70. rocznica wyzwolenia Mauthausen i Stutthof

Prezydent Bronisław Komorowski uczcił 70. rocznicę zwycięstwa koalicji antyhitlerowskiej (której częścią była Polska, zarówno „londyńska” jak i „lubelska”) nad III Rzeszą Niemiecką antyrosyjskim wiecem na Westerplatte. Uczestnikami tej imprezy byli przywódcy głównie państw drugorzędnych, w tym takich, które kolaborowały z Niemcami hitlerowskimi (Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Litwa, Rumunia, Słowacja, Ukraina). Niewątpliwie główną gwiazdą był Petro Poroszenko, prezydent Ukrainy, która 9 kwietnia tego roku – w dniu wizyty prezydenta Komorowskiego w Kijowie – oficjalnie ujawniła swoje banderowskie oblicze. Tego oblicza Poroszenko nie ukrywał też na Westerplatte, występując tam z wpiętym do marynarki kotylionem w czerwono-czarnych barwach banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Następnego dnia – 9 maja – Poroszenko przyjął w Kijowie na audiencji weteranów UPA jako uczestników… walki narodowowyzwoleńczej. Trzeba podkreślić, że taka właśnie polityka historyczna Poroszenki jest możliwa m.in. dzięki autoryzowaniu jej przez nadwiślański mainstream polityczny i medialny.

Solidarnościowe elity polityczne nie uznają faktu zwycięstwa Polski nad III Rzeszą Niemiecką w ramach koalicji antyhitlerowskiej, ponieważ należał do niej złowrogi ZSRR. Mówi się o zakończeniu drugiej wojny światowej i początku „drugiej okupacji”, a nie o zwycięstwie. Datę zakończenia wojny najpierw przesunięto z 9 na 8 maja, a teraz na 7 maja, co sugeruje termin wspomnianej imprezy na Westerplatte. Według obozu politycznego prezydenta Komorowskiego zwycięstwo nad „totalitaryzmem” nastąpiło dopiero po wyborach z 4 czerwca 1989 roku i utworzeniu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Natomiast w konkurencyjnym obozie politycznym są tacy, którzy nie uznają nawet takiej interpretacji najnowszej historii, delegitymizując również współczesną Polskę.

Jeżeli siły polityczne solidarnościowej Polski nie chcą uznawać faktu zwycięstwa Polski w drugiej wojnie światowej, to mogłyby przynajmniej wykorzystać 70. rocznicę klęski III Rzeszy do przypomnienia światu ofiary, jaką Polska w tej wojnie poniosła z ręki hitlerowskich Niemiec. Jest to o tyle ważne, że tuż przed tą rocznica mieliśmy nagłośnioną na cały świat wypowiedź dyrektora FBI o współudziale Polski w zagładzie Żydów, a potem kilka publikacji w tym duchu. Najpierw Tal Harris – doktorant historii Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem – napisał w „The Jerusalem Post” o „polskich komorach gazowych”, a potem „polskie obozy śmierci” pojawiły się co najmniej dwukrotnie w prasie niemieckiej. Dlatego właśnie zamiast utarczek z Putinem na Westerplatte prezydent RP powinien świętować siedemdziesięciolecie klęski Niemiec hitlerowskich chociażby w pobliskim Sztutowie, by w rocznicę wyzwolenia KL Stutthof przypomnieć Jamesowi Comeyowi, Talowi Harrisowi i całemu światu czyje to były obozy i kto był ich pierwszą ofiarą. Mógł też udać się do Mauthausen, gdzie międzynarodowe uroczystości wyzwolenia obozu odbyły się 9 maja.

KL Stutthof i KL Mauthausen były ostatnimi niemieckimi obozami koncentracyjnymi wyzwolonymi podczas drugiej wojny światowej. Stutthof wyzwoliła Armia Czerwona 9 maja 1945 roku, a Mauthausen wojska amerykańskie 5 maja 1945 roku. Oba były „polskimi” obozami w tym sensie, że Polacy – podobnie jak w pozostałych niemieckich obozach koncentracyjnych – stanowili znaczący procent ich więźniów. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że prezydent Komorowski wysłał na uroczystości do Mauthausen Macieja Klimczaka – podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP ds. twórczości, dziedzictwa i kultury. Jednakże o wiele większą wymowę, zwracającą uwagę całego świata, miałaby osobista obecność prezydenta RP w Mauthausen, osobiste odsłonięcie przez niego tablicy poświęconej polskim więźniom zamęczonym pracą niewolniczą w sztolniach Bergkristall oraz osobiste wypowiedzenie słów: Już w listopadzie 1939 roku, po zajęciu mojego kraju przez Wehrmacht, hitlerowscy okupanci osadzili tutaj część aresztowanych w Krakowie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tu też byli więzieni, zmuszani do morderczej pracy i zabijani polscy uczeni, artyści, oficerowie, lekarze, inżynierowie, nauczyciele, duchowni katoliccy i ewangeliccy, w tym obywatele polscy pochodzenia żydowskiego. W ciągu całej drugiej wojny światowej co czwarty więzień Mauthausen-Gusen i jego podobozów był Polakiem. Ich jedyną winę stanowiło, że mimo represji pozostali wiernymi swojej Ojczyźnie. Szczególnie tragiczną rolę w martyrologii mojego narodu odegrały trzy obozy w Gusen. Jesienią 1944 roku trafiło do nich wielu uczestników Powstania Warszawskiego. U kresu wojny Polacy stanowili największą grupę więźniów tych obozów.

Mało kto o tym wie na świecie, a na pewno nie wie o tym James Comey. Mógłby się tego dowiedzieć właśnie, gdyby prezydent RP wypowiedział w Mauthausen te słowa osobiście, w świetle kamer przed całym światem.

KL Mauthausen został założony przez III Rzeszę w 1938 roku, wkrótce po Anschlussie Austrii. Usytuowano go ok. 20 km na wschód od Linzu, w pobliżu miejscowości Mauthausen (obecnie ok. 4800 mieszkańców) u ujścia Anizy do Dunaju. Początkowo służył on izolacji niemieckich i austriackich oponentów reżimu hitlerowskiego, głównie socjalistów i komunistów. Wybuch drugiej wojny światowej – tak jak i w przypadku pozostałych obozów niemieckich – spowodował rozszerzenie jego dotychczasowej funkcji i znaczącą rozbudowę. W grudniu 1939 roku zapadła decyzja o budowie obozu w Gusen, w odległości 4,5 km od Mauthausen. Uruchomiono go 25 maja 1945 roku. Latem 1940 roku Mauthausen i Gusen zostały połączone wspólną administracją, tworząc KL Mauthausen-Gusen. 9 marca 1944 roku utworzono obóz Gusen II w St. Georgen, a w grudniu 1944 roku Gusen III w Lungitz. Pod względem liczebności osadzonych więźniów obozy w Gusen znacząco przewyższały obóz macierzysty w Mauthausen. Z ogólnej liczby ok. 78 tys. więźniów Gusen 51 proc. zostało osadzonych po 1 marca 1944 roku. Ogółem w skład KL Mauthausen-Gusen weszło 48 podobozów, zlokalizowanych w pobliżu zakładów przemysłowych i kamieniołomów. Największymi z nich, w których przebywali też Polacy, były: Ebensee, Eisenerz, Graz, Linz, Loiblpass, Melk, Peggau, Schwechat, Steyr-Münichholz, Wiener Neudorf, Wiener Neustadt i in.

Do 1945 roku przez KL Mauthausen przeszło około 202 tys. więźniów, z których zginęło od 68 do 102 tys. Największą liczbę uwięzionych (ok. 45 tys., 22 proc.) stanowili Polacy. Na drugim miejscu byli obywatele ZSRR (12 proc.) i radzieccy jeńcy wojenni (8 proc.), następnie Żydzi (19 proc.), Niemcy i Austriacy (9 proc.), Francuzi (5 proc.), Jugosłowianie (5 proc.), Włosi (5 proc.), „czerwoni” Hiszpanie (4 proc.), Czesi (3 proc.), Grecy (1 proc.), Sinti i Romowie (1 proc.) oraz inne narodowości (6 proc.).

Pierwszy transport do Gusen I przybył w nocy z 25 na 26 maja 1940 roku z KL Dachau. Liczył on 1084 Polaków, aresztowanych w kwietniu 1940 roku w ramach tzw. Polen-Aktion (lub Intelligenz-Aktion). W kolejnych transportach do Gusen I także deportowano Polaków: 28 maja i 1 czerwca 1940 roku po 1000 z KL Sachsenhausen, 5 czerwca – 1584 z KL Dachau, 26 czerwca – 1002 z KL Dachau, 2 lipca – 1500 z KL Dachau (w tym 150 księży ze Śląska), 17 lipca – 500 z KL Dachau. Ogółem do końca 1940 roku w Gusen I osadzono ok. 8400 Polaków (97 proc.), 122 polskich Żydów, 196 Niemców, 98 Austriaków oraz 28 Żydów czeskich, niemieckich i austriackich. W następnych latach liczba Polaków kierowanych do Gusen była mniejsza na tle ogólnego stanu więźniów, ale do końca istnienia obozu pozostała nadal wysoka. W 1941 roku przy obozie Gusen I zorganizowano obóz dla radzieckich jeńców wojennych, który istniał do 1943 roku (w momencie jego likwidacji żyło 109 z ok. 16 tys. jeńców). W 1943 i 1944 roku przybyły do Gusen liczne transporty Polaków z KL Auschwitz (w którym osadzono ok. 140-150 tys. Polaków). Kilka tysięcy Polaków trafiło też do Gusen po ewakuacji KL Auschwitz i KL Gross-Rosen w styczniu i lutym 1945 roku. Nie zabrakło również warszawiaków deportowanych po wybuchu powstania.

Według stanu z 31 stycznia 1944 roku na 7357 więźniów Gusen I Polacy stanowili 57 proc. (4261 osób), obywatele ZSRR 15 proc. (1104 osoby), Niemcy i Austriacy 10 proc. (756 osób), „czerwoni” Hiszpanie 6 proc. (440 osób), Francuzi i Jugosłowianie po 5 proc., Czesi, Belgowie i inne narodowości 2 proc. Nie było wtedy w tym obozie prawie w ogóle Żydów, których na szerszą skalę deportowano dopiero w okresie późniejszym z innych obozów koncentracyjnych, a zwłaszcza po ewakuacji KL Auschwitz w styczniu 1945 roku. 27 kwietnia 1945 roku we wszystkich trzech obozach Gusen przebywało 22767 więźniów, w tym 7780 obywateli ZSRR (34,1 proc.), 6994 Polaków (30,7 proc.), 2585 Żydów (11,3 proc.), w tym 1354 polskich, 1314 Włochów (5,7 proc.), 1210 Niemców i Austriaków (5,3 proc.) oraz mniejsze liczby Francuzów, Jugosłowian, Hiszpanów, Czechów i osób innych narodowości.

Więźniów obozów Gusen zabijała przede wszystkim nieprawdopodobnie ciężka i wyniszczająca praca w kamieniołomach oraz przy wykuwaniu w skałach podziemnych sztolni, do których Niemcy przenosili zakłady zbrojeniowe (m.in. Messerschmitta), chroniąc je w ten sposób przed bombardowaniami aliantów. Nie mniej wyniszczająca była także sama praca przy produkcji zbrojeniowej.

Spośród ok. 34500 Polaków, którzy przeszli przez Gusen I, II i III zginęło co najmniej 22092 na 30-44 tys. ofiar tych obozów. Natomiast spośród ok. 45 tys. Polaków, osadzonych w całym kompleksie KL Mauthausen, zginęło co najmniej 27 tys. Polacy stanowili zatem ok. 40 proc. ofiar KL Mauthausen. Drugą co do wielkości liczbę ofiar KL Mauthausen – ok. 39 proc. – stanowili obywatele ZSRR i radzieccy jeńcy wojenni.

Pomnik polskich ofiar w Mauthausen wg projektu Teodora Bursche i Stanisława Sikory. Fot. Wikipedia.

Pomnik polskich ofiar w Mauthausen wg projektu Teodora Bursche i Stanisława Sikory. Fot. Wikipedia.

Ważnym miejscem izolacji i eksterminacji Polaków, przede wszystkim z Pomorza oraz ziem polskich wcielonych w 1939 i 1941 roku do Prus Wschodnich, był także KL Stutthof. Obóz ten, utworzony 2 września 1939 roku, na terenie byłego Wolnego Miasta Gdańska, był w pierwszych latach swojego istnienia prawie wyłącznie miejscem kaźni Polaków z Gdańska i Pomorza Gdańskiego (w okresie okupacji Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie), aresztowanych głównie jesienią 1939 roku podczas akcji eksterminacyjnej „Tannenberg”. Chociaż formalnie status obozu koncentracyjnego Stutthof uzyskał dopiero 7 stycznia 1942 roku, panujące w nim warunki, terror i sposoby eksterminacji więźniów nie odbiegały od początku od standardów właściwych niemieckim obozom koncentracyjnym. Pierwszy transport ok. 150 Polaków przybył do KL Stutthof 2 września 1939 roku z obozu przejściowego w Victoriaschule w Gdańsku. W następnych miesiącach na terenie obozu odbywały się egzekucje mające na celu wyeliminowanie jednostek najbardziej zasłużonych dla polskości Pomorza Gdańskiego. Największa z nich miała miejsce 22 marca 1940 roku, kiedy rozstrzelano 67 ofiar.

Spośród ok. 110 tys. więźniów KL Stutthof – obywateli 28 państw – najliczniejsi byli Żydzi (ok. 50 tys.) i Polacy (ok. 32-34 tys.), a także mieszkańcy państw bałtyckich i ZSRR. Wśród osadzonych w tym obozie Polaków znajdowały się osoby wytypowane jeszcze przed wojną przez niemieckie służby specjalne do zniszczenia jako „element przywódczy” albo uznany za wrogi wobec Rzeszy, członkowie konspiracji pomorskiej oraz organizacji konspiracyjnych z innych regionów okupowanej Polski, a także 4432 warszawiaków deportowanych z obozu przejściowego w Pruszkowie po wybuchu powstania warszawskiego. Nie jest znana dokładna liczba Polaków zamordowanych w KL Stutthof i jego 110 podobozach. Przypuszczalnie zginęła ich co najmniej połowa. Ogółem liczba ofiar KL Stutthof wyniosła ok. 65 tys. (w tym 28 tys. Żydów), z czego 23 tys. zginęło podczas ewakuacji lądowej i morskiej obozu od stycznia do kwietnia 1945 roku.

Polska polityka historyczna po 1989 roku w sposób niedostateczny akcentuje fakt, że Polacy stanowili znaczącą – sytuującą się na drugim miejscu po Żydach – liczbę więźniów i ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych. Unikanie odpowiedniego nagłaśniania tego faktu sprzyja działaniom tych różnorodnych sił, które poprzez uporczywe stosowanie terminu „polskie obozy śmierci” zmierzają do zdjęcia z Niemiec odpowiedzialności za zbrodnie drugiej wojny światowej i przerzucenia tej odpowiedzialności na winowajcę zastępczego, na którego wytypowano Polskę.

http://www.mysl-polska.pl/477

http://konserwatyzm.pl/artykul/12962/polityka-historyczna-przeciwko-prawdzie

http://www.mysl-polska.pl/492

„Myśl Polska” nr 21-22 (2035/36), 24-31.05.2015, s. 15

Bohdan Piętka

Oświęcim, 14 maja 2015 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s