O pragmatyzm w stosunkach z Rosją

List otwarty trzech senatorów USA (Ben Cardin, Richard Durbin, John McCain), w którym wzywają oni premier Szydło do „przestrzegania zasad demokracji”[1] wywołał pewną konsternację w szeregach obozu bezkrytycznych miłośników USA i zarazem obozu polskiej rusofobii, którego najtwardszym jądrem jest Prawo i Sprawiedliwość. Najprawdopodobniej nikt w tym gronie nie spodziewał się ataku właśnie z kierunku amerykańskiego. Jako jedyny, jak na razie, w obozie PiS wyciągnął z tego wnioski redaktor naczelny „Do Rzeczy”, Paweł Lisicki. Najważniejsze tezy jego wypowiedzi na portalu Wirtualna Polska[2] warte są przytoczenia ze względu na to, że nikt dotychczas w obozie polskiej rusofobii nie występował z takimi tezami.

Na wstępie Lisicki ocenia, że list senatorów USA „sam w sobie dla Polski dobrą informacją nie jest”. Uważani przez PiS za pewnych sojuszników politycy amerykańscy – „tak jak wcześniej inni politycy z Unii Europejskiej, przyjęli za swoją wersję wydarzeń przedstawianą przez większość polskiej opozycji i antyrządowych publicystów”. Szczególnie bolesne dla Lisickiego jest to, że pod listem podpisał się (a prawdopodobnie był jego inicjatorem) John McCain – czołowy jastrząb amerykańskiego neokonserwatyzmu, „przez wielu prawicowych komentatorów uważany za autorytet”. Należy dodać, że głównie przez środowisko „Gazety Polskiej”. Mało tego. „Od tygodni widać już – pisze Lisicki – że kolejni ważni publicyści, czy to na łamach „Foreign Affairs” czy „Foreign Policy” czy innych pism coraz ostrzej krytykują poczynania władz w Warszawie”.

Dalej Lisicki zauważa, że do tej pory „politycy PiS przedstawiali, obawiam się, wyidealizowany obraz polskiej polityki. To USA miały być głównym partnerem Polski, głównym sojusznikiem i sprzymierzeńcem. Skoro doszło do napięcia w relacjach z Brukselą czy Berlinem, to Waszyngton był głównym punktem odniesienia (…). List trójki senatorów sprawia, że jest to opowieść mało przekonująca”.

W związku z tym redaktor naczelny „Do Rzeczy” stawia pytanie „z kim Polska zamierza budować swoją pozycję, na kim z wielkich zamierza się oprzeć (…). Kto zatem ma być głównym naszym sojusznikiem?”

W konkluzji Lisicki stwierdził: „Coś tu nie gra. Węgry znalazły się przed laty w podobnej sytuacji co Polska. Walcząc o własną suwerenność, widząc jak wygląda naprawdę solidarność Zachodu, potrafiły z tego wyciągnąć wnioski i zaczęły prowadzić coś w rodzaju polityki równowagi. Uznały, że polepszenie relacji z Moskwą wzmacnia ich pozycję w stosunku tak do Brukseli, jak Berlina czy Waszyngtonu. Polska takiego wniosku wyciągnąć nie chce. Warszawa woli wierzyć, że możliwe jest jednoczesne pryncypialnie krytyczne i moralnie słuszne stanowisko wobec Moskwy, dokonywanie zmian politycznych wewnątrz kraju i podtrzymywanie dobrych relacji z Zachodem, z Unią i USA. List z Ameryki jest kolejnym niebezpiecznym sygnałem pokazującym, że trudno to sobie wyobrazić”.

Obawy Lisickiego potwierdza nie tylko list z USA. Oto bowiem prezydent Francji François Hollande zagroził 19 lutego w wypowiedzi dla radia France Inter, że „kraje członkowskie UE, w których do władzy doszły skrajnie prawicowe ugrupowania, mogą i muszą zostać objęte sankcjami, a nawet zawieszone w prawach członkowskich. Do wykluczenia miałoby dojść niezależnie od tego, że władza została wybrana w sposób demokratyczny”[3]. Tym samym Francja dołączyła do frontu bezwzględnych krytyków rządu PiS, któremu dotąd przewodziły Niemcy wraz z kierownictwem instytucji UE.

O tym, że wektory polityki zagranicznej Warszawy biegną w ślepą uliczkę świadczy także głos, który doszedł z Ukrainy – „strategicznego partnera Polski na Wschodzie”, któremu „nie stawia się żadnych pytań”, jak to ujął polityk PiS Ryszard Czarnecki.

Nieoczekiwanie bowiem bezpardonowej krytyki Polski dokonał w wywiadzie dla tygodnika internetowego „Kultura Liberalna” historyk Jarosław Hrycak – profesor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, bardzo dotychczas promowany przez warszawskie i krakowskie salony[4].

„Do roku 2014 Polska była jednym z największych europejskich graczy: krajem stabilnym zarówno gospodarczo, jak i politycznie, aspirującym do roli lidera całego regionu. Dziś widzę, jak Polska kurczy się, gra w małą politykę (…). W języku ukraińskim i polskim jest takie przysłowie: konia kują, a żaba nogi podstawia. Taka jest dziś skala polskiej polityki” – tak ocenił działalność rządu PiS ukraiński przyjaciel warszawsko-krakowskich salonów. Jakoś dziwnie jest ta opinia zbieżna z ocenami płynącymi z Berlina, Brukseli, Paryża i Waszyngtonu.

Hrycak nie pozostawia wątpliwości o co mu chodzi: „Polska i Ukraina pozostaną partnerami strategicznymi, choć tylko w sferze retoryki. Wytłumaczę to w ten sposób. Naszą obecną wojnę z Rosją porównuje się do Stalingradu i podobnych bitew, ale to błąd. Tej hybrydowej wojny nie rozstrzygną wygrane bitwy. Zwycięży ten, kto ma mocniejsze tyły – kto wytrzyma dłużej. Jedyny sposób, aby utrzymać się w tej sytuacji, to mieć dostęp do zasobów, które nie są w Warszawie, lecz w Brukseli i Waszyngtonie. A droga do nich wiedzie dziś przez Berlin. I tu widać zasadniczą sprzeczność interesów Kijowa i Warszawy pod rządami PiS: podczas gdy Kijów idzie w stronę Berlina, Warszawa się od niego oddala”.

A zatem Polska nie jest dla Ukrainy partnerem politycznym. Rzeczywistym partnerem dla pomajdanowej Ukrainy są Niemcy, tak jak byli nim dla nacjonalistów ukraińskich podczas drugiej wojny światowej. Rozsądni ludzie ostrzegali obóz polskiej rusofobii, że wspierając Majdan buduje oś Berlin-Kijów, ale ich nie słuchano jako rzekomych „agentów Moskwy”. Pan Hrycak o osi Berlin-Kijów mówi natomiast otwartym tekstem.

„Ukraina szuka sposobów na integrację i potrzebuje silnej Europy, potrzebuje też argumentów przeciwko eurosceptykom. W naszym interesie leży wzmocnienie wspólnoty europejskiej. Tymczasem to, co robi PiS, to rozdrabnianie nie tylko pozycji Polski, ale i spójności UE” – wywodzi dalej Hrycak. Jego zdaniem Polska stała się „jednym z problemów Unii, jak Wielka Brytania czy Grecja”. Znów ocena całkowicie zbieżna z opiniami formułowanymi np. w Berlinie.

Wedle Hrycaka „duch dziejów (…) obecnie mieszka na Ukrainie”. Chociaż nie mówi tego wprost, między wierszami można przeczytać, że ma nadzieję, iż to Ukraina zajmie miejsce Polski jako główny partner Niemiec w Europie Środkowo-Wschodniej. Polskę ocenia lekceważąco, aczkolwiek nie pozostawia też złudzeń co do klęski samej „rewolucji Majdanu”.

„Przyglądając się ukraińskim mediom – mówi Hrycak – można dojść do wniosku, że Ukraina ma tylko jednego sąsiada – Rosję. A Polska to jakiś malutki kraj w rejonie Meksyku. Ale jeśli już coś tutaj zwraca szczególnie uwagę, to zachowanie obywateli w obecnej sytuacji. Czujemy pewne rozczarowanie wobec polskiej polityki, wobec polskiego społeczeństwa. Przyglądamy się zwłaszcza waszym środowiskom intelektualnym – „Kulturze Liberalnej”, „Krytyce Politycznej”. Co będziecie robić? Jak się zachowacie? Ponadto, bardzo uważnie przyglądamy się partii Nowoczesna, bo być może to jest model, który można by wprowadzić również na Ukrainie. Rewolucja Euromajdanu jest już stracona. Okno możliwości zamknęło się, w ciągu dwóch lat nie udało się przeprowadzić realnych reform. Państwo jest wciąż skorumpowane (…).

I będzie skorumpowane jeszcze bardziej, panie Hrycak, ponieważ dzięki tzw. Majdanowi Ukraina została jeszcze głębiej osadzona na mieliźnie odległych peryferii świata euro-atlantyckiego. Zaś cechą kraju peryferyjnego – czyli kraju podlegającego regułom tzw. rozwoju zależnego, jak to ujmuje socjologia, albo kraju pod zarządem zewnętrznym, jak to nazwał Władimir Putin – jest m.in. posiadanie kompradorskich i skorumpowanych elit, eksploatujących taki kraj do spółki z zarządcami zewnętrznymi.

Nie ulega wątpliwości, że status kraju peryferyjnego posiada nie tylko Ukraina, ale także Polska, która po 1989 roku intensywnie „integrowała” się ze „strukturami” euro-atlantyckimi, czyli przyjęła i umacniała status peryferii świata euro-atlantyckiego. Rząd PiS zadeklarował zerwanie ze statusem peryferyjnym bez rewizji przynależności geopolitycznej do świata euro-atlantyckiego. Gwałtowna reakcja, z jaką spotkało się to ze strony Berlina, Brukseli, Waszyngtonu, a nawet Ukrainy pokazuje, że realizacja takiego planu jest trudna, jeśli nie całkowicie niemożliwa. W tej sytuacji konieczna wydaje się rewizja stosunków z Rosją w kierunku przynajmniej ich normalizacji, jeśli nie znaczącego ocieplenia, tak jak to uczynił Viktor Orbán. Inaczej Polska znajdzie się w izolacji, mając wszystkich przeciw sobie, co w razie głębszego kryzysu geopolitycznego może przynieść niebezpieczne skutki.

Jako jedyny w obozie PiS konieczność pragmatycznej rewizji stosunków z Rosją zrozumiał na razie Paweł Lisicki, co jest pociechą niewielką. Reszta tego obozu, a zwłaszcza ta jego część skupiona wokół „Gazety Polskiej”, tańczy chocholi taniec.

[1] Trzech wpływowych senatorów napisało list do Szydło: „Wzywamy rząd do przestrzegania zasad demokracji”, http://www.wyborcza.pl, 13.02.2016.

[2] Apel amerykańskich senatorów. Paweł Lisicki: niebezpieczna wymiana listów, http://www.wiadomosci.wp.pl, 16.02.2016.

[3] A. Wiejak, Francja mści się za brak realizacji kontraktu na Caracale – domaga się zawieszenia Polski w prawach członka UE, http://www.prawy.pl, 20.02.2016.

[4] Polska się rozdrabnia. Jarosław Hrycak w rozmowie z Karoliną Wigurą, http://www.kulturaliberalna.pl, tygodnik internetowy „Kultura Liberalna” nr 370 (6/2016), 9.02.2016.

http://www.prawica.net/3782

„Polityka Polska” nr 11 (marzec 2016), Warszawa 2016, s. 54-57

Bohdan Piętka

Oświęcim, 2 marca 2016 r.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “O pragmatyzm w stosunkach z Rosją

  1. Pingback: O pragmatyzm w stosunkach z Rosją | Pekok Antylichwiarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s