Dwa powstania

W sierpniu przypada nie tylko 70. rocznica Powstania Warszawskiego (1.08-2.10.1944), ale także niemal równorzędna rocznica Słowackiego Powstania Narodowego (Slovenské národné povstanie – SNP, 29.08-28.10.1944). To drugie jest w Polsce mało znane i jakby przemilczane. Domyślam się, że co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że było „komunistyczne”. Po drugie natomiast, jeśli przeprowadzimy stosowaną w naukach historycznych analizę porównawczą obu powstań, lansowana przez polską politykę historyczną teza o wiarołomstwie i cynizmie Stalina jako głównej przyczynie upadku Powstania Warszawskiego staje się niewygodna do obrony. Warto zatem przyjrzeć się okolicznościom wybuchu i przyczynom klęski dwóch powstań mających miejsce niemal w tym samym czasie, ale jednak różniących się od siebie diametralnie.

Okoliczności wybuchu Powstania Warszawskiego

Czesław Łuczak (1922-2002) – jeden z najwybitniejszych znawców historii Polski okresu drugiej wojny światowej – podkreślił, że powstanie w Warszawie włączono do planu „Burza” dopiero w drugiej połowie lipca 1944 roku, co zrodziło szereg negatywnych konsekwencji i skazywało ten zryw z góry na klęskę. „Do tego bowiem czasu – pisze prof. Łuczak – żaden z planów wojskowych, opracowywanych w sztabie Naczelnego Wodza w Londynie, nie przewidywał wzniecenia przez podziemie walk zbrojnych w stolicy Polski. Z taką inicjatywą wystąpiła Komenda Główna AK 21 VII 1944 r., a więc już w okresie trwania kolejnej dużej ofensywy wojsk radzieckich i towarzyszącego jej przekonania, że doprowadzi ona również do wyzwolenia Warszawy. Dowództwo AK postanowiło wyprzedzić to oczekiwane wydarzenie przez wcześniejsze zbrojne opanowanie stolicy Polski, by umożliwić ujawnienie się dotychczasowym cywilnym i wojskowym władzom konspiracyjnym, które wobec wkraczających do Warszawy wojsk radzieckich wystąpiłyby już w roli jej gospodarza oraz oficjalnych przedstawicieli polskiego rządu na emigracji. (…) Ustalona data powstania nie znajdowała uzasadnienia w wytworzonej wokół Warszawy sytuacji militarnej. 31 VII 1944 r. do stolicy Polski przybyły bowiem: niemiecka 19. dywizja pancerna i 4. korpus pancerny i stąd też nastąpiły na Pradze ruchy czołgów. Zawiódł, na ogół dobrze pracujący, wywiad AK, który nie zauważył tego wydarzenia. Nadto w pobliże Warszawy dotarły świetnie uzbrojone jednostki dywizji pancernej „Hermann Göring”. Te wymienione siły zbrojne rozpoczęły 31 VII 1944 r., wraz z innymi stacjonującymi w rejonie Warszawy niemieckimi jednostkami wojskowymi, przeciwnatarcie zmierzające do zatrzymania ofensywy radzieckiej, której tempo marszu – po przesunięciu frontu o 600 km – zaczęło powoli słabnąć. (…) O ruszeniu tego niemieckiego przeciwnatarcia powiadomił gen. Bora-Komorowskiego płk Kazimierz Pluta-Czachowski bezpośrednio po wyjściu z wieczornej odprawy Komendy Głównej AK (31 VII 1944 r.). Przekazana tak ważna informacja, i to przez wysokiego rangą i doświadczonego oficera AK, zasługiwała na sprawdzenie jej wiarygodności. Bór-Komorowski natomiast zlekceważył tę wiadomość i w natychmiastowej odpowiedzi na nią oświadczył, że na odwołanie powstania jest „już za późno”. Argument ten nie był przekonujący, gdyż rozpoczęcie powstania miało nastąpić od tego momentu dopiero za 20 godzin, a więc było jeszcze dość dużo czasu na cofnięcie wydanego rozkazu wszczęcia walki. Rozpoczęcie niemieckiej kontrofensywy i odniesienie w początkowym jej stadium sukcesów militarnych odsunęło na nieokreślony czas termin wyzwolenia Warszawy, a tym samym podważyło celowość podjęcia w takich warunkach walki w stolicy Polski 1 VIII 1944 r.” (Czesław Łuczak, „Polska i Polacy w drugiej wojnie światowej”, w: Jerzy Topolski (red.), „Polska. Dzieje narodu, państwa i kultury”, t. V, Poznań 1993, s. 407-409).

Z faktami podanymi przez prof. Łuczaka współbrzmi ocena Andrzeja Micewskiego (1926-2004): „Ofiara Warszawy, jej zaplanowane samobójstwo, nie mogło zmienić polityki Zachodu. Racjonalne było powstanie i ofiara Żydów w getcie warszawskim, bo i tak byli skazani na zagładę, więc wybrali śmierć z honorem. Cała Warszawa nie musiała umrzeć w sierpniu i wrześniu 1944 r. Skazali ją na zagładę politycy i wojskowi, którzy pomieszali mistykę i politykę, ludzie obozu niepodległościowego, którzy wykazanie podłości innych przedłożyli nad interes narodowy. Polska miała szansę na odzyskanie niepodległości dopiero 45 lat po Powstaniu Warszawskim. I – niestety – nie powstanie, ale początek końca komunizmu to umożliwił” (Andrzej Micewski, „Samobójstwo z premedytacją”, „Wprost” nr 6/1992, s. 55).

Okoliczności wybuchu SNP

SNP podobnie jak Powstanie Warszawskie wybuchło przedwcześnie, w momencie gdy ofensywa radziecka utknęła w Karpatach Wschodnich. Utworzona z woli Hitlera 14 marca 1939 roku, a rządzona przez ks. Jozefa Tisę i partię ludacką Słowacja była satelickim sojusznikiem III Rzeszy. Brała udział w agresji na Polskę (1939) oraz w agresji na ZSRR i walkach na froncie wschodnim (1941-1944). Uczestniczyła też w zagładzie Żydów. Ruch oporu wobec reżimu ludackiego zaczął narastać po klęsce pod Stalingradem. Tworzyli go głównie komuniści, ale także politycy powiązani z emigracyjnym rządem czechosłowackim. Trzeci element ruchu oporu stanowiła opozycja wojskowa. Te trzy siły na mocy tzw. Umowy Bożonarodzeniowej powołały 25 grudnia 1943 roku Słowacką Radę Narodową, na której czele stanęli komunista Karol Šmidke (1897-1952) i prof. Vavro Šrobár (1867-1950). Rada za cel postawiła sobie wywołanie powstania celem obalenia reżimu Tisy, restytucji Czechosłowacji i przystąpienia do walki po stronie koalicji antyhitlerowskiej. Powstanie było przygotowywane w porozumieniu z emigracyjnym rządem Edwarda Benesza. Ze względu na udział w Słowackiej Radzie Narodowej komunistów uzyskało też polityczną akceptację Józefa Stalina. Przygotowań nie udało się jednak całkowicie ukryć. Zaniepokojony możliwością wybuchu powstania reżim ludacki wprowadził 12 sierpnia 1944 roku stan wyjątkowy. Nielojalności dotychczasowego sojusznika obawiali się też Niemcy, którzy wymogli na Tisie zgodę na wejście swoich wojsk do Słowacji. Nastąpiło to w nocy z 28 na 29 sierpnia 1944 roku. W tej sytuacji 29 sierpnia wyznaczony na dowódcę powstania ppłk. Jan Golian, by nie dopuścić do rozbrojenia przez Niemców armii słowackiej, wydał rozkaz wybuchu powstania. Był on świadomy, że jest to decyzja przedwczesna, ale w przeciwieństwie do gen. Bora-Komorowskiego znalazł się w sytuacji przymusowej – nie miał możliwości manewru. Część jednostek słowackich została rozbrojona, co było m.in. zasługą proniemieckiej postawy gen. Jozefa Turanca (1892-1957) i niezdecydowania gen. Ferdinanda Čatloša (1895-1972). Jednakże 47 tys. żołnierzy słowackich przystąpiło do walki i opanowało znaczny – obejmujący 20 tys. km kw. oraz 1,7 mln ludności – obszar środkowo-zachodniej Słowacji z centrum w Bańskiej Bystrzycy, gdzie ujawniła się Słowacka Rada Narodowa. Armię słowacką wsparło ok. 18 tys. komunistycznych partyzantów. Siły powstańcze utworzyły 1. Armię Czechosłowacką. Na opanowanym przez wojska powstańcze terenie pomiędzy Bańską Bystrzycą a Zwoleniem znajdowało się strategicznie ważne lotnisko Trzy Dęby  (Tri Duby, obecnie Silač), które umożliwiało komunikację zarówno z ZSRR jak i z aliantami zachodnimi.

gen. Jan Golian

gen. Jan Golian

W szeregach słowackich sił powstańczych walczyli przedstawiciele 27 narodowości. Najwięcej było partyzantów radzieckich (ok. 3000), Czechów (ok. 2000), Węgrów (ok. 800) i Francuzów (ok. 400). Liczbę polskich uczestników SNP szacuje się na ok. 200 osób.

W SNP w przeciwieństwie do Powstania Warszawskiego walczyła regularna armia, uzbrojona m.in. w artylerię, broń pancerną i lotnictwo. Jej dowódcą był początkowo Jan Golian (1906-1945), mianowany generałem, a od 6 października 1944 roku przerzucony z Londynu słowacki generał Rudolof Viest (1890-1945), który via Moskwa wylądował na lotnisku Tri Duby z częścią skierowanej z frontu wschodniego 2. Czechosłowackiej Samodzielnej Brygady Desantowej.

gen. Rudolf Viest

gen. Rudolf Viest

Klęska Powstania Warszawskiego a klęska SNP

W wypadku Powstania Warszawskiego inicjatywa strategiczna znajdowała się w rękach powstańców przez pierwsze cztery dni. Potem była to już tylko rozpaczliwa obrona poszczególnych dzielnic miasta. SNP – w przeciwieństwie do polskiego powstania – wydawało się mieć wszelkie atuty na osiągnięcie sukcesu. Niestety szybko znalazło się w trudnym położeniu strategicznym. Niemcy skierowali do tłumienia powstania słowackiego 50 tys. świetnie uzbrojonych żołnierzy pod dowództwem SS-Obergruppenführera i generała Waffen-SS Gottlieba Bergera (1896-1975), a od 19 września 1944 roku SS-Obergruppenführera Hermanna Höfle (1911-1962). Ten drugi do pomocy w pacyfikacji SNP ściągnął z Warszawy osławioną brygadę Dirlewangera, która brała udział w rzezi Woli (5-7.08.1944), oraz odtworzoną po klęsce pod Brodami ukraińską dywizję Waffen-SS „Galizien” („Hałyczyna”). Jednakże los SNP nie rozstrzygnął się w Bańskiej Bystrzycy, Zwoleniu, Martinie, Telgárcie, czy Żylinie, ale na wschodnich rubieżach Słowacji, gdzie przebiegała linia frontu wschodniego.

Front w Karpatach zatrzymał się w lipcu 1944 roku na linii biegnącej od Krosna na południe mniej więcej wzdłuż obecnej wschodniej granicy słowackiej. Plan powstania zakładał otwarcie Armii Czerwonej drogi w głąb Słowacji przez dwie dywizje słowackie, które miały obsadzić Przełęcz Dukielską. Niestety plan ten się nie powiódł. Na skutek kunktatorstwa gen. Augustina Malára (1894-1945) dywizje wschodniosłowackie zostały rozbrojone przez Niemców, co już na wstępie przekreśliło szanse powstania.

Dowództwo niemieckie ściągnęło na linię frontu w Karpatach znaczne siły. Była to tzw. Grupa Armii Heinrici, w skład której wchodziły m.in. 1. Armia Pancerna, XXIV Korpus Pancerny, 17. Armia i 1. Armia węgierska. Niemcy i Węgrzy umocnili teren tworząc tzw. Twierdzę Karpaty (Karpatenfestung), opartą głównie o zbudowaną przez Węgrów w latach 1943-1944 sieć okopów i bunkrów (tzw. Linia Arpada).

31 sierpnia 1944 roku Jan Masaryk (1886-1948) – minister spraw zagranicznych czechosłowackiego rządu emigracyjnego – zwrócił się z apelem do Wielkiej Trójki o uznanie powstańców słowackich za siłę sprzymierzoną i udzielenie im pomocy. Tego samego dnia ambasador czechosłowacki w Moskwie zwrócił się o pomoc do Stalina.

Zarówno ZSRR jak i alianci zachodni nie pozostali głusi na te prośby. 17 września 1944 roku na lotnisku Tri Duby wylądowały cztery amerykańskie superfortece B-17, które przywiozły amerykańską misję wojskową, amunicję i broń przeciwpancerną. Tego samego dnia na Trzech Dębach lądowało 20 myśliwców z 1. czechosłowackiego pułku myśliwskiego. 26 września przybyła do Bańskiej Bystrzycy brytyjska misja wojskowa. Na początku października wysłano na pomoc powstańcom wspomnianą 2. Czechosłowacką Samodzielną Brygadę Desantową. Kolejnych sześć amerykańskich B-17 z zaopatrzeniem lądowało na Trzech Dębach 7 października.

2 września 1944 roku dowódca I. Frontu Ukraińskiego, marszałek Iwan Koniew (1897-1973), otrzymał od Stalina rozkaz udzielenia pomocy powstaniu słowackiemu. Koniew wyznaczył do operacji dukielsko-preszowskiej część jednostek I. i IV. Frontu Ukraińskiego, w tym I. Czechosłowacki Korpus Armijny dowodzony przez gen. Ludwika Svobodę (1895-1979). Główne zadanie przełamania Linii Arpada na Przełęczy Dukielskiej wyznaczono 38. Armii gen. Kiryła Moskalenki. Od 8 września do 10 października 1944 roku w rejonie Dukli trwały jedne z najkrwawszych walk na froncie wschodnim. O zaciekłości tych walk świadczy chociażby nazwa Dolina Śmierci pomiędzy Iwlą a Chyrowem, gdzie w dniach 11-14 września rozegrała się niezwykle krwawa bitwa pancerna o drogę Dukla-Nowy Żmigród. Wojska radzieckie i czechosłowackie zdobyły ostatecznie Przełęcz Dukielską, ale wykrwawione nie zdołały posunąć się dalej do przodu. To przypieczętowało los powstania słowackiego. Straty radzieckie wyniosły ok. 21 tys. zabitych i 88 tys. rannych, czechosłowackie ok. 6 tys., a niemieckie i węgierskie ok. 52 tys. zabitych, rannych i zaginionych. O rozmiarach strat poniesionych w operacji dukielskiej przez wojska radzieckie i czechosłowackie daje pojęcie chociażby ogromny cmentarz-mauzoleum w Vyšným Komárniku, niedaleko przejścia granicznego w Barwinku.

Pomnik w okolicach Svidnika, upamiętniający operację dukielską

Pomnik w okolicach Svidnika, upamiętniający operację dukielską

W polskim Internecie można się spotkać z opiniami, że Stalin celowo kazał wykrwawić swe wojska w operacji dukielskiej, by nie mogły przyjść z pomocą SNP, albo że wojska te celowo nie przełamały niemieckiego frontu i pozostawiły powstańców słowackich samych sobie. W opiniach tych – pisanych przez młodych, zindoktrynowanych ludzi – pobrzmiewa echo polskiej polityki historycznej, dla której niepodważalnym dogmatem jest twierdzenie, że Stalin celowo nie udzielił pomocy Powstaniu Warszawskiemu. W związku z tym per analogiam nie mógł inaczej potraktować SNP. Żaden jednak poważny historyk słowacki i czeski nie podziela takich opinii.

Wojskom powstańczym udawało się do połowy października 1944 roku spowalniać postępy armii niemieckiej na Słowacji. 18 października 1944 roku wojska niemieckie, wspomagane przez słowacką Gwardię Hlinki, rozpoczęły z czterech stron generalną ofensywę przeciw powstaniu. Uderzenie na słabo bronioną południową flankę wyszło z okupowanych Węgier, gdzie Niemcy zainstalowali reżim Ferenca Szálasiego. 27 października 1944 roku Niemcy zdobyli Bańską Bystrzycę, a następnego dnia w miejscowości Donovaly Słowacka Rada Narodowa i sztab 1. Armii Czechosłowackiej podjęły decyzję o przejściu do działań partyzanckich. Trwały one do marca i kwietnia 1945 roku, kiedy cała Słowacja została wyzwolona przez wojska radzieckie i czechosłowackie. Głównym ogniskiem partyzantki popowstaniowej były masywy górskie Niżnych Tatr oraz Małej i Wielkiej Fatry.

Tereny objęte Słowackim Powstaniem Narodowym (pomarańczowy kolor)

Tereny objęte Słowackim Powstaniem Narodowym (pomarańczowy kolor)

SNP podobnie jak Powstanie Warszawskie pokazuje, że z militarnego punktu widzenia organizowanie powstania w sytuacji, gdy następowało powstrzymanie odwrotu i umocnienie wojsk niemieckich było przedsięwzięciem bardzo ryzykownym. Tego typu przedsięwzięcia mogły się powieść tylko w obliczu całkowitej klęski i rozkładu wojsk niemieckich, czego przykładem są powstanie paryskie (19-25.08.1944) i powstanie praskie (5-9.05.1945).

SNP w przeciwieństwie do Powstania Warszawskiego nie było jednak hekatombą, na co wpływ miał niewątpliwie fakt, że uczestniczyła w nim regularna i nieźle uzbrojona armia a walki nie toczyły się w wielkim mieście. O ile w Powstaniu Warszawskim zginęło ok. 220 tys. Polaków, to w SNP nie więcej niż kilkanaście tysięcy Słowaków. Straty regularnych jednostek 1. Armii Czechosłowackiej wyniosły 1720 zabitych, a straty oddziałów partyzanckich 12 tys. zabitych i zaginionych. Kilka tysięcy ofiar pochłonął też niemiecki terror w czasie powstania i po jego stłumieniu. W niemieckich obozach koncentracyjnych zginęli m.in. generałowie Golian, Viest i Málar. Niemcy przy tłumieniu powstania stracili 4200 zabitych i ok. 5 tys. rannych.

Powstanie Warszawskie było po prostu niepotrzebne – stanowiło dla narodu polskiego niewyobrażalną wręcz klęskę polityczną, militarną, demograficzną i materialną. SNP natomiast było konieczne po to, żeby na osiem miesięcy przed zakończeniem wojny Słowacja mogła w glorii chwały przeskoczyć z obozu sojuszników III Rzeszy i współsprawców holokaustu do obozu zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej. Te kilkanaście tysięcy ofiar nie stanowiło wysokiej ceny, jaką za to zapłaciła.

SNP i Powstanie Warszawskie w polityce historycznej

W okresie socjalistycznej Czechosłowacji (1948-1989) SNP otaczano wielkim kultem, a 29 sierpnia obchodzono jako święto narodowe. Jednym z bohaterów SNP był Gustáv Husák (1913-1991) – wiceprzewodniczący Słowackiej Rady Narodowej (1944), ostatni prezydent CSRS (1975-1989) i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Czechosłowacji (1969-1987). Zapewne miało to wpływ na fałszowanie historii powstania, które przedstawiano jako wyłączną zasługę komunistów. Sytuacja zmieniła się po aksamitnej rewolucji (1989), rozpadzie Czechosłowacji i powstaniu z dniem 1 stycznia 1993 roku niepodległej Słowacji. Słowacka prawica zdeprecjonowała SNP, likwidując święto 29 sierpnia i zarzucając powstaniu, że było rzekomo komunistyczne oraz przyczyniło się do komunizacji i sowietyzacji Słowacji. Był to zarzut absurdalny zważywszy, że komunizacja i sowietyzacja Czechosłowacji nastąpiła dopiero po przewrocie z 25 lutego 1948 roku.

Rehabilitacja SNP rozpoczęła się po 2006 roku, kiedy do władzy na Słowacji doszła socjaldemokratyczna partia SMER z charyzmatycznym liderem Robertem Fico (oskarżanym przez „Gazetę Wyborczą” o „populizm”). Ten zdolny, a chyba mało znany w Polsce polityk, zainicjował na Słowacji wiele istotnych reform, w tym zmianę polityki historycznej. Przywrócono pamięć o SNP jako o zrywie ogólnonarodowym, 29 sierpnia ponownie stał się świętem państwowym, co roku organizowane są obchody i rekonstrukcje historyczne.

Pomnik SNP w Bańskiej Bystrzycy

Pomnik SNP w Bańskiej Bystrzycy

Polska polityka historyczna eksponuje to, co było w dziejach drugiej wojny światowej antyrosyjskie (antysowieckie) i antykomunistyczne. Temu właśnie wyłącznie służy kult Powstania Warszawskiego, które jest jakże wygodnym narzędziem do bicia w Rosję – spadkobierczynię ZSRR. W świetle tej optyki największa tragedia narodowa zaczęła się nie w 1939, ale w 1945 roku – Polska bynajmniej nie wygrała tylko przegrała wojnę, a najsłuszniejszą walkę toczyli po wojnie żołnierze wyklęci. Tak oto Polska, która jako pierwsza stawiła zbrojny opór hitlerowskiemu szaleństwu, walczyła na wszystkich frontach i w 1945 roku miała czwartą co do wielkości armię koalicji antyhitlerowskiej dzięki swej polityce historycznej sytuuje się dzisiaj poza tą koalicją (czyli gdzie – po stronie III Rzeszy?). No bo przecież nie wypada być w koalicji z Rosją. Nawet w koalicji już historycznej.

Tymczasem Słowacja, która do sierpnia 1944 roku wiernie stała przy Hitlerze ze wszystkimi tego haniebnymi i zbrodniczymi konsekwencjami, a do koalicji antyhitlerowskiej trafiła niemal w ostatniej chwili dzięki SNP, rozumie znaczenie bycia w tej koalicji. Dały temu wyraz władze słowackie zapraszając na obchody 70. rocznicy SNP Władimira Putina w sytuacji poważnego bojkotu Rosji na arenie międzynarodowej. 1 sierpnia odbyły się w Warszawie tradycyjne jasełka o podtekście antykomunistycznym i antyrosyjskim, których sensu poza Polską nikt nie pojmuje, połączone z tradycyjnym już wygwizdywaniem obecnych władz polskich. 29 sierpnia w Bańskiej Bystrzycy odbędą się poważne uroczystości międzynarodowe, dzięki którym Słowacja jeszcze raz awansuje do grona zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej. A o tych 67 tys. Żydów i kilku tysiącach Romów deportowanych przez władze słowackie na zagładę do niemieckich obozów koncentracyjnych nikt nie będzie przy tej okazji przypominał.

Literatura

Pavel Bosák, Z bojových operácii na fronte SNP, Bratislava 1979.

Milan Stanislav Ďurica, Dejiny Slovenska a Slovákov, Bratislava 2003.

Roman Heck, Marian Orzechowski, Historia Czechosłowacji, Warszawa-Wrocław 1969.

Ivan Kamenec, Tragedia polityka, księdza i człowieka (Jozef Tiso 1887-1947), Warszawa 2001.

Charles K. Kliment, Boleslav Nakládal, Slovenská armáda 1939-1945, Praha 2003.

Martin Lacko, Slovenské národné povstanie 1944, Bratislava 2008.

Martin Lacko, Dwuramienny krzyż w cieniu swastyki. Republika Słowacka 1939–1945, Lublin 2012.

Marek Syrný (red.), Powstanie Warszawskie i Słowackie Powstanie Narodowe – paralele i różnice. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej, Banská Bystrica, 14-15 października 2008 r., Banská Bystrica 2009.

Anton Špiesz, Ilustrované dejiny Slovenska, Bratislava 2002.

http://www.mysl-polska.pl/node/193

Bohdan Piętka

Oświęcim, 20 sierpnia 2014 r.

Nazistowska symbolika sił zbrojnych Ukrainy

Zdaniem polskojęzycznych mediów na Ukrainie nie ma żadnych banderowców i żadnego szowinizmu. Z mediów tych wiemy, że pod przewodem panów Poroszenki i Jaceniuka na Ukrainie budowana jest demokracja, twórczo wspierana przez USA i Unię Europejską oraz największego orędownika sprawy ukraińskiej na świecie – Polskę. Budująca demokrację Ukraina przygotowuje się do integracji z Unią Europejską, którą chce powstrzymać neoimperialna Rosja, wspierająca separatystów i terrorystów. Itd., itp. Jednakże gdy przyjrzymy się chociażby emblematom używanym przez niektóre formacje zbrojne, podległe Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Ukrainy, nasuwa się podejrzenie, że z tą ukraińską demokracją i integracją europejską jest coś nie tak. Chodzi tu o emblematy batalionów „Azow” i „Donbas” oraz tzw. Gwardii Narodowej.

Żołnierze batalionu MSW Ukrainy „Azow”. Fot. Polska Agencja Prasowa

Żołnierze batalionu MSW Ukrainy „Azow”. Fot. Polska Agencja Prasowa

Batalion „Azow” to ochotnicza formacja zbrojna, w skład której wchodzi kompania służby patrolowej milicji MSW Ukrainy oraz członkowie bojówek i organizacji nacjonalistycznych. Jednostka ta została sformowana w maju 2014 roku w Mariupolu z inicjatywy Ołeha Odnorożenki – przywódcy organizacji o jakże wdzięcznej nazwie: Socjal-Nacjonalistyczne Zgromadzenie. Formalnie podporządkowano ją Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Ukrainy. Przeznaczeniem tej jednostki była i jest pacyfikacja oporu rosyjskojęzycznej ludności wschodniej Ukrainy. Symbolika batalionu „Azow” – przede wszystkim odwrócony tzw. „wilczy hak” – nawiązuje wprost do symboliki 2. Dywizji Pancernej Waffen-SS „Das Reich”.

Emblemat batalionu MSW Ukrainy „Azow”

Emblemat batalionu MSW Ukrainy „Azow”

 

Emblemat 2. Dywizji Pancernej Waffen-SS „Das Reich”

Emblemat 2. Dywizji Pancernej Waffen-SS „Das Reich”

Symbolem 2. Dywizji Pancernej Waffen-SS „Das Reich” był tzw. Wolfsangel (niem. „wilczy hak”). Runa Wolfsangel nawiązuje do pogańskiego amuletu, który miał chronić właściciela przed ciemnymi siłami. W XV wieku „wilczy hak” stał się emblematem niemieckich mieszczan, walczących z feudalizmem. W okresie wojny trzydziestoletniej (1618-1648) uchodził za symbol wolności jako tzw. znak samowoli. „Wilczy hak” początkowo był emblematem NSDAP (potem przyjęto swastykę). Następnie przyjęła go 2. Dywizja Pancerna Waffen-SS „Das Reich”. Dywizja ta została utworzona w kwietniu 1940 roku. Brała udział w niemieckiej agresji na Francję, a potem walczyła na froncie wschodnim. Początkowo była dywizją zmotoryzowaną. W 1942 roku została przekształcona w dywizję grenadierów pancernych, a w październiku 1943 roku w dywizję pancerną. Brała m.in. udział w bitwie na łuku kurskim (5 lipca – 23 sierpnia 1943 r.). Była wówczas jedną z najsilniejszych formacji pancernych III Rzeszy. Liczyła 163 czołgi, a więc dwukrotnie więcej niż analogiczne dywizje pancerne Wehrmachtu. W kwietniu 1944 roku ponownie trafiła do Francji w związku ze spodziewaną inwazją aliantów. Cztery dni po tej inwazji – 10 czerwca 1944 roku – esesmani z dywizji „Das Reich” popełnili jedną z najgłośniejszych niemieckich zbrodni wojennych, jaką była masakra mieszkańców miasteczka Oradour-sur-Glane. W odwecie za śmierć jednego z oficerów dywizji z rąk francuskiego ruchu oporu esesmani z dywizji „Das Reich” wymordowali prawie wszystkich mieszkańców Oradour – 642 osoby, mężczyzn, kobiety i dzieci – a samo miasteczko spalili. Po wyparciu wojsk niemieckich z Francji dywizja „Das Reich” walczyła w Ardenach, na Węgrzech i w Austrii, gdzie w maju 1945 roku poddała się Amerykanom pod Linzem.

Ruiny spalonego przez dywizję „Das Reich” Oradour-sur-Glane, pozostawione w oryginalnym stanie jako pomnik niemieckiego barbarzyństwa. Fot. Wikipedia

Ruiny spalonego przez dywizję „Das Reich” Oradour-sur-Glane, pozostawione w oryginalnym stanie jako pomnik niemieckiego barbarzyństwa. Fot. Wikipedia

Po drugiej wojnie światowej „wilczy hak” stał się symbolem hitlerowskiej organizacji Werwolf (Wilkołak), która prowadziła działalność dywersyjną na dawnych wschodnich ziemiach Rzeszy odzyskanych przez Polskę w 1945 roku.

Wolfsangel jako symbol Wewolfu

Wolfsangel jako symbol Werwolfu

W latach 1991-2004 Wolfsangel był oficjalnym znakiem Socjal-Nacjonalistycznej Partii Ukrainy. Partia ta obecnie nosi nazwę Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda” i jest obok Prawego Sektora oraz Partii Radykalnej czołową postbanderowską siłą polityczną na Ukrainie. W ukraińskiej wersji Wolfsangel symbolizuje łacińskie litery I (idea) i N (naród), odczytywane też jako „idea nacji”.

Ukraińska wersja Wolfsangel, używana w latach 1991-2004 przez obecną partię „Swoboda”

Ukraińska wersja Wolfsangel (idea nacji), używana w latach 1991-2004 przez obecną partię „Swoboda”

Drugim – obok „wilczego haku” – nazistowskim elementem emblematu batalionu „Azow” jest symbol Czarnego Słońca, będący pierwowzorem swastyki. Był to jeden z najbardziej ulubionych symboli Reichsführera SS Heinricha Himmlera. Osobiście Himmler był zafascynowany okultyzmem, a Czarne Słońce – składające się z trzech swastyk – symbolizuje w okultyzmie astrologiczny emblemat słońca. Znak ten był ornamentem posadzki na zamku w Wewelsburgu koło Paderborn, gdzie odbywały się spotkania elity SS.

Symbol Czarnego Słońca

Symbol Czarnego Słońca

Batalion Gwardii Narodowej „Donbas” został sformowany w Dniepropietrowsku z inicjatywy miejscowego gubernatora, a faktycznie jednego z głównych sponsorów rewolty kijowskiej, oligarchy Ihora Kołomojskiego. Jego przeznaczeniem była od początku pacyfikacja oporu rosyjskojęzycznej ludności wschodniej Ukrainy. Jako formacja ochotnicza został zasilony głównie członkami Prawego Sektora i innych nacjonalistycznych organizacji ukraińskich, biorących wcześniej udział w walkach w Kijowie. W kwietniu 2014 roku powstały dwie formacje o tej nazwie: 24. batalion obrony terytorialnej „Donbas”, podporządkowany Ministerstwu Obrony Ukrainy, oraz operacyjny batalion „Donbas” Gwardii Narodowej Ukrainy, podporządkowany Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Symbolem batalionu Gwardii Narodowej „Donbas” jest stylizowany na trójząb odwrócony orzeł hitlerowski z półotwartymi skrzydłami, nawiązujący do oficjalnego emblematu Wehrmachtu z 1942 roku.

Emblemat batalionu Gwardii Narodowej Ukrainy „Donbas”

Emblemat batalionu Gwardii Narodowej Ukrainy „Donbas”

Emblemat Wehrmachtu z 1942 r.

Emblemat Wehrmachtu z 1942 r.

Szowinistyczna symbolika jest też obecna na emblemacie Gwardii Narodowej Ukrainy – formacji ochotniczej złożonej z członków paramilitarnych organizacji nacjonalistycznych, głównie Prawego Sektora. To nie tylko czerwono-czarne tło (symbolika OUN/UPA), ale także symbol widniejący u podstawy postaci św. Michała, będący stylizowaną swastyką.

Emblemat Gwardii Narodowej Ukrainy

Emblemat Gwardii Narodowej Ukrainy

Różne rodzaje swastyki

Różne rodzaje swastyki

Informacje odnośnie nazistowskiej symboliki niektórych formacji sił zbrojnych Ukrainy są w Polsce lekceważone i zbywane określeniem „rosyjska propaganda”. To jednak nie jest rosyjska propaganda, ale fakty. Formacje MSW Ukrainy, złożone z członków różnych organizacji neobanderowskich, nawiązują wprost do symboliki nazistowskiej. Czy te jednostki są współczesną ukraińską Waffen-SS? Ostatecznie Ukraińcy mają w tej dziedzinie ponure tradycje 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien” („Hałyczyna”). Co ciekawe jednak, na emblemacie dywizji SS-Galizien nie było symboli nazistowskich. Epigoni SS-Galizien poszli jak widać znacznie dalej.

Emblemat 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien” („Hałyczyna”), nawiązujący do herbu Lwowa

Emblemat 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien” („Hałyczyna”), nawiązujący do herbu Lwowa

USA i Unia Europejska wprowadzają kolejne sankcje wobec Rosji. Właśnie się dowiedziałem, że Jarosław Kaczyński domaga się wprowadzenia przez Polskę embarga na rosyjski węgiel. Nikt jednak nie myśli o sankcjach dla Ukrainy za jawne odwoływanie się do nazistowskiej symboliki niektórych formacji jej sił zbrojnych (pomijając już zbrodnie dokonywane przy pacyfikacji Donbasu). Przecież nazizm i faszyzm są surowo zwalczane zarówno w USA jak i w UE. Czyżby Ukraina dostała od Zachodu specjalną koncesję na uprawianie nazizmu? To popieranie szowinizmu i neonazizmu na Ukrainie może zakończyć się dla Zachodu tak jak popieranie najbardziej skrajnego fundamentalizmu islamskiego w Afganistanie, Iraku i Syrii. Żeby potem nie trzeba było wprowadzać na Ukrainę „międzynarodowych sił pokojowych”.

No i czy siłom politycznym Rzeczypospolitej Polskiej – zarówno obozowi rządzącemu jak i opozycji – nie przeszkadza ta symbolika? Przecież Polska doznała największych strat i okrucieństw nie od komunizmu, ale od nazizmu – niemieckiego i ukraińskiego. Najwidoczniej polski mainstream polityczno-medialny, gorąco wspierający kijowską juntę, pozbył się już wszelkich oporów moralnych.

http://www.mysl-polska.pl/node/192

Bohdan Piętka

Oświęcim, 16 sierpnia 2014 r.

Co zostało po „majdanie”?

W dniach 7-10 sierpnia na polecenie mera Kijowa Witalija Kliczki vel Kłyczki siły policyjne zlikwidowały tzw. „majdan”, gdzie dziewięć miesięcy wcześniej pod przewodem tegoż pana wzniecono sponsorowaną przez USA i UE rewoltę. Polskie media odnotowały ten fakt bez szczególnego entuzjazmu i niemal z zakłopotaniem. Najbardziej wytrwali entuzjaści „majdanu” – którzy jeszcze wierzyli, że w tym wszystkim chodziło o jakąś „integrację europejską” – wraz z przebywającymi w „miasteczku namiotowym” bezdomnymi i przedstawicielami marginesu społecznego próbowali stawiać opór rzucając koktajle Mołotowa i kostkę brukową oraz podpalając opony. Zostali jednak profesjonalnie spałowani i przepędzeni, po czym służby miejskie przystąpiły do wywożenia setek ton śmieci. Wywieziono je 50 wywrotkami i 12 ciężarówkami. Na plac wjechały buldożery, które usunęły barykady i namioty. W pacyfikacji „majdanu” brał m.in. udział batalion MSW „Kijów-2”, czyli następca osławionego „Berkutu” sformowany z byłych bojówkarzy tzw. „samoobrony majdanu” (gazeta.pl, 8.08.2014). To wyraźny sygnał, że siły wyniesione do władzy przez „majdan” nie potrzebują już „majdanu” (rozumianego jako „demokratyczny” głos „ludu”) i do żadnego „majdanu” więcej nie dopuszczą.

Uzasadniając zakończenie trwającego od 21 listopada 2013 roku cyrku w centrum Kijowa polskie media tłumaczyły, że „obecnie Majdan stał się karykaturą samego siebie i obozem dla bezdomnych” (polskieradio.pl, 9.08.2014). Karykaturą stała się niewątpliwie cała tzw. „rewolucja godności” na Ukrainie, która oddała władzę w ręce oligarchów, wzmocniła neobanderowców oraz doprowadziła do konfliktu narodowościowego na wschodzie kraju. Wypada zatem zastanowić się, co oprócz kilkuset ton śmieci zostało po „majdanie”?

Katastrofa humanitarna w Donbasie

Należy do znudzenia przypominać, że wybitny czeski mąż stanu Václav Klaus przestrzegał, że doprowadzenie do starcia o orientację geopolityczną Ukrainy spowoduje nierozwiązywalny kryzys. Tak się też stało. Kryzys we wschodniej Ukrainie jest nierozwiązywalny przede wszystkim dlatego, że Poroszence i Jaceniukowi nie zależy na rozwiązaniu pokojowym.

Władze w Kijowie, wspierane przez doradców z amerykańskich służb specjalnych, przyjęły opcję bezwzględnego stłumienia powstania donieckiego. Żadnych rozmów z „terrorystami” – spacyfikować i unicestwić. Z punktu widzenia polityki USA jest to działanie obliczone na eskalację konfrontacji z Rosją, przekroczenie kolejnych barier w niewypowiedzianej wojnie. Ze strony kijowskiej junty „operacja antyterrorystyczna” w Donbasie coraz bardziej nabiera charakteru ekspedycji karnej o celach eksterminacyjnych. Atakowana jest z powietrza i lądu ludność cywilna, bombardowane są miasta, blokuje się pomoc humanitarną. Ludzie tracą dorobek życia i elementarne warunki do egzystencji. Jak z tymi ludźmi będzie potem rozmawiać władza w Kijowie? Najwidoczniej takich rozmów ta władza nie przewiduje. Pod egidą USA i hasłami integracji Ukrainy z UE dokonuje się masakry rosyjskojęzycznej ludności Donbasu. Unia Europejska jest totalnie bezradna wobec tych okrucieństw i konfrontacyjnej polityki Waszyngtonu.

W Zagłębiu Donieckim mamy do czynienia z katastrofą humanitarną. Nie spowodowała jej bynajmniej Rosja, ale ci, którzy na przełomie 2013/2014 roku podpalili Ukrainę z USA na czele. Za katastrofę humanitarną w Donbasie w pierwszej kolejności ponoszą winę władze w Kijowie, które brutalnie tłumią powstanie donieckie. Tragedia Donbasu obciąża jednak także m.in. władze polskie, aktywnie wspierające kijowską juntę. Od wielu miesięcy z polskich mediów leją się strumienie propagandy proukraińskiej i antyrosyjskiej. Media te zachowują się tak jakby były kierowane przez probanderowski Związek Ukraińców w Polsce. Polski odbiorca jest odcięty od obiektywnej informacji odnośnie rzeczywistego charakteru wydarzeń na Ukrainie. W polskojęzycznym przekazie medialnym mamy nieustanne bredzenie o „terrorystach” i kibicowanie kijowskiej juncie. O zbrodniach wojennych popełnianych przez wojska junty na ludności cywilnej Donbasu informacji w tych mediach nie ma. Jest to hańba polskiego dziennikarstwa, które pełni rolę ukraińskich i amerykańskich askarysów (askarys to żołnierz tubylczych wojsk kolonialnych w Afryce XIX/XX w.). Jest to także hańba polskich władz, które zapewniły leczenie w polskich szpitalach rannym bojówkarzom z „majdanu”, ale nie spieszą się z jakąkolwiek pomocą dla ofiar pacyfikacji Donbasu. W tym miejscu warto też przypomnieć, że polscy eurodeputowani ubiegłej kadencji razem z ukraińską bojówką uniemożliwili przedstawienie w Parlamencie Europejskim informacji na temat zbrodni w Odessie z 2 maja.

Festiwal rusofobii w Polsce

Zamiast Festiwalu Piosenki Rosyjskiej mamy festiwal rusofobii, a zamiast Roku Rosji rok Ukrainy. Polska jako najwierniejszy sojusznik USA równie dzielnie jak w Iraku i Afganistanie uczestniczy teraz w niewypowiedzianej wojnie USA z Rosją, wysuwając się jak zawsze przed szereg. Na razie jest to wojna gospodarcza, ale może stać się wojną prawdziwą. Ta ostania okoliczność budzi szczególną radość w mediach red. Sakiewicza. „Gazeta Polska” zamieściła wywiad z jednym amerykańskich jastrzębi – niejakim gen. Walterem Jajko – który już w tytule krzyczy, że z Rosją można tylko siłą. Poza tym dowiadujemy się, że Polsce potrzebna jest „tarcza antyrakietowa”, amerykańskie wojska i sprzęt wojskowy, hajda na koń, bolszewika goń itd. („Putina można powstrzymać tylko siłą”, „Gazeta Polska” nr 32, 6.08.2014). Można byłoby tutaj dużo pisać o rozniecaniu antyrosyjskiej histerii przez polskojęzyczne media od prawa do lewa, podawać przykłady tego szczególnego języka, ale szkoda na to miejsca. Jeden wniosek nasuwa się od razu: to już jest propaganda wojenna, to jest język wojny psychologicznej.

Władze polskie na polecenie swych mocodawców z Waszyngtonu i Brukseli toczą wojnę gospodarczą z Rosją. Zrobiono przy tym wiele krzyku o jabłka przemilczając, że zaprzyjaźniona Ukraina przywróciła embargo na polskie mięso. Szczytem absurdu jest jednak zerwanie z Rosją stosunków kulturalnych. To nie tylko Rok Rosji w Polsce i Rok Polski w Rosji, ale także Festiwal Piosenki Rosyjskiej. Należy zwrócić uwagę, że festiwal ten odwołano już w grudniu 2013 roku, a to znaczy, że mamy do czynienia z zawczasu przygotowaną i realizowaną strategią konfrontacji. Pewnie prędzej czy później będziemy mieli w zamian festiwal pieśni banderowskiej „Czerwona Kalyna”.

Banderowcy podnoszą głowę

Polskojęzyczne media od miesięcy surowo potępiają jako „rosyjskiego agenta” każdego kto śmie zwrócić uwagę na jakichś banderowców. Na Ukrainie żadnych banderowców nie było i nie ma, są sami szczerzy demokraci. Niemniej jednak banderowcy są i rosną w siłę. Zarówno na Ukrainie jak i w Polsce. W zapowiadanych na październik wyborach do Werchownej Rady faktycznie wezmą udział tylko partie prorządowe i nacjonalistyczne. Partia komunistyczna została bowiem zdelegalizowana, a Partia Regionów – nawet jeżeli nie zostanie zdelegalizowana – jest rozbita. Wśród partii nacjonalistycznych – obok „Swobody” i Prawego Sektora – pojawiła się trzecia siła, najbardziej skrajna. Jest to Partia Radykalna niejakiego Ołeha Laszki. Jak podał portal Kresy.pl (24.07.2014) – podczas rozpoczęcia obrad Rady Miasta Kijowa deputowani Partii Radykalnej wykonali „nieprawidłowy, kontrowersyjny wariant” hymnu ukraińskiego, wykreślony z oficjalnej wersji, ponieważ sugeruje roszczenia terytorialne. Chodzi o słowa „Staniemy bracia do krwawego boju od Sanu do Donu”. Sam Laszko otwarcie mówi, że po rozprawie z Donbasem przyjdzie czas na odzyskanie innych ziem uważanych przez niego za ukraińskie, w tym południowo-wschodnich terenów Polski.

W Polsce pogrobowcy banderyzmu także się nie krępują. Prezes Związku Ukraińców w Polsce Petro Tyma otwarcie postuluje w „Gazecie Wyborczej” uznanie jakiejkolwiek krytyki UPA za mowę nienawiści („Nie lekceważyć przejawów mowy nienawiści”, gazeta.pl/rzeszów, 9.08.2014). Doradcą Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego przy realizacji unijnego projektu dotyczącego drogi wodnej E-40 został prof. Petro Sawczuk z Łucka. Niegdyś działacz Batkiwszczyny, obecnie w ugrupowaniu Patrioci Wołynia, znany ze skrajnie nacjonalistycznych poglądów. Na swojej stronie internetowej zamieścił mapę „wielkiej Ukrainy”, obejmującą m.in. ziemie południowo-wschodniej Polski. Ta nominacja pokazuje dobitnie siłę lobby banderowskiego w Polsce.

Polski mainstream polityczno-medialny, zapatrzony w koncepcje Giedoycia, zupełnie ignoruje niebezpieczeństwo jakim jest rosnący w siłę nacjonalizm ukraiński. Trzeba przy tym zauważyć, że silna Ukraina jako antyrosyjski kordon sanitarny to jest PiS-owska interpretacja myśli politycznej Jerzego Giedroycia. Ani Giedroyć ani Mieroszewski nigdy nie twierdzili, że Ukraina, Białoruś i Litwa mają być kordonem sanitarnym oddzielającym Zachód od Rosji. Ośrodek paryskiej „Kultury” uważał, że niepodległa Ukraina (także Białoruś i państwa bałtyckie) jest potrzebna do dwóch celów. Po pierwsze do tego, żeby przestać być polem walki między Polską a Rosją, która dla Polski kończyła się zwykle nieszczęściem. Po drugie – zdaniem Giedroycia – bez Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich Rosja przestaje być imperium. Tezę o kordonie sanitarnym, przedłużonym dodatkowo o Gruzję, dopisali Giedroyciowi ideolodzy PiS-u, a szerzej „obozu patriotyczno-niepodległościowego”, nawiązując bardziej do piłsudczykowskiej koncepcji Międzymorza i uzasadniając w ten sposób swoje poparcie dla celów politycznych amerykańskich neokonserwatystów.

Współcześni interpretatorzy koncepcji Piłsudskiego, Mieroszewskiego i Giedroycia nie potrafią zrozumieć niczego, a zwłaszcza tego, że silna Ukraina będzie groźniejsza od Rosji. Jeszcze nie jest silna, a już słyszymy o ukraińskich prawach do Przemyśla, Hrubieszowa i Zamościa. Ukraińcy tak samo jak Rosjanie są ludźmi Wschodu. Szanują tylko silnego partnera, takiego jak Viktor Orbán, który jasno wyłożył Kijowowi swoje racje odnośnie praw mniejszości węgierskiej. Niewątpliwie natomiast gardzą nadskakiwaczami, którzy na dodatek nadskakują dlatego, że muszą, bo im tak kazano z Waszyngtonu i Brukseli.

W kierunku wojny światowej

Polskie władze zachowują się tak jakby bardzo chciały, żeby wojna rozpętana na wschodzie Ukrainy przyszła do Polski. W tym kontekście niezrozumiałe jest zachowanie ministra Sikorskiego, który wezwał do MSZ ambasadora Rosji, by zaprotestować przeciwko wypowiedzi Władimira Żyrinowskiego odnośnie zmiecenia Polski i krajów bałtyckich z powierzchni ziemi w wypadku wojny Rosji z Zachodem o Ukrainę. Przecież Żyrinowski powiedział prawdę, a jak wiadomo nic tak nie gorszy jak prawda. Jeśli ostentacyjnie popiera się awanturniczą politykę amerykańską, to trzeba mieć chociaż minimalną świadomość konsekwencji takiego działania.

Polityka amerykańska wielokrotnie okazywała się skrajnie nieodpowiedzialna i przynosiła opłakane skutki (jak chociażby te, które obecnie obserwujemy w Iraku i Syrii). Wywołana pod koniec zeszłego roku awantura ukraińska od początku była obliczona na konfrontację z Rosją. Przyczyn tej konfrontacji jest wiele: światowy kryzys gospodarczy i związana z tym groźba utraty przez USA statusu jedynego supermocarstwa, rosnąca siła gospodarcza krajów BRICS oraz podjęcie przez Rosję alternatywnego wobec UE projektu integracyjnego w postaci Unii Eurazjatyckiej. Rosja wobec konfliktu na wschodzie Ukrainy zachowuje się na razie wstrzemięźliwie, ale pytanie jak długo będzie patrzeć na masakrowanie ludności rosyjskojęzycznej. Media w Polsce nadal przypisują Rosji odpowiedzialność za tragedię malezyjskiego samolotu MH-17, chociaż strona amerykańska zaprzeczyła, że ma dowody potwierdzające winę Rosji, a nawet winę powstańców. Co ciekawe, po początkowym zgiełku medialnym zapadła w tej sprawie jakaś dziwna cisza ze strony Zachodu. Nic nie wiadomo o odczytach czarnych skrzynek, a wojska kijowskiej junty skutecznie blokują możliwość zbadania miejsca katastrofy. Władze polskie najlepiej zrobiłyby, gdyby nie żyrowały nieodpowiedzialnej polityki amerykańskiej i od awantury ukraińskiej trzymały się jak najdalej. Niestety nie będzie to możliwe, ponieważ Polska nie jest państwem suwerennym, a o jej poczynaniach w dziedzinie polityki wewnętrznej i zagranicznej decydują ośrodki globalistyczne Zachodu z Waszyngtonem na czele.

Koniec „majdanu”. Dawna „samoobrona majdanu” (obecnie batalion MSW „Kijów-2”) kontra ostatni Mohikanie „majdanu”. Fot. gazeta.pl

Koniec „majdanu”. Dawna „samoobrona majdanu” (obecnie batalion MSW „Kijów-2”) kontra ostatni Mohikanie „majdanu”. Fot. gazeta.pl

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Szachtarsk, 7 sierpnia 2014

Zdjęcia ze Szachtarska – miasta w obwodzie donieckim liczącego 57 tys. mieszkańców – opublikowane przez Głos Rosji (http://polish.ruvr.ru/news/2014_08_07/Zniszczony-Szachtarsk-2827/). Szachtarsk leży w pobliżu miejsca, gdzie 17 lipca wydarzyła się tragedia malezyjskiego samolotu. 28 lipca został zajęty przez wojska rządowe, ale wkrótce odbili go powstańcy. 7 sierpnia wojska rządowe zbombardowały miasto pociskami rakietowymi

Zdjęcia ze Szachtarska – miasta w obwodzie donieckim liczącego 57 tys. mieszkańców – opublikowane przez Głos Rosji (http://polish.ruvr.ru/news/2014_08_07/Zniszczony-Szachtarsk-2827/). Szachtarsk leży w pobliżu miejsca, gdzie 17 lipca wydarzyła się tragedia malezyjskiego samolotu. 28 lipca został zajęty przez wojska rządowe, ale wkrótce odbili go powstańcy. 7 sierpnia wojska rządowe zbombardowały miasto pociskami rakietowymi

http://www.mysl-polska.pl/node/188

Bohdan Piętka

Oświęcim, 14 sierpnia 2014 r.