Katynalia wołyńskie

W połowie maja w Kijowie przebywała delegacja Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej Sejmu, której przewodniczył poseł PiS Michał Dworczyk – inicjator ustanowienia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian ku pamięci ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego. Delegację przyjął przewodniczący Werchownej Rady Andrij Parubij – jeden z twórców Narodowosocjalistycznej (polskie media uparcie piszą „Socjal-Narodowej”) Partii Ukrainy, przemianowanej w 2004 roku na Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda” oraz twórca faszystowsko-paramilitarnej grupy „Patriot Ukrainy”, która później weszła w skład Prawego Sektora. Podczas „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku komendant tzw. Ukraińskiego Domu, a podczas przewrotu w 2014 roku komendant tzw. Euromajdanu i Samoobrony Majdanu, najprawdopodobniej odpowiedzialny za doprowadzenie do masakry w Kijowie w dniu 20 lutego 2014 roku[1]. Następnie był sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy i z tytułu pełnienia tego urzędu jest odpowiedzialny za masakrę w Odessie, bombardowanie obiektów cywilnych w Donbasie oraz zbrodnie popełnione przez formacje ochotnicze złożone z neobanderowców. Fakt, że Parubij zmienił w międzyczasie barwy partyjne z radykalnie nacjonalistycznej „Swobody” na umiarkowanie nacjonalistyczną Naszą Ukrainę Juszczenki, „Batkiwszczynę” Tymoszenki, a później Front Ludowy Jaceniuka bynajmniej nie podważa tego, iż jest on jednym z najbardziej wpływowych i najgroźniejszych współczesnych neobanderowców. Od 14 kwietnia br. stoi on na czele parlamentu Ukrainy, a wiec jest drugą osobą w państwie.

Otóż Parubij zwrócił się do delegacji polskiego Sejmu z żądaniem odrzucenia „dyskusji historycznych”, czyli przygotowywanej przez Sejm ustawy o Narodowym Dniu Pamięci Męczeństwa Kresowian. „Gdy staliśmy (w przeszłości) ramię w ramię, odnosiliśmy zwycięstwa. W czasie, gdy byliśmy przeciwnikami, wykorzystywał to wróg zewnętrzny” – zacytował Parubij starą śpiewkę neobanderowców, popularną zresztą w kręgach „Gazety Wyborczej” i „Gazety Polskiej”[2]. Zasugerował tym samym, że jeżeli Sejm nie odrzuci „dyskusji historycznych”, to znowu będziemy przeciwnikami. Musiało to podziałać dyscyplinująco na polską delegację, ponieważ poseł Dworczyk poinformował dziennikarzy, że w Sejmie są także inicjatywy na rzecz upamiętnienia „dobrych” momentów w stosunkach polsko-ukraińskich. Te inicjatywy to wystawa poświęcona sojuszowi Piłsudski-Petlura oraz upamiętnienie 150. rocznicy urodzin Mychajła Hruszewskiego (1866-1934) – historyka, działacza Ukraińskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców) i przewodniczącego tzw. Ukraińskiej Centralnej Rady w latach 1917-1918. Imieniem Hruszewskiego ma zostać nazwana ulica lub skwer w Warszawie lub Chełmie. W zamian za to jedna z ulic w Żytomierzu będzie nosić imię Lecha Kaczyńskiego[3].

Na marginesie chciałbym zauważyć, że upamiętnianie sojuszu Piłsudski-Petlura oraz postaci Hruszewskiego wzajemnie się wyklucza, ponieważ Hruszewski był przeciwnikiem tzw. umowy warszawskiej, zawartej w 1920 roku pomiędzy Piłsudskim a Petlurą. Z dwojga złego Hruszewski wolał Ukrainę związaną z Rosją, nawet bolszewicką, a nie z Polską. 19 lipca 1920 roku, kiedy wojska bolszewickie zmierzały w kierunku Warszawy, Hruszewski skierował list do KC Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy, w którym poparł stanowisko Kominternu, zaproponował KP(b)U współpracę i wyraził chęć powrotu na Ukrainę. Na sowiecką Ukrainę powrócił ostatecznie w 1924 roku. Wrzucanie sojuszu Piłsudski-Petlura i postaci Hruszewskiego do jednego worka świadczy o tym, że pan poseł Dworczyk ma problemy ze znajomością historii.

Amerykański historyk John A. Armstrong w monografii „Ukrainian Nationalism 1939-1945” (New York 1955) wyraził pogląd, że pierwszych śladów ideologii nacjonalizmu ukraińskiego należy szukać bynajmniej nie w publicystyce Dmytro Doncowa, ale w pisarstwie historycznym Mychajła Hruszewskiego, który – zdaniem Armstronga – „być może bardziej niż ktokolwiek inny zasługuje na tytuł ojca ukraińskiego nacjonalizmu”. Największą zasługą Hruszewskiego było spopularyzowanie pojęcia „Ukraina”, które ahistorycznie używał nie tylko w odniesieniu do historii nowożytnej XVI-XVIII wieku, ale także średniowiecznych dziejów Rusi Kijowskiej (IX-XIV wiek). Wytknął mu to m.in. wybitny polski mediewista Henryk Paszkiewicz (1897-1979), autor pracy „The Origin of Russia” (Londyn 1954). Zwrócił on uwagę na to, że pojęcia „Ukraina” i „Ruś” nie pokrywały się ze sobą ani w czasie ani w przestrzeni, nie mogą zatem być traktowane równorzędnie. Również polski historyk ze Lwowa Kazimierz Sochaniewicz (1892-1930) zarzucał Hruszuewskiemu brak obiektywizmu naukowego, czyli to, co powszechnie reprezentuje sobą współczesna historiografia ukraińska, za której ojca uważany jest Hruszewski.

Podejrzewam, że ta hucpa z upamiętnianiem w Polsce postaci Hruszewskiego jest próbą oswojenia społeczeństwa polskiego z nacjonalizmem ukraińskim w wersji soft. Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, żeby były w Polsce ulice Stepana Bandery i Dmytro Doncowa. Na razie będzie więc ulica Mychajła Hruszewskiego.

Kilka dni po wizycie delegacji polskiego Sejmu w Kijowie Jerzy Wójcicki – prezes Stowarzyszenia „Kresowiacy” z Winnicy – ujawnił, że na delegację polską były wywierane naciski. Potwierdził to również członek polskiej delegacji, poseł PO Marcin Święcicki. Ukraińcy wprost żądali zmiany terminu Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian z 11 lipca na 17 września. Poseł Dworczyk miał tę sprawę konsultować w Kijowie z czołowym negacjonistą wołyńskim – szefem ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowyczem. Naciski miał też wywierać inny negacjonista wołyński – Petro Tyma, lider Związku Ukraińców w Polsce[4].

Na koniec głos w sprawie zabrał faktyczny przywódca Rzeczypospolitej Polskiej – Jarosław Kaczyński. W wypowiedzi dla „Gazety Polskiej” prezes PiS opowiedział się – zgodnie z życzeniem nacjonalistów ukraińskich – za ustanowieniem Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian 17 września, a nie 11 lipca. Poza tym zamiast ustawy o Dniu Pamięci przyjęta zostanie prawdopodobnie jedynie uchwała, która ma krótki okres trwania i nie jest obowiązującym prawem[5].

Jarosław Kaczyński wszedł tym samym w buty Bronisława Komorowskiego, który w 2008 roku oświadczył, że ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego dokonali „Sowieci”. Dzień 17 września jest od lat celebrowany w Polsce jako narodowe święto nienawiści do Rosji. Odbywają się wtedy liczne manifestacje i imprezy niby upamiętniające zbrodnie sowieckie, ale faktycznie łączące te zbrodnie z bieżącą polityką antyrosyjską. Dlatego te manifestacje i imprezy pozwoliłem sobie nazwać „katynaliami”, ponieważ w rzeczywistości profanują one pamięć ofiar Katynia i innych zbrodni stalinowskich.

17 września zawsze pod placówkami dyplomatycznymi Rosji manifestują Kluby „Gazety Polskiej” wraz ze swymi ukraińskimi przyjaciółmi. Najczęściej pod hasłem „Bóg was ukarze – mordercy, zbrodniarze”. Wiem jak to wygląda i co się na takich mitingach głosi, bo sam byłem świadkiem takiej manifestacji 17 września 2009 roku pod konsulatem rosyjskim w Krakowie z udziałem Tomasza Sakiewicza i Ryszarda Bociana. Nie wyobrażam sobie, żeby 17 września Kluby „Gazety Polskiej” i ich ukraińscy przyjaciele zaczęli nagle czcić ofiary zbrodni UPA i to pod placówkami dyplomatycznymi Rosji. Podłączenie ofiar ludobójstwa OUN-UPA pod datę 17 września ma na celu już nie tyle ukrycie tych zbrodni wśród zbrodni stalinowskich, co wręcz przeniesienie za nie odpowiedzialności z Ukraińców na „Sowietów”, czyli Rosjan. Taka była zapewne intencja panów Parubija i Wiatrowycza, przedłożona w Kijowie delegacji polskiego Sejmu i ostatecznie zaakceptowana przez Jarosława Kaczyńskiego.

Zatem zamiast Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, który połączony z datą 11 lipca jednoznacznie by upamiętniał ludobójstwo OUN-UPA na Polakach, będziemy mieli katynalia wołyńskie 17 września.

Obóz polityczny, którego najbardziej radykalnym odłamem jest PiS, uczynił z Katynia kwestię permanentnego konfliktu politycznego z Rosją. Składano bezpodstawne skargi do Trybunału w Strasburgu, przy każdej okazji – nie tylko 17 września – urządzano swoiste katynalia, szydząc z pamięci ofiar, które sprowadzono do roli narzędzia zaostrzania stosunków z Rosją. Ciągle okłamywano przy tym opinię publiczną, że Rosja neguje zbrodnię katyńską. Stosunek PiS i całego obozu polskiej rusofobii do zbrodni katyńskiej i ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego pokazuje, że nie chodzi tutaj o pamięć jakichkolwiek ofiar – tych zamordowanych przez UPA i tych zamordowanych przez NKWD. Chodzi o nieustanne dolewanie oliwy do ognia, o to, by przy każdej okazji uderzać w Rosję nawet w sojuszu z epigonami OUN-UPA, którym wybaczyć można wiele, jeśli nie wszystko.

Po upublicznieniu informacji o żądaniach przedstawionych delegacji polskiej w Kijowie przez pana Parubija bynajmniej nie padły w Polsce jakieś słowa sprzeciwu ze strony głównego nurtu polityczno-medialnego. Wręcz przeciwnie, natychmiast odezwały się wszystkie proukraińskie pudła rezonansowe. Najdalej poszedł Andrzej Szeptycki – publicysta „Nowej Europy Wschodniej”, czyli głównego organu giedroycizmu. W pełni podzielił on punkt widzenia Parubija i wezwał do nie podejmowania na poziomie politycznym kwestii ludobójstwa popełnionego przez OUN-UPA. Jego zdaniem Ukraińcy mają prawo czcić UPA jako rzekomych bohaterów walki o niepodległość. Dlaczego jednak ich punkt widzenia ma być podzielany w Polsce – nie wyjaśnia. W związku z tym, że Ukraińcy nie są gotowi do rozliczenia swoich historycznych win, to – zdaniem Szeptyckiego – nie należy się od nich tego domagać[6].

Nie można oprzeć się refleksji, że konsultacje kijowskie posła Dworczyka przypominają konsultacje, jakie odbył w 1952 roku na Kremlu poseł Leon Chajn w sprawie treści przygotowywanej wówczas Konstytucji PRL. Polityczna podległość władz PRL wobec Moskwy jest dzisiaj powszechnie piętnowana. Co by jednak o tym nie powiedzieć, to ZSRR był wtedy światowym mocarstwem, a Ukraina jest obecnie państwem upadłym pod protektoratem amerykańskim. Jak zatem ocenić polityczną podległość obecnych władz polskich amerykańskiemu protektoratowi w Kijowie i czy ludzie godzący się na tę podległość mają w ogóle jakiekolwiek prawo do namiętnie uprawianej krytyki PRL?

W słowach tych bynajmniej nie ma przesady. Jeśli bowiem do Kijowa w roli ambasadora jest wysyłany prominentny przedstawiciel lobby ukraińskiego w Polsce, to nie można inaczej nazwać obecnych stosunków Polski z Ukrainą właśnie jako podległości. Jan Piekło faktycznie nie jest ambasadorem Polski w Kijowie, ale ambasadorem Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI i Fundacji Otwarty Dialog. Nowy ambasador wielokrotnie wyrażał dezaprobatę m.in. dla proponowanej przez PSL w 2013 roku uchwały w sprawie upamiętnienia ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, filmu „Wołyń”, czy działalności osób i środowisk domagających się potępienia OUN-UPA. Z wielkim zapałem natomiast bronił kultu OUN-UPA na Ukrainie, w tym gloryfikującego je ustawodawstwa, o którym wyraził się następująco: „Nie widzę nic złego w tym, że Ukraina chce uczcić ludzi, którzy walczyli z komunistycznym reżimem. Zdarzył się wtedy epizod bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami, doszło do zbrodni wołyńskiej, ale to tylko część historii UPA, która ma również inne karty, których nie chcemy zauważyć”. Zdaniem Jana Piekło „Armia Krajowa i UPA miały okres współpracy między sobą, współpracy wymierzonej w interesy dwóch okupantów, przeciwko Sowietom i faszystom niemieckim” i podobno wynika to z jakichś archiwaliów (spreparowanych przez pana Wiatrowycza). Niestety nie ujawnił też skąd wie, że np. „w II Rzeczypospolitej Ukraińcy byli obywatelami trzeciej lub czwartej kategorii, że niszczono ukraińską kulturę i na siłę ich polonizowano”.

Dla niego jestnajważniejsze, że „Sława Ukrainie”, które było hasłem banderowskim, stało się nie banderowską symboliką, a sensem „Euromajdanu”, nowej Ukrainy. Ten proces trwa i nie ma problemu w tym, że polskie społeczeństwo będzie protestować przeciw tryzubowi czy pomnikowi Bandery”. Swoją wizję polityki polskiej wobec Ukrainy nowy ambasador zawarł w następującej wypowiedzi: „Warto aby nasi liderzy wspierali Ukrainę i dostarczali broń. Bo chaos na Ukrainie – to zła sytuacja i dla Polski. Powinniśmy pomagać Ukrainie wszelkimi sposobami – politycznymi, gospodarczymi i także bronią”[7].

Charakter polityki PiS wobec Ukrainy oddają nie tylko wypowiedzi Jana Piekło, ale też konferencja „Utworzenie Międzynarodowego Konfederacyjnego Stowarzyszenia i Budowa Bałtycko-Czarnomorskiej Konfederacji”, która odbyła się 20 maja w Hadziaczu z udziałem przedstawicieli Litwy, Polski i Ukrainy. Polskę reprezentowali poseł PiS Stanisław Pięta, redaktor na czelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz oraz związany w przeszłości z ONR wykonawca muzyki antykomunistycznej Dawid Hallmann. Hadziacz to miejsce, gdzie 16 września 1658 roku została zawarta ugoda pomiędzy Polską a Kozackim Wojskiem Zaporoskim w sprawie utworzenia unii polsko-ruskiej. Ugoda ta nigdy nie weszła w życie z powodu buntu Kozaków przeciw Iwanowi Wyhowskiemu, który ją zawarł i to powinno coś dać do myślenia współczesnym orędownikom tzw. koncepcji Międzymorza, gdyby myśleć potrafili. Przedmiotem wspomnianej konferencji było bowiem właśnie wcielenie w życie tzw. koncepcji Międzymorza.

Tak o tym pisał internetowy portal „Gazety Polskiej”: „Wolni z Wolnymi, Równi z Równymi, Szlachetni ze Szlachetnymi”. Właśnie to hasło, pamiętające jeszcze okres Powstania Styczniowego, zdawało się przyświecać uczestnikom konferencji „Bałtyk – Morze Czarne”, która odbyła się w piątek w Hadziaczu na Ukrainie. To kolejny krok do restytucji Europy Wolnych Narodów – mówi Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Codziennej”, którego książka miała swoją ukraińską premierę” [8]. Chodzi o książkę „Testament I Rzeczypospolitej”, propagującą ideę Międzymorza i sojuszu polsko-ukraińskiego przeciw Rosji. Kiedy mowa jest o tak wzniosłej idei jak Międzymorze, oczywistym staje się, że na pamięć o ofiarach ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego nie ma miejsca. One po prostu tej koncepcji zawadzają, są dla niej wielce niewygodne.

Sakiewicz potępiając swego czasu księdza Isakowicza-Zaleskiego mówił, że nie pora teraz na dyskusje historyczne, że dopiero jak zwycięży Majdan można będzie dyskutować o trudnej historii z Ukraińcami jako „wolnymi ludźmi”. Pokazał właśnie o czym i jak z nimi dyskutuje. Sakiewiczowi i innym polskim ukrainofilom może się wydawać (założenie uprzejme), że realizują koncepcję Międzymorza. W rzeczywistości jednak realizują uchwałę Krajowego Prowidu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów z 22 czerwca 1990 roku, w myśl której Polska miała potępić operację „Wisła” (co nastąpiło kilka tygodni później), zaakceptować heroizację OUN-UPA oraz podporządkować swoją politykę celom polityki ukraińskiej.

Stosunek do upamiętnienia ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, mianowanie Jana Piekło ambasadorem w Kijowie oraz konferencja w Hadziaczu dobitnie pokazują, że PiS stanowi najbardziej twarde jądro opcji banderowskiej w Polsce. Tej opcji, która grając na polskich fobiach antyrosyjskich i posługując się dekoracjami w stylu idea Międzymorza realizuje uchwałę Krajowego Prowidu OUN z 22 czerwca 1990 roku.

Na 30 maja zaplanowano dwudniową VII sesję Werchownej Rady Ukrainy, Sejmu Litwy oraz Sejmu i Senatu Polski. „Istnieją poważne przesłanki – pisze na portalu prawy.pl Anna Wiejak – ażeby sądzić, iż w jej trakcie okaże się, że ostatecznie zaprzepaszczona została sprawa kresowa”[9]. Dotyczy to nie tylko pamięci o polskich ofiarach masowych zbrodni popełnionych podczas drugiej wojny światowej przez nacjonalistów ukraińskich i litewskich, ale także obecnego niełatwego położenia mniejszości polskiej na Litwie i Ukrainie.

Polska od dwóch lat jest nie tylko zaprzęgana w rydwan polityki ukraińskiej (neobanderowskiej), ale także zalewana przez migrację ukraińską. Ponad milion Ukraińców, pracujących w Polsce przeważnie nielegalnie za najniższe stawki, wypycha na emigrację zarobkową na Zachód kolejne tysiące młodych Polaków. Na razie zakładają oni swój związek zawodowy[10]. Przyjdzie czas, że jako największa liczebnie mniejszość narodowa założą partię polityczną i zdobędą liczącą się reprezentację parlamentarną w Sejmie. Wtedy uznanie przez Polskę heroicznej wersji historii OUN-UPA stanie się oczywistością, a jej przeciwnicy będą prześladowani przez aparat państwowy. Nieuniknione stanie się również polityczne podporządkowanie Polski Ukrainie w myśl uchwały Krajowego Prowidu OUN z 22 czerwca 1990 roku. Katynalia wołyńskie są znaczącym krokiem w tym kierunku.

[1] Kijowskiej masakry dokonali ludzie Majdanu – wynika z analizy kanadyjskiego naukowca, http://www.kresy.pl, 20.10.2014.

[2] Apel przewodniczącego parlamentu Ukrainy do polskich polityków, http://www.wiadomosci.onet.pl, 16.05.2016.

[3] Tamże.

[4] PiS w Kijowie konsultował ustawę o ludobójstwie z negacjonistą wołyńskim?, http://www.kresy.pl, 27.05.2016.

[5] Kaczyński nie chce, by 11 lipca Polacy czcili pamięć ofiar UPA, http://www.kresy.pl, 25.05.2016.

[6] Proukraiński publicysta wzywa do milczenia o kresowym ludobójstwie, http://www.kresy.pl, 17.05.2016.

[7] Jan Piekło – zobacz kogo PiS zrobił ambasadorem na Ukrainie, http://www.kresy.pl, 21.05.2016; T. Isakowicz-Zaleski, Jan Piekło w Kijowie. Radość banderowców, smutek ich ofiar, http://www.wiadomosci.onet.pl, 22.05.2016.

[8] W. Mucha, Droga ku Międzymorzu. Wypełnić „Testament I Rzeczypospolitej”, http://www.niezalezna.pl, 21.05.2016.

[9] A. Wiejak, PiS ostatecznie zaprzepaścił sprawę kresową, http://www.prawy.pl, 25.05.2016.

[10] Ukraińcy zakładają w Polsce swój związek zawodowy, http://www.fakty.interia.pl, 28.05.2016.

http://konserwatyzm.pl/artykul/13731/katynalia-wolynskie

http://mysl-polska.pl/898

Bohdan Piętka

Oświęcim, 30 maja 2016 r.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Katynalia wołyńskie

  1. „Dzień 17 września jest od lat celebrowany w Polsce jako narodowe święto nienawiści do Rosji. Odbywają się wtedy liczne manifestacje i imprezy niby upamiętniające zbrodnie sowieckie, ale faktycznie łączące te zbrodnie z bieżącą polityką antyrosyjską. Dlatego te manifestacje i imprezy pozwoliłem sobie nazwać „katynaliami”, ponieważ w rzeczywistości profanują one pamięć ofiar Katynia i innych zbrodni stalinowskich”

    Idąc pańskim tokiem rozumowania zawartym w tym zdaniu można by sformułować zarzut, że dzień 11 lipca ma być świętowany jako narodowe święto nienawiści do Ukrainy. Odbywać się wtedy będą imprezy niby upamiętniające zbrodnie banderowskie, ale faktycznie łączące te zbrodnie z bieżącą polityką antyukraińską. Dlatego można by to nazwać „wołynaliami”, ponieważ w rzeczywistości profanują one pamięć ofiar Wołynia i innych zbrodni banderowskich.

    Idąc takim tokiem rozumowania, można zakwalifikować pana jako rusofila, sowietofila i ukrainofoba. Czytam często pańską publicystykę i mam wrażenie, że treścią na pewno, ale formą nie za wiele się pan dr różni od tych, których krytykuje.

    Z wyrazami szacunku

    Jan Ciećkowski

    Polubienie

  2. Pingback: Katynalia wołyńskie – podłączenie ofiar ludobójstwa OUN-UPA pod datę 17 września | forumemjot dla Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s