Pomiędzy Rimlandem a Heartlandem

W piątek 13 maja 2016 roku w Redzikowie koło Słupska rozpoczęto oficjalnie budowę amerykańskiej bazy wojskowej z wyrzutniami pocisków rakietowych SM-3 (RIM-161 Standard Missile 3 Block I B), która razem z już istniejącą bazą w Deveselu w Rumunii ma tworzyć tzw. „tarczę antyrakietową”. W uroczystości inauguracji amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce wzięli udział prezydent Andrzej Duda, ministrowie obrony narodowej i spraw zagranicznych oraz zastępca sekretarza obrony USA Robert Work. „To ważny dzień dla Polski, dla NATO, dla Europy. Rząd Beaty Szydło i formacja polityczna, którą reprezentuje, czekała na ten moment ponad 8 lat” – stwierdził w swoim przemówieniu minister Macierewicz. Z kolei prezydent Duda powiedział m.in.: „O ile my staliśmy się członkiem NATO przed laty, o tyle długo czekaliśmy, aby w sensie stałym Sojusz wszedł do Polski – dziś to się dzieje. To nie będą pociski wymierzone w kogokolwiek. One będą nam gwarantować bezpieczeństwo”. Wspomniał także o korzyściach, jakie odniosą mieszkańcy Redzikowa z faktu stacjonowania w ich miejscowości garnizonu amerykańskiego.

Niemal natychmiast zaprzeczył temu prezydent Słupska Robert Biedroń, który zwrócił uwagę, że baza będzie eksterytorialna i samowystarczalna. „Czujemy się oszukani. Jest na mapie Polski miejsce, w którym na jakąkolwiek większą budowę trzeba mieć zgodę rządu Baracka Obamy. Baza będzie samowystarczalna, więc nasi przedsiębiorcy nie zarobią jako lokalni dostawcy. Tych 300 amerykańskich żołnierzy to tyle, ile dziennie mamy turystów” – oświadczył prezydent Słupska[1]. Biedroń ujawnił, że rząd PO i PSL obiecywał zrekompensować straty, jakie poniesie region z tytułu budowy amerykańskiej bazy w Redzikowie. Miała być droga ekspresowa, drugi tor kolejowy, modernizacja portu w Ustce i lotnisko cywilne w Słupsku. Rząd PiS unieważnił jednak te plany. Ponadto Agencja Rozwoju Pomorza ujawniła, że przez amerykańską bazę samorząd regionu straci w ciągu 25 lat 2 mld 136 mln złotych z tytułu podatku od nieruchomości, PIT i nakładów inwestycyjnych. Ucierpią też trzy lokalne podstrefy ekonomiczne, a straty z utraconych tam inwestycji wyniosą 543 mln złotych. Nie można też będzie rozwijać energetyki wiatrowej, co spowoduje dla regionu stratę 157 mln złotych[2].

Ale nie tylko samorząd Słupska i Agencja Rozwoju Pomorza mogą czuć się oszukane w związku z instalacją amerykańskiej bazy w Redzikowie. Oszukani i zagrożeni powinni czuć się wszyscy obywatele Polski, z których wielu zapewne nie jest świadomych czemu ma służyć „tarcza antyrakietowa” i jakie niesie za sobą niebezpieczeństwo dla kraju.

Polska tarczą dla USA

Pierwsze pytanie, które należy zadać brzmi: przeciw komu jest „tarcza antyrakietowa”? Oficjalna odpowiedź – powtarzana w mediach od 9 lat – mówi, że przeciw zagrożeniu nuklearnemu ze strony Iranu i Korei Północnej. Przede wszystkim ani Iran ani Korea Północna nie mają takich środków przenoszenia broni jądrowej, które mogłyby zagrozić Europie i Ameryce Północnej. Ponadto 14 lipca 2015 roku zostało zawarte w Wiedniu porozumienie pomiędzy Iranem a USA, Rosją, Chinami, Wielką Brytania, Francją, Niemcami i Unią Europejską w sprawie kontroli irańskiego programu nuklearnego. Iran zgodził się na regularne inspekcje ONZ w swoich obiektach wojskowych i zadeklarował rozwijanie programu nuklearnego tylko dla celów niemilitarnych. Czy nadal więc ze strony Teheranu pochodzi zagrożenie nuklearne, przed którym ma bronić Europę i Amerykę baza z wyrzutniami w Redzikowie? Jeśli według oficjalnej propagandy „tarcza antyrakietowa” ma służyć obronie Europy przed pociskami krótkiego i średniego zasięgu, to tym bardziej w grę nie może wchodzić – ze względu na zasięg takich pocisków – ani Iran ani Korea Północna.

Od blisko dekady, kiedy temat „tarczy antyrakietowej” pojawił się w oficjalnym obiegu, dla nikogo nie jest tajemnicą, że głównym, jeśli nie jedynym celem kinetycznych pocisków antybalistycznych SM-3 Block I B z amerykańskich baz w Polsce i Rumunii będzie arsenał nuklearny Rosji. Chodzi tutaj o to, żeby rosyjska broń jądrowa przestała być groźna dla NATO, co oznacza faktyczną degradację Rosji z pozycji mocarstwa jądrowego, mimo faktycznego posiadania przez nią broni masowej zagłady. Prezydent Duda kłamie zatem nie tylko w sprawie korzyści ekonomicznych, jakie mają odnieść mieszkańcy regionu słupskiego z tytułu istnienia amerykańskiej bazy, ale także twierdząc, że amerykańskie rakiety nie będą wymierzone w kogokolwiek i rzekomo zagwarantują bezpieczeństwo Polski. Społeczeństwa polskiego nie informuje się o kilku istotnych faktach.

Po pierwsze, z chwilą uruchomienia w 2018 roku bazy w Redzikowie Polska może przestać być krajem wolnym od broni jądrowej, co było dotąd największym gwarantem jej bezpieczeństwa. W bazach zlokalizowanych na terenie Polski i Rumunii można zainstalować nie tylko antybalistyczne rakiety SM-3 Block I B, ale także rakiety z głowicami jądrowymi krótkiego i średniego zasięgu. Kto zagwarantuje, że tak się nie stanie? Z Redzikowa do Kaliningradu taka rakieta doleci w 20 sekund, a do Moskwy w 4 minuty. To za mało czasu, żeby Rosja uruchomiła swój system obrony przeciwrakietowej. W wypadku zainstalowania w Polsce i Rumunii amerykańskiej broni jądrowej Rosja będzie bezbronna.

Po drugie zatem, amerykańska „tarcza antyrakietowa” stanowi faktyczne złamanie układu INF o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu, który został podpisany 8 grudnia 1987 roku w Waszyngtonie przez USA i ZSRR. Moskwa już wielokrotnie ostrzegała, że w odpowiedzi na „tarczę antyrakietową” zainstaluje w obwodzie kaliningradzkim rakiety krótkiego zasięgu Iskander (dozwolone przez układ INF), a ich celowniki wymierzy w terytorium Polski. Prezydent Putin poszedł dalej i wkrótce po zakończeniu uroczystości w Redzikowie zasugerował odejście Rosji od układu INF, a więc powrót do nuklearnego wyścigu zbrojeń z okresu „zimnej wojny”. Powiedział on całkiem szczerze, że „tarcza antyrakietowa” w Polsce i Rumunii stanowi próbę przeniesienia nuklearnego potencjału uderzeniowego z terytorium USA na peryferie Rosji i że jest to „koniec względnego bezpieczeństwa sąsiadów Rosji”.

Po trzecie, nie ulega wątpliwości, że Rosja tak po prostu nie pogodzi się ani z utratą statusu mocarstwa nuklearnego ani z bezbronnością wobec amerykańskich rakiet krótkiego i średniego zasięgu, które ewentualnie mogłyby zostać rozmieszczone w bazach w Polsce i Rumunii. W odpowiedzi będzie rozwijała systemy broni jądrowej zdolne do przełamania „tarczy antyrakietowej”. Taką zdolność mają posiadać rakiety balistyczne R-30 i R-47 „Buława”. Rosja planuje wyposażyć w nie swoje siły zbrojne do 2020 roku.

Po czwarte, opinia publiczna w Polsce i Rumunii jest cynicznie okłamywana, że „tarcza antyrakietowa” ma służyć obronie i bezpieczeństwu tych krajów. Nie jest prawdą, że pociski SM-3 Block I B służą do zwalczania wyłącznie pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu w środkowej fazie lotu. Ich celem będą przede wszystkim rosyjskie rakiety dalekiego zasięgu, bazujące na Półwyspie Kolskim (Topol-M, Buława, Jars), które mogą uderzyć w USA i Europę Zachodnią. Polska i Rumunia natomiast staną się pierwszym celem rosyjskiego uderzenia nuklearnego – zarówno prewencyjnego jak i odwetowego. Będą „tarczą antyrakietową” USA i NATO w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dzięki bazom w Redzikowie i Deveselu Waszyngton przesuwa cel pierwszego uderzenia jądrowego Rosji z terenu Ameryki Północnej i Europy Zachodniej na obszar swoich środkowoeuropejskich satelitów. Po wymianie pierwszych uderzeń jądrowych pomiędzy USA i Rosją (np. na terenie Polski i Białorusi) może nie dojść do następnych, ponieważ wkroczy do akcji dyplomacja. Tylko, że tysiącletnie dzieje narodu i państwa polskiego ulegną już wtedy trwałemu zakończeniu.

Anakonda-16 i szczyt NATO

W dniach 6-17 czerwca br. odbędą się w Polsce ćwiczenia NATO „Anakonda-16” z udziałem 31 tys. żołnierzy – głównie polskich, amerykańskich i brytyjskich. Będą to największe ćwiczenia wojskowe na terenie Polski od zakończenia „zimnej wojny”. Wojska NATO przećwiczą m.in. operację powietrzno-desantową w okolicach Torunia oraz budowę przepraw na Odrze i Wiśle celem szybkiego przerzucenia jednostek zmotoryzowanych i pancernych do krajów bałtyckich. Nie ulega zatem wątpliwości, że będzie ćwiczony scenariusz wojny z Rosją. Scenariusz takiej wojny ujawnił zresztą brytyjski gen. Richard Schirreff – były zastępca dowódcy sił NATO w Europie – w opublikowanej niedawno książce pt. „2017: War With Russia: An Urgent Warning From Senior Military Command” („2017: Wojna z Rosją: pilne ostrzeżenie od seniora dowództwa wojskowego”)[3].

Amerykańska geopolityka dzieli Eurazję („Wyspę Świata”) na dwie części – Rimland (Obrzeża Lądu) i Heartland (Serce Lądu). Rimland to Europa Zachodnia, Bliski Wschód i Azja Południowo-Wschodnia – obszary powiązane z USA politycznie i gospodarczo. Heartland – według teorii brytyjskiego geopolityka Halforda Johna Mackindera z 1904 roku – to obszar warunkujący panowanie nad resztą globu (Pivot Area – Obszar Osiowy), który obejmuje przede wszystkim Rosję, Chiny, Afganistan i Iran. Europa Środkowa leży na styku Rimlandu z Heartlandem i jest określana w języku amerykańskiej geopolityki jako Crash Zone (Strefa Zgniotu). Tutaj wybuchły pierwsza i druga wojna światowa, tutaj wybuchnie też trzecia. Przesunięcie teatru militarnej konfrontacji NATO-Rosja do Strefy Zgniotu – obejmującej Polskę, kraje bałtyckie, Białoruś i Ukrainę – pozwoli USA i Wielkiej Brytanii uniknąć zniszczenia własnego terytorium, zwłaszcza w pierwszej fazie konfrontacji jądrowej, po której – jak wskazałem powyżej – może nastąpić zawarcie pokoju.

Z tego, co od lat głoszą siły polityczne rządzące w Polsce wynika, że uważają one sojusz z USA i przynależność do NATO – czyli umiejscowienie Polski w Strefie Zgniotu – za swój największy sukces i fundament polskiej racji stanu. Jest kwestią dyskusyjną czy wynika to bardziej z ich niskiego poziomu intelektualnego i moralnego czy ze stopnia zależności politycznej od USA.

Swój proatlantycki entuzjazm władze polskie zamanifestują podczas szczytu NATO, który odbędzie się w Warszawie w dniach 8-9 lipca. Nie ukrywają, że chcą odejścia od układu paryskiego NATO-Rosja z 27 maja 1997 roku oraz trwałego rozmieszczenia w Polsce wojsk NATO, głównie amerykańskich. Podejrzewam, że stała obecność wojsk NATO jest potrzebna obecnej partii rządzącej nie tyle do obrony przed Rosją, co do umocnienia swojej władzy. Tak jak wojska radzieckie były gwarantem władzy PZPR, tak wojska amerykańskie będą gwarantem władzy PiS. 20 maja premier Szydło – przy okazji debaty nad ultimatum Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego – dała w Sejmie oratorski popis umiłowania suwerenności Polski. Tego samego dnia prezydent Duda podpisał nowelizację ustawy o zasadach pobytu oraz przemieszczania się wojsk obcych na terytorium Polski. Zakłada ona nadanie wojskom NATO uprawnień polskich sił zbrojnych. Takich uprawnień nie miała nawet Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej w PRL. Tak Prawo i Sprawiedliwość rozumie suwerenność Polski.

Rodzi się pytanie, czy status polskich sił zbrojnych jest potrzebny wojskom amerykańskim, brytyjskim lub niemieckim do obrony Polski przed Rosją czy np. do pacyfikacji antysystemowego buntu społecznego, który zostanie uznany za akt terrorystyczny lub część inspirowanej przez Rosję wojny hybrydowej?

Działania pacyfikacyjne już zresztą zostały podjęte. 18 maja został zatrzymany przez ABW, a następnie aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji lub Chin Mateusz Piskorski – jedyny polski polityk, który publicznie manifestował swoją niechęć do USA. Władze i mainstreamowe media nawet nie ukrywały, że aresztowanie Piskorskiego jest elementem pacyfikacji „rosyjskiej agentury wpływu” i ma „zrobić wrażenie na Rosji”. Być może ma to związek z zapowiedzią prezydenta Dudy prowadzenia dialogu z Rosją z pozycji siły, złożoną tydzień wcześniej podczas jego wizyty w Kanadzie[4]. Zdaniem rosyjskiej dziennikarki Anny Redkiny Piskorski planował przeprowadzić podczas lipcowego szczytu NATO w Warszawie „kontrszczyt” – coś w rodzaju konferencji czy forum dyskusyjnego z udziałem antyamerykańskich organizacji politycznych z Czech, Polski, Rumunii, Słowacji i Węgier[5].

Na styku Rimlandu z Heartlandem

George Friedman – uwielbiany przez obóz polskiej rusofobii ideolog agresywnej polityki amerykańskiej – już wiele lat temu głosił, że celem polityki USA powinno być rozpętanie jak największej ilości konfliktów zbrojnych na obszarze Heartlandu, a właściwie na styku Rimlandu z Heartlandem. Do rozpętania takich konfliktów rzeczywiście doszło (Afganistan, Irak, Ukraina). Poważnie nadszarpnęły one międzynarodową pozycję USA. Osłabienie USA wykorzystały Chiny, które rozpoczęły szeroką ekspansję gospodarczą i polityczną na obszarze Heartlandu. Waszyngton poważnie obawia się, że rosnąca potęga polityczno-gospodarcza Chin zagrozi jego pozycji także w Rimlandzie, a nawet w rejonie Pacyfiku. To nie Rosja jest głównym wrogiem geopolitycznym USA, tylko Chiny. Nikt tego w Waszyngtonie nie mówi głośno, ale nie wyklucza się tam nawet konfrontacji militarnej z Chinami. Powtarzające się incydenty na Morzu Południowochińskim z udziałem sił zbrojnych obu mocarstw dowodzą, że groźba takiej konfrontacji jest realna.

W latach 90. XX wieku – czyli okresie największej potęgi USA w ich historii – polityka amerykańska wobec Heartlandu zakładała wszechstronną penetrację obszaru poradzieckiego, w tym okrążenie Rosji, a nawet jej rozbicie na mniejsze organizmy polityczne. Temu służyły m.in. „kolorowe rewolucje” w byłych republikach radzieckich i wojny w Czeczenii. Dzisiaj jest to już tylko wspomnienie. Obecnie pierwszorzędnym celem polityki amerykańskiej jest powstrzymywanie Chin, tak jak w okresie „zimnej wojny” było nim powstrzymywanie ZSRR. W tej grze geopolitycznej Waszyngton będzie dążył do rozerwania sojuszu rosyjsko-chińskiego i do przeciągnięcia Rosji na swoją stronę lub jej zneutralizowania, czyli odwrotnie jak podczas „zimnej wojny”, kiedy w połowie lat 70. XX wieku USA przeciągnęły na swoją stronę Chiny, co przyczyniło się do późniejszego upadku ZSRR.

Dał temu niedawno wyraz nestor amerykańskiej geopolityki – Zbigniew Brzeziński. W artykule „Toward a Global Realignment” („Ku globalnemu urealnieniu kursu”), opublikowanym 17 kwietnia na łamach „The American Interest”, Brzeziński proponuje wykreowanie nowej równowagi sił poprzez dopuszczenie Rosji i Chin do współpracy z USA w rozwiązywaniu „sytuacji konfliktowych na Bliskim Wschodzie”. Najważniejszym jednak elementem tej koncepcji jest rozluźnienie sojuszu rosyjsko-chińskiego. O ile w 1997 roku Brzeziński nazwał Rosję „czarną dziurą”, która powinna rozpaść się na trzy części, to obecnie uważa, że Rosja ma szansę stać się „wiodącym europejskim państwem narodowym, jeśli będzie działać rozsądnie”[6].

Nie można wykluczyć, że rzeczywistym celem wywołanej przez Waszyngton awantury politycznej na Ukrainie, budowania „tarczy antyrakietowej” w Polsce i Rumunii oraz tworzenia „szpicy NATO” na jego „wschodniej flance” jest właśnie skłonienie Rosji do „działań rozsądnych”, czyli przynajmniej neutralności na wypadek otwartego konfliktu amerykańsko-chińskiego. Niełatwo jest zgadnąć, jaką cenę Waszyngton byłby gotów zapłacić za „rozsądek” Rosji. Czy byłaby to cała Ukraina czy tylko podzielenie się w niej wpływami? Czy może także polityczne oraz wojskowe wycofanie się USA z Europy Środkowej i uczynienie z tego przesmyku łączącego Rimland z Heartlandem strefy buforowej. Cokolwiek by to było, już słyszę rozlegający się wśród polskich fundamentalistów rusofobii krzyk o nowej Jałcie i zdradzie Ameryki.

Jeśli natomiast Rosja nie wykaże „rozsądku” i w nadchodzącym konflikcie światowym opowie się po stronie Chin, to „wschodnia flanka NATO” – której „umocnienia” tak bardzo pragną politycy PiS i PO – może stać się polem wielkiej konfrontacji militarnej. Polska tkwi w Strefie Zgniotu bynajmniej nie ze względu na swoje położenie geograficzne, ale dlatego, że jej elity polityczne z różnych powodów nie są zdolne do prowadzenia polityki samodzielnej.

[1] A. Radomski, Co nam przyniesie tarcza antyrakietowa?, http://www.gp24.pl (serwis „Głosu Pomorza”), 25.05.2016.

[2] M. Walków, Robert Biedroń: „Czujemy się oszukani”, http://www.businessinsider.com.pl, portal Business Insider Polska, 22.05.2016.

[3] Były dowódca NATO stworzył scenariusz wojny z Rosją w 2017 roku, http://www.pl.sputniknews.com, 23.05.2016.

[4] Polska i Kanada będą rozmawiały z Rosją z pozycji siły, http://www.pl.sputniknews.com, 11.05.2016.

[5] Anna Redkina (Анна Редькина), В Польше арестован политик, выступавший за диалог с Россией, http://www.vesti.ru, 20.05.2016.

[6] Brzeziński: USA powinny stworzyć z Rosją i Chinami światowy triumwirat, http://www.pl.sputniknews.com, 28.04.2016.

http://www.konserwatyzm.pl/artykul/13727/pomiedzy-rimlandem-a-heartlandem

http://www.prawica.net/4398

http://mysl-polska.pl/894

Bohdan Piętka

Oświęcim, 27 maja 2016 r.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pomiędzy Rimlandem a Heartlandem

  1. Pingback: Pomiędzy Rimlandem a Heartlandem — Spory o historię i współczesność | Pekok Antylichwiarz

  2. Zapomniał pan dr jeszcze dodać, że w roku 2008 i 2013 Rosjanie w ramach manewrów Zapad ćwiczyli atak na Polskę oraz symulowali atak jądrowy na Warszawę. Oficjalny scenariusz był taki, że Polacy podnieśli bunt w Grodnie i trzeba było go stłumić. Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s