niemców konfiskować ukraińskim chłopom żywność i wywozić ich na roboty do Rzeszy, a w obronie tychże chłopów miała stanąć UPA.

Czy można sobie wyobrazić, że współczesne Niemcy ogłosiłyby oficjalnie, iż budują swoją tożsamość państwowo-narodową na spuściźnie Hitlera i NSDAP, albo Włochy na dziedzictwie Mussoliniego? Jaka wówczas byłaby reakcja świata, zwłaszcza zachodniego? Ukraina oficjalnie buduje swoją tożsamość narodowo-państwową na dziedzictwie ukraińskiej wersji nazizmu, bo tym był przecież tzw. integralny nacjonalizm ukraiński w wydaniu banderowskim. Reakcji świata zachodniego jednak nie ma, bo pogrobowcy ukraińskiego nazizmu są dzisiaj potrzebni polityce amerykańskiej do realizacji jej celów na geopolitycznym obszarze poradzieckim. Reakcji świata nie ma też dlatego, że Polska – której obywatele byli ofiarami ludobójstwa banderowskiego – albo milczy, albo usprawiedliwia epigonów Doncowa, Bandery i Szuchewycza.

W odpowiedzi na uchwałę Sejmu z 22 lipca, oddającą cześć ofiarom ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, Werchowna Rada Ukrainy przygotowała projekt uchwały potępiającej rzekome polskie ludobójstwo na Ukraińcach w latach 1919-1951. Z kolei szef ukraińskiego IPN Wiatrowycz zorganizował 8 sierpnia „ekspedycję poszukiwawczą” na „etniczne ukraińskie terytorium Zakerzonia”, w ramach której jej uczestnicy zajmowali się renowacją ukraińskiego cmentarza w powiecie lubaczowskim oraz zwiedzali „tereny zamieszkałe w przeszłości przez ludność ukraińską”[5]. Już sam fakt nazwania przez Wiatrowycza części województw podkarpackiego i lubelskiego „etnicznym terytorium ukraińskim” powinien uświadomić obozowi polskiej rusofobii, że wrogiem Polski na Wschodzie nie jest Rosja, ale pomajdanowa Ukraina. Nieustanie wspierana przez Warszawę propagandowo, dyplomatycznie, dostawami broni i przelewami miliardów złotych.

Jaka była reakcja rządzących Polską na hucpę Werchownej Rady i Wiatrowycza? Reakcją było celebrowanie polsko-ukraińskiego braterstwa broni podczas święta 15 sierpnia oraz oddawanie przy tej okazji czci petlurowcom przez polityków PiS z Antonim Macierewiczem na czele. Tak jakby nie wiedzieli oni o tym, że wielu petlurowców znalazło się później w szeregach Ukraińskiej Organizacji Wojskowej i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Reakcją był też wywiad dla portalu onet.pl posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej – czołowej przedstawicielki lobby ukraińskiego (a szczerze mówiąc banderowskiego) w Polsce[6].

Ponownie usłyszeliśmy zestaw frazesów i niedorzecznych bredni, którymi polska opinia publiczna jest karmiona od zimy 2013/2014 roku. Pani M. Gosiewska wszystko to jeszcze raz zebrała i przypomniała. A zatem gloryfikacja OUN-UPA i dywizji SS-Galizien to „jest pewna forma odreagowania, poszukiwania innych bohaterów. Dla nich te organizacje są organizacjami nie antypolskimi, bo oni o tej działalności w większości do tej pory nie wiedzą, albo coś słyszeli, ale nie znają szczegółów. Dla nich to są symbole walki z okupantem sowieckim, ale i niemieckim (sic! – BP). Tak to pojmują i tak czczą”. Posłanka Gosiewska w tych słowach zacytowała niemal dokładnie Wiatrowycza i Prawy Sektor.

Dalej posłanka PiS przyznała rację marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu, który proponował „obniżyć poprzeczkę” Ukraińcom w kwestii podejścia do OUN-UPA. „To, że Ukrainiec na barykadach Majdanu lub w Donbasie walczył pod flagą malinowo-czarną, to nie było zjawisko antypolskie, tylko antyrosyjskie” – powtórzyła Gosiewska frazes, który po raz pierwszy bodajże wypowiedziała w styczniu 2014 roku arcykapłanka religii smoleńskiej, Ewa Stankiewicz. A jeżeli antyrosyjskie to przecież wszystko w porządku. Zbrodnie też są dobre, o ile będą antyrosyjskie – jak te popełnione przez bataliony „Ajdar” i OUN, do których wielokrotnie pielgrzymowała Gosiewska.

Na koniec powtórzyła frazesy o tym, że wspieranie pomajdanowej Ukrainy leży w polskim interesie narodowym, bo inaczej „będziemy mieli jako sąsiada Rosję” itp. itd.

Wywiad Gosiewskiej jest wbrew pozorom wydarzeniem znaczącym. Stanowi on ze strony partii rządzącej w Polsce jasną formę przekazu na Ukrainę: nie traktujcie uchwały Sejmu z 22 lipca poważnie. Musieliśmy to zrobić ze względów taktyki politycznej dla uspokojenia nastrojów w Polsce, ale to nic nie zmienia. Wszystko pozostaje po staremu. Będziemy wam dalej „obniżać poprzeczkę” w kwestiach historycznych, usprawiedliwiać propagandowo i dyplomatycznie wszelkie wasze działania polityczne, przyjmować waszych imigrantów, wspierać wojskowo i finansowo.

Niektórym środowiskom w Polsce mogło się wydawać, że uchwała Sejmu z 22 lipca otworzy proces koniecznych rozliczeń historycznych w stosunkach z Ukrainą. Niestety, ale prawda jest taka, że było to posunięcie na „użytek wewnętrzny”, które w konsekwencji do takich rozliczeń ma nie doprowadzić.

Pomajdanowa Ukraina jest wrzodem na ciele Europy – tak jak to przewidział na początku lat 30. XX wieku Roman Dmowski. Wrzodem pod każdym względem – tradycji historycznej, do której się odwołuje oraz polityki, jaką prowadzi, będąc światowym liderem korupcji, pauperyzacji gospodarczej własnego społeczeństwa i terroryzmu państwowego. O tym doskonale wiedzą wszyscy ci, którzy w Polsce ten ukraiński wrzód hołubią. Wszyscy pogrobowcy fantasmagorii Giedroycia ze środowiskami Michnika i Sakiewicza na czele. Oni z kolei są wrzodem na ciele Polski.

[1] Ukraina: rekonstrukcja bitwy z udziałem dywizji SS „Galizien”, http://www.dzieje.pl, 24.07.2013.

[2] Ukraińcy uczcili pamięć SS Galizien: w mundurach Waffen-SS i pod flagami OUN-UPA, http://www.wolna-polska.pl, 28.07.2016.

[3] Op. cit, http://www.dzieje.pl, 24.07.2013.

[4] Ukraina: jutro na Wołyniu zaczyna się festiwal „Bandersztat”, http://www.dzienniknarodowy.pl, 4.08.2016.

[5] Ze Lwowa wyrusza ekspedycja na „etniczne ukraińskie ziemie” w Polsce, http://www.kresy24.pl, 5.08.2016.

[6] Posłanka PiS: powinniśmy wykazać pewne zrozumienie dla kultu UPA na Ukrainie, http://www.kresy.pl, 12.08.2016.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 19 sierpnia 2016 r.

Piętka: Żadnych marzeń, panowie (zmądrzenia wobec banderyzmu w Polsce nie będzie)

http://www.prawica.net/5015

„Myśl Polska” nr 35-36 (2099/2100), 28.08-4.09.2016, s. 8

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Żadnych marzeń, panowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s