Terroryzm islamski stworzyła polityka Zachodu

„Terroryzm nie jest kartą, którą możecie rozgrywać, a następnie schować do kieszeni. Tak jak skorpion może was użądlić w każdej chwili”.

Baszszar al-Asad

Na zamachy terrorystyczne w Paryżu z 13 listopada 2015 roku Polska zareagowała prawidłowo, czym jeszcze raz potwierdziła, że jest zdyscyplinowanym uczestnikiem „demokratycznych struktur Zachodu”, a szerzej Nowego Ładu Światowego. Minister Macierewicz natychmiast zameldował, że Polska jest gotowa udzielić Francji jak najszybciej wszelkiej pomocy (jakby nad Sekwaną jej rzeczywiście oczekiwano). Nawiasem mówiąc świat wyglądałby dzisiaj inaczej, gdyby Francja z równą szybkością jak minister Macierewicz chciała udzielić pomocy Polsce we wrześniu 1939 roku, do czego była prawnie zobowiązana.

Prawidłowa była również reakcja polskiego „społeczeństwa obywatelskiego”, które tłumnie pospieszyło ze zniczami i kwiatami pod ambasadę Francji. Nie można jednak nie zauważyć pewnego drobiazgu. Mianowicie, że polskie „społeczeństwo obywatelskie” nie pojawiło się ze zniczami i kwiatami pod ambasadą Rosji, mimo że liczba ofiar zamachu terrorystycznego z 31 października 2015 roku na rosyjskiego Airbusa nad Synajem (224 osoby) była wyższa niż liczba ofiar zamachów terrorystycznych z 13 listopada 2015 roku w Paryżu (132 osoby).

Ale widocznie ta reakcja też była prawidłowa, bo przecież Rosja nie należy do „demokratycznych struktur Zachodu” i nie posiada „społeczeństwa obywatelskiego”, więc ofiary ofiarom nierówne. Poza tym portal niezależna.pl już odkrył, że zarówno falą migracji muzułmańskiej do Europy, jak i masakrami w Paryżu kierowała zza kulis ręka Putina („Diabelska gra Putina. Rosja „eksportuje” islamskich imigrantów do Europy”, niezależna.pl, 20.11.2015; „Biełkowski: Putin wiedział o przygotowaniu zamachów w Paryżu”, niezależna.pl, 22.11.2015).

Czy jednak rzeczywiście – jak podaje do wierzenia patriotycznemu ludowi portal niezależna.pl – to Rosja masowo wysyła muzułmanów do Europy, a „w szeregach IS działa wielu agentów powiązanych ze specsłużbami Rosji i samym Putinem”? Powszechnie znane już fakty, ujawnione m.in. przez publicystów zachodnich, zmuszają do szukania źródeł i inspiratorów tak migracji muzułmańskiej, jak i terroryzmu islamskiego właśnie na Zachodzie.

Zanim przejdę do tych faktów, zacytuję trzy wypowiedzi.

Prof. Bogusław Wolniewicz – jeden z najwybitniejszych współcześnie żyjących Polaków – w swojej audycji „Głos Racjonalny” na serwisie internetowym You Tube nazwał falę migracji muzułmańskiej do Europy „najazdem” i zauważył, że w związku z tym nie obędzie się bez rozlewu krwi. W reakcji na tę wypowiedź Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita” złożyło do organów ścigania zawiadomienie o domniemanym nawoływaniu przez prof. Wolniewicza do „nienawiści rasowej”.

Prezydent Czech Milosz Zeman w wywiadzie dla praskiej gazety „Blesk” tak ocenił przyczyny fali migracji muzułmańskiej do Europy:

„Obecna fala imigrantów (w Europie – uzup. BP) pojawiła się w wyniku szaleńczej idei przeprowadzenia inwazji na Irak, gdzie rzekomo powinna być broń masowego rażenia, ale w końcu jej nie znaleziono. Jest ona również rezultatem szaleńczej idei zaprowadzenia porządku w Libii, a następnie w Syrii (…). Wina leży nie tylko po stronie Stanów Zjednoczonych, bo operacje przeciwko Libii koordynowały również niektóre państwa Unii Europejskiej” („Milosz Zeman: Irak, Syria, Libia… i uchodźcy w Europie”, http://www.pl.sputniknews.com, 3.08.2015).

Aleksander Łukaszenko – nieustannie obrzydzany Polakom prezydent Białorusi – wypowiedział się 11 października 2012 roku na temat wojny w Syrii w wywiadzie dla BBC następująco:

„BBC: Jak ocenia pan Baszara Asada?

Łukaszenko: Wspaniale! Widywaliśmy się wiele razy. Gdybyście z nim porozmawiali, z pewnością byście go polubili. Absolutnie europejski, cywilizowany człowiek.

BBC: Tylko, że postępuje nie po europejsku.

Łukaszenko: To wy postępujecie (w ten sposób – uzup. BP). Co wy tam robicie? Jaki jest wasz interes? Wy dajecie broń, wasze siły specjalne tam są – dajecie broń, dajecie pieniądze. Myślisz, że ktoś by tam walczył bez pieniędzy i broni? Jak to jest, że nagle ktoś przyjechał i zaczął robić bałagan w kraju?

BBC: Jaki będzie rezultat sytuacji w Syrii?

Łukaszenko: Dla was będzie tragiczny.

BBC: Nie, dla syryjskiego narodu…

Łukaszenko: Dla syryjskiego narodu to już jest katastrofa. Niszczycie kolejny kraj.

BBC: Więc uważa pan, że obalenie reżimów w tych wszystkich krajach było złe. Zaczynając od Iraku, przez Afganistan, teraz może Syrię, Libię, Egipt, Tunezję…

Łukaszenko: Źle powiedziane, to była zbrodnia.

BBC: Nawet mimo tego, że wielu ludzi sprzeciwiało się tym przywódcom?

Łukaszenko: To była zbrodnia. Moja ocena jest jednoznaczna. I jeszcze za to zapłacicie.

BBC: Co ma pan na myśli?

Łukaszenko: To co już się dzieje. Boicie się terroryzmu, a już go macie, stworzyliście go własnymi rękami. Zobaczycie, co się będzie działo. Nie powinniście byli tego robić (wojny w Syrii – uzup. BP). Nikt nie potrzebuje waszej demokracji i mordowania. Nie wybaczą wam tego miliony pomordowanych i ich rodziny. A wiecie, co to znaczy u muzułmanów krwawa zemsta. Nigdy tego nie wybaczą. Nigdy” („Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko o Syrii – wywiad dla BBC”, 11.10.2012, http://www.youtube.com, 30.05.2013).

Wypowiedź prezydenta Łukaszenki sprzed trzech lat mogłaby w zupełności wystarczyć jako komentarz do zamachów paryskich. Obiecałem jednak, iż przytoczę fakty potwierdzające, że to Zachód wykreował terroryzm islamski. Myślę, że te fakty zna każdy uważny obserwator życia politycznego, szukający informacji w źródłach wolnych od tzw. poprawności politycznej i potrafiący konfrontować informacje pochodzące z różnych źródeł.

Są jednak tacy, którzy udają, że nie znają faktów, albo rzeczywiście ich nie znają. Przykładem tego jest chociażby francuski dziennik „Le Monde”, który komentując zamachy paryskie odkrył, że Francja podobno znalazła się w stanie wojny. Syci, zadowoleni i otumaniani przez mainstreamową propagandę etniczni Francuzi mogą tego nie wiedzieć, ale „Le Monde” powinien wiedzieć (i jak przypuszczam wie), że Francja jest w stanie wojny od 29 lipca 2011 roku, a nie od 13 listopada 2015 roku. To właśnie 29 lipca 2011 roku Francja stworzyła spośród należących do Al-Kaidy Libijczyków organizację terrorystyczną o nazwie Wolna Armia Syrii, przy pomocy której dokonała agresji na suwerenne państwo syryjskie. Wedle oficjalnej legendy Wolną Armię Syrii stworzył płk Rijad al-Asad, ale faktycznie cały czas przebywał on wraz ze swoim „sztabem” w Turcji. Jak zatem mógł bezpośrednio dowodzić? Wolną Armią Syrii bezpośrednio dowodzili więc oficerowie Legii Cudzoziemskiej i agenci francuskich służb specjalnych.

Także gen. Salim Idris – „wybrany” na szefa sztabu Wolnej Armii Syrii 15 grudnia 2012 roku – przebywał cały czas w Turcji i Katarze (jeden z ważniejszych sponsorów terroryzmu islamskiego). Nie mógł zatem zapobiec temu, iż Front Islamski (powiązany z syryjską siatką Al-Kaidy, czyli Dżabhat an-Nusra) wszedł w posiadanie karabinów i amunicji rozkradzionych w grudniu 2013 roku z magazynów Bab al-Hawa. Może to z tych karabinów i z tej amunicji strzelano w Paryżu? A może z tych, które „umiarkowanej syryjskiej opozycji” dostarczyła Wielka Brytania, co publicznie ujawnił w czerwcu 2013 roku były francuski minister spraw zagranicznych Roland Dumas. Wedle jego słów, Wielka Brytania przygotowała i zorganizowała „inwazję rebeliantów” na Syrię.

Pan Dumas oczywiście minął się z prawdą. To nie tylko Wielka Brytania, ale także Francja i USA przy finansowym wsparciu Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich zorganizowały w 2011 roku inwazję na Syrię, a wcześniej na Libię. Nie była to inwazja „rebeliantów”, ale terrorystów. Nie chodziło o żadną demokrację, ale najzwyklejszy podbój kolonialny – taki sam jak w XIX wieku, tylko robiony metodami z XXI wieku. Jako tzw. „demokratyczną opozycję” w Syrii zaangażowano około 80 tys. terrorystów z całego świata, w tym kilkanaście tysięcy po stronie Państwa Islamskiego. Byli to: Algierczycy, Irakijczycy, Jemeńczycy, Libijczycy, Saudyjczycy, a także Czeczeni (zarówno ci z Kaukazu, jak i z emigracji czeczeńskiej w Europie Zachodniej, w tym urodzeni już na Zachodzie), muzułmanie z poradzieckich państw Azji Środkowej, Afganistanu, Europy Zachodniej (najwięcej z Belgii i Wielkiej Brytanii), Bośni i Hercegowiny oraz Kosowa.

Skąd właściwie wzięła się „opozycja demokratyczna” w Syrii zanim nastąpiła „inwazja rebeliantów”? Wzięła się z Iraku, który został napadnięty przez USA i ich sojuszników w 2003 roku, a następnie wepchnięty w stan krwawego chaosu. Dopóki w Syrii nie pojawili się uciekinierzy z Iraku, nie było tam „opozycji demokratycznej”. Może dlatego, że Syria była aż tak niedemokratyczna, że opozycja nie mogła w ogóle zaistnieć, a może dlatego, że Syryjczykom było tak dobrze pod niedemokratycznymi rządami Socjalistycznej Partii Odrodzenia Arabskiego. Dopiero fala uciekinierów (imigrantów?) z pogrążonego przez Zachód w krwawym chaosie Iraku sprowadziła do Syrii radykalny islam ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na to od dawna czekała administracja USA, która – inspirowana teoriami Paula Wolfowitza – planowała od 1991 roku ustanowienie „demokracji” m.in. w Syrii, a od 2001 roku – jak ujawnił gen. Wesley Clark – przygotowywała się do polityczno-militarnej destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

W latach 2009-2010 Waszyngton zainwestował w bliskowschodnią i północnoafrykańską „demokrację” 50 mln dolarów (na Ukrainie „demokracja” kosztowała tylko 5 mln USD). Oczywiście odpowiednie sumy wyłożyły też Francja i Wielka Brytania, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Emiraty Arabskie, Turcja i Izrael. Dzięki tym wszystkim sponsorom wyszkolono tysiące „aktywistów” – rekrutujących się głównie z szeregów Al-Kaidy i podobnych jej organizacji rewolucyjnego islamu – którzy zainicjowali tzw. „arabska wiosnę” i tzw. wojnę domową w Syrii. Piszę „tak zwaną”, ponieważ nie jest to żadna wojna domowa, ale sterowana z zewnątrz agresja na ten kraj.

W agresji tej blok zachodni (atlantycki) użył nie własnych wojsk, ale terrorystów – ochotników i najemników – werbowanych w całym świecie islamu. Uczciwi zachodni publicyści – jak Eva Bartlett, Anthony Cartalucci, Stephen Gowans, Seymour Hersh, Thierry Meyssan, Eric Schmitt i Serena Shim – ujawnili mechanizm tej agresji. Ich publikacje są dostępne w Internecie. To co propaganda zachodnia nazywa „wojną hybrydową” i identyfikuje z działaniami Rosji na Krymie i w Donbasie, zostało zastosowane przez Zachód w Libii i Syrii na długo przed kryzysem ukraińskim. Zresztą sam przewrót kijowski był wierną kopią agresji zachodniej w Libii i Syrii.

Wszystkie organizacje „umiarkowanej opozycji” syryjskiej – z Wolną Armią Syrii, Syryjskim Frontem Rewolucyjnym i Armią Mudżahedinów – były i są organizacjami terrorystycznymi, tak pod względem struktury, jak i metod działania. To rezydujący w południowej Turcji oficerowie CIA decydują o tym, które z działających w Syrii ugrupowań militarnych (terrorystycznych) otrzyma pomoc militarną. Nikt jednakże nie był w stanie kontrolować, co działo się z bronią przeznaczoną dla „umiarkowanej opozycji” po przerzuceniu jej do Syrii. Wiadomo, że wiele tej broni trafiło do dżihadystów z Dżabhat an-Nusra i Państwa Islamskiego. Nikt nie może zaręczyć, że z tej broni nie strzelano 13 listopada 2015 roku w Paryżu.

W 2014 roku „umiarkowane” ugrupowanie Harakat al-Hazm – w całości wyszkolone i uzbrojone przez Amerykanów, a następnie przerzucone z Turcji na terytorium Syrii – przeszło na stronę dżihadystów. Nie był to jedyny taki przypadek podczas syryjskiej „wojny domowej”.

Oczywiście blok atlantycki nie jest jedynym sprawcą krwawego chaosu na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Z wiadomych względów niewiele mówi się o roli i interesach Izraela. Chociażby o tym, że Tel Awiw naciskał Waszyngton w sprawie zaprowadzenia w Syrii „demokracji”, ponieważ bez usunięcia sprzymierzonej z Iranem Syrii nie był możliwy sukces planowanej przez Izrael agresji na Iran. Stan krwawego chaosu w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie jest korzystny dla Izraela z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wyeliminowano państwa popierające palestyński ruch narodowowyzwoleńczy. Po drugie dlatego, że Afrykę Północną, Bliski i Środkowy Wschód opuściły setki tysięcy zdolnych do walki młodych mężczyzn, zmniejszając przez to zagrożenie dla Izraela. Czy nie z tego właśnie powodu migracja muzułmańska do Europy jest tak entuzjastycznie przyjmowana przez europejską lewicę i zwolenników „społeczeństwa otwartego”?

Niewiele też mówi się o roli Turcji, nie tylko militarnej we wspieraniu dżihadystów i zwalczaniu sympatyzujących z Damaszkiem Kurdów, ale także udzielaniu przez Ankarę pomocy Państwu Islamskiemu w nielegalnym eksporcie ropy naftowej.

Dlaczego jednak Zachód kreuje i wspiera terroryzm islamski? Po pierwsze dlatego, że tzw. „wojna z terroryzmem” i „wojna o demokrację” są wygodną przykrywką dla tego, co jeszcze 150 lat temu nazywano podbojem kolonialnym. Po drugie dlatego, że „wojna z terroryzmem” uzasadnia ograniczanie swobód obywatelskich. Chodzi tu o tzw. politykę strachu. Czy bez „wojny z terroryzmem” byłoby możliwe wprowadzenie we Francji na trzy miesiące stanu wyjątkowego? Czy byłaby możliwa rozbudowa tajnych służb, powszechna inwigilacja i kontrola, cenzura i terror poprawności politycznej? „Wojna z terroryzmem” stanowi zatem ważny element budowy Nowego Ładu Światowego – imperialistycznego, globalistycznego i totalitarnego. No a do „wojny z terroryzmem” najbardziej potrzebny jest sam terroryzm.

Zachodnia opinia publiczna, tresowana od dziesięcioleci w poprawności politycznej i ściśle kontrolowana przez mainstreamowe media, czyli współczesne Ministerstwo Prawdy, nie zdaje sobie sprawy, że w Syrii nie toczy się żadna „wojna o demokrację”. Nie rozumie, że pustkę po obalonych „dyktatorach” mogli zająć tylko radykalni islamiści – wypuszczeni przez polityków zachodnich jak dżin z butelki – bo żadnej „demokratycznej opozycji” w tamtych krajach nie było i nie ma. Przede wszystkim jednak nie zdaje sobie sprawy ze skali – oficjalnego i zakulisowego – kreowania terroryzmu islamskiego przez przywódców bloku atlantyckiego. Dlatego jestem niemal pewien, że po zamachach terrorystycznych w Paryżu w sytym społeczeństwie francuskim nikt – albo prawie nikt – nie pomyślał o ruinach Aleppo, Ar-Rakki, Bagdadu, Bani Walid, Daj az-Zaur, Damaszku, Daraji, Faludży, Hamy, Hims, Karbali, Misraty, Mosulu, Syrty, Tikritu, Trypolisu i Zaltan oraz 250 tys. ofiarach śmiertelnych wojny w Syrii, ponad 40 tys. w Libii i około 170 tys. w Iraku. Nie mówiąc już milionach, które straciły dorobek życia i zostały trwale wygnane z miejsc zamieszkania.

Ofiary wywołanych przez Zachód wojen w Iraku, Libii i Syrii zginęły w większości bez udziału kamer oraz bez rozgłosu i patosu, jaki nadano śmierci ofiar zamachów w Paryżu. To jednak też były ofiary terroryzmu. Tylko z pozoru islamskiego, a faktycznie terroryzmu amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego. Zastanawiam się czy o ofiarach tego właśnie terroryzmu ktoś pomyśli w Warszawie, gdy i tutaj wybuchną bomby lub padną zabici od kul zamachowców. Syte społeczeństwa Zachodu nie widziały i prawdopodobnie nadal nie widzą związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zdemolowaniem Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu przez politykę ich elit władzy a terroryzmem islamskim, który wraz z wielką falą migracji zapukał do bram Europy.

Terroryzm islamski stworzyła polityka Zachodu

http://www.prawica.net/2828

Bohdan Piętka

Oświęcim, 26 listopada 2015 r.

Skąd się wzięło Państwo Islamskie?

Krwawe zamachy terrorystyczne w Paryżu 13 listopada 2015 roku zostały w tzw. mediach głównego nurtu skomentowane tradycyjnym w takim wypadku truizmem: „wstrząsnęły światem”. A przecież nie powinny. Nikt nie powinien być tymi zamachami zaskoczony, zwłaszcza we Francji. Czy to nie Francja od 40 lat szeroko otwierała swoje granice przed migracją muzułmańską z Afryki i Bliskiego Wschodu? Czy to nie laickie, liberalno-lewicowe elity intelektualne i polityczne Francji traktowały tę migrację jako narzędzie dechrystianizacji swojego kraju oraz tworzenia „nowego społeczeństwa” wedle założeń ideologii multikulturalizmu i tzw. społeczeństwa otwartego? Czy to nie prezydent Francji François Hollande razem z kanclerz Niemiec Angelą Merkel wzywał – jeszcze na kilka godzin przed wspomnianymi zamachami – do przyjmowania bez limitów obecnej fali migracji muzułmańskiej zalewającej Europę? Ignorował przy tym ostrzeżenia – także te płynące od francuskich służb specjalnych – na temat przenikania w masie imigrantów do Europy zorganizowanych grup terrorystów. Czy to nie Francja – obok USA i innych mocarstw zachodnich – wmawiała opinii publicznej, że zagrożeniem dla „demokracji i pokoju” jest stawiający czoła ekstremistom islamskim prezydent Syrii Baszszar al-Asad? Czy to nie w Paryżu, Waszyngtonie, Londynie i Berlinie – a za nimi także w Warszawie – rozpętano kampanię oszczerstw przeciwko Rosji, gdy ta podjęła 30 września 2015 roku interwencję zbrojną przeciwko Państwu Islamskiemu?

Wreszcie, czy to nie Francja – razem z Wielką Brytanią i USA – wywołała tzw. wojnę domową w Syrii (2011)? Czy to nie Francja stworzyła tzw. Wolną Armię Syrii, werbując do niej najemników i terrorystów, m.in. z Al-Kaidy? Czy to nie owa Wolna Armia Syrii siała przez lata terror ku uciesze Zachodu, wykazując się m.in. sprawnością w technikach podrzynania gardła, zanim techniki te opanowało Państwo Islamskie? Czy to nie francuskie, amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie samoloty bombardowały w 2011 roku Libię, wspierając rebelię ekstremistów islamskich (z Al-Kaidy i nie tylko) przeciwko Muammarowi Kadafiemu? Czy we francuskich mediach nie nazywano wtedy tych ekstremistów i terrorystów „demokratyczną opozycją”? Czy Muammar Kadafi nie stanowił przez lata opoki broniącej Europę przed migracją muzułmańską z Afryki? Czy bestialski lincz i mord na przywódcy Libii nie został nazwany m.in. w Paryżu „zwycięstwem demokracji”? Czy to nie Francja, Wielka Brytania i USA pociągały za sznurki w tzw. „arabskiej wiośnie” 2011 roku? Czy obecna fala migracji muzułmańskiej, w której przeniknęli do Paryża zamachowcy, nie jest rezultatem m.in. „arabskiej wiosny”?

Czy to nie Francja, USA, Wielka Brytania i Niemcy rozbiły Jugosławię i Serbię, kreując najpierw państwo muzułmańskie w Bośni, a potem w Kosowie? Czy te mocarstwa nie stworzyły i nie popierały terrorystycznej Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK)? Czy w imię tego wsparcia nie dokonały następnie agresji na Jugosławię w 1999 roku? Czy te mocarstwa nie uczyniły swoimi sojusznikami sponsorów terroryzmu islamskiego z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich? Czy te mocarstwa nie popierały też od 2004 roku banderowskiego nacjonalizmu i neonazizmu na Ukrainie, a równolegle szowinistycznego nacjonalizmu na Białorusi? Czy nie organizowały wsparcia dla tych nacjonalizmów i krucjaty przeciw Białorusi i Rosji ze strony zależnych od nich państw europejskich, głównie Polski i Litwy?

Faktyczny twórca Państwa Islamskiego, a także sponsor ukraińskich szowinistów, Barack Obama powiedział po zamachach w Paryżu, że to „atak na ludzkość i wartości, które są nam bliskie”. Tym egzaltowanym i cynicznym bełkotem ekscentryczny prezydent USA nie przykryje faktu, że terroryzm islamski stworzyły właśnie USA, Wielka Brytania i Francja. Stworzyły terroryzm islamski po to, by używać go jako narzędzia w realizacji globalistycznej i neokolonialnej polityki. Terroryzm islamski był tym mocarstwom potrzebny m.in. do tego, by podkopywać Rosję (Czeczenia) oraz poradzieckie państwa Azji Środkowej (Kazachstan, Kirgistan, Turkmenistan, Uzbekistan). Przede wszystkim jednak terroryzm islamski był potrzebny Zachodowi do prowadzenia tzw. „wojny z terroryzmem”. To był płaszczyk, którym przykrywano neokolonialne agresje wobec Afganistanu, Egiptu, Iraku, Jemenu, Libii, Syrii i Tunezji. To był płaszczyk, którym przykryto obalenie takich przywódców jak Saddam Husajn w Iraku i Muammar Kadafi w Libii, będących naturalną zaporą wobec ekstremizmu islamskiego.

Prześledźmy zatem skąd wziął się terroryzm islamski. Kto go stworzył, jak i po co?

Al-Kaida, czyli dziecko CIA                                                      

O zamachy w Nowym Jorku z 11 września 2001 roku USA oskarżyły Al-Kaidę i jej przywódcę Usamę ibn Ladina (1957-2011). Nie powiedziano przy tym opinii publicznej, że zarówno Al-Kaida została stworzona przez CIA, jak i Usama ibn Ladin był przez długie lata współpracownikiem CIA i bliskim znajomym (podobno nawet przyjacielem) klanu Bushów, z którego wywodzili się prezydenci USA George H. W. Bush (1989-1993) i George W. Bush (2001-2009) – animatorzy „wojny globalnej o demokrację” i „wojny z terroryzmem”.

Al-Kaida powstała podczas wojny w Afganistanie (1979-1989). Formalnie – wojny z radziecką interwencją wojskową. Faktycznie – wojny o panowanie nad Azją Środkową, gdzie po jednej stronie wystąpiły siły zbrojne ZSRR i proradzieckiego rządu w Kabulu, a z drugiej opozycja, wspierana przez Zachód pieniędzmi, bronią, najemnikami i instruktorami. To właśnie w Afganistanie został przez USA przećwiczony model kreowania i militarnego wspierania „opozycji”, stosowany później w Jugosławii (1991-1995), Kosowie (1996-1999), Iraku (2003), Libii (2011) i Syrii (2011-2015). W szeregach afgańskiej opozycji znaleźli się także fundamentaliści islamscy. Al-Kaida wywodzi się wprost z utworzonego przez CIA w 1984 roku tzw. Afghan Services Bureau (Maktab Chadamat al-Mudżahidun al-Arab, potocznie MAK), które zajmowało się werbowaniem najemników do walki w Afganistanie z całego świata islamskiego. Werbowano głównie fanatyków rewolucji islamskiej, ponieważ na czele MAK stanął palestyński dżihadysta Abd Allah Jusuf Azzam (1941-1989) – jeden z przywódców fundamentalistycznego, panislamskiego i dżihadystycznego Stowarzyszenia Braci Muzułmanów (zwanego też Bractwem Muzułmańskim). Jego bliskim współpracownikiem był saudyjski terrorysta i milioner Usama ibn Ladin[1].

Na przełomie 1988 i 1989 roku Azzam i ibn Ladin przekształcili MAK w organizację o nazwie Al-Ka’ida al-Askarijja (Baza Wojskowa). Za nowego wroga – po wycofaniu się ZSRR z Afganistanu – uznali USA, Izrael i ogólnie Zachód. Ale czy to oznacza, że tajne służby amerykańskie i zachodnie nie miały już żadnych związków z Al-Kaidą po 1989 roku, a nawet po zamachach w Nowym Jorku z 2001 roku? Chyba jednak miały, skoro Zachód użył Al-Kaidy do obalenia Kadafiego w Libii i prób obalenia al-Asada w Syrii. W Libii Al-Kaida stanowiła trzon „demokratycznej opozycji”, a pierwszymi żołnierzami Wolnej Armii Syrii – czyli „umiarkowanej opozycji syryjskiej” – byli werbowani przez Francję libijscy najemnicy-członkowie Al-Kaidy[2]. Ta sama Al-Kaida dokonała 7 stycznia 2015 roku zamachu na redakcję francuskiego brukowca „Charlie Hebdo”. Czy te 12 ofiar zamachu na „Charlie Hebdo”, a potem 132 ofiary zamachów w Paryżu z 13 listopada 2015 roku, to nie jest cena, jaką przyszło zapłacić Francuzom za politykę m.in. ich elit?

Państwo Islamskie jako twór polityki amerykańskiej

Zamachów w Paryżu dokonało tzw. Państwo Islamskie (IS), zwane początkowo (2013-2014) Islamskim Państwem w Iraku i Lewancie (ISIS). Historia jego powstania jest niemal wierną kopią powstania Al-Kaidy. Ta licząca 40-80 tys. członków organizacja terrorystyczna to zresztą nic innego jak iracki odłam Al-Kaidy, odwołujący się do skrajnie radykalnej interpretacji islamu i przekształcony w dżihadystyczny „kalifat” w sierpniu 2013 roku. Na amerykańską rękę w wykreowaniu ISIS (IS) wskazał m.in. Julian Assange (ur. 1971) – twórca i główny archiwista serwisu internetowego WikiLeaks.

Assange w rozmowie z dziennikarzem argentyńskiego dziennika „Pagina/12” przyznał, że istnieją depesze dyplomatyczne wskazujące, iż za wywołaniem wojny w Syrii i banderowskiej rebelii na Ukrainie stały Departament Stanu i Departament Obrony USA oraz CIA. Z dokumentów tych ma wynikać, że Państwo Islamskie było wspierane finansowo przez USA w celu obalenia rządu Baszszara al-Asada. Nie był to jedyny tego typu przypadek wykorzystywania przez Waszyngton ekstremizmu politycznego dla osiągnięcia jakiegoś celu. Wcześniej USA i Izrael wspierały Hamas, by doprowadzić do rozbicia umiarkowanego religijnie palestyńskiego ruchu narodowowyzwoleńczego. Natomiast użycie banderowców w przewrocie na Ukrainie (2014) zostało wpisane w strategię włączenia tego kraju do strefy wpływów Zachodu i wypchnięcia Rosji z Europy[3].

USA zaczęły zwalczać Państwo Islamskie w sierpniu 2014 roku, ale aż do rozpoczęcia rosyjskiej ofensywy powietrznej pod koniec września 2015 roku nie poczyniły znacznych postępów militarmych. Dopiero operacja rosyjska skłoniła Pentagon do podjęcia bardziej energicznych działań przeciw IS. Komentator „The Washington Post” Todd Wood uważa, że dalsza bezczynność Białego Domu wobec dżihadystów z IS mogła doprowadzić do tego, iż wyjdzie na jaw „dwulicowość amerykańskiej dyplomacji i całkowita porażka polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych”[4]. Czy jednak ta dwulicowość nie wyszła na jaw? Czy faktyczna bezczynność USA, polegająca na pozorowaniu działań zbrojnych przeciw IS, nie świadczy o tym, że faktycznie administracja Obamy popierała IS?

Po raz kolejny cel uświęcił środki. Dla Białego Domu liczy się przede wszystkim obalenie „reżimu” al-Asada i nie cofnie się przed tym nawet, jeżeli można to zrobić rękami bandytów z IS. Potworne zbrodnie popełniane przez to ugrupowanie dżihadystyczno-terrorystyczne, w tym co najmniej kilkanaście tysięcy okrutnie zamordowanych ofiar[5], niszczenie przez barbarzyńców zabytków starożytności[6], eksterminacja chrześcijan i jazydów[7] – to wszystko są dla Waszyngtonu sprawy drugoplanowe.

Podczas szczytu G-20 w Antalyi (15-16.11.2015) prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, iż posiada dowody na to, że Państwo Islamskie jest finansowane przez 40 krajów, w tym niektórych członków G-20[8]. Chociaż media nie podały jakie państwa wymienił Putin, to tajemnicą poliszynela jest, że chodzi m.in. o Arabię Saudyjską, Francję, Izrael, Katar, USA i Wielką Brytanię. Jakiego typu jest to wsparcie? Głównie poprzez zakup ropy naftowej, którą sprzedaje po dumpingowych cenach Państwo Islamskie. Nabywcami ropy od dżihadystów są w pierwszej kolejności Izrael i Turcja, ale także kraje Europy Zachodniej[9].

Informacje podane przez Putina nie są konfabulacjami. Ekstremiści z IS mają wiele źródeł dochodów. Poczesne miejsce zajmują wśród nich darowizny od finansjery z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (a więc sojuszników USA) oraz nielegalny eksport ropy (m.in. przez terytorium Turcji, sojusznika USA i członka NATO). Żyłą złota dla dżihadystów jest także handel kobietami, organami do przeszczepów (znany już z Kosowa), antycznymi zabytkami i dziełami sztuki, zrabowanym mieniem szyitów, chrześcijan i jazydów oraz narkotykami. Dopiero na ostatnim miejscu są drakońskie daniny, ściągane od ludności na zajętych terenach. Finansową obsługę Państwa Islamskiego zapewniają banki działające w Katarze, Kuwejcie, Turcji, północno-wschodniej Syrii, północnym Iraku i południowym Iranie[10]. O międzynarodowych powiązaniach tych banków media nie informują, ale można przypuszczać, że przynajmniej niektóre z nich są częścią globalnej sieci finansowej.

Oprócz Irakijczyków, większość członków IS to zagraniczni dżihadyści, którzy zostali sprowadzeni do Iraku i Syrii z całego świata arabskiego, a nawet spoza niego – Algierczycy, Jemeńczycy, Libijczycy, Saudyjczycy, a także Czeczeni oraz inne narodowości muzułmańskie Północnego Kaukazu i poradzieckiej Azji Środkowej[11]. Zwerbowano ich m.in. spośród osób, które zostały wcześniej wyszkolone przez służby USA. Przykładem tego jest chociażby Gulmurod Chalimow – były dowódca formacji OMON w Tadżykistanie, który w kwietniu 2015 roku dołączył do Państwa Islamskiego. „Jestem całkowicie zdrowy. I zaskoczony, że mogliście wysłać wariata na szkolenia do Stanów Zjednoczonych, przyznać mu stopień pułkownika i trzykrotnie odznaczyć go orderami” – powiedział Chalimow władzom w Duszanbe na nagraniu wideo[12]. Takich przykładów można podać więcej, także odnośnie formacji tzw. syryjskiej opozycji, wyszkolonych i uzbrojonych przez USA, Francję i Wielką Brytanię. 21 września 2015 roku Pentagon ogłosił, że wysłał do Syrii 75-osobowy oddział „umiarkowanych rebeliantów”, wyszkolonych przez amerykańskich oficerów w bazie w Turcji. Po tygodniu „umiarkowani rebelianci” (ang. moderate rebel faction) dołączyli wraz z uzbrojeniem (m.in. samochody terenowe, ciężkie karabiny maszynowe i amunicja) do syryjskiego skrzydła Al-Kaidy, czyli Dżabhat an-Nusra. Rok wcześniej do dżihadystów przyłączyło się „umiarkowane” ugrupowanie  Harakat al-Hazm, w całości wyszkolone i uzbrojone przez Amerykanów[13].

W szeregach IS nie brak też muzułmanów osiadłych w Europie Zachodniej. Najwyższy odsetek bojowników IS na osobę w Unii Europejskiej mają Belgia i Wielka Brytania[14]. Do dżihadystów garną się ponadto muzułmanie z Bośni i Hercegowiny oraz Kosowa – państw sztucznie wykreowanych przez Zachód w wyniku zaplanowanego jeszcze w latach 70. XX wieku w USA i RFN rozbicia Jugosławii[15].

Co ciekawe, Państwo Islamskie cieszy się niewielkim poparciem Palestyńczyków. Rządzący w Strefie Gazy Hamas znajduje się w otwartym konflikcie z IS[16]. W przeciwieństwie do libańskiego Hezbollahu – który opowiedział się po stronie legalnych władz Syrii – Hamas poparł syryjską opozycję[17]. Prawdopodobnie dlatego, że jest formacją sunnicką, a ekipa prezydenta al-Asada wywodzi się z szyickiej sekty alawitów. Dlaczego zatem Hamas nie związał się z sunnickim Państwem Islamskim i mimo wszystko nie wystąpił zbrojnie przeciw al-Asadowi? Może dlatego, że jest odporny na infiltrację służb specjalnych USA i Izraela.

Nawet jeżeli amerykańskie, zachodnioeuropejskie i izraelskie służby specjalne nie uczestniczyły bezpośrednio w wykreowaniu Państwa Islamskiego, to zrobiły to pośrednio. Poprzez werbowanie w świecie islamu ochotników i najemników na wojnę po stronie „umiarkowanej opozycji” w Syrii, a następnie brak (niemożliwość?) kontroli nad nimi i przekazanym im uzbrojeniem. Nie ulega również wątpliwości, że pojawienie się coraz bardziej ekstremalnych ugrupowań dżihadystycznych typu Al-Kaida i Państwo Islamskie jest rezultatem postępującej od lat 70. XX wieku radykalizacji świata islamu, która ma swoje źródła w bezkrytycznym popieraniu przez USA i Zachód antyarabskiej polityki Izraela.

Stan krwawego chaosu, w którym od 2011 roku znajduje się Afryka Północna i Bliski Wschód są korzystne z punktu widzenia interesów Izraela. Wyeliminowane zostało zagrożenie ze strony państw (Libia i Syria, w mniejszym stopniu Egipt i Tunezja) otwarcie popierających palestyński ruch narodowowyzwoleńczy. Ponadto uruchomiona w wyniku tego krwawego chaosu wielka migracja muzułmańska do Europy sprawia, że region Afryki Północnej, Bliskiego i Środkowego Wschodu opuszczają setki tysięcy zdolnych do walki młodych mężczyzn, zmniejszając przez to zagrożenie dla Izraela. Czy nie z tego właśnie powodu ta migracja jest tak zaciekle wspierana przez europejską lewicę, wszelkich obrońców „praw człowieka” oraz zwolenników „społeczeństwa otwartego” i multikulturalizmu?

„Wojna z terroryzmem” przy pomocy terroryzmu

Klasycznym przykładem kreowania i wspierania terroryzmu islamskiego przez Zachód jest tzw. wojna domowa w Syrii (od 2011 roku), będąca w rzeczywistości amerykańsko-brytyjsko-francuską agresja na ten kraj. Aktywnymi organizacjami terrorystycznymi – wspieranymi w różnych formach i różnym czasie przez zakulisowych aktorów dramatu syryjskiego – były i są przede wszystkim tzw. Wolna Armia Syrii („umiarkowana opozycja”), Dżabhat an-Nusra vel Front al-Nusra (syryjska siatka Al-Kaidy), no i oczywiście Państwo Islamskie. Nie da się zrozumieć dramatu syryjskiego bez uświadomienia sobie skali wspierania terroryzmu przez zachodnich inspiratorów tego dramatu, o czym pisze m.in. Eva Bartlett – kanadyjska publicystka i aktywistka praw człowieka, od 2008 roku przebywająca w Strefie Gazy.

E. Bartlett zwróciła uwagę na następujące fakty[18]:

– jako ochotników i najemników w Syrii zaangażowano ok. 80 tys. terrorystów z kilkudziesięciu krajów świata (w tym kilkanaście tysięcy po stronie Państwa Islamskiego). Ze swej strony dodam, że pod tym względem „wojna domowa” w Syrii przypomina „wojnę domową” w Hiszpanii (1936-1939) – preludium drugiej wojny światowej. Kto ich werbował, kto im płacił i kto ich uzbroił? Przecież „demokratyczna opozycja” nie wykopała pieniędzy na Pustyni Syryjskiej. Strumień gotówki i broń płynęły z Arabii Saudyjskiej, Kataru, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale także z USA, Francji, Izraela i Wielkiej Brytanii;

– Izrael wielokrotnie wspierał syryjską „opozycję” atakami lotniczymi. Umożliwiał też rannym terrorystom z Al-Kaidy leczenie w izraelskich szpitalach, uzbrajał ich i organizował ich powrót na terytorium Syrii. Według służb ONZ izraelscy żołnierze komunikowali się z bojówkarzami Frontu al-Nusra na okupowanych przez Izrael od 1967 roku Wzgórzach Golan;

– Turcja nie tylko uzbrajała i kierowała terrorystów do Syrii, ale też wielokrotnie przeprowadzała ataki na Syrię. Turecki udział w syryjskiej „wojnie domowej” polega również na zbrojnym zwalczaniu sympatyzującej z rządem w Damaszku Partii Pracujących Kurdystanu. Głównie z tego właśnie powodu Turcja jest żywotnie zainteresowana w obaleniu prezydenta al-Asada. W szeregach syryjskiej „opozycji” walczą mieszkający w północnej Syrii Turkmeni, wspierani przez Ankarę. Zestrzelenie przez Turcję 24 listopada 2015 roku rosyjskiego bombowca Su-24 nie było przypadkowym incydentem. Stanowiło kolejny przejaw nerwowej i wrogiej reakcji Turcji na rosyjską ofensywę powietrzną w Syrii, której celem są m.in. należący do „umiarkowanej opozycji” Turkmeni[19];

– wojna w Syrii była planowana przez Waszyngton na długo przed 2011 rokiem. W 2001 roku podsekretarz stanu USA John Bolton wpisał Libię i Syrię na listę państw tzw. „osi zła”, co oznaczało, że USA mają zamiar wprowadzić w nich „demokrację”.

O brytyjsko-francuskim udziale w syryjskiej „wojnie domowej” pisałem w artykule „Rekolonizacja Libii i Syrii”[20]. E. Bartlett i inni publicyści zachodni zwrócili szerzej uwagę na amerykańską inspirację tej wojny i udział w niej USA.

Zaangażowanie się USA przeciw Syrii miało ścisły związek z izraelskimi planami ataku na Iran. Sukces takiego ataku nie mógł być możliwy bez wcześniejszego wyeliminowania sprzymierzonej z szyickim Iranem szyicko-alawickiej Syrii.

Amerykański publicysta Anthony Cartalucci, w artykule zatytułowanym „USA planowały rozbicie Syrii już w 2007 roku”, przedstawił genezę i przebieg wydarzeń, które doprowadziły do „arabskiej wiosny” i wojny w Syrii. Autor ten zwrócił uwagę na następujące fakty:

– w 1991 roku Paul Wolfowitz – reprezentant skrajnie proizraelskiego i wojowniczego skrzydła amerykańskiego neokonserwatyzmu – proponował oczyszczenie Bliskiego Wschodu od „starych sowieckich reżimów klienckich” („old Soviet client regimes”), będących także wrogami Izraela, czyli Iraku, Iranu i Syrii;

– w 2001 roku gen. Wesley Clark ujawnił amerykańskie plany obalenia rządów w siedmiu krajach: Iraku, Iranie, Libanie, Libii, Somalii, Sudanie i Syrii;

– w 2007 roku publicysta Seymour Hersh ujawnił, że NATO szkoli islamskich ekstremistów w celu polityczno-militarnej destabilizacji Libii, Syrii i innych krajów;

– w 2005 roku Departament Stanu USA zorganizował „cedrową rewolucję” w Libanie, by usunąć stamtąd wpływy Iranu i Syrii oraz zapewnić bezpieczeństwo Izraela;

– w 2009 roku Centrum Polityki Bliskowschodniej Saban (The Saban Center for Middle East Policy) oraz Brookings Institution opublikowały raport „Którędy do Persji?” („Which Path to Persia?”). Jego autorami byli: Kenneth M. Pollack, Daniel L. Byman, Martin Indyk, Suzanne Maloney, Michael E. O’ Hanlon, Bruce Riedel. Raport omawiał perspektywy politycznej destabilizacji Libanu i Syrii po to, by móc potem militarnie zaatakować Iran, co było – jeszcze raz przypominam – celem polityki Izraela;

– w latach 2009-2010 USA wyasygnowały 50 mln USD na szkolenie ok. 5 tys. „aktywistów” z Egiptu, Libanu, Syrii i Tunezji. To właśnie ci „aktywiści” zainicjowali „arabską wiosnę” i wojnę w Syrii[21].

Cytowany przez E. Bartlett publicysta Stephen Gowans podał, że USA, Arabia Saudyjska i Katar sponsorowały syryjską opozycję od 2005 roku. Wykazał też, że w czasie wojny amerykańskie media (m.in. „The New York Times”) kreowały fałszywy obraz przebiegu konfliktu, oskarżając m.in. prezydenta al-Asada o używanie broni chemicznej przeciw cywilom[22]. Czy nie przypomina to podobnej kampanii dezinformacji na temat serbskich „obozów gwałtu” podczas wojen w Jugosławii (1991-1995)?

Publicysta „The New York Times” – Eric Schmitt – nie ukrywał jednak w czerwcu 2012 roku, że CIA wspiera rebeliantów w Syrii dostawami broni (karabinów automatycznych, amunicji, granatów i broni przeciwpancernej). To rezydujący w południowej Turcji oficerowie CIA decydują o tym, które z działających w Syrii ugrupowań zbrojnych otrzyma pomoc militarną[23]. Chciałbym zapytać, kto zaręczy, że ta broń nie trafiła do dżihadystów z Frontu al-Nusra i bandytów z Państwa Islamskiego? Kto zaręczy, że z tej broni nie strzelano w Paryżu 13 listopada 2015 roku?

W czerwcu 2013 roku, Roland Dumas – były minister spraw zagranicznych Francji –powiedział w wywiadzie dla francuskiej telewizji LCP o swoim spotkaniu dwa lata wcześniej z brytyjskimi politykami, którzy wyznali mu, że „Wielka Brytania organizowała inwazję rebeliantów na Syrię. Ta operacja została przygotowana, przewidziana i zaplanowana dużo wcześniej”[24]. Należy zapytać, czy organizowano inwazję rebeliantów czy terrorystów? Otóż mocarstwa zachodnie zorganizowały atak terrorystyczny na suwerenne państwo, nazywając wyszkolonych przez siebie terrorystów „demokratyczną opozycją” względnie „rebeliantami”.

W październiku 2014 roku zginęła w nie wyjaśnionych okolicznościach na pograniczu Turcji i Syrii Serena Shim, amerykańska dziennikarka pracująca dla irańskiej Press TV. Wcześniej oświadczyła, że spotkała się z groźbami ze strony tureckich służb specjalnych. S. Shim twierdziła, że posiada zdjęcia „bojowników przekraczających turecką granicę” w ciężarówkach Światowego Programu Żywnościowego ONZ[25].

W lipcu 2015 roku Press TV doniosła o ujęciu w Aleppo terrorystów, którzy przyznali się do tego, że byli szkoleni w Turcji przez instruktorów z USA, Arabii Saudyjskiej i Kataru[26]. Z kolei E. Bartlett twierdzi, że sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon informował w raporcie z listopada 2014 roku o obecności dżihadystów z Frontu al-Nusra i innych terrorystów w rejonie zawieszenia broni, wyładowujących broń z ciężarówek, a także „pojazd z zamontowaną bronią przeciwlotniczą”. Ban Ki-moon wspomniał też o „izraelskich kontaktach z uzbrojonymi grupami w Syrii”. Raport miał zostać utajniony[27].

Wsparcie dla dżihadystycznych terrorystów z IS przyszło też z pomajdanowej Ukrainy, która jest tworem antyrosyjskiej polityki amerykańskiej, zachodnioeuropejskiej i polskiej. Libańczyk Osama Chait – aresztowany w listopadzie 2015 roku szef komórki IS w Kuwejcie – przyznał się do przerzucania broni z Ukrainy do Syrii. Chodziło o przenośne zestawy przeciwlotnicze produkcji chińskiej. Z Ukrainy przemycono je do Syrii przez Turcję[28].

Terroryści z Kaukazu

W szeregach zagranicznych terrorystów walczących po stronie Państwa Islamskiego znaczącą rolę odgrywają Czeczeni, zarówno ci pochodzący z Kaukazu, jak i z czeczeńskiego wychodźstwa w Europie Zachodniej (w tym ci, którzy wyrośli na Zachodzie). Czeczeński terroryzm był wspierany przeciw Rosji nie tylko przez Arabię Saudyjską czy Emiraty Arabskie. Jako domniemany „ruch niepodległościowy” do pewnego przynajmniej czasu cieszył się życzliwością także USA i Zachodu, zainteresowanych w osłabieniu i rozbiciu terytorialnym Rosji. We wsparciu tym swoją rolę odegrała antyrosyjsko nastawiona polska prawica, a prawdopodobnie także polskie służby specjalne. W 2014 roku terroryści kaukascy podporządkowali swój Emirat Kaukaski Państwu Islamskiemu. W szeregi Państwa Islamskiego wstąpiło wówczas co najmniej kilka tysięcy terrorystów z Kaukazu i kaukaskich imigrantów z Europy Zachodniej. Obszarem penetracji IS stała się także Azja Środkowa. Proklamowany przez dżihadystów z IS tzw. Emirat Chorosan objął część terytorium Afganistanu, Iranu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu[29].

Terroryści ci – głównie Czeczeni – są wysoko cenieni przez Państwo Islamskie. Najlepszym tego dowodem jest to, że jednym z głównych dowódców polowych Państwa Islamskiego został Tarchan Batiraszwili (1968-2014), występujący pod pseudonimem „Omar Czeczen” (po arabsku Abu Omar asz-Sziszani). Warto przyjrzeć się tej postaci. Jego ojcem był prawosławny Gruzin, matką muzułmanka wywodząca się z ludu Kistów (gruziński odłam Czeczenów). „Omar Czeczen”, zanim przeszedł na islam i został dżihadystą, był jak jego ojciec wyznawcą prawosławia. Najpierw uczestniczył w wojnach czeczeńskich. Od 2007 roku służył w wojsku gruzińskim i brał udział w sprowokowanej przez Saakaszwilego w sierpniu 2008 roku wojnie z Rosją. W 2010 roku został oskarżony o kradzież amunicji oraz nielegalny handel bronią i uwięziony. Po zwolnieniu z więzienia wyjechał szukać pracy do Turcji, gdzie w 2012 roku został zwerbowany na wojnę w Syrii. Dokładnie nie wiadomo czy przez służby amerykańskie, czy od razu przez dżihadystów, czy początkowo też był w „umiarkowanej opozycji”, czy natychmiast trafił do Al-Kaidy, a potem ISIS (IS). Batiraszwili stanął na czele fanatycznego oddziału (Brygada Muchadzirin, potem Armia Wygnańców i Zwolenników Mahometa), złożonego z ochotników i najemników z Kaukazu. To ten oddział odniósł zwycięstwa pod Aleppo, w Faludży i Mosulu. Ciąży na nim odpowiedzialność za wiele zbrodni wojennych, w tym masakry jeńców, chrześcijan i jazydów, porwania i morderstwa dziennikarzy, lekarzy, pracowników organizacji humanitarnych, przywódców religijnych oraz członków innych ugrupowań zbrojnych. Powodem mianowania Batiraszwilego wojennym emirem IS były jednak nie tyle jego sukcesy militarne i sprawność w obcinaniu głów swoich ofiar, co wzięcie strony kalifa Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Baghdadiego w jego sporze z Al-Kaidą[30].

„W rodzinnym wąwozie Pankisi Abu Omar stał się bohaterem dla młodych, bezrobotnych rodaków, podziwiających dotąd partyzanckich komendantów z sąsiedniej Czeczenii i wsłuchujących się w kazania radykalnych mułłów, którzy przejęli w wąwozie rząd dusz od umiarkowanych sufickich duchownych. „W Syrii walczy kilka tysięcy ochotników z całego świata, a Czeczeni są wśród nich najlepsi” – mówi Wahid. Ojciec gruzińskiego emira, Timur Batiraszwili opowiada, że kiedy ostatnio syn zadzwonił do niego z Syrii, powiedział mu, że zobaczą się, kiedy z Bliskiego Wschodu wraz ze swoimi żołnierzami wróci na Kaukaz. „Dziś bijemy się o Bagdad i Damaszek, ale kiedy już w końcu je zdobędziemy, wrócimy na Kaukaz, żeby uregulować nasze stare rachunki z Rosją” – powiedział emir. Pod koniec września, kiedy Amerykanie rozesłali za nim listy gończe, emir Abu Omar asz-Sziszani wyznaczył 5 mln dolarów nagrody za głowę Ramzana Kadyrowa, posłusznego Rosji prezydenta Czeczenii (…)” – pisze z egzaltacją red. Wojciech Jagielski, który nie ukrywa, że imponuje mu postać gruzińsko-czeczeńskiego watażki[31]. Dziennikarz ten – znany dotąd z budowania w Polsce legendy czeczeńskiego „ruchu wyzwoleńczego”[32] – wziął się niefortunnie za budowanie legendy Państwa Islamskiego jako kontynuatora czeczeńskiej, a w domyśle też i polskiej odwiecznej wojny z Rosją. Poza zachwytami nad watażką Batiraszwilim nie było bowiem w artykule pana redaktora wzmianki o przerażających zbrodniach dżihadystów z IS, o których w październiku 2014 roku nie mógł przecież nie wiedzieć.

Tarchan Batiraszwili vel emir Abu Omar asz-Sziszani nie dostał głowy Ramzana Kadyrowa, ani nie dokonał inwazji na Rosję. Miesiąc po opublikowaniu panegiryku red. Jagielskiego został zabity. Ponoć przez agentów Rosji lub Kadyrowa[33].

Według różnych szacunków w Syrii i Iraku walczyło jesienią 2014 roku około 2 tys. Czeczenów na kilkanaście tysięcy zagranicznych bojowników IS. Z racji swojego doświadczenia bojowego Czeczeni są najbardziej poszukiwanymi ochotnikami i najemnikami, werbowanymi przez Państwo Islamskie i syryjską filię Al-Kaidy[34].

Nowy Ład Światowy

Aleksander Łukaszenko – stale obrzydzany polskiej opinii publicznej prezydent Białorusi – powiedział proroczo w wywiadzie dla BBC 11 października 2012 roku: „Boicie się terroryzmu, a już go macie, stworzyliście go własnymi rękami. Zobaczycie, co się będzie działo. Nie powinniście byli tego robić (wojny w Syrii – uzup. BP). Nikt nie potrzebuje waszej demokracji i mordowania. Nie wybaczą wam tego miliony pomordowanych i ich rodziny. A wiecie, co to znaczy u muzułmanów krwawa zemsta. Nigdy tego nie wybaczą. Nigdy”[35].

Te słowa prezydenta Białorusi sprzed trzech lat właściwie wystarczą jako komentarz do tragedii w Paryżu z 13 listopada 2015 roku.

„Le Mond” skomentował ataki terrorystyczne w stolicy Francji następująco: „Francja jest w stanie wojny. W stanie wojny z terroryzmem, totalitarnym, zaślepionym i śmiertelnie niebezpiecznym”[36] Dopiero teraz francuski dziennik zauważył, że Francja jest w stanie wojny? Przecież jest w nim od 29 lipca 2011 roku, kiedy utworzona przez Francję z islamskich terrorystów Wolna Armia Syrii dokonała pod komendą agentów francuskich służb i oficerów Legii Cudzoziemskiej agresji na Syrię, co francuskie media nazwały wówczas „zbrojnym powstaniem demokratycznej opozycji przeciw reżimowi Baszszara al-Asada”.

Czy ktoś w sytym społeczeństwie francuskim (mam na myśli etnicznych Francuzów), patrząc na ślady kul na szybie restauracji „Le Petit Cambodge” i zniszczenia w teatrze „Bataclan”, pomyślał o ruinach Aleppo, Daj az-Zaur, Damaszku, Daraji, Hamy, Hims, o 250 tys. ofiar wojny w Syrii, o czterech milionach Syryjczyków, którzy musieli opuścić kraj, o milionach innych, którzy stracili wszystko. Czy jakiś Francuz zastanowił się nad tym dlaczego terroryści strzelając do ludzi w teatrze „Bataclan”, oprócz „Allah Akbar”, krzyczeli „To za Syrię”? Czy ktokolwiek w społeczeństwach zachodnich – oprócz garstki uczciwych i odważnych publicystów – ma świadomość tego, kto jest naprawdę sprawcą wojny w Syrii, krwawego chaosu w Jemenie, Libii i na Ukrainie oraz animatorem międzynarodowego terroryzmu?

Zamachy terrorystyczne w Paryżu – tak jak wcześniej podobne im zamachy w Nowym Jorku (2001), Madrycie (2004) i Londynie (2005) – są skutkiem polityki sterowanej z Białego Domu i afirmowanej przez blok zachodni (atlantycki). Ofiary tych zamachów bezpośrednio, a społeczeństwa dotkniętych zamachami krajów pośrednio, zapłaciły cenę za amoralną i cyniczną politykę swoich przywódców politycznych. Nie można też nie zauważyć drugiego dna wykreowanego przez Zachód „międzynarodowego terroryzmu”. Tzw. „wojna z terroryzmem” jest dla przywódców zachodnich nie tylko wygodną przykrywką dla tego, co w XIX wieku nazywano podbojem kolonialnym, ale także dla dalszego ograniczania swobód demokratycznych i wolności swoich społeczeństw. Chodzi o kreowanie tzw. polityki strachu, która prowadzi do rozbudowy tajnych służb, powszechnej inwigilacji i kontroli, cenzury oraz terroru tzw. poprawności politycznej. Gdyby robiono to tak po prostu, byłby to zamach na demokrację. Ale gdy robi się to w ramach „wojny z terroryzmem”, to już nie jest zamach na demokrację, ale podobno jej obrona.

Zamachy w Paryżu będą miały zatem ciąg dalszy, ponieważ „wojna z terroryzmem” i sam terroryzm są Zachodowi potrzebne do budowy Nowego Ładu Światowego, który będzie miał oblicze imperialistyczne i totalitarne.

Polska – będąca pionkiem Zachodu używanym głównie do działań antyrosyjskich – została wpisana w Nowy Ład Światowy już u zarania swojej „niepodległości” po 1989 roku. Dlatego w przekazie tzw. wiodących mediów w Polsce rzeczywisty obraz przyczyn krwawego chaosu bliskowschodniego i jego europejskich reperkusji jest dalece zdeformowany.

[1] N. Neggaz, al-Qaeda, (w): G. Bowering, P. Crone, K. Wadad, D. J. Stewart, M. Q. Zaman, M. Mirza, The Princeton Encyclopedia of Islamic Political Thought. Princeton 2012, s. 442-443; P. L. Heck, Bin Laden, Osama (1957-2011), tamże, s. 69-71.

[2] T. Meyssan, Kolonizacja wsteczna. Dlaczego Francja chce obalenia Arabskiej Republiki Syrii?, tłum.: Euzebiusz Budka, Sieć Voltaire, http://www.voltairenet.org, 14.10.2015.

[3] Twórca WikiLeaks: To USA stoją za Państwem Islamskim i konfliktem na Ukrainie, strona internetowa tygodnika „Polska Niepodległa”, http://www.polskaniepodlegla.pl, 7.07.2015.

[4] L. T. Wood, Russia embarrasses Obama into getting a little more serious about ISIS, strona internetowa „The Washington Post”, http://www.washingtonpost.com, 13.11.2015.

[5] „You Can Still See Their Blood”. Executions, Indiscriminate Shootings, and Hostage Taking by Opposition Forces in Latakia Countryside, http://www.hrw.org/report (raport Human Rights Watch), 6.10.2013; „NYT”: ISIL twierdzi, że dokonało masakry 1700 irackich żołnierzy. To najkrwawsza zbrodnia w regionie?, http://www.wiadomosci.gazeta.pl (wydanie internetowe „Gazety Wyborczej”), 16.06.2014; ISIS take over Syria army base, behead soldiers: Activists, http://www.dailystar.com.lb (wydanie internetowe „The Daily Star Lebanon”), 27.06.2014; ISIS executed second Lebanese soldier, http://www.dailystar.com.lb (wydanie internetowe „The Daily Star Lebanon”), 6.08.2014.

[6] Strzały z kałasznikowa i uderzenia młotem. Dżihadyści pokazują jak niszczą starożytną Hatrę, http://www.tvn24.pl, 4.04.2015.

[7] A. Zagner, Rzeź jazydów. Państwo Islamskie przeszło do czynów, http://www.zagner.blog.polityka.pl, 10.08.2014; W Iraku trwa eksterminacja jazydów, http://www.polskieradio.pl, 16.08.2014; Holokaust chrześcijan, http://www.mpolska24.pl, 11.08.2014; Masowa egzekucja chrześcijan w Libii, http://www.zmianynaziemi.pl, 16.02.2015; Dżihadyści z Państwa Islamskiego mordują chrześcijan. Tymczasem świat bezradnie patrzy…, http://www.pl.blastingnews.com, 27.03.2015.

[8] Putin: Państwo Islamskie finansowane z 40 krajów. Zamieszani niektórzy członkowie G-20, http://www.wprost.pl, 17.11.2015; Putin: PI otrzymuje wsparcie finansowe z 40 państw, w tym członków G-20, http://www.pl.sputniknews.com, 16.11.2015.

[9] Where Islamic State gets its money, http://www.economist.com (wydanie internetowe „The Economist”), 4.02.2015; Kto kupuje ropę z Państwa Islamskiego? Wśród klientów kraje z UE, http://www.energetyka.defence24.pl, 16.11.2015; Były dowódca NATO: Turcja może kupować ropę naftową od PI, http://www.pl.sputniknews.com, 25.11.2015.

[10] K. Nadolski, M. Lis, Miliardy dżihadystów. Skąd Państwo Islamskie bierze pieniądze?, http://www.wprost.pl, 15.11.2015.

[11] Syryjska opozycja oskarża ekstremistów o zbrodnie przeciw ludzkości, http://www.konplikty.wp, 11.10.2013; Nowy front dżihadu. Państwo Islamskie już jest na Kaukazie, http://www.tvn24.pl, 3.07.2015.

[12] Odwrócony antyterrorysta „poszukiwany listem gończym”, http://www.tvn24.pl, 3.06.2015; Wyszkolili go Amerykanie, dołączył do islamistów. „Nie jestem wariatem”, http://www.tvn24.pl, 22.06.2015.

[13] Syria: bojownicy wyszkoleni przez USA dołączyli do Al-Kaidy, http://www.kresy.pl, 28.09.2015.

[14] Wywiad: 70 proc. Belgów, którzy wyjechali do Syrii, dołączyło do IS, http://www.wiadomosci.onet.pl, 15.05.2015; Setki Brytyjczyków i Belgów przyłączają się do Państwa Islamskiego, http://www.tvn24.pl, 15.05.2015.

[15] Bałkany na celowniku Państwa Islamskiego; http://www.wiadomosci.onet.pl, 16.07.2015.

[16] Państwo Islamskie ma w Gazie zaledwie „garstkę zwolenników”; http://www.tvn24.pl, 14.05.2015.

[17] Hamas popiera przeciwników el-Asada, http://www.tvp.info, 2.03.2012.

[18] E. Bartlett, Deconstructing the NATO Narrative on Syria, dziennik internetowy „Dissident Voice (a radical newsletter in the struggle for peace and social justice)”, http://www.dissidentvoice.org, 10.10.2015.

[19] Rosja zbombardowała turkmeńskie wioski w Syrii. Turcja wezwała rosyjskiego ambasadora, http://www.telewizjarepublika.pl, 20.11.2015.

[20] „Polityka Polska” nr 7/2015.

[21] A. Cartalucci, US Planned Syrian Civilian Catastrophe Since 2007, http://www.landdestroyer.blogspot.com, 4.09.2013; K. M. Pollack i in., Which Path to Persia?, Washington D.C. 2009.

[22] S. Gowans, New York Times Complicit in Spreading False Syria Allegations, portal Syria Solidarity Movement, http://www.syriasolidaritymovement.org, 24.05.2015.

[23] E. Schmitt, C.I.A. Said to Aid in Steering Arms to Syrian Opposition, strona internetowa „The New York Times”, http://www.nyitimes.com, 21.06.2012.

[24] G. O. Colmáin, Former French Foreign Minister: The War against Syria was Planned Two years before „The Arab Spring”, portal Centre for Research and Globalization-Global Research, http://www.globalresearch.ca, 15.03.2015.

[25] E. Draitser, Journalists under attack, hypocritical Western media remains silent, portal Russia Today-RT, http://www.rt.com, 24.10.2014.

[26] Syria militants confess to receiving training in Turkey, portal Press TV, http://www.presstv.com, 6.07.2015.

[27] E. Bartlett, Scoundrels and gangsters at UN: Silencing the Syrian narrative, portal Russia Today-RT, http://www.rt.com, 4.02.2015.

[28] Przywódca komórki PI: Ukraina dostarczała broń islamistom w Syrii, http://www.pl.sputniknews.com, 22.11.2015.

[29] Bojownicy z Rosji wierni „kalifatowi”. „Projekt pt. Emirat Kaukaski najwyraźniej się wyczerpał”, http://www.tvn24.pl, 24.06.2015; przykładem penetracji przez Państwo Islamskie muzułmańskich narodów Północnego Kaukazu jest zwerbowanie 19-letniej Dagestanki, pracującej i studiującej w Moskwie. Por.: Rzuciła pracę w luksusowym butiku w Moskwie, wstąpiła w szeregi islamistów, http://www.tvn24.pl, 19.06.2015.

[30] R. Kozicki, Abu Omar al-Sziszani – kaukaski dowódca stojący za sukcesami dżihadystów w Syrii, http://www.wiadomosci.wp.pl, 16.01.2014; W. Jagielski, Tarchan Batiraszwili – Gruzin, który stał się wojennym emirem Państwa Islamskiego, http://www.polskatimes.pl, 19.10.2014.

[31] W. Jagielski, tamże.

[32] Por.: W. Jagielski, Wieże z kamienia, Kraków 2012.

[33] O. Górzyński, Zapowiadał inwazję Państwa Islamskiego na Rosje, został zabity, http://www.rp.pl (wydanie internetowe „Rzeczypospolitej”), 13.11.2014.

[34] Drugim obok Tarchana Batiraszwielego znanym gruzińskim Czeczenem w szeregach IS jest Murat Margoszwili – weteran wojen czeczeńskich i dowódca oddziału terrorystycznego Emiratu Kaukaskiego, który operował w Dagestanie. Por.: Od pasania owiec do dżihadu. Czeczeni ciągną na „święta wojnę”, http://www.tvn24.pl, 18.10.2014; Czeczeni ponownie przypomnieli się światu nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale także na Ukrainie, gdzie walczyli po obu stronach konfliktu w Donbasie. Czeczenami w służbie majdanowej Ukrainy dowodził Isa Munajew (1965-2015) – weteran wojen czeczeńskich i członek Emiratu Kaukaskiego, przebywający jako uchodźca w Polsce i Danii. Por.: Pod Debalcewem zginął czeczeński komendant, „walczył za Ukrainę”, http://www.tvn24.pl, 2.02.2015.

[35] Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko o Syrii, 11.10.2012 (wywiad dla BBC), http://www.youtube.com, 30.05.2013.

[36] Prasa we Francji: jesteśmy w stanie wojny, http://www.wiadomosci.onet.pl, 15.11.2015.

http://www.prawica.net/2800

„Polityka Polska” nr 8 (grudzień 2015), Warszawa 2015, s. 62-74

Bohdan Piętka

Oświęcim, 25 listopada 2015 r.

Ostatni więźniowie Auschwitz

Odchodzą ostatni więźniowie Auschwitz… Zarówno znani, jak i mniej znani. Można by podać wiele nazwisk. Byłaby piękna galeria. Podam tylko kilka.

Kazimierz Smoleń (nr 1327). Główny twórca Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jego dyrektor przez 35 lat (1955-1990). Służbę pamięci i prawdzie o Auschwitz pełnił do końca. Będąc emerytem nadal pracował nad ocaleniem pamięci. Spotykał się z młodzieżą niemiecką, pisał, publikował. Widywałem go wielokrotnie. Zawsze takiego samego – niezwykle skromnego i życzliwego, ale zarazem dostojnego. Żywy pomnik historii. Odszedł w 67. rocznicę wyzwolenia obozu – 27 stycznia 2012 roku.

August Kowalczyk (nr 6804). 10 czerwca 2012 roku – w 70. rocznicę buntu karnej kompanii w Birkenau i swojej udanej ucieczki z obozu – wygłosił po raz ostatni nieopodal tablicy w byłym obozie Birkenau, upamiętniającej to wydarzenie, swój słynny monodram „6804”. To była ostatnia rola jego życia. Chyba zagrana najlepiej ze wszystkich ról, jakie odtwarzał w swojej karierze aktorskiej. Grał przecież samego siebie ze świadomością, że po raz ostatni. Nie mógł już prawie chodzić, ale mówił pięknie i to co wtedy mówił powinni usłyszeć ci wszyscy mali, podli ludzie, którzy mają czelność profanować to święte miejsce o niemieckiej nazwie Auschwitz politycznymi intrygami, małostkowością lub ignorancją. I mniejsza o to czy są to ci, którzy poprzez używanie określenia „polskie obozy” przypisują Polakom sprawstwo niemieckich zbrodni, czy ci, którzy uparcie negują zagładę Żydów. August Kowalczyk zmarł niespełna dwa miesiące po zagraniu po raz ostatni roli „6804” – 29 lipca 2012 roku.

Bogdan Kolasiński (nr 169682). Urodzony w wielkopolskim Krotoszynie i całe życie z nim związany. Gdy w 1939 roku jego rodzinne miasto stało się częścią Kraju Warty, został z niego wypędzony. Los ten stał się udziałem ponad 600 tysięcy Polaków z Wielkopolski. Chociaż w Niemczech bezczelnie mówi się o „wypędzeniach” Niemców po drugiej wojnie światowej, to polska historiografia mówi o wysiedleniach Polaków z ziem wcielonych do Rzeszy. A to właśnie były prawdziwe wypędzenia, stanowiące w perspektywie realizację planu depopulacji ziem polskich jako „przestrzeni życiowej” dla niemieckiego Herrenvolku. Kolasiński trafił do Generalnego Gubernatorstwa, do Suchedniowa na Kielecczyźnie. Tam pracował w fabryce maszyn rolniczych, wstąpił do AK i został członkiem konspiracyjnego zespołu produkującego pistolety maszynowe Sten. W październiku 1943 roku został aresztowany przez gestapo, a 19 grudnia 1943 roku deportowano go do KL Auschwitz w transporcie 371 polskich więźniów politycznych (310 mężczyzn i 61 kobiet) z dystryktu radomskiego. Spośród więźniów-mężczyzn przywiezionych tym transportem przeżyło prawdopodobnie tylko 77. Z Auschwitz Kolasiński trafił do Sachsenhausen i Buchenwaldu.

W lutym 2007 roku miałem zaszczyt uczestniczyć w promocji wspomnień Bogdana Kolasińskiego pt. „Jakim cudem jeszcze żyję…?” To było wielkie święto w Krotoszynie, bo autor był osobą powszechnie szanowaną w miejscowej społeczności jako jeden z najwyżej cenionych lekarzy-pediatrów w historii Krotoszyna. Odszedł pod koniec września 2014 roku.

5 listopada 2015 roku na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie żegnałem Tadeusza Sobolewicza (nr 23053) – więźnia Auschwitz, Buchenewaldu i Flossenbürga, aktora, długoletniego działacza Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. We wstępie do swoich wspomnień „Wytrzymałem więc jestem” napisał: „Nadzieja tliła się w niejednym sercu prześladowanego i umęczonego więźnia. Najczęściej – niestety – okazywała się złudzeniem, irracjonalnym odczuciem. Przeżycia i doznania w obozie często przerastały możliwość wytrzymania, przetrwania słabszych więźniów, z mniej odpornymi strukturami psychofizycznymi. Bez wątpienia i ja się do nich zaliczałem. Moja wrodzona wrażliwość i fizyczna słabość właściwie powinny wyeliminować mnie z walki o życie już w pierwszych miesiącach pobytu. A jednak przeżyłem”.

By potem przez 70 lat dawać świadectwo. Przypadek? Wola Boska?

Felicja Wanke-Lutobarska przebywała w Auschwitz pod panieńskim nazwiskiem Felicja Kręglewska (nr 46135). Pochodziła z Wrześni. Aresztowano ją w marcu 1943 roku za napisanie kilku nieostrożnych zdań w liście do brata. Przeszła przez jedno z najcięższych więzień hitlerowskich w Kraju Warty – Fort VII w Poznaniu. Do KL Auschwitz trafiła 12 czerwca 1943 roku w transporcie zbiorowym. Kolejnym etapem jej obozowej drogi był obóz kobiecy w Ravensbrück, skąd została uratowana pod koniec wojny w wyniku akcji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, kierowanej przez hrabiego Folke Bernadotte. Odeszła 31 października 2015 roku w wieku 91 lat. Jej pogrzeb odbył się 9 listopada w Koszalinie. Już nie dążyłem spisać z nią relacji i zapytać jak był formowany transport zbiorowy w więzieniu policyjnym w Poznaniu.

Niedługo nie będzie Ich już wcale. Zostaniemy my, z pamięcią o nich i z ich prawdą o polskiej martyrologii pod okupacją niemiecką. Co zrobimy z tą prawdą? Pokażemy ją w końcu światu, który sobie tego nie życzy, czy w imię jakiejś racji stanu pozwolimy osobom pokroju Grossa i Grabowskiego do końca przepisać polską historię?

http://www.mysl-polska.pl/714

„Myśl Polska” nr 49-50 (2063/64), 6-13.12.2015, s. 18

Bohdan Piętka

Oświęcim, 13 listopada 2015 r.

Helmut Schmidt (1918-2015)

Helmut Schmidt. Fot. Wikipedia

Helmut Schmidt. Fot. Wikipedia

10 listopada 2015 roku zmarł w Hamburgu w wieku 97 lat Helmut Schmidt – kanclerz Republiki Federalnej Niemiec w latach 1974-1982, jeden z liderów Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, należący – obok Konrada Adenauera, Willy’ego Brandta, Helmuta Kohla i Hansa-Dietricha Genschera – do najwybitniejszych polityków niemieckich drugiej połowy XX wieku.

W Polsce wiadomość o śmierci Schmidta znalazła się raczej na marginesie przekazu medialnego i nie wzbudziła szerszych komentarzy. Dlaczego tak się stało wyjaśnia notatka na pisowskim portalu wPolitce.pl, która już w tytule oskarżycielsko krzyczy: Nie żyje były kanclerz Niemiec – Helmut Schmidt. Gorący zwolennik „zrobienia porządku” w Polsce przez juntę Jaruzelskiego. Poniżej tego tytułu zamieszczono nie mniej oskarżycielskie zdjęcie, pokazujące Helmuta Schmidta i Ericha Honeckera (podczas wizyty Schmidta w NRD 13 grudnia 1981 roku). Ma ono obrazować treść notatki, z której dowiadujemy się, że: Choć propaganda niemiecka i proniemieckie lobby w Polsce zrobiły ze Schmidta „przyjaciela Polski”, to jako kanclerz poparł on podczas spotkania z enerdowskim przywódcą Erichem Honeckerem wprowadzenie stanu wojennego. Powiedział wtedy: Najwyższy czas, aby w Polsce zaczęto zaprowadzać porządek. Poprosił swego wschodnioniemieckiego kolegę o przekazanie Jaruzelskiemu „wyrazów uznania i zrozumienia”. Potem, już jako osoba prywatna i dziennikarz „Die Zeit”, lobbował przeciwko sankcjom amerykańskim nałożonym na PRL i Związek Sowiecki jako retorsje za stan wojenny (wpolityce.pl, 10.11.2015).

Tylko tyle miał do powiedzenia na temat Zmarłego portal wPolityce.pl i tyle też miały do powiedzenia inne polskie media głównego nurtu. Wróg „Solidarności”, który jako jedyny polityk Zachodu poparł wprowadzenie w Polsce stanu wojennego, ze zrozumieniem odnoszący się do Jaruzelskiego i Związku Sowieckiego. A więc osoba niegodna jakiejkolwiek uwagi, nie mówiąc już o uznaniu, ze strony solidarnościowej Polski. Stosując kalkę myślenia mediów pana red. Tomasza Sakiewicza można powiedzieć, że to „ukryty sowiecki agent”. Tak też w podtekście media głównego nurtu to wyraziły i sprawę zamknęły.

W związku z tym pozwolę sobie jednak poświęcić trochę uwagi osobie Zmarłego. Postawa Helmuta Schmidta wobec „Solidarności” i stanu wojennego wynikała stąd, że był on przedstawicielem wielkiej szkoły realizmu politycznego. Ten realizm polityczny podyktował mu, a wcześniej jego poprzednikowi na stanowisku kanclerza RFN i lidera SPD – Willy’emu Brandtowi – uznanie polskiej granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej (układ Cyrankiewicz-Brandt z 7 grudnia 1970 roku i akt końcowy KBWE z 1 sierpnia 1975 roku).

Cóż z tego, że następca Schmidta – Helmut Kohl z CDU – był wielkim przyjacielem „Solidarności”, skoro podczas negocjacji „2 plus 4” w 1990 roku negował polską granicę zachodnią, uznaną już przez Brandta i Schmidta, a solidarnościowy rząd Mazowieckiego nie umiał mu się otwarcie przeciwstawić. Gdyby nie zdecydowane stanowisko premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher i nacisk Polonii amerykańskiej na administrację USA, to nie wiadomo czy zjednoczone Niemcy uznałyby w 1990 roku granicę z Polską Tzw. polityka historyczna solidarnościowej Polski wynosi pod niebiosa Kohla jako przyjaciela „Solidarności”, ale nie zauważa, że był on gorącym orędownikiem rewizjonizmu niemieckiego i że to za jego rządów (1982-1998) rozwinęły skrzydła wszelkie ziomkostwa niemieckie, związki wypędzonych itp. To była cena tej przyjaźni?

Przykład Helmuta Kohla pokazuje, że bycie przyjacielem „Solidarności” niekoniecznie oznaczało bycie przyjacielem Polski. Helmut Schmidt nie był przyjacielem „Solidarności” (realistycznie dostrzegając w jej działaniach w latach 1980-1981 zagrożenie dla pokoju w Europie), ale był przyjacielem Polski. Nie z motywów altruistycznych bynajmniej, ale na gruncie opartej na trzeźwym sądzie oceny sytuacji politycznej i miejsca Niemiec w powojennym świecie. Tego w dzisiejszej Polsce przy okazji Jego śmierci nikt nie raczył powiedzieć. Wypadało chociaż wspomnieć, że Schmidt był jednym z inicjatorów utworzenia i długoletnim prezydentem Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej (DPI) w Darmstadt – instytucji powołanej w 1980 roku w celu polepszenia wzajemnych stosunków pomiędzy Polską a Niemcami.

Wielkim politycznym realistą Helmut Schmidt pozostał do końca swojego długiego życia. Był w nim aktywny publicznie także po odejściu na polityczną emeryturę jako dyrektor zarządzający i wydawca tygodnika „Die Zeit”. W 2011 roku skrytykował zabicie Osamy bin Ladena przez służby specjalne USA uważając, że Waszyngton wystąpił jednocześnie w roli policjanta, sędziego i wykonawcy wyroku. „To było bez wątpienia pogwałcenie prawa międzynarodowego. Ta operacja może też mieć nieprzewidywalne następstwa w świecie arabskim, zwłaszcza wobec trwających tam niepokojów” – powiedział wówczas proroczo były kanclerz RFN (Zabicie Osamy: legalne czy nie?, wyborcza.pl, 4.05.2011).

Podczas szaleństwa ukraińskiego w 2014 roku – obok Henryka Kissingera – bezskutecznie wzywał polityków amerykańskich i europejskich do opamiętania i rozsądku. Wyraził zrozumienie dla decyzji Władimira Putina o aneksji Krymu, a sankcje Zachodu wobec Rosji nazwał „głupotą” (Helmut Schmidt: działania Putina na Krymie „całkowicie zrozumiałe”, sankcje to „głupota”, tvn24.pl, 26.03.2014; Kolejny kanclerz Niemiec popiera Putina w sprawie Krymu. A sankcje wobec Rosji nazywa „głupotą”, wyborcza.pl, 26.03.2014). Czy można się więc dziwić, że informację o śmierci Helmuta Schmidta polskie media potraktowały jako news drugiej lub trzeciej kategorii? Pomijając już brak uwielbienia dla „Solidarności”, przecież nie ma w dzisiejszej Polsce większej zbrodni niż brak ślepego i egzaltowanego poparcia dla majdanowej Ukrainy oraz wykazywanie zrozumienia dla działań Rosji.

Odszedł wielki mąż stanu. Ani we współczesnych Niemczech, ani we współczesnej Europie nie ma już polityków tego formatu co Helmut Schmidt. I to jest największa tragedia Niemiec i Europy, co widać gołym okiem.

http://www.mysl-polska.pl/693

Helmut Schmidt (1918-2015)

„Myśl Polska” nr 47-48 (2061/62), 22-29.11.2015, s. 18

Bohdan Piętka

Oświęcim, 13 listopada 2015 r.

Rekolonizacja Libii i Syrii

 

Polityka polska – niezależnie od tego przez którą stronę dominującego w Polsce duopolu politycznego jest firmowana – bezwzględnie popiera politykę Zachodu nie tylko wobec Ukrainy, ale także Syrii i Afryki Północnej. Polskiej opinii publicznej przedstawiany jest tendencyjny obraz trwających tam konfliktów. Warto więc bliżej przyjrzeć się jakiego typu polityce udzielają poparcia władze RP[1].

Współczesne konflikty międzynarodowe są w znacznej mierze „wojnami medialnymi”, tzn. takimi, w których media nie tylko kreują przekaz propagandowy, ale wpływają na przebieg samego konfliktu. Marek Waldenberg – na przykładzie wojen w Jugosławii (1991-1995), agresji NATO na Jugosławię (1999) i kryzysu w Kosowie (1996-2008) – wyróżnił cztery cechy „wojny medialnej”: (1) wykreowanie przez media fałszywego obrazu przyczyn konfliktu, (2) nagłaśnianie fałszywego, jednostronnego i tendencyjnego obrazu przebiegu konfliktu, (3) wywieranie przez media presji eskalującej konflikt oraz (4) torpedowanie przez media planów pokojowego rozwiązania konfliktu uwzględniających w zbyt dużym stopniu stanowisko strony przeciwnej[2].

Ten model wojny był i jest stosowany także wobec Libii i Syrii oraz Ukrainy. Jakie zatem są prawdziwe przyczyny podpalenia Libii i Syrii? Żeby to zrozumieć, trzeba sięgnąć do historii.

Politycznym wzorem zarówno dla Muammara Kadafiego jak i przywódców Syrii – Hafiza al-Asada i Baszszara al-Asada – był prezydent Egiptu (1954-1970) Gamal Abdel Naser (1918-1970) – ojciec faktycznej niepodległości Egiptu oraz twórca ideologii panarabizmu i socjalizmu arabskiego[3]. Naseryzm jako doktryna emancypacyjna krajów Trzeciego Świata nie cieszył się sympatią niedawnych potęg kolonialnych, co samemu Naserowi dano jasno do zrozumienia podczas kryzysu sueskiego, czyli agresji Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela na Egipt (29 października-6 listopada 1956)[4].

Kadafiego można bez przesady nazwać „libijskim Naserem”. Oczywiście system rządów ustanowiony przez niego w Libii nie spełniał standardów zachodniej demokracji. Należy jednak postawić pytanie, czy można było rządzić inaczej niż autorytarnie krajem bez tradycji państwowej oraz społeczeństwem bez wykształconej świadomości narodowej i obywatelskiej, złożonym z Arabów, Beduinów, Berberów, Tuaregów, czarnoskórych koczowników Tubu i innych grup etnicznych (sam Kadafi był Beduinem). Skutki wprowadzenia „demokracji” w Libii w następstwie przewrotu z 2011 roku – czyli rozpad państwa i krwawy chaos – powinny skłaniać do wyważonej oceny rządów Kadafiego.

W propagandowym przekazie mediów zachodnich trudno znaleźć wiarygodne informacje na temat liczby ofiar „reżimu” Kadafiego[5]. Prawdopodobnie pochłonął on mniej ofiar niż np. wspierane przez USA junty wojskowe w krajach Ameryki Łacińskiej doby lat 70 i 80. XX wieku.

Emancypacja Libii

Libia to starożytna kraina, obejmująca Trypolitanię, Cyrenajkę i Fezzan, którą na przestrzeni kilku tysiącleci zamieszkiwały różne narody, głównie koczownicze. W starożytności była kolonią grecką i fenicką, potem prowincją Imperium Rzymskiego. W V wieku w Libii swoje królestwo założyli Wandalowie. Następnie na krótko stała się prowincją Cesarstwa Bizantyjskiego, by w VII wieku zostać opanowana przez Arabów. W 1551 roku Libia weszła w skład Imperium Osmańskiego. Po wojnie włosko-tureckiej z lat 1911-1912 została kolonią włoską. Panowanie włoskie – które w okresie dyktatury Mussoliniego przybrało charakter represyjny i rasistowski – zakończyło się wyparciem przez aliantów wojsk niemiecko-włoskich z Libii w 1943 roku. Wówczas kraj ten przeszedł pod zarząd amerykańsko-brytyjski (od 1946 roku pod mandatem ONZ).

Formalne ogłoszenie przez ONZ niepodległości Libii 24 grudnia 1951 roku nie oznaczało końca protektoratu amerykańsko-brytyjskiego. Władzę absolutną w kraju sprawował król Idris I. Zakazane było istnienie partii politycznych, panowała wszechobecna korupcja i nędza. Kiedy w 1955 roku odkryto pierwsze złoża ropy naftowej, od razu położyły na nich rękę amerykańskie i brytyjskie kompanie naftowe. Mimo że Idris I zainicjował w latach 60. XX wieku nacjonalizację przemysłu naftowego oraz stopniową likwidację baz amerykańskich i brytyjskich, jego władza nie była popularna[6].

Przewrót dokonany 1 września 1969 roku przez grupę młodych oficerów, skupionych wokół Muammara Kadafiego, stanowił faktyczne odzyskanie niepodległości przez Libię. Usunięto obce bazy wojskowe i znacjonalizowano przemysł naftowy, który stał się kołem napędowym gospodarki. Dochody z eksploatacji ropy naftowej i innych bogactw naturalnych umożliwiły Kadafiemu stworzenie egalitarnego systemu społecznego. Nawet niechętne libijskiemu „tyranowi” media głównego nurtu w Polsce nie ukrywały, że Libijczycy pod władzą Kadafiego cieszyli się szerokim katalogiem praw socjalnych[7]. Libia przestała być krajem analfabetów – co czwarty obywatel miał wyższe wykształcenie, niejednokrotnie zdobyte za granicą. Wprowadzono pełne równouprawnienie kobiet (zlikwidowane po „demokratycznym” przewrocie z 2011 roku). Kadafi przeprowadził największy na świecie projekt irygacyjny w celu zapewnienia dostaw wody pustynnemu krajowi. Zbudowano nowoczesną infrastrukturę miejską i komunikacyjną[8].

W wydanej w 1975 roku „Zielonej książce” Kadafi scharakteryzował ustrój Libii jako trzecią drogę, alternatywną wobec zachodniego kapitalizmu i sowieckiego socjalizmu. Tę trzecią drogę Libia realizowała również w polityce zagranicznej. Razem z Jugosławią tworzyła w okresie zimnej wojny tzw. Ruch Państw Niezaangażowanych, utrzymując równocześnie ożywione kontakty polityczne i gospodarcze z blokiem wschodnim. Egalitarny ustrój Libii nie mógł się podobać na Zachodzie, zwłaszcza gdy w parze z nim szedł rozwój gospodarczy i wzrost zamożności kraju. Nie to jednak ostatecznie zaważyło na uznaniu Kadafiego za „tyrana” i wroga „wolnego świata”. Spowodowała to jego polityka zagraniczna – silnie antyamerykańska i antyizraelska.

Antykolonializm i antysyjonizm

Kadafi wspierał ruchy antykolonialne i narodowowyzwoleńcze w Afryce, Ameryce Łacińskiej oraz w Europie (IRA i ETA). Działał na rzecz jedności arabskiej, czego wyrazem były niezrealizowane projekty utworzenia Federacji Republik Arabskich (1972-1977), Arabskiej Republiki Islamskiej (1974) i Arabskiej Unii Maghrebu (1989). Przede wszystkim jednak popierał Organizację Wyzwolenia Palestyny i różne palestyńskie formacje zbrojne od Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny po Czarny Wrzesień i Organizację Abu Nidala (Fatah). To z tego powodu, już dekadę przed zamachem nad Lockerbie, przywódca Libii został uznany za „światowego terrorystę”. Kadafi nie krył swojej niechęci do Izraela, występując wielokrotnie z oryginalnymi pomysłami przeniesienia państwa żydowskiego na Alaskę lub do Kalifornii.

Agresja amerykańska na Libię

Nie może dziwić zatem, że Ronald Reagan, rozpoczynając w 1981 roku światową „krucjatę przeciw komunizmowi”, rozpoczął także brutalną kampanię przeciw Libii. Już na początku swojej prezydentury Reagan nazwał Kadafiego „wściekłym psem Bliskiego Wschodu” i „międzynarodowym pariasem”. Oczywiście oficjalnym powodem tak ostrej oceny ze strony amerykańskiego prezydenta był brak „demokracji” w Libii oraz łamanie przez Kadafiego „praw człowieka” i wspieranie „terroryzmu”[9].

W marcu 1982 roku administracja Reagana wprowadziła embargo na libijską ropę, a w styczniu 1986 roku nakazała wszystkim amerykańskim firmom zaprzestania działalności w Libii. Kulminacją trwających od 1981 roku prowokacji i incydentów zbrojnych był atak powietrzny na Libię (Operation El Dorado Canyon), przeprowadzony przez USA przy poparciu Wielkiej Brytanii 15 kwietnia 1986 roku[10]. Do walki z Kadafim Waszyngton zaangażował też dyktatora Czadu Hisséne Habré, który w związku z tym w przekazie propagandy amerykańskiej stał się nawet „demokratycznym przywódcą”. Wojna pomiędzy Czadem a Libią (tzw. wojna toyot, 16.12.1986-11.09.1987) zakończyła się dla Libii sromotną porażką[11]. Odwetem ze strony Libii był zamach terrorystyczny na samolot linii Pan Am nad Lockerbie 21 grudnia 1988 roku[12].

Panafrykanizm

Koniec zimnej wojny przyniósł stopniową deeskalację i normalizację stosunków pomiędzy Libią a Zachodem. Libia przyznała się do zamachu nad Lockerbie i wypłaciła odszkodowania rodzinom ofiar, potępiła zamachy terrorystyczne w Nowym Jorku z 11 września 2001 roku i zaangażowała się w walkę z rewolucyjnym islamem. Ponadto nawiązała współpracę z Unią Europejską, m.in. w kwestii blokowania migracji afrykańskiej do Europy. Wyrzekła się też posiadania broni masowego rażenia oraz zlikwidowała program broni chemicznej i nuklearnej. Od połowy lat 90. XX wieku następowała liberalizacja libijskiej gospodarki i jej częściowa prywatyzacja, a co za tym idzie ograniczenie opiekuńczości państwa. Przemysł naftowy został w dużej mierze sprzedany międzynarodowym korporacjom. Tylko w latach 2003-2004 nastąpił sześciokrotny wzrost inwestycji zagranicznych w Libii. Jej przywódca nie zgodził się jednak na prywatyzację systemu irygacyjnego kraju, czym wywołał niezadowolenie kapitału francuskiego i samej Francji[13].

Kadafi nie zrezygnował też z prowadzenia samodzielnej polityki, w tym bezkompromisowej krytyki USA i Izraela. Ponadto nawiązał bliskie stosunki z Chinami oraz zrezygnował z panarabizmu na rzecz panafrykanizmu. Libia została członkiem-założycielem Wspólnoty Państw Sahelu i Sahary (1999) i Unii Afrykańskiej (2002). W czerwcu 2005 roku przystąpiła też do Wspólnego Rynku Afryki Północnej i Południowej (COMESA)[14]. Inicjatywa integracji afrykańskiej stanęła w sprzeczności z rozwijaną przez Francję koncepcją tzw. Unii Śródziemnomorskiej. Oprócz tego na forum Unii Afrykańskiej przywódca Libii wystąpił z inicjatywą wprowadzenia międzynarodowej waluty – opartej na libijskich rezerwach złota – do rozliczeń na rynku ropy. Ta złota waluta miała obowiązywać początkowo na obszarze Afryki Północnej i wyprzeć dolara amerykańskiego z transakcji na światowym rynku naftowym[15].

W tym momencie Kadafi ostatecznie przekroczył czerwoną linię. Dla Zachodu ponownie stał się „tyranem” i „dyktatorem”, a jego panafrykańskie idee i złote plany musiały zostać zbombardowane i podpalone w sensie dosłownym. Na dodatek z całą Afryką Północną[16].

Syryjska droga do niezależności

Syria jest również krajem, który od starożytności zamieszkiwały różne narody i który przechodził zmienne koleje losu. Była m.in. częścią imperium Aleksandra Wielkiego, prowincją rzymską i bizantyjską oraz stolicą kalifatu Umajjadów. W 1517 roku została przyłączona do Imperium Osmańskiego i pozostała w jego składzie do 1920 roku, kiedy jako terytorium mandatowe Ligi Narodów – obejmujące tzw. Wielką Syrię wraz z Libanem – znalazła się pod zarządem powierniczym Francji. Było to konsekwencją umowy Sykes-Picot z 16 maja 1916 roku – tajnego porozumienia zawartego między Wielką Brytanią i Francją dotyczącego rozbioru posiadłości tureckich na Bliskim Wschodzie. Postanowienia tej umowy zostały następnie zalegalizowane przez traktat wersalski i konferencję w San Remo (19-26.04.1920).

Zanim jednak do tego doszło, 8 marca 1920 roku Syryjski Kongres Narodowy proklamował Królestwo Wielkiej Syrii pod władzą Fajsala I – pierwsze nowożytne państwo arabskie. Twórca tego państwa – Fajsal ibn al-Husajn ibn Ali al-Haszimi (1883-1933) – pochodził z arystokratycznego rodu Banu Haszim (Haszymidów, obecnie panujących w Jordanii). W swojej polityce unikał on faworyzowania jakiejkolwiek grupy religijnej i dążył do ugody pomiędzy sunnitami a szyitami. Był zwolennikiem panarabizmu i utworzenia jednego państwa arabskiego, obejmującego Wielką Syrię, Palestynę i Irak. Jego aspiracje zderzyły się z planami Brytyjczyków i Francuzów wobec Bliskiego Wschodu. Fajsal bezskutecznie apelował o zachowanie niezawisłości Syrii, a gdy jego prośby pozostały bezskuteczne wezwał Syryjczyków do niestawiania oporu wojskom francuskim[17].

W sierpniu 1920 roku Francuzi dokonali podziału Wielkiej Syrii, wydzielając z niej Wielki Liban oraz cztery formalnie autonomiczne państewka: Damaszek, Aleppo, Latakię (państwo alawitów) i Dżabal ad-Duruz (państwo Druzów). W 1925 roku Damaszek i Aleppo połączono w Państwo Syrii, do którego w 1944 roku przyłączono Latakię i Dżabal ad-Duruz. Francja zobowiązała się w 1936 roku przyznać Syrii niepodległość. Stało się to możliwe dopiero w 1941 roku, kiedy Komitet Wolnej Francji ogłosił niepodległość Syrii i Libanu. Państwo syryjskie było jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego ONZ w 1945 roku. W 1946 roku wojska brytyjskie i francuskie opuściły terytorium Syrii, a w 1948 roku Syria wzięła udział w pierwszej wojnie arabskiej z Izraelem[18].

Od końca lat 40. XX wieku coraz większą popularność w Syrii zdobywała – odwołująca się do panarabizmu i socjalizmu arabskiego – Partia Socjalistycznego Odrodzenia Arabskiego (BAAS). Duży wpływ na orientację polityczną Syrii wywarł tak jak w przypadku Libii naseryzm, pokrewny doktrynie basistowskiej. W latach 1958-1961 Syria i Egipt tworzyły nawet Zjednoczoną Republikę Arabską. 8 marca 1953 roku partia BAAS i związany z nią Komitet Wojskowy dokonały zamachu stanu, przejmując władzę. Od tego czasu ukształtował się w Syrii system polityczny oparty na monopartyjnych rządach wojskowego skrzydła partii BAAS, w którym dominowali alawici. Syria nawiązała współpracę z ZSRR i przyjęła orientację antyamerykańską i antyizraelską. Jej wyrazem był udział Syrii w wojnie sześciodniowej z Izraelem (1967) oraz w wojnie Jom Kippur (1973).

Z burzliwej walki o władzę w łonie armii i partii BAAS wyszedł zwycięsko gen. Hafiz al-Asad (1930-2000). Jako prezydent Syrii (1971-2000) był zwolennikiem umiarkowanego panarabizmu i socjalizmu arabskiego. Fundamentalnym czynnikiem kształtującym jego politykę zagraniczną stanowiła niechęć do Izraela. Podczas wojny domowej w Libanie (1975-1990) początkowo zwalczał Organizację Wyzwolenia Palestyny, ale po agresji Izraela na Liban w 1982 roku zmienił front i zaczął wspierać OWP (chociaż próbował podważyć pozycję Jasira Arafata).

Pod rządami partii BAAS Syria przeszła gruntowaną transformację. Znacjonalizowano większość przedsiębiorstw i przeprowadzono korzystną dla drobnych rolników reformę rolną. Zlikwidowano analfabetyzm, upowszechniono publiczną oświatę i służbę zdrowia. Przeprowadzono też wielki program elektryfikacji kraju i zapewnienia mu dostępu do wody bieżącej. W polityce wewnętrznej wojskowo-monopartyjny system władzy stał na gruncie laickości państwa i równouprawnienia wszystkich wyznań religijnych (w tym chrześcijańskich). Bezwzględnie zwalczano fundamentalizm islamski (m.in. tłumiąc powstanie Bractwa Muzułmańskiego w latach 1979-1982)[19].

Antyamerykańska i antyizraelska polityka Hafiza al-Asada była od 2000 roku kontynuowana przez jego syna i następcę na stanowisku prezydenta, Baszszara al-Asada, który nawiązał bliską współpracę z Iranem. Syria i Iran dostarczały Hamasowi i Hezbollahowi rakiety do ostrzeliwania Izraela. W zawiązku z tym Damaszek otrzymał w 2008 roku poważne ostrzeżenie od minister spraw zagranicznych Izraela, Cipi Liwni[20]. Zamiar obalenia Baszszara al-Asada musiał narodzić się pierwotnie w Tel Awiwie i Waszyngtonie w związku z planowanym przez Izrael od 2005 roku atakiem na irańskie ośrodki nuklearne. Skuteczny atak na Iran nie byłby możliwy bez uprzedniego wyeliminowania Syrii.

Unia Śródziemnomorska jako projekt neokolonialny

Czynnikiem, który miał decydujący wpływ na polityczną destabilizację regionu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w latach 2010-2015, w tym przede wszystkim Libii i Syrii, był francuski projekt Unii Śródziemnomorskiej. Podczas konferencji w Paryżu w dniach 13-14 lipca 2008 roku została utworzona Unia na Rzecz Regionu Morza Śródziemnego, zwana potocznie Unią Śródziemnomorską. Chociaż strukturę tę formalnie powołała do życia Unia Europejska, to od początku była ona dzieckiem prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego. Utworzenie tego tworu pod przewodnictwem Francji miało przede wszystkim osłodzić Paryżowi fakt, że politycznym kierownikiem Unii Europejskiej są Niemcy. Do Unii Śródziemnomorskiej oprócz Francji weszło 27 państw, w tym byłe kolonie francuskie: Algieria, Maroko, Mauretania, Syria i Tunezja. Publicysta Stanisław Michalkiewicz nie bez racji nazwał Unię Śródziemnomorską „kieszonkowym imperium kolonialnym” Francji[21].

Projekt Unii Śródziemnomorskiej od początku bojkotowała Libia. Muammar Kadafi publicznie oskarżył Unię Europejską – a w domyśle Francję – o próbę rozbicia Unii Afrykańskiej, neokolonializm i chęć podporządkowania południowych sąsiadów[22]. Stanowisko przywódcy Libii wydaje się zrozumiałe w kontekście jego planów panafrykańskich i zdecydowanej postawy sprzeciwu wobec dominacji Zachodu w krajach Trzeciego Świata, jaką zajmował przez całą swoją działalność polityczną.

Chociaż takie państwa jak Algieria, Egipt, Maroko, Syria i Tunezja nie wyraziły zdecydowanego sprzeciwu wobec projektu Unii Śródziemnomorskiej, to nie wykazały też wystarczającego entuzjazmu dla „pogłębienia integracji”. Z tego powodu projekt ten stał się martwą literą prawa. Dla Paryża musiało zatem być oczywiste, że nie da się go zrealizować bez zmiany władz i elit politycznych w krajach arabskich regionu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Nie jest więc chyba przypadkiem, że gdy na szczycie w Deauville w październiku 2010 roku prezydent Sarkozy uzyskał zielone światło od niemieckiej kanclerz Angeli Merkel na realizację projektu Unii Śródziemnomorskiej, wkrótce potem (17 grudnia 2010 roku) wybuchła w Tunezji pierwsza „rewolucja”, która zapoczątkowała tzw. „arabską wiosnę”.

Tzw. „arabska wiosna” i wojna w Syrii jako przykład agresji neokolonialnej

Na kluczową rolę Francji w politycznym zdestabilizowaniu regionu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu oraz neokolonialne motywy takiego działania zwrócił uwagę Thierry Meyssan (ur. 1957) – francuski publicysta, pacyfista i działacz społeczny[23].

To nie USA – zdaniem Meyssana – ale Francja stanowi główną siłę nawołującą do obalenia Arabskiej Republiki Syrii. Wolą współczesnych przywódców Francji jest rekolonizacja tego kraju. W polityce tej Francja jest otwarcie wspierana przez USA, Wielką Brytanię, Turcję i Arabię Saudyjską, a nieoficjalnie także przez Izrael. Francuski autor zwrócił też uwagę na powiązania Nicolasa Sarkozy’ego i François Hollande’a z Katarem – sponsorem Bractwa Muzułmańskiego – oraz Arabią Saudyjską, która miała nielegalnie finansować ich kampanie wyborcze.

Obecna polityka Francji wobec Syrii – twierdzi Meyssan – została zainspirowana przez politykę amerykańską. To sekretarz stanu USA Hilary Clinton miała około 2010 roku przekonać przywódców Wielkiej Brytanii i Francji do reanimacji brytyjsko-francuskiego projektu kolonialnego pod dyskretnym przewodnictwem USA.

2 listopada 2010 roku Francja i Wielka Brytania podpisały szereg dokumentów, znanych jako traktat Lancaster House. Ze strony francuskiej został on wynegocjowany przez Alaina Juppé i gen. Benoît Puga – zagorzałego zwolennika kolonizacji. Były premier Alain Juppé pozostawał wówczas bez przydziału, ale 27 lutego 2011 roku został ministrem spraw zagranicznych Francji. Prawdopodobnie tylko po to, by realizować tajną część traktatu Lancaster House, którą Meyssan nazwał współczesną umową Sykes-Picot. Jawna część traktatu Lancaster House zawierała deklarację współpracy brytyjsko-francuskiej w zakresie wspólnych „misji pokojowych” (czyli współczesnych ekspedycji kolonialnych), natomiast tajna zakładała brytyjsko-francuski atak na Libię i Syrię 21 marca 2011 roku. Atak taki na Libię – jako wsparcie dla „powstańców” i „demokratycznej opozycji” – rzeczywiście nastąpił. Z tym, że Francja przeprowadziła go na dwa dni przed tym terminem. Natomiast do ataku na Syrię nie doszło, ponieważ USA zmieniły pierwotne plany odnośnie sposobu obalenia syryjskiego „tyrana”.

W kontekście informacji, jakie podaje francuski publicysta należy sobie zadać pytanie czy rzeczywiście można mówić o „rewolucji” w Libii oraz „wojnie domowej” w Syrii, czy jednak jest to amerykańsko-brytyjsko-francuska agresją na te kraje. Nie pozostawiają w tej sprawie wątpliwości fakty przytoczone przez Meyssana.

29 lipca 2011 roku powstała Wolna Armia Syrii, która wedle informacji podawanych przez media zachodnie (w tym polskie) jest „umiarkowaną opozycją” (należał do niej jeszcze tzw. Front Islamski). Według Meyssana Wolna Armia Syrii została utworzona przez Francję. Stanowiska dowódcze obsadzili w niej agenci francuskich służb wywiadowczych i oficerowie Legii Cudzoziemskiej, natomiast jej pierwszymi żołnierzami nie byli Syryjczycy, ale Libijczycy – członkowie Al-Kaidy[24]. Obecnie – pisze Meyssan – Wolna Armia Syrii nie jest już armią stałą, ale jej markę wykorzystuje się wciąż w operacjach, wymyślanych w Pałacu Elizejskim, a wykonywanych przez najemników z innych grup zbrojnych. To Wolna Armia Syrii – czyli „umiarkowana opozycja” – jako pierwsza wprowadziła publiczne egzekucje jeńców poprzez poderżniecie gardła, przyjęte później przez Państwo Islamskie (IS).

Francuski autor podaje jeden z przykładów działalności „umiarkowanej opozycji” syryjskiej. Na początku 2012 roku Legia Cudzoziemska wyekspediowała 3 tys. bojowników Wolnej Armii Syrii do Hims – dawnej francuskiej stolicy kolonialnej – celem ustanowienia tam „stolicy rewolucji”. Po zajęciu miasta korpus ten ogłosił powstanie Emiratu Islamskiego i dokonał rzezi na kilkuset mieszkańcach.

Meyssan nie ma wątpliwości, że francuska polityka wobec Syrii sprowadza się do rekoloniozacji tego kraju. Jako przykład podaje propozycję byłego prezydenta Francji, Valéry’go Giscard d’Estaing, z 27 września 2015 roku, by utworzyć w Syrii „terytorium mandatowe ONZ na okres pięciu lat”. Propozycja ta nawiązuje wprost do tradycji francuskiego kolonializmu, kiedy Syria była terytorium mandatowym Ligi Narodów pod zarządem powierniczym Francji.

Podobnie jak opisana przez Meyssana „wojna domowa” w Syrii wyglądała „rewolucja demokratyczna” w Libii. W roli „demokratycznej opozycji” – wspieranej przez ataki lotnictwa NATO – wystąpiła tam Al-Kaida, sprowadzeni z zagranicy dżihadyści i najemnicy oraz miejscowi malkontenci, w większości też opłacani przez zagranicznych sponsorów. To nie była „rewolucja demokratyczna”, ale zewnętrzna agresja na suwerenne państwo. Brutalne zlinczowanie i zamordowanie Muammara Kadafiego 20 października 2011 roku, bez zaaranżowania nawet takiej parodii procesu sądowego jaką mieli Nicolae i Elena Ceausescu w Rumunii, dobitnie pokazuje jakiego rodzaju „opozycję demokratyczną” zainstalowano w Libii. Dzisiaj Libia jest krajem pogrążonym w krwawym chaosie, z dwoma rządami, dwoma parlamentami, rozbitym politycznie, terytorialnie i etnicznie, z rozpadającą się gospodarka, niewypłacalnym.

Co pewien czas dochodzi do starć i zamieszek w miastach, porywani są dyplomaci, mordowani przedstawiciele władz. Nikt nie panuje nad sytuacją. Korespondent PAP Wojciech Jagielski stwierdził, że Libia stała się takim afrykańskim Afganistanem. Pogrążyła się w chaosie, jest znakomitą kryjówką dla wszelkiej maści ugrupowań fundamentalistycznych, terrorystycznych, a także przemytniczych, przestępczych. Zdaniem Jagielskiego, również wojna w Mali, a wcześniej zajęcie połowy kraju przez saharyjskich dżihadystów, to oczywisty i bezpośredni rezultat obalenia władzy i rozpadu libijskiego państwa[25].

Jako czynnik polityczny, prowadzący w regionie konkurencyjną wobec francuskiej politykę integracyjną, Libia została zatem trwale wyeliminowana. Cel został osiągnięty.

Misja „straconego dla prawdy”

Ważną rolę w przewrotach politycznych w Libii i Syrii (2011) oraz na Ukrainie (2014) odegrał pewien człowiek, którego można zobaczyć na zdjęciach publikowanych w Internecie. Pokazany jest na nich podczas przewrotów w Libii, Syrii i na Ukrainie, w tym w obecności prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, prezydenta Izraela Szimona Peresa i prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki[26].

Ten człowiek to Bernard-Henri Lévy (ur. 1948) – francuski filozof żydowskiego pochodzenia, urodzony w Algierii. W młodości płomienny marksista, potem (lata 70-80 XX w.) związany z Francuską Partią Socjalistyczną, na koniec nawrócony na neoliberalizm. Razem z innym francusko-żydowskim filozofem – André Glucksmannem – stworzył w latach 70. XX wieku ruch Nouvelle Philosophie (Nowa Filozofia). Lévy został tzw. filozofem medialnym, propagującym w mediach ideę tzw. społeczeństwa otwartego. Francuski filozof Raymond Aron nazwał Lévy’ego „straconym dla prawdy”.

Jego główną pasją są jednak misje o charakterze politycznym. Warto je wymienić. Już w 1971 roku Lévy udał się na Półwysep Indyjski, gdzie wspierał odłączenie Bangladeszu od Pakistanu. W latach 90. XX wieku wyjeżdżał do Jugosławii, wspierając bośniackich muzułmanów w ich walce o „niepodległość”. Był jednym z głównych źródeł fabrykowania informacji o „serbskich obozach koncentracyjnych”, w których miano rzekomo masowo mordować bośniackich muzułmanów, „obozach gwałtu” itp. (dzisiaj już wiemy, że nieprawdziwych). W 1999 roku wspierał terrorystyczną Armię Wyzwolenia Kosowa i działał na rzecz oderwania Kosowa od Serbii. Jednocześnie popierał agresję NATO na Jugosławię. W 2003 roku i latach następnych był zaangażowany podczas kryzysu w Darfurze. W 2008 roku razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim wspierał gruzińskiego przywódcę Micheila Saakaszwilego przeciw Rosji. Podobno to właśnie Lévy nakłonił Saakaszwilego do ataku na Osetię Południową, co spowodowało wojnę z Rosją. W 2010 roku „The Jerusalem Post” umieścił Lévy’ego na liście 50. najbardziej wpływowych Żydów świata (na miejscu 45). W tym samym 2010 roku Lévy stanął w obronie sił zbrojnych Izraela, krytykowanych za zbrodnie wojenne w Strefie Gazy, oświadczając: Nigdy nie widziałem tak demokratycznej armii, która zadaje sobie tak wiele pytań moralnych. Jest to coś niezwykle istotnego w izraelskiej demokracji. W 2011 roku Lévy zaangażował się w „kolorowe rewolucje” w Libii i Syrii, a w 2014 roku na Ukrainie.

Według artykułu zamieszczonego 27 marca 2011 roku na stronie internetowej brytyjskiego dziennika „The Guardian” – 62-letni francuski filozof jest używany (w Libii – uzup. BP) do przebywania na linii ognia – trochę jak w Bośni w latach 90. i w Burundi w roku 2000. Zdaniem „Guardiana” Lévy miał nalegać na prezydenta Sarkozy’ego, by natychmiast uznał „buntowników w Libii”. Zaaranżował następnie spotkanie między tymi „buntownikami” a prezydentem Francji w Pałacu Elizejskim. Publicznie promował uznanie samozwańczej Narodowej Rady Tymczasowej (utworzonej 5 marca 2011 roku w Benghazi) jako legalnego rządu libijskiego. W związku z tym został przezwany francuskim „ministrem spraw zagranicznych B”. Następnie odegrał rolę „siły napędowej” Sarkozy’ego w prowadzeniu „dyplomatycznej wojny błyskawicznej”, której celem było uzyskanie międzynarodowej aprobaty dla działań wojskowych NATO (głównie USA, Wielkiej Brytanii i Francji) przeciw Muammarowi Kadafiemu[27].

Bernard-Henri Lévy i jego aktywność polityczna. Fot. www.facebook.com/permalink.php, 13.06.2014

Bernard-Henri Lévy i jego aktywność polityczna. Fot. http://www.facebook.com/permalink.php, 13.06.2014

Bernard-Henri Lévy - filozof medialny i misjonarz polityczny. Fot. The Guardian

Bernard-Henri Lévy – filozof medialny i misjonarz polityczny. Fot. The Guardian

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Jestem odległy od antysemityzmu i nie należę do zwolenników teorii spisku żydowskiego. Przytoczyłem tylko informacje powszechnie dostępne i ważne dla omawianego tematu.

Rola Rosji i Iranu

Od początku kryzysu syryjskiego Rosja i Iran udzielały pomocy „reżimowi” Baszszara al-Asada. Zarówno w dostawach uzbrojenia, jak i w postaci tzw. doradców wojskowych[28]. Wreszcie 30 września 2015 roku Rosja wsparła legalne władze Syrii ofensywą powietrzną. Formalnie wymierzoną w Państwo Islamskie, ale ku oburzeniu Zachodu także w „umiarkowaną opozycję”. Trzeba jednak pamiętać jak bardzo płynna jest w Syrii granica pomiędzy „umiarkowaną opozycją”, wszelkiej maści dżihadystami, zagranicznymi najemnikami i najzwyklejszymi bandytami.

Rosja zaangażowała się w Syrii nie tylko dlatego, że ZSRR wspierał ten kraj w okresie zimnej wojny i nie tylko dlatego, by nie dopuścić do poprowadzenia przez Syrię i Turcję gazociągów znad Zatoki Perskiej do Europy. Dla Moskwy jest to wojna prewencyjna. W szeregach Państwa Islamskiego walczy bowiem od 5 do 7 tys. obywateli Rosji i innych krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (nie licząc kaukaskich emigrantów z Europy Zachodniej)[29]. Są to głównie Czeczeni – członkowie terrorystycznego ugrupowania Emirat Kaukaski, które jesienią 2014 roku oficjalnie podporządkowało się Państwu Islamskiemu. Region rosyjskiego Kaukazu został wtedy oficjalnie uznany za jeden z wilajetów Państwa Islamskiego[30].

Do najbardziej znanych Czeczenów, którzy przeszli na stronę IS należą ostatni „emir Kaukazu” Abu Usman Gimriński (właść. Mohammed Sulejmanow) oraz Asłan „Chamzat” Bitukajew – dowódca elitarnego oddziału terrorystów-samobójców „Rijad as-Salihijn”, założonego przez Szamila Basajewa (1965-2006). Jednym z liderów Państwa Islamskiego jest natomiast Tarchan Batiraszwili, znany jako „Omar Czeczen” (w rzeczywistości pochodzi z Gruzji). Wielokrotnie groził on Rosji krwawą zemstą[31]. Dla Rosji zatem operacja w Syrii stanowi kontynuację walki, jaką prowadziła w Czeczenii od 1994 roku, najpierw z ruchem niepodległościowym, a potem już tylko z dżihadystyczną partyzantką, szukającą inspiracji w Al-Kaidzie i Państwie Islamskim. Moskwa z oczywistych względów nie może dopuścić do tego, by kaukascy bojownicy IS powrócili na jej terytorium.

Rozpoczynając ofensywę powietrzną w Syrii i montując kolację przeciwko Państwu Islamskiemu, złożoną z Syrii, Iraku i Iranu, Rosja stała się jednym z głównych graczy politycznych na Bliskim Wschodzie. Powróciła do „koncertu mocarstw”, z którego formalnie została wykluczona podczas kryzysu ukraińskiego.

Kompromitacja polityki kolonizacji wstecznej

Mocarstwa zachodnie, Rosja i Iran nie są jedynymi zewnętrznymi aktorami syryjskiego dramatu, który pochłonął już ponad 250 tys. ofiar śmiertelnych[32]. Rebeliantów i ekstremistów walczących z legalnym rządem Syrii sponsorują – oprócz USA czy Francji – także Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Od 2011 roku kraje te przeznaczyły na ten cel 4,25 mld dolarów[33]. W syryjską wojnę włączyła się również Turcja, rozpoczynając kampanię przeciw Kurdom pod pretekstem zwalczania dżihadystów[34].

Nie ulega wątpliwości, że polityczna dekompozycja Afryki Północnej i części Bliskiego Wschodu, w tym pogrążenie w krwawym chaosie Libii i Syrii, jest rezultatem neokolonialnej polityki prowadzonej wobec tego regionu przez USA, Wielką Brytanię i Francję. Polityka ta odwołuje się do wzorców XIX-wiecznego kolonializmu europejskiego. Toczące rzekomo „wojnę z terroryzmem” mocarstwa zachodnie nie zawahały się użyć przeciwko legalnym władzom w Libii i Syrii Al-Kaidy i dżihadystów, tak samo zresztą jak nie zawahały się użyć przeciwko legalnym władzom ukraińskim banderowców i neonazistów. Polityka mocarstw zachodnich leży również u genezy Państwa Islamskiego. Tak jak Czerwoni Khmerzy w Kambodży wyszli w 1975 roku z lejów po amerykańskich bombach, by urzeczywistnić swoją koszmarną rewolucję, tak z lejów po amerykańskich bombach i traumy po amerykańskiej okupacji Iraku (2003-2011) wyszło Państwo Islamskie. Nie jest też tajemnicą, że duża część uzbrojenia, które Zachód przekazał w ręce „umiarkowanej opozycji” syryjskiej i libijskiej, trafiła w ręce powiązanych z Al-Kaidą dżihadystów z Frontu Obrony Ludności Lewantu (Dżabhat an-Nusra, zwany również Frontem al-Nusra) oraz band nazywających się Państwem Islamskim.

Setki tysięcy muzułmańskich uchodźców i imigrantów szturmujących Unię Europejską, to skutek krwawego chaosu, w jakim pogrążyły się północna i wschodnia część kontynentu afrykańskiego oraz Bliski Wschód (Irak, Jemen, Syria). To skutek polityki kolonizacji wstecznej i zarazem jej kompromitacja. W każdym wymiarze – moralnym, historycznym i politycznym. Jeżeli Zachód na początku XXI wieku nie ma innej wizji modernizacyjnej niż powrót do praktyk XIX-wiecznego kolonializmu, to znaczy, że przeżywa nie tylko strukturalny kryzys gospodarczy i polityczny, ale również kryzys deklarowanego systemu wartości. To jest kryzys człowieka Zachodu i jego cywilizacji.

[1] Przykładem tego jak postrzegają wojnę w Syrii politycy polscy są wypowiedzi ministra Marka Biernackiego (koordynatora ds. służb specjalnych) w radiu TOK FM z 1.10.2015 r. i radiu RMF FM z 17.10.2015 r., wskazujące na działania wojskowe Rosji w Syrii jako przyczynę kryzysu migracyjnego. Por.: To Asad i Rosja rozpoczęli kryzys uchodźczy? Biernacki: Moskwa realizuje strategiczne cele. Wielka gra dopiero się zaczyna, http://www.tokfm.pl, 1.10.2015; Za falą uchodźców stoi Rosja? Koordynator ds. służb specjalnych: Nagle wędrówka ludów, Europa czuje się zagrożona. Kto pomaga?, http://www.wiadomości.gazeta.pl, 17.10.2015.

[2] M. Waldenberg, Rozbicie Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki, t. I, Warszawa 2005, s. 186-193.

[3] B. Stępniewska-Holzer, J. Holzer, Egipt. Stulecie przemian, Warszawa 2006, s. 63-170.

[4] D. Tal, The 1956 War, Londyn 2001.

[5] Kaddafi wariat, ale jego Libia była żyłą złota, wywiad Pawła Smoleńskiego z Albinem Siwakiem, „Gazeta Wyborcza”, 5-6.03.2011; Tysiące ofiar Kaddafiego? Krwawy obraz reżimu wg Francji, http://www.tvn24.pl, 1.06.2011.

[6] D. Kawczyński, Seeking Gaddafi: Libya, the West and the Arab Spring, Biteback 2011, s. 7-19.

[7] Należały do nich: bezpłatne użytkowanie wody i energii elektrycznej przez wszystkich obywateli, brak oprocentowania pożyczek (banki zostały znacjonalizowane, a Kadafi zakazał lichwy), dotowanie przez państwo mieszkań dla młodych małżeństw, wysoka wyprawka dla dziecka oraz bezpłatna edukacja i opieka zdrowotna. Państwo dotowało nie tylko artykuły dziecięce, żywność i ceny benzyny, ale nawet zakupy przez obywateli samochodów i dóbr luksusowych. Pokrywało też koszty leczenia obywateli za granicą i fundowało studentom stypendia zagraniczne. Por.: Libia pogrążyła się w anarchii. O tym się nie mówi, http://www.onet.pl, 20.03.2014.

[8] Tamże.

[9] D. Kawczyński, Seeking Gaddafi…, s. 71-116.

[10] Tamże, s. 117-129.

[11] M. Azevedo, Roots of Violence. A History of War in Chad, Routledge 1998.

[12] R. Bruce St. John, Libya. From Colony to Revolution, Oxford 2012, s. 202.

[13] R. Bruce St. John, Libya…,s. 237-248, 274; D. Kawczyński, Seeking Gaddafi…, s. 162, 175-176, 178-180, 184.

[14] K. Czernichowski, Integracja afrykańska – uwarunkowania, formy współpracy, instytucje, Warszawa 2010; R. Bruce St. John, Libya…,s. 226-231; D. Kawczyński, Seeking Gaddafi…, s. 142, 189-190.

[15] Czy Kadafi chciał wprowadzić złotego dinara?, http://www.rynekzlota.pl, 13.09.2011.

[16] Prekursorem panafrykańskiej polityki Kadafiego był Thomas Sankara – lewicowy prezydent Burkina Faso (przed 1984 rokiem Górnej Wolty). Sankara przejął władzę jako młody oficer w drodze przewrotu wojskowego w 1983 roku. Przeprowadził reformę rolną, która w krótkim czasie uczyniła Burkina Faso krajem samowystarczalnym żywnościowo oraz wyeliminowała konieczność zadłużania się dla zakupu żywności. Dążył też do uniezależnienia swojego kraju od wpływów zewnętrznych przez maksymalne oparcie gospodarki na produkcji własnej. Był zwolennikiem panafrykanizmu i zerwania przez Afrykę neokolonialnej zależności od Zachodu. Dlatego w polityce zagranicznej współpracował z oponentami bloku zachodniego: Libią, Kubą i ZSRR. W przemówieniu wygłoszonym podczas szczytu Organizacji Jedności Afrykańskiej w Addis Abebie w lipcu 1987 roku Sankara wezwał kraje afrykańskie, żeby przestały spłacać zadłużenie zagraniczne, ponieważ jest ono pułapką, w którą Zachód wciąga ubogie kraje, by móc je potem eksploatować. Trzy miesiące po przemówieniu w Addis Abebie Sankara został zamordowany podczas zamachu stanu. Jego następca natychmiast wykazał spolegliwość wobec USA, Francji i międzynarodowych instytucji finansowych. Propagowany przez Sankarę program samostanowienia Afryki stał w opozycji do narzucanej przez Zachód neoliberalnej strategii rozwoju, będącej w istocie strategią nowej kolonizacji. Por.: Burkina Faso: Thomas Sankara – Presente!, http://www.xportal.pl, 21.10.2015.

[17] J. McHugo, Syria. From the Great War to the Civil War, Londyn 2014, s. 66-67.

[18] B. Kaczorowski (red.), Wielki Encyklopedyczny Atlas Świata, t. 10 (Azja Południowo-Zachodnia), Warszawa 2006, s. 32-39.

[19] Ł. Fyderek, Pretorianie i technokraci w reżimie politycznym Syrii, Kraków 2011; J. Zdanowski, Historia Bliskiego Wschodu w XX wieku, Wrocław 2010.

[20] Izrael: Syria musi zerwać kontakty z Iranem, Hamasem i Hezbollahem, http://www.gazeta.pl, 22.05.2008.

[21] S. Michalkiewicz, Od ściany do ściany, http://www.michalkiewicz.pl, 24.06.2014.

[22] Kadafi: Unia Śródziemnomorska powrotem do kolonializmu, http://www.psz.pl, 6.08.2008.

[23] T. Meyssan, Kolonizacja wsteczna. Dlaczego Francja chce obalenia Arabskiej Republiki Syrii?, tłum.: Euzebiusz Budka, Sieć Voltaire, http://www.voltairenet.org, 14.10.2015.

[24] Syryjski gen. Salim Idris objął formalne dowództwo Wolnej Armii Syrii dopiero 15 grudnia 2012 r.

[25] Libia pogrążyła się w anarchii

[26] Bernard-Henri Lévy, sionista, racista, amante de la guerra, http://www.facebook.com/permalink.php, 13.06.2014; http://www.facebook.com/antiimperialistische.aktion, 13.06.2014.

[27] Libya: Bernard-Henri Lévy dismisses criticism for leading France to conflict, http://www.theguardian.com (strona internetowa dziennika „The Guardian”), 27.03.2011; J. J. Buck, France’s Prophet Provocateur, http://www.vanityfair.com (strona internetowa czasopisma „Vanity Fair”, styczeń 2003), 8.11.2015; L. Hoare, France’s public intellectual no. 1 has become its number-one defender of Jews-and democratic intervention around the world, http://www.momentmag.com (strona internetowa „Moment Magazine”, listopad-grudzień 2015), 8.11.2015; http://www.en.wikipedia.org/wiki/Bernard-Henri Lévy, 8.11.2015; http://www.facebook.com/Bernard-Henri-Lévy, 8.11.2015.

[28] Jednym z nich był gen. Hossein Hamadani (1951-2015), który zginął 7 października 2015 roku w okolicach Aleppo. Należał on do najważniejszych dowódców irańskiej Gwardii Rewolucyjnej. Walczył m.in. w wojnie iracko-irańskiej (1980-1988), a w 2009 roku skutecznie kierował stłumieniem „kolorowej rewolucji” w Iranie. W Syrii zajmował się planowaniem ofensywy przeciwko Państwu Islamskiemu. Por.: Syria: Śmierć irańskiego generała, http://www.xportal.pl, 10.10.2015. Bezpośredniego wsparcia władzom Syrii w walce z dżihadystami miał też udzielić jeden z najbardziej znanych dowódców sił separatystycznych w Donbasie, Arsenij Pawłow („Motorola”). Por.: Noworosja: Motorola z Asadem, http://www.xportal.pl, 12.09.2015.

[29] Putin: w szeregach ISIS walczy do 7 tys. bojowników z Rosji i innych krajów WNP, http://www.kresy.pl, 17.10.2015.

[30] Nowy front dżihadu. Państwo Islamskie już jest na Kaukazie, tvn24.pl, 3.07.2015.

[31] Państwo Islamskie chce zemsty na Rosji. Kreml ma się czego obawiać?, http://www.wiadomosci.onet.pl, 11.10.2014; W. Jagielski, Tarchan Batiraszwili – Gruzin, który stał się wojennym emirem Państwa Islamskiego, http://www.polskatimes.pl, 19.10.2014.

[32] Syria: ponad 250 tys. zabitych w wyniku wojny; 4 mln opuściły kraj, http://www.lewica.pl, 17.10.2015.

[33] M. Chodownik, Sąsiedzi nie chcą uchodźców, „Przegląd” nr 45 (827), 2-8.11.2015, s. 26.

[34] Syryjskie grzęzawisko wciąga Turcję. Wojna wszystkich ze wszystkimi, http://www.tvn24pl, 25.07.2015.

„Polityka Polska” nr 7 (listopad 2015), Warszawa 2015, s. 69-82

Bohdan Piętka

Oświęcim, 11 listopada 2015 r.