„Niesłuszne” zaślubiny z morzem

Pan prezydent Bronisław Komorowski chyba pierwszy raz zrobił na mnie dobre wrażenie. 17 marca wziął udział w Kołobrzegu w obchodach 70. rocznicy zdobycia tego miasta przez 3., 4. i 6. dywizję 1. Armii Wojska Polskiego oraz zaślubin Polski z morzem, które miały miejsce 17 marca 1945 roku w Mrzeżynie oraz 18 marca 1945 roku w Kołobrzegu. Oddał przy tym hołd nie tylko żołnierzom Wojska Polskiego sformowanego w ZSRR, ale także żołnierzom radzieckim. Warto dziś wspominać wydarzenia mające miejsce 70 lat temu i walkę dramatyczną, dzielną i zwycięską stoczoną przez polskie dywizje składające się z żołnierzy, którzy szli hen, hen ze Wschodu. Warto wspominać tych żołnierzy, którzy tutaj płacili daninę krwi dla Ojczyzny – powiedział m.in. prezydent. A więc jednak dla Ojczyzny, a nie dla Związku Radzieckiego, jak utrzymują „środowiska patriotyczne” domagające się likwidacji warszawskiego pomnika „sowieckiego agenta i pachołka” Berlinga.

Zaślubiny Polski z Bałtykiem 18 marca 1945 roku w Kołobrzegu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zaślubiny Polski z Bałtykiem 18 marca 1945 roku w Kołobrzegu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Najbardziej jednak znamienny jest następujący fragment przemówienia prezydenta: Myślę, że również dziś trzeba wspominać z wdzięcznością i dobrą myślą także i tych, z którymi razem walczyliśmy przeciwko Niemcom hitlerowskim. Tu też ginęli żołnierze radzieccy. Trzeba o nich pamiętać, bo przecież oni także złożyli daninę krwi, która zaowocowała tym, że Polska jest nad Bałtykiem i w tej części Bałtyku.

Po styczniowym wyskoku ministra Schetyny z Ukraińcami, którzy wyzwolili KL Auschwitz, to niemal szok. W pierwszej chwili nie wierzyłem, że prezydent Komorowski to powiedział. Rzeczywiście należy tych żołnierzy – z Armii Czerwonej – wspominać z wdzięcznością, ponieważ razem walczyliśmy przeciwko III Rzeszy Hitlera, ponieważ ginęli oni za to, by mogła zakończyć się potworna okupacja niemiecka – która stanowiła śmiertelne zagrożenie dla biologicznej egzystencji narodu polskiego, a dla żydowskich współobywateli oznaczała prawie całkowitą zagładę – ponieważ ginęli za to, by Kołobrzeg, Szczecin, Opole i Wrocław były polskie. Jestem niezwykle rad, że pan prezydent to rozumie w przeciwieństwie do „środowisk patriotycznych” z Warszawy, które przy wielkiej wrzawie doprowadziły do usunięcia Pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni.

Ale pan prezydent rozumie także to, że do tych frontowych żołnierzy z czerwonymi gwiazdami na hełmach i czapkach nie można mieć pretensji ani o decyzje konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie, ani o politykę Józefa Stalina, ani o to co na tyłach frontu robiły NKWD i Smiersz. Bronisław Komorowski dał temu wyraz w następujących słowach: trudno przynieść coś, czego się samemu we własnym domu nie ma. Oni dali to, co mogli dać – krew żołnierską, wysiłek żołnierski, zwycięstwo wspólne.

Dokładnie tak. Ci żołnierze nie mogli dać wolności, bo sami jej nie mieli. Tak samo zresztą jak Polacy byli oni w każdej chwili narażeni na okrutne represje ze strony NKWD i Smiersz. Ich ofiarą stał się m.in. kapitan Aleksander Sołżenicyn, który w lutym 1945 roku prosto z linii frontu w Prusach Wschodnich trafił na osiem lat do łagrów, a potem jeszcze na trzy lata zesłania za napisanie prywatnego listu, będącego w opinii NKWD antyradziecką agitacją.

Przy trwającej od ponad roku antyrosyjskiej histerii, przenoszącej się także na pole historyczne, kulturalne, gospodarcze itd., przemówienie prezydenta Komorowskiego w Kołobrzegu jest pierwszym lekkim powiewem świeżego powietrza. Nie wiem czy to jednorazowy powiew, czy można się po nim spodziewać następnego.

Ten lekki powiew świeżego powietrza z Kołobrzegu nie uszedł jednak czujnej uwadze portalu niezależna.pl, czyli internetowej mutacji „Gazety Polskiej”. Jeszcze tego samego dnia pojawiła się na niezależnej.pl notka oskarżycielsko zatytułowana „Komorowski podziękował sowieckim żołnierzom. W rocznicę zaślubin Polski Ludowej z morzem”. Niezadowolenie redakcji niezależnej.pl wzbudziły oczywiście słowa prezydenta, że żołnierzy Armii Czerwonej trzeba wspominać z wdzięcznością, ale nie tylko to. Z treści notki dowiadujemy się m.in., że w 1945 roku miały miejsce „tzw. zaślubiny Polski z Morzem Bałtyckim”. Dlaczego tak zwane redakcja niezależnej.pl wyjaśniła następująco: Komorowski świętował rocznicę zaślubin Polski Ludowej z Bałtykiem w 1945 r., dokonanych przez kaprala Franciszka Niewidziajłę z armii Berlinga. Tymczasem prawdziwe zaślubiny wolnej Polski z morzem miały miejsce 10 lutego 1920 r. w Pucku – dokonał ich gen. Józef Haller. Czy prezydent Komorowski – choć w tym roku mija okrągła rocznica tego wydarzenia – pojechał z tej okazji do Pucka i wygłosił tam przemówienie? Nie. Aktywność Komorowskiego ograniczyła się do wizyty 10 lutego 2015 r. na ekspozycji obrazu „Zaślubiny Polski z morzem” Wojciecha Kossaka.

Nie będę komentował rynsztokowych wypowiedzi czytelników niezależnej.pl pod wspomnianą notką. Sadzę, że redaktorzy Tomasz Sakiewicz i Jerzy Targalski powinni być za nie pociągnięci do jakiejś odpowiedzialności, bo jest to z ich strony świadome i celowe dopuszczanie autentycznej mowy nienawiści. Pomijam też fakt ewidentnego niedbalstwa z „armią Berlinga”. W marcu 1945 roku dowódcą 1. Armii WP nie był już bowiem gen. Zygmunt Berling, ale gen. Stanisław Popławski. Chciałbym się skupić na tym o co właściwie redaktorom niezależnej.pl i „Gazety Polskiej” chodzi.

Zaślubiny z morzem w 1920 roku były słuszne, a w 1945 roku niesłuszne. Bo tam była II RP, a tu Polska Ludowa – chociaż formalnie nadal była to Rzeczpospolita Polska (nazwę PRL wprowadzono 22 lipca 1952 roku). Problem jednak w tym, że w 1920 roku Polska na mocy postanowień konferencji pokojowej w Wersalu otrzymała niewielki pas Wybrzeża na Pomorzu Gdańskim (71 km linii brzegowej, razem z Mierzeją Helską 147 km). Przez decyzję tejże konferencji o utworzeniu tzw. Wolnego Miasta Gdańska – podjętą pod naciskiem proniemiecko nastawionej Wielkiej Brytanii – Polska faktycznie została w 1920 roku odcięta od Morza Bałtyckiego. Gdyby nie budowa przez II RP portu w Gdyni, to z tego dostępu do morza byłaby tylko przystań rybacka w Pucku i plaża w Jastarni. Prawdziwy, realny powrót Polski nad Bałtyk – w pasie 770 km od Mierzei Wiślanej po Świnoujście – miał miejsce jednak w 1945 roku i dokonał się dzięki tej strasznej 1. Armii WP i Armii Czerwonej, co „środowiska patriotyczne” szczególnie boli.

18 marca 1945 roku, Kołobrzeg. Moment zaślubin. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

18 marca 1945 roku, Kołobrzeg. Moment zaślubin. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

To co redaktorzy niezależnej.pl napisali o „tak zwanych zaślubinach” Polski z morzem w 1945 roku musi szczególnie podobać się Niemcom, którzy o utracie tych ziem nie zapomnieli i żywią do nich ogromny sentyment. Chociaż oficjalnie nie ubierają go jeszcze w język polityki, to jednak pieczołowicie go pielęgnują. Bynajmniej nie tylko dla samego sentymentalizmu. Co właściwie redaktorzy niezależnej.pl chcieli powiedzieć poprzez użycie zwrotu o „tak zwanych zaślubinach”? Czy powrót Polski na Pomorze Zachodnie był też tak zwany i jej tam dzisiejsza obecność również jest tak zwana? Otóż powrót na te piastowskie ziemie nie był tak zwany. Był realny. Dokonał się dzięki ogromnemu wysiłkowi setek tysięcy dzisiaj w większości bezimiennych, ale świadomych swoich działań Polaków. Była wśród nich także moja Matka, która po ukończeniu liceum pedagogicznego odbudowywała w latach 1949-1954 polską oświatę w Świnoujściu jako kierowniczka i jedyna nauczycielka jednej z pierwszych polskich szkół powszechnych w tym mieście. Szkół stworzonych od podstaw. Dosłownie z niczego.

Dzięki trwającej od ponad roku ukraińskiej biegunce wiemy, że tzw. „prawica niepodległościowa” jest najtwardszym bastionem „wiary ukrainnej” w kosmosie. A czy nie jest również tak, że jest ona zorientowana nie tylko proukraińsko, ale także proniemiecko? Czy wściekły antykomunizm i antysowietyzm (antyrosyjskość) – zawsze z zaciśniętymi pięściami i pianą na ustach, wtłoczone w betonowy sarkofag ideologicznej dyskredytacji wszystkiego co miało miejsce w okresie 1945-1990 – nie służą w rzeczywistości maskowaniu opcji proniemieckiej?

http://www.mysl-polska.pl/node/405

„Myśl Polska” nr 13-14 (2027/28), 29 marca – 5 kwietnia 2015, s. 8

Bohdan Piętka

Oświęcim, 19 marca 2015 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s