Na tropie agentów Kremla

Dr Kazimierz Wóycicki – znany miłośnik dowódcy UPA Romana Szuchewycza, który jego zdaniem powinien być nie tylko bohaterem Ukrainy, ale i Polski – ponownie przypomniał o swoim istnieniu. Ten prominentny przedstawiciel salonu warszawskiego i zarazem pracownik Studium Europy Wschodniej UW wystąpił 25 stycznia 2016 roku w audycji „Plus Trójki” na antenie Programu 3 Polskiego Radia[1]. Pytany przez prowadzącego audycję o intensyfikację współpracy polsko-ukraińskiej, Wóycicki odpowiedział, że przede wszystkim konieczne jest „przezwyciężenie sytuacji w Internecie, gdzie propagandowy antyukraiński hejt, wyraźnie inspirowany czy wręcz opłacany przez Kreml, jest bardzo wyraźnie widoczny”.

Od razu zrozumiałem dlaczego Andrzejowi Łukawskiemu – jednemu z redaktorów Kresowego Serwisku Informacyjnego – nieznani sprawcy zablokowali kilka dni temu konto na facebooku. W III/IV RP rozpoczęto, niczym w Chinach, cenzurę Internetu pod kątem zwalczania „rosyjskiej agentury”. Niedyskretnie ujawnił to właśnie pan dr Wóycicki, pochodzący ze środowiska tworzącego obecnie Komitet Obrony Demokracji, który troszczy się o demokrację nie tylko w Polsce, ale i na świecie, w tym także w Chinach i Rosji. Nie powinno to nikogo dziwić, bo tak jak marszałek Rzeszy Hermann Göring decydował o tym kto jest Żydem, tak od 25 lat salony warszawskie i krakowskie decydują o tym co w Polsce jest demokracją, a co nie.

Dalej pan Wóycicki, zapytany o co konkretnie chodzi, oświadczył, że mówi o polskim Internecie oraz o „takich agentach wpływu jak Isakowicz-Zaleski i podobne tego typu, pełne nienawiści osoby”. Nie jest to pierwszy ordynarny atak Wóycickiego na księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Nie jest to też pierwszy przypadek, kiedy ten duchowny jest publicznie nazywany „agentem wpływu Kremla”. Poprzednio wielokrotnie robiono to na łamach „Gazety Polskiej” i portalu niezależna.pl.

Myślę, że środowiska probanderowskie w Polsce – których wodzirejem jest m.in. pan Wóycicki – doskonale zdają sobie sprawę z dwóch rzeczy: z własnej alienacji w społeczeństwie polskim oraz braku argumentów w rzeczowej dyskusji na temat politycznego oblicza pomajdanowej Ukrainy i zbrodniczego dziedzictwa historycznego, do którego to państwo się odwołuje. Wobec braku argumentów jedyne, co im pozostało to pozamerytoryczny i nie przebierający w środkach atak na tych, którzy te argumenty potrafią przedstawić. Atak posunięty już nie tylko do przypinania etykietek „agentów Kremla”, ale nawet do cenzurowania Internetu. Etykietowanie „agentami Kremla” jeszcze raz dowodzi, że środowisko polityczne i intelektualne skupione wokół guru wszystkich salonów, Adama Michnika, nie ma nic wspólnego z demokracją, że jest to środowisko ze wszech miar totalitarne.

To bowiem właśnie systemy totalitarne stosowały etykietowanie jako podstawową metodę wykluczenia i izolacji swoich przeciwników. Tak było w przypadku stalinizmu, który wszelkich nieprawomyślnych lub tylko podejrzanych o nieprawomyślność etykietował jako „agentów zachodniego imperializmu”. Tak też było w przypadku hitleryzmu, dla którego każdy oponent lub niezależnie myślący człowiek był „agentem żydowskiej międzynarodówki”. W Polsce po 1989 roku każdy samodzielnie myślący obywatel musi się liczyć z tym, że prędzej czy później zostanie zdemaskowany jako „agent Rosji” i nie dotyczy to tylko stosunku do spraw ukraińskich.

W dalszej części swojej wypowiedzi Wóycicki skrytykował „koncentrowanie się na Wołyniu”, czyli pamięć o ofiarach ludobójstwa OUN-UPA oraz pochwalił wypowiedzi ministra Waszczykowskiego odnośnie Ukrainy i prowadzoną przez niego i PiS politykę względem Kijowa. Po raz kolejny zatem okazało się, że mimo werbalnie nagłaśnianych wielkich różnic pomiędzy obozem liberalnym a PiS, hucpy z KOD-em i całej tej zajadłej krytyki obecnego rządu, przeniesionej na płaszczyznę międzynarodową, jest coś, co silnie wiąże oba niby śmiertelnie skłócone skrzydła sceny politycznej w Polsce. Ten łącznik stanowi ich obopólne wsparcie dla rehabilitacji i odrodzenia nacjonalizmu ukraińskiego. W propagandzie zarówno „Gazety Wyborczej” jak i Gazety Polskiej” nazywa się to nawiązywaniem do idei Jerzego Giedroycia, budowaniem Międzymorza, „polityką jagiellońską”, wypychaniem Rosji z Europy itp.

Że jest to polityka fałszywa i antypolska, wielokrotnie udowadniałem w swojej publicystyce. W związku z tym należałoby zapytać Kazimierza Wóycickiego, czyim agentem wpływu i przez kogo opłacanym jest on sam. Nietrudno się tego domyśleć jeśli przypomnieć, że nie tylko uznał on Romana Szuchewycza za polskiego bohatera narodowego, ale m.in. z gorliwością godną lepszej sprawy bronił ukraińskich studentów, którzy w Przemyślu sfotografowali się z flagą OUN-Banderowców, tropił rzekomo istniejącą „proputinowską partię w Polsce” oraz stwierdził, że „ci, którzy w Polsce gadają antyislamsko, gadają na rzecz Moskwy”. Tak jawne wsparcie dla neobanderowców powinno jednak powstrzymywać pana Wóycickiego przed imputowaniem agenturalności na rzecz obcego państwa osobom i środowiskom, które są od tego jak najbardziej odległe.

[1] Wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego: Isakowicz-Zaleski to agent wpływu Kremla, http://www.kresy.pl, 26.01.2016.

http://www.mysl-polska.pl/768

Bohdan Piętka

Oświęcim, 27 stycznia 2016 r.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s