Geopolityka a powstanie styczniowe

23 stycznia wziąłem udział w Ojcowie w obchodach 153. rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Ojców i jego okolice były jednym z tych nielicznych miejsc, które – obok Siemiatycz, Wąchocka, Węgrowa, lasów bolimowskich i głąbińskich – udało się opanować powstańcom w pierwszych dniach zrywu 1863 roku. Dolina Prądnika stała się wówczas bazą dla oddziału Apolinarego Kurowskiego, który został rozbity przez Rosjan 17 lutego 1863 roku w bitwie pod Miechowem. Natomiast zwycięską potyczkę z wojskami rosyjskimi w okolicach Ojcowa stoczył 5 marca 1863 roku Marian Langiewicz. Była to bitwa pod Skałą, w której zginął Ukrainiec Andrij Potebnia, oficer armii rosyjskiej walczący po stronie polskiej.

Obchody rocznicy powstania styczniowego w Ojcowie datują się na rok 1973, kiedy 110. rocznicę powstania z 1863 roku podniośle uczcił tam krakowski ZBoWiD przy udziale miejscowych władz PZPR. Odsłonięto wówczas nowy pomnik na grobie powstańców w lesie koło zamku w Pieskowej Skale. Wiele lat wcześniej, podczas apogeum stalinizmu w 1953 roku, złożono też doczesne szczątki powstańców w zbiorowej mogile u stóp wspomnianego zamku. Dla animatorów obecnej polityki historycznej fakty te stanowią bolesne zaprzeczenie ich propagandy, w świetle której PRL była jakoby sowiecką kolonią, pozbawioną tożsamości narodowej i całkowicie poddaną woli Moskwy[1].

W latach 70. i 80. XX wieku rocznicę powstania styczniowego w Ojcowie obchodziły nieregularnie różne środowiska polityczne i społeczne. Regularne obchody są organizowane od 1988 roku w trzecią sobotę stycznia przez Oddziały PTTK w Krakowie i Ojcowie, dyrekcję Ojcowskiego Parku Narodowego oraz władze miasta i gminy Skała. Biorą w nich udział także delegacje z innych Oddziałów PTTK, organizacji społecznych i kombatanckich. Uroczystości zawsze rozpoczynają się Mszą św. w kaplicy „Na Wodzie”[2]. Następnie ma miejsce przemarsz uczestników pod budynek dawnego hotelu „Pod Łokietkiem” (obecnie Ekspozycja Przyrodnicza OPN), gdzie pod tablicą upamiętniającą pobyt oddziału Apolinarego Kurowskiego w Ojcowie składane są wieńce i kwiaty. Po odśpiewaniu „Marszu strzelców” Władysława Ludwika Anczyca i „W krwawym polu” (pieśń anonimowego autora z obozu Antoniego Jeziorańskiego, prawdopodobnie Wincentego Pola) uczestnicy przechodzą do budynku dawnego hotelu „Pod Kazimierzem” (obecnie Centrum Edukacyjno-Dydaktyczne OPN), gdzie słuchają prelekcji związanych z tematyką powstańczą. Niejednokrotnie towarzyszą temu inscenizacje przygotowane przez młodzież ze szkół w Skale, rekonstrukcje historyczne i wystawy okolicznościowe.

W ojcowskich uroczystościach upamiętniających powstanie styczniowe biorę udział rokrocznie od 2003 roku (z przerwą ze względów osobistych w roku 2014 i 2015). Nie z powodu umiłowania tradycji romantyczno-insurekcyjnej, do której odnoszę się z dystansem i nie ze względu na podziw dla inicjatorów powstania styczniowego, których w dalszej części tego artykułu poddam krytyce. Biorę w tych uroczystościach udział wyłącznie, by uczcić pamięć ofiary szeregowych uczestników powstania styczniowego, niejednokrotnie ludzi bardzo młodych i niewątpliwie gorącego serca patriotów. Szacunek dla ich poświęcenia nie może jednak odsuwać w cień refleksji nad tym, jakie skutki polityczne ono przyniosło. Cześć dla bohaterów nie zwalnia z obowiązku myślenia politycznego i to jest ten element, którego zawsze mi brakuje przy okazji obchodów rocznic powstań i wszystkich innych klęsk narodowych, tak pieczołowicie celebrowanych w ramach współczesnej polityki historycznej.

Prof. Jacek Bartyzel trafnie zauważył, że „z powstaniem styczniowym jest dokładnie ten sam problem, co z warszawskim. Z jednej strony heroizm, poświęcenie, cierpienie, symbole (…). Z drugiej strony – potworny bezsens polityczny, zaprzepaszczenie szansy na powrót przynajmniej do stanu z 1815 roku, zejście na poziom walki już tylko o przetrwanie etosu, a nie odzyskanie państwa, definitywna przegrana polskości na ziemiach zabużańskich, pozytywistyczne „zniżenie ideałów”. W gruncie rzeczy największa wina spada za to na Białych: za nierealistyczne „brać, ale nie kwitować” i program natychmiastowego wskrzeszenia Polski w granicach z 1772 roku pana Andrzeja (Zamoyskiego); za przystąpienie Białych wiosną 1863 roku do powstania i uznanie go za „narodowe” (…). Bez tego wszystkiego powstanie byłoby krótkotrwałą ruchawką wznieconą przez „Czerwieńców” i odstręczałoby wszystkich prawych ludzi ich demagogią socjalną”[3].

Tak – z powstaniem styczniowym jest dokładnie ten sam problem, co z warszawskim. Nie tylko pod względem heroizmu i symboliki, ale przede wszystkim pod względem poziomu szaleństwa. Oba te powstania są w dotychczasowej historii Polski szczytem politycznego szaleństwa, stawianiem wszystkiego na jedną kartę bez liczenia się z jakimikolwiek konsekwencjami.

Jest też z powstaniem styczniowym dokładnie ten sam problem, co z listopadowym. Zostało ono mianowicie wywołane przez jednego człowieka. W 1830 roku był to podporucznik Piotr Wysocki, wówczas 33-letni instruktor Szkoły Podchorążych Piechoty i przywódca tajnego sprzysiężenia podchorążych. W 1863 roku był to Stefan Bobrowski, 22-letni student filozofii, który razem z Jarosławem Dąbrowskim i Zygmuntem Padlewskim należał do najbardziej radykalnych działaczy stronnictwa Czerwonych. Ci, którzy w dzisiejszej Polsce uważają się za ich epigonów, a nazywają siebie „prawicą niepodległościową”, nie zauważają, a może nie wiedzą, że są epigonami lewicy stronnictwa Czerwonych i że Jarosław Dąbrowski figurował na jednym z banknotów w PRL. Powodem takiego wyróżnienia był nie tylko późniejszy udział Dąbrowskiego w Komunie Paryskiej, ale także postrzeganie przez władze PRL powstania styczniowego nie tylko w kategorii walki o niepodległość, ale w kategorii rewolucji społecznej.

Taki bowiem cel wytyczył Stefan Bobrowski w obliczu przymusowego poboru do wojska rosyjskiego, zarządzonego przez margrabiego Aleksandra Wielopolskiego i wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza w nadziei spacyfikowania radykalnej młodzieży. Powstanie miało być w jego koncepcji równocześnie walką o niepodległość i rewolucją społeczną, zmieniającą stosunki własnościowe na wsi. Na posiedzeniu Komitetu Centralnego Narodowego (tajny organ kierowniczy stronnictwa Czerwonych) w dniu 2 stycznia 1863 roku Bobrowski zdołał przekonać wahających się współtowarzyszy, że w odpowiedzi na brankę do wojska rosyjskiego należy wywołać powstanie z równoczesnym ogłoszeniem przez rząd powstańczy uwłaszczenia chłopów. Jego zdaniem była to jedyna szansa dla sprawy polskiej. Jeden szalony człowiek pchnął bieg historii w kierunku narodowej katastrofy.

7 tys. podobnych mu w większości młodych ludzi, którzy w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku rozpoczęli powstanie, wzięło odpowiedzialność za los większości narodu, który bynajmniej nie dał im takiego upoważnienia, nawet jeżeli w dobie manifestacji patriotycznych z lat 1860-1861 darzył ich ruch sympatią. Zainicjowana przez nich walka ze stutysięczną armią rosyjską, wyposażoną w 176 dział, została dosłownie odwzorowana w słowach wspomnianej pieśni „W krwawym polu”, gdzie jest mowa, że „poszli nasi w bój bez broni”. Leon Frankowski – 20-letni komisarz lubelski Komitetu Centralnego Czerwonych i najgorliwszy obok Bobrowskiego inicjator wybuchu powstania – przedstawił w następujący sposób strategię wojskową powstańców: „pięściami zdobędziemy karabiny, a karabinami armaty”. Poza oddziałem żuawów śmierci – dowodzonym przez francuskiego wolnomularza François de Rochebrune – brakowało broni palnej. Jeśli już była na wyposażeniu niektórych oddziałów, to głównie broń myśliwska. Większość powstańców – przynajmniej w początkowej fazie powstania – była uzbrojona w znane z powstania kościuszkowskiego piki i kosy, a także drągi. Stąd wkład powstania styczniowego w rozwój sztuki wojennej polegał na wylansowaniu nowego rodzaju wojsk – drągalierów. Niestety tak uzbrojeni powstańcy – wychowani na literaturze Romantyzmu, ale bez zielonego pojęcia o prawdziwej wojnie – nie mieli najmniejszych szans w starciu z największą armią europejską.

Jeszcze bardziej katastrofalnie wyglądała rewolucja społeczna. Tylko gdzieniegdzie chłopi, zwykle pod wpływem patriotycznie nastawionego proboszcza, zgłaszali się do powstania. Częściej jednak, na terenach, gdzie wojska rosyjskie ustąpiły, występowali przeciw ziemianom, łupiąc ich dwory i oddając szlachtę w ręce władz rosyjskich. To samo chłopi czynili z pojmanymi powstańcami, a poległych obdzierali z butów i ubrań, co opisał Stefan Żeromski w opowiadaniu „Rozdziobią nas kruki, wrony”. Tak większość mas chłopskich odpowiedziała na dekret uwłaszczeniowy Rządu Narodowego, którym obwołał się wspomniany Komitet Centralny stronnictwa Czerwonych. Tak skończyły się marzenia studenta Stefana Bobrowskiego o połączeniu walki niepodległościowej z rewolucją społeczną.

„Powstanie 63 roku – pisał Aleksander Bocheński – przyszło po okresie absolutnie niedostatecznego uświadomienia narodowego, ciemnoty (80 procent analfabetów – na wsi pewnie więcej), odsunięcia od życia politycznego i od dwu lat zaledwie trwającej propagandy. Tak jak w roku 1846 w Galicji, tak w roku 1863 w Królestwie przywódcy powstania z niebywałym romantyzmem i brakiem realizmu ocenili stosunek ludu do powstania”[4].

Powstaniu było przeciwne stronnictwo Białych, które ostatecznie przyłączyło się do niego w marcu 1863 roku z zamiarem przechwycenia przywództwa. Był mu też przeciwny Romuald Traugutt, który z wielkimi rozterkami przyłączył się do walki w kwietniu 1863 roku, a w październiku 1863 roku został dyktatorem powstania. Przedłużył jego agonię o pół roku, składając na koniec dramatyczną ofiarę ze swojego życia.

Przez partyzantkę powstańczą miało przewinąć się około 200 tys. ludzi, ale jej liczebność nigdy nie przekroczyła 15-20 tys. wobec ponad 400 tys. wojsk rosyjskich w szczytowym okresie walk. Stłumienie zrywu z 1863 roku kosztowało Rosję 3636 poległych żołnierzy i 348 zaginionych. Straty strony polskiej szacuje się na około 20 tys. poległych, tysiąc straconych z wyroków sądów wojennych, kilkuset zamordowanych w więzieniach oraz około 35 tys. zesłanych na Syberię.

Nie można zrozumieć istoty powstania styczniowego bez uświadomienia sobie, że wybuchło ono nie w momencie zaostrzenia polityki prowadzonej przez Rosję wobec Polaków, ale w momencie jej liberalizacji, która została wymuszona przez porażkę Rosji w wojnie krymskiej oraz manifestacje w Królestwie Polskim z lat 1860-1861. Lewica stronnictwa Czerwonych – odrzucająca jakikolwiek kompromis z Petersburgiem – zorganizowała powstanie nie tyle przeciw Rosji, co przeciw polityce naczelnika Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego, margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Polityce, która zmierzała do przywrócenia Królestwu autonomii z 1815 roku i miała poparcie części czynników rosyjskich z wielkim księciem Konstantym Mikołajewiczem na czele. Sukces polityki Wielopolskiego zepchnąłby lewicę Czerwonych w niebyt polityczny. Dlatego od czerwca 1862 roku (pierwszy plan powstania) dążyła ona do wywołania powstania. Styczniowa branka była dla Czerwonych tylko pretekstem, a nie powodem wybuchu powstania – jak to jest ciągle przedstawiane w polskiej historiografii.

Politykę margrabiego Wielopolskiego, ciągle ukazywaną przez rodzimą historiografię w negatywnym świetle, następująco podsumował Aleksander Bocheński: „On jeden krzyczał, że smuga dymu nie da ratunku, on jeden drabinę znalazł i przyłożył do okna. Mierzyć go można tylko i wyłącznie na tle Zamoyskiego czy romantycznych przywódców, którzy prostych i prawdziwych założeń jego albo nie rozumieli, albo zaślepieni niechęcią pomijali je. Potępiać go w żadnym już wypadku nie powinni ludzie, którzy byli w wieku dojrzałym, gdy wybuchło powstanie warszawskie – i wybuchowi temu nie starali się przeszkodzić”[5].

W polskiej literaturze historycznej raczej nie podkreśla się faktu, że powstanie styczniowe stanowiło nie tylko klęskę dla narodu polskiego, której wyrazem była m.in. trwająca ponad 40 lat bezwzględna rusyfikacja Królestwa Polskiego. Powstanie polskie z 1863 roku przede wszystkim uruchomiło ciąg wydarzeń, które doprowadziły do zjednoczenia Niemiec przez Prusy w 1871 roku. „Żelazny kanclerz” Prus natychmiast wyciągnął kasztany z ognia rozpalonego rękami polskimi 22 stycznia 1863 roku. Już 29 stycznia Bismarck polecił skoncentrować na granicy Prus z Królestwem Polskim cztery korpusy, czyli połowę armii Prus. Natomiast 8 lutego 1863 roku Prusy zawarły z Rosją tzw. konwencję Alvenslebena, przewidującą ścisłą współpracę wojskową w tłumieniu polskiego powstania. Rozerwanie sojuszu rosyjsko-francuskiego, w wyniku podjętej przez Napoleona III akcji dyplomatycznej na rzecz polskiego powstania oraz zbliżenia rosyjsko-niemieckiego, otworzyło Bismarckowi drogę do zjednoczenia Niemiec. Tę drogę tak naprawdę otworzyli mu jednak Stefan Bobrowski, Ignacy Chmieleński, Leon Frankowski i Zygmunt Padlewski, o których istnieniu „żelazny kanclerz” może nawet nie wiedział.

Pojawienie się na mapie Europy Cesarstwa Niemieckiego, opartego na ustroju, ideologii i mentalności Prus, było z punktu widzenia późniejszych wydarzeń katastrofą geopolityczną Europy. Dzisiaj modne jest pisanie historii alternatywnej, w czym celuje m.in. Piotr Zychowicz, autor szeregu książek o tym co by rzekomo było, gdyby doszło do współpracy polsko-niemieckiej podczas drugiej wojny światowej. Dlaczego jednak Zychowicz nie napisze książki o tym, co by było, gdyby nie nastąpił wybuch powstania z 1863 roku, gdyby polityka Wielopolskiego doprowadziła do przywrócenia autonomii Królestwa Polskiego i gdyby nie doszło do zjednoczenia Niemiec przez Prusy. Byłaby wówczas pierwsza i druga wojna światowa czy nie? Byłby wszechstronny rozwój Królestwa, w tym gospodarczy, zamiast rusyfikacji i degradacji czy nie? Byłyby wówczas rewolucje z 1905 i 1917 roku czy może stopniowa ewolucja Rosji w kierunku monarchii konstytucyjnej? Czy w drodze podobnej ewolucji Polska odzyskałaby pełną niepodległość czy nie?

Pan Zychowicz takiej książki jednak nie napisze z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że stawianie tezy, iż współpraca polsko-rosyjska mogła przynieść coś pozytywnego nie mieści się w jego horyzontach i w panującej we współczesnej Polsce mentalności. Po drugie dlatego, że ta mentalność wyklucza powiedzenie prawdy o lewicowych inicjatorach katastrofy z 1863 roku, których największa partia polskiej prawicy stawia obecnie za wzór bezkompromisowego bohaterstwa.

Znakomity polski historyk – Stefan Kieniewicz – napisał opasłe tomy o powstaniu styczniowym[6]. Nie wyjaśnił jednak kto stał za plecami sprawców jego wybuchu. Czy były to te antypolskie koła w Petersburgu, które chciały zniweczyć politykę Wielopolskiego, czy była to ręka przebiegłego kanclerza Prus Ottona von Bismarcka, czy ręka europejskiej masonerii i lewicy, symbolizowanej przez nazwiska Giuseppe Garibaldiego, Ludwika Mierosławskiego i Karola Marksa. Ten ostatni należał do wielkich entuzjastów polskiego powstania, widząc w nim zaczyn ogólnoeuropejskiej rewolucji socjalistycznej. Szerzej pisał na ten temat polski socjalista niepodległościowy Adam Ciołkosz w rozprawie „Karol Marks a powstanie styczniowe”[7]. Zresztą wielu byłych powstańców z 1863 roku i działaczy ruchu Czerwonych trafiło w 1871 roku na barykady Komuny Paryskiej. Dlatego właśnie władze PRL czciły zryw z 1863 roku, wpisując go w historię walk „o wyzwolenie narodowe i społeczne” (w innej wersji „za wolność i lud”).

Jedną z nielicznych w polskiej publicystyce historycznej trafnych ocen powstania styczniowego dał Jędrzej Giertych, który napisał:

„Nie potrzeba dodawać, jak wielką szkodę powstanie styczniowe wyrządziło nie tylko nam samym, ale także i Francji. Klęska francuska 1870/71 roku i poniżenie, w jakim się Francja po tej klęsce na okres kilku dziesięcioleci znalazła, to były pośrednie skutki powstania styczniowego (…). Kto wie, może nie byłoby doszło do rosyjskiej rewolucji, gdyby nie było w dziejach Rosji tego okresu zastoju, bezwładu, ucisku i terroru, jaki nastał po stłumieniu polskiego powstania i po wysunięciu się na czoło całego zastępu ludzi, podobnych do Murawiewa Wieszatiela. Nie ma nic paradoksalnego w powtórzonych przez francuskiego historyka słowach o tym, że Rosja została przez powstanie styczniowe zwyciężona. Klęskę poniosła w tym powstaniu nie tylko Polska. Poniosła ją także i Francja. Poniosła ją i Rosja. A nawet poniosła ją – w świecie niemieckim – Austria. Ogólne dzieje Europy potoczyły się w wyniku tego powstania w złym kierunku”[8].

Pozwoliłem sobie na krytyczne uwagi wobec inicjatorów wywołania powstania styczniowego, ponieważ duch Stefana Bobrowskiego niezmiennie unosi się nad polityką polską. Widać go w sejmowym wystąpieniu ministra Waszczykowskiego, widać go w enuncjacjach red. Ewy Stankiewicz na temat „mordu smoleńskiego” podczas rozmowy z prof. Bogusławem Wolniewiczem, zakończonej demonstracyjnym opuszczeniem przez profesora studia TV Republika, widać go w ogólnym zacietrzewieniu wielu publicystów i zwolenników obecnego obozu rządzącego oraz obecnej opozycji. Po wyborczej porażce dominującej w ostatnim 25-leciu opcji kompradorskiej zarysowała się szansa przełomu politycznego. Jednakże przełom ten, tak jak 153 lata temu, może pójść w złym kierunku. Tak jak w 1863 roku brakuje realistycznej oceny sytuacji, tak jak w 1863 roku grają wyłącznie emocje, traktuje się geopolitykę w sposób abstrakcyjny, liczy na egzotyczne sojusze i dolewa oliwy do ognia. Minister spraw zagranicznych twierdzi, że w interesie Polski leżą pragmatyczne stosunki z Rosją i zaraz potem wyjaśnia, że ten pragmatyzm będzie polegał na wspieraniu pomajdanowej Ukrainy oraz podnoszeniu w relacjach polsko-rosyjskich kwestii Krymu i Donbasu. Dalej pragmatyzm Waszczykowskiego zakłada „remanent” w relacjach z Niemcami, oparcie bezpieczeństwa Polski na bezpośrednim sojuszu z USA i Wielką Brytanią, instalację na terytorium Polski tzw. tarczy antyrakietowej oraz baz NATO. Czy nie rozumie on, że równoczesne prowadzenie polityki antyniemieckiej i antyrosyjskiej przyniesie skutek w postaci antypolskiej współpracy Niemiec i Rosji, tak jak było to w roku 1794, 1831, 1863 i 1939? Nie wie także tego, że polityka amerykańska jest nieprzewidywalna, że USA wielokrotnie porzucały swoich sojuszników bez oglądania się na ich dalszy los lub działały na ich szkodę?

Skoro publicysta Stanisław Michalkiewicz trafnie dostrzega na tle działań dyscyplinujących podjętych przez Unię Europejską wobec rządu Beaty Szydło i „misji ostrzegawczej” amerykańskiego dyplomaty Daniela Frieda[9], że zagrożenie dla suwerenności Polski płynie z Zachodu – w tym także z USA[10] – to dlaczego minister Macierewicz zamierza koncentrować projektowaną dopiero „gwardię narodową” przy granicy z Rosją i instalować bazy amerykańskie w Polsce? Czy prowadzi on politykę szaloną czy tylko niesuwerenną?

Duch polskiego szaleństwa – obecny m.in. w wielu polskich powstaniach i „złotej wolności” szlacheckiej – a także duch Targowicy widać także wyraźnie w działaniach dominującej do niedawna opcji politycznej, zepchniętej obecnie do opozycji, którą pozwoliłem sobie nazwać opcją kompradorską.

Ja nie pytam o racje moralne stron obecnego konfliktu politycznego w Polsce, tylko o ich realizm i liczenie się z dającymi się przewidzieć skutkami. Pytam dlaczego w polityce polskiej ciągle mamy do czynienia z brakiem odpowiedzialności, czasem graniczącym z szaleństwem. Czy dzieje się tak tylko z powodu uwikłania tej polityki w służbę niepolskim interesom? Myślę, że dzieje się tak też dlatego, ponieważ fałszywa historia jest wciąż w Polsce nauczycielką fałszywej polityki.

[1] Por. chociażby ostatnią publikację prof. Ryszarda Terleckiego (przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PiS i wicemarszałka Sejmu) pt. „Polska w niewoli 1945-1989. Historia sowieckiej kolonii”, Kraków 2015.

[2] Nazwa pochodzi stąd, że kaplica została zbudowana na betonowych podporach, umieszczonych ponad potokiem Prądnik. Powodem takiego usytuowania kaplicy było zarządzenie cara Mikołaja II, będące formą kary za udział mieszkańców Ojcowa w powstaniu styczniowym, które zabraniało budowania obiektów sakralnych na ziemi ojcowskiej. W tej sytuacji mieszkańcy Ojcowa zbudowali w 1901 r. kaplicę „na wodzie”.

[3] J. Bartyzel, Powstańczy rachunek sumienia, http://www.konserwatyzm.pl, 22.01.2016.

[4] A. Bocheński, „Dzieje głupoty w Polsce. Pamflety dziejopisarskie”, Warszawa 1996, s. 356.

[5] Tamże, s. 354.

[6] Por. S. Kieniewicz, „Warszawa w powstaniu styczniowym”, Warszawa 1983; „Powstanie styczniowe”, Warszawa 1983.

[7] A. Ciołkosz, „Karol Marks a powstanie styczniowe”, http://www.lewicowo.pl (portal poświęcony tradycjom polskiej lewicy demokratycznej, patriotycznej i niekomunistycznej), dostęp 1.02.2016.

[8] J. Giertych, „Kulisy powstania styczniowego”, Kurytyba 1965 (reprint wyd. Capital), s. 50, 52.

[9] Warszawska misja ostrzegawcza Daniela Frieda. Były ambasador USA sprawdzi, co się dzieje w Polsce z rządami prawa, http://www.gazeta.pl, 21.01.2016.

[10] S. Michalkiewicz, Na niebezpiecznym zakręcie, http://www.michalkiewicz.pl, 21.01.2016; Sztrasburski pasztet w amerykańskim opakowaniu, http://www.michalkiewicz.pl, 24.01.2016; Daniel Fried przywraca „równowagę”?, http://www.michalkiewicz.pl, 29.01.2016; A. Wiejak, W Polsce realizowana jest pierwsza faza kolorowej rewolucji, http://www.prawy.pl, 27.01.2016.

Geopolityka a powstanie styczniowe

„Myśl Polska” nr 7-8 (2073/74), 14-21.02.2016, s. 10-11

Bohdan Piętka

Oświęcim, 1 lutego 2016 r.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Geopolityka a powstanie styczniowe

  1. Myślę, że twierdzenia w stylu: „Piotr Wysocki wywołał Powstanie Listopadowe” „Stefan Bobrowski wywołał Powstanie Styczniowe” są błędne, bo przypisują one całą odpowiedzialność za wydarzenia jednostce. Spłycają one ówczesną rzeczywistość. Równie dobrze można twierdzić, że „Gawriło Princip wywołał I wojnę światową” Przypisywać Bośniakowi całkowitą odpowiedzialność za I wojnę światową byłoby absurdem. Jest faktem, że okazał się on mechanizmem spustowym, który uruchomił pewne procesy, które doprowadziły do I WŚ. Tak samo było z Wysockim i Bobrowskim, to były tylko mechanizmy spustowe, które uruchomiły o wiele głębsze procesy. Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Nawiązując do czasów komuny – to ja w szkole podstawowej uczyłem się takiego wiersza, o ile dobrze pamiętam zacytuję jedną zwrotkę” Módl się za nas lilio biała poleć Bogu serca żal. Tyś powstańca pokochała pobłogosław stal” dedykowany Modeście Krasnoploskiej przez autora poetę powstańca niejakiego M. Romanowskiego, Z którym wiąże się ciekawa historii, wręcz owiana legendą (tajemnicą) z jego śmiercią i pochówkiem w m. Józefów ponoć? A tego uczyłem się na historii w czasach komuny. Walczył w oddziałach Lelewela – Borelowskiego zginął na wiosnę 1864r pod m. Józefów byłe Zamojskie obecnie Lubelskie. Gdy został ranny i ukrywał się w krzakach po bitwie, znaleźli go dwaj chłopi miejscowi. Obiecał czy dał im znaczną sumę pieniędzy za to by go ukryli przed moskalami. Chłopi owszem trzosik wzięli i poetę dobili i tu ciekawostka umierając Romanowski rzucił na nich klątwę. Ponoć do piątego pokolenia i ona się sprawdziła? Nawiązując do czasów szkolnych w latach 70 kładziono, co dziwne nacisk na naukę o zrywach narodowych, powstańczych na walkę o niepodległość i to z moskalami! Ponoć Żeromski na podstawie tej potyczki bo trudno ją był nazwać bitwą napisał już przez pana wspomnianą książkę ” Rozdziobią nas kruki i wrony? Gdzie ci dwaj chłopi dobijający Romanowskiego to ten Winrych dwojga nazwisk (drugiego nie pamiętam) z tej książki to Romanowski a chłop okradający to ci dwaj z Józefowa i pokazanie postawy i podejścia obecnych chłopów do powstania styczniowego. Czyli potwierdzenie toku myśli pana o podejściu prostych ludzi do walki wyzwoleńczej. I jeszcze jeden wiersz podrywający lód do walki mi się nasunął „Cześć tym co pierwsi do boju biegli, cześć tym co pierwsi w boju polegli. Budzę was ojce powstańcie razem. Zbrojni sercami, zbrojni sercami, zbrojni żelazem. Napisany przez MR. Czyli trzeba wiedzieć kiedy rozpocząć, kiedy zakończyć i umieć przekalkulować korzyści i straty. No cóż my teraz znając przebieg i ciąg wydarzeń możemy sobie po gdybać. Szkoda, że nie napisał pan o ziemi Zamojskiej i ich zmaganiach w powstaniu styczniowym a jest o czym pisać! Mam wielki podziw dla pańskiej wiedzy historycznej, wyczucia tematu i chwili i od pewnego czasu śledzę ten blog. I cieszę, się że są w tym kraju są osoby, które potrafią trafnie interpretować fakty a przede wszystkim klarownie to uzasadnić i wytłumaczyć nawet takiemu jak ja. Pozdrawiam i życzę owocnych kolejnych artykułów no i oczkuję na kolejne ma się rozumieć. Wielki szacun dla pana za walkę i pamięć o tych co, niektórzy już zapomnieli i spisali ich na straty.

    Polubienie

  3. W naszem przekonaniu jest więc zagrożoną wierność dla sztandaru, przy którym stojąc wytrwale,
    naród polski niósł od lat stu niezliczone ofiary dla jasno wytkniętego celu, i żył wielkiemi swemi ideałami.
    Tego zaś, aby przeważna większość narodu przyjmując kompromis z Rossyą, odstąpić miała od rzeczonego sztandaru,
    nie możemy dopuścić za żadną cenę. 0
    Stanowcze i skuteczne zapobieżenie, aby ten kompromis nie mógł być przeprowadzonym,
    poczytujemy więc za nasz obowiązek względem idei polskiej i względem ojczyzny.

    Wywołując powstanie,
    do którego czynimy przygotowania, spełniamy ten obowiązek w przekonaniu,
    iż dla stłumienia naszego ruchu,
    Rossya nietylko kraj zniszczy, ale nawet będzie zmuszoną wylać rzekę krwi polskiej;

    – ta zaś rzeka, stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najezdcami naszego kraju;
    nie przypuszczamy bowiem, aby nawet za pół wieku naród polski puścił tę krew w niepamięć,
    i aby wyciągnął rękę do nieprzyjaciela, który tę rzekę wypełnił’ krwią polską” *).

    _______________

    *) Własne wyrazy Stefana Bobrowskiego, ówczesnego naczelnika miasta Warszawy w organizacyi spiskowej, (…) wypowiedziane w rozmowie ze mną, w późnej jesieni 1862 r., w mieszkaniu Karola Ruprechta. (…) Ruprecht (…) był moim znajomym, jeszcze od chwili, w której powrócił z kopalni syberyjskich. (…) niejednokrotnie przeto rozmawiałem z nim o klęsce, grożącej krajowi w razie wybuchu powstania, przygotowywanego jawnie. Zgadząjąc się z memi poglądami, objaśniał mnie, iż wszystkie jego usiłowaniado zwrócenia młodzieży ku pracy organicznej i do skłonienia jej, aby porzuciła myśl powstania, pozostały bez żadnego wpływu.
    “Czyż między wami są sami szaleńcy, czyż niezbite argumenta wykazujące szkodliwość zbrojnego ruchu, nie mogą znaleść posłuchu u ludzi sfanatyzowanych wprawdzie, ale bądź co bądź ojczyznę na swój sposób kochających i do poświęcenia się gotowych, – czyż między wami nie ma ludzi uczciwych, których powinnaby przerazić i powstrzymać myśl, iż poślą na rzeź tysiące patryotów, a jednocześnie spełnią zbrodnie przeciw własnemu krajowi, a nawet mogą zgubić sprawę polską” – rzekłem raz do Ruprechta. .Spróbuj rozmówić się z nimi- odpowiedział, może będziesz szczęśliwszy odemnie , bardzo o tem wątpię, ale spróbój, – ułatwię ci widzenie się z nimi”. Przyjąłem tę propozycyę i w dniu oznaczonym zastałem u niego Bobrowskiego i dwóch innych członków komitetu centralnego, zajmujących w organizacyi spiskowej stanowiska najbardziej wpływowe. (…)
    Rozmawiatem wówczas z nimi parę godzin,
    – wreszcie Bobrowski zamknął tę rozmowę wyrazami oznaczonemi w tekście cudzysłowem,
    – przytoczonemi prawie dosłownie, bo całą rozmowę do dziś dobrze pamiętam.
    _________________
    Źródło: Antoni Wrotnowski, Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego, wyd. Gubrynowicz i Schmidt, Lwów 1882, → str. 242-244; skróty: redakcja PMN
    =============================================================================
    dot. Polskiej Szkoły Wojskowej, założonej przez gen. Ludwika Mierosławskiego w Genui w 1861 r. i przeniesionej następnie w 1862 r. do Cuneo, gdzie jej dyrektorem był gen. Józef Wysocki.

    http://www.radaopwim.gov.pl/a…

    “Podczas uroczystości przemawiali: Burmistrz Cuneo Alberto Valmaggia,
    Nuncjusz Apostolski w Polsce Arcybiskup Celestino Migliore (urodzony w Cuneo),
    Ambasador RP w Watykanie Hanna Suchocka, Konsul Generalny RP w Mediolanie Krzysztof Strzałka
    i Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (fundatora tablicy) Andrzej Krzysztof Kunert,
    którego wystąpienie przytaczamy:

    „Wczoraj w Mediolanie odsłoniliśmy tablicę pamiątkową, upamiętniającą miejsce kwaterowania gen. Jana Henryka Dąbrowskiego w latach 1797-1805.

    Uroczyste podpisanie konwencji o utworzeniu Legionów Polskich, walczących o wolność Polski i o zjednoczenie Włoch, nastąpiło w pałacu Administracji Generalnej Lombardii w Mediolanie w dniu 9 stycznia 1797 r.

    Legiony Polskie gen. Dąbrowskiego były pierwszymi oddziałami żołnierzy polskich, którzy chcieli z Włoch zanieść wolność do Polski. W tym samym 1797 r. przyjazna ziemia włoska została uwieczniona w słowach polskiego hymnu narodowego (napisanego w Reggio Emilia, miejscu narodzin włoskiej flagi tricolore): «Marsz, marsz Dąbrowski! Z ziemi włoskiej do Polski!»

    Sześćdziesiąt pięć lat później Włosi znowu okazali nam solidarność. W październiku 1861 r. w Genui została założona Polska Szkoła Wojskowa, przeniesiona następnie do Cuneo, gdzie działała od kwietnia do lipca 1862 r.

    «Cuneo przyjęło ich [uczniów Polskiej Szkoły Wojskowej] szlachetnie i po bratersku, pamiętając walkę Polaków u boku Włochów o wolność i zjednoczenie Włoch» [Cuneo li accolse con generosità e fratellanza memore di quanto i Polacchi avavano combattuto a fianco degli Italiani per la Liberte e l’Unità d’Italia] – czytamy na tablicy, którą odsłaniamy dzisiaj.

    Pierwszym dyrektorem szkoły (w Genui) był gen. Ludwik Mierosławski, wcześniej uczestnik polskiego powstania listopadowego (1830-1831), dowódca powstania poznańskiego (1848) i szef sztabu armii rewolucyjnego rządu Sycylii, później dyktator polskiego powstania styczniowego (1863).

    Dyrektorem szkoły w Cuneo był gen. Józef Wysocki, również uczestnik powstania listopadowego i styczniowego, dowódca Legionu Polskiego podczas powstania na Węgrzech (1848).

    Po uznaniu Królestwa Włoch przez Rosję, na życzenie rządu włoskiego Polska Szkoła Wojskowa w Cuneo została w sierpniu 1862 r. zamknięta.
    Niemal wszyscy spośród 300 uczniów i niemal wszyscy instruktorzy odrzucili możliwość wstąpienia do armii włoskiej i wzięli następnie udział w polskim powstaniu styczniowym (1863-1864). Wielu z nich poległo.

    Chciałbym w tym miejscu wymienić tylko jednego z tych instruktorów – Zygmunta Padlewskiego, który po zamknięciu Polskiej Szkoły Wojskowej w Cuneo starał się (bez skutku) reaktywować ją w Londynie.
    Przed wybuchem powstania styczniowego był on dyrektorem wydziału wojskowego w Komitecie Centralnym Narodowym, a w czasie powstania naczelnikiem powiatu płockiego.

    Rozstrzelany został 15 maja 1863 r. przez Rosjan w Płocku (o jego męczeńskiej śmierci pisał Aleksander Hercen w «Kołokole»).
    Później, 21 listopada 1863 r., rozstrzelany został także jego ojciec, Władysław Padlewski, uczestnik powstania listopadowego i powstania styczniowego.”

    Zawód wyuczony rebeliant !
    Zawód wykonywany rebeliant!
    Skończył tak jak zasłuzył.
    …natomiast o Józefie Aleksanderze Miniszewskim do dziś wszyscy milczą !

    Ciekawe , czy to typowo polska ignorancja, czy pruska i później niemiecka agentura wpływu tak niemniłosiernie kastruje i przeinacza polską historię

    Polubienie

  4. Patrze na zamachy na świecie
    To Polacy wnieśli duży wkład w rozwój tego typu działań

    Ciekawe tylko kto to koordynował i kto za to płacił?
    Spojrzenie na to pozwoli łatwiej zrozumieć to co dziś widzimy i nazywamy terroryzmem.
    =============================================
    „”W sierpniu 1862 r. w bramie Komisji Skarbu strzelał do margrabiego Eustachy Ryll. Najpierw pistolet nie wypalił, potem zamachowiec nie mógł trafić, w końcu Wielopolski pobił go laską.”

    „. Osiem dni później inny młody czeladnik Jan Rzońca zranił go lekko sztyletem. Odtąd naczelnik rządu cywilnego prawie nie ruszał się z warszawskiego Pałacu Brhla. Podobno nawet tam usiłowano go zgładzić za pomocą trucizny. Zamachowców skazano na śmierć.”

    Proszę zwrócić uwagę
    -sierpień 1862.
    Myślę że należny unikać patrzenia na świat z pozycji karla.
    Warto zobaczyć co się działo w Europie.
    Co się działo w Ameryce Północnej.
    Przymierze militarne cara Rosji Aleksandra II z Prezydentem Lincolnem,
    Rosyjskie okręty wojenne wysłane w kierunku portów Nowego Yorku i San Francisco.
    Do Lordów Palmertsona i Rusela ostra nota dyplomatyczna z ostrzeżeniem , ze Rosja rozpocznie wojnę w Europie jeśli Wielka Brytania i Napoleon III przystąpią do planowanych operacji militarnych przy boku Konfederacji.
    Osadzenie marionetkowego cesarza Maksymiliana Habsburga na tronie w Meksyku dla nadzorowania grabieży tego kraju .
    resztę później.

    Jak myśleli Anglicy?
    -Nu cóż?
    Car nam tak?
    -to my mu zrobimy ruchawkę!

    Skąd wiemy o sztyletownikach?
    Z akt sadowych.
    Łapano ich, stawiano przed sadem i skazywano.

    „W lutym 1863 r. przez kilka dni z rzędu próbowano otruć margrabiego za pomocą atropiny dodawanej do jego śniadania.”

    „”W czerwcu okazało się, że w kasie Królestwa brakuje 24 mln złotych – skradzionych na cele powstania. Wielopolski nie mógł ufać nawet swoim kasjerom. ”
    Później zostały już tylko zsyłki ,płacz i łzy.
    Zniszczona gospodarka, stracone elity.
    Zaostrzony kurs wobec zbuntowanej prowincji.
    Anglia osiągnęła swój cel tak małym swoim kosztem , a my zapłaciliśmy tak wysoka cenę.
    Wszystko jednak miało swój początek w działaniach terrorystycznych i to w momencie kiedy odzyskiwaliśmy język , urzędy i władze we własnym kraju.”

    „”Sztyletnicy zyskiwali w czasie powstania na znaczeniu politycznym konsekwentnie wspierając obóz Czerwonych.
    W czasie przewrotu Czerwonych w maju 1863 roku przyczynili się do ich zwycięstwa grożąc przywódcom Białych śmiercią, a groźby swoje niejednokrotnie urzeczywistniali (zasztyletowano np. dr. Bertolda Hermaniego).

    Działalność sztyletników wpłynęła na kształtowanie się terroryzmu w Rosji na przełomie XIX i XX wieku.”

    Może jako powód do chwały?”

    „Z tego co sobie przypominam to trzeba by sięgnąć do pracy A.Chaitkin „Treason in America”
    Nie mam tej pracy teraz tutaj, wiec trudno mi przytoczyć szczegóły.

    Początek daty powstania sztyletownikow jest trudny do ustalenia.
    Pierwsze wzmianki o ich działaniach znajdujemy w źródłach historycznych datowane na rok 1862.
    np. 27 czerwca 1862 godz 8:00 miejsce – Saska Kępa zamach na namiestnika Ludersa. Zamachowiec Andrzej Potiebnia strzela w kark. Później melduje wykonanie zadania Jarosławowi Dąbrowskiemu. c.d.n”

    „2 lipca 1862 przybywa do Warszawy przybywa Wielki Książę Konstanty.
    Przygotowany jest na niego zamach na dworcu kolejowym. Książę wysiada z pociągu w towarzystwie ciężarnej żony trzymając ja pod rękę.
    Zamachowiec -niejaki Jaroszyński, pomimo, ze to tylko czeladnik krawiecki , w poczuciu honoru ze nie strzela sie do kobiet, -odstępuje od wykonania zamachu.
    Strzela dopiero następnego dnia. Dzieje sie to w Teatrze Wielkim.
    Siła rażenia pistoletu kapiszonowego jest mierna, kula ugrzęzła w elementach munduru Wielkiego Księcia Konstantego. Mundur spełnił funkcje kamizelki kuloodpornej. Zamachowiec został złapany. Osadzono go na Cytadeli. Poddano śledztwu. Wyrokiem sadowym trafił na szafot.
    C.d.n”

    Jak wyglądał koniec tej organizacji?

    Skończyło się źródło finansowania

    Większość sztyletownikow pomimo, ze nie dorobiła sie na tej profesji majątku, w obawie o własne bezpieczeństwo opuszcza kraj.

    Dowódca sztyletnikow z sobie tylko znanych powodów zostaje.
    Na prowadzenie szynku potrzebna jest koncesja.
    Przyjaciel dowódcy sztyletnikow wydaje go władzom.
    W zapłacie dostaje koncesje.
    Wrzesień 1864 dowódca sztyletnikow Emanuel Szafarczyk zostaje aresztowany.Tak wpada w ręce wymiaru sprawiedliwości ostatni przywódca sztyletnikow.
    Po śledztwie i wyroku , zostaje powieszony.
    Dzieje się to 17.02.1865.”

    „…..
    popatrz! wyraźnie napisałem
    „Skończyło się źródło finansowania”
    To było powodem zakończenia działalności sztyletownikow.

    Styletownicy mieli miesięczną pensje.
    Z tego sie utrzymali.
    Mieli tez premie zadaniowa.
    Czyli premie za wykonanie zadania. Za konkretne zabójstwo.
    sprawa sumienia. Znam osobiście takich ludzi którzy wykonywali wyroki w czasie II w.św. Coz to sprawa prania mózgu.

    Najważniejsze pytanie:
    kto był INWESTOREM, a kto tylko kasjerem?
    Jaki był okres zwrotu zainwestowanego kapitału?

    Mam nadzieje ze na tym forum ktos inny napisze kto był Inwestorem.
    Nie chciałbym być tym kimś ja.
    Tego nie napisze!
    C.d.n.”

    „Co pisze Róża Luksemburg:
    . Styczniowe powstanie zna dwa chybione zamachy, ale były to zamachy – na Wielopolskiego. Były to nie akty walki narodowej z najazdem, objawy pewnej taktyki bojowej, stosowanej względem wroga, – były to jedynie objawy dosadne opinii publicznej w kraju, był to protest społeczeństwa przeciw polityce ugodowej wielkiego „samotnika”, jak go teraz nazywa wielki p. Dmowski.
    Strzały Ryła i sztylet Rzoncy miały tylko głośno zawołać, że margrabia w swych konszachtach z caratem prowadzi politykę na własną rękę, nie zaś w imieniu społeczeństwa, które ze swej strony jedną zna tylko politykę – walkę narodową o wyzwolenie Polski. To chcieli powiedzieć sprawcy zamachów sierpniowych. Odwrotnie, chybiony zamach na Berga był już tylko objawem upadku powstania, był rozpaczliwą jednostkową próbą wobec dogorywającego ruchu, aby oprzeć się tratującej represji murawjewowskiej, wkraczającej wraz z zwycięstwem Rosjan z Litwy do Królestwa. Samo powstanie ani przez chwilę nie próbowało stosować zamachów terrorystycznych na jednostki, jako środka walki narodowej, a oddziały „sztyletników” Lempkego miały tylko na celu wyzwolenie Organizacji Narodowej od uwijających się koło niej chmarami zdrajców i szpiegów, – nie zaś zorganizowanie grona „nauczycieli” do udzielania narodowi lekcji „ubojowienia”.”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s