Mitteleuropa

28 lipca minie setna rocznica wybuchu pierwszej wojny światowej. Jej przyczynę stanowiła chęć dominacji na kontynencie europejskim Niemiec i pozostałych państw centralnych (Austro-Węgry, Bułgaria, Turcja). Wyrazem niemieckiego dążenia do dominacji była tzw. koncepcja Mitteleuropy – polityczny program zakładający podporządkowanie Cesarstwu Niemieckiemu Europy Środkowo-Wschodniej i wykreowanie na terenach odebranych Rosji satelickich państw uzależnionych gospodarczo od Niemiec. Po upływie stu lat koncepcja Mitteleuropy ożyła w obecnej polityce amerykańskiej i europejskiej (niemieckiej), realizowanej wobec obszaru poradzieckiego. Radykalizacja tej polityki nastąpiła po 28 listopada 2013 roku na Ukrainie, ale to nie Ukraina jest celem. Tak samo jak sto lat temu celem jest Rosja.

Radykalizacja polityki USA

Przewrót w Kijowie, dokonany głównie rękami post-banderowców, wywołał reakcję Rosji w postaci inkorporacji Krymu (ochrona bazy w Sewastopolu przed przejęciem jej przez Amerykanów) oraz wybuch powstania przeciw reżimowi kijowskiemu we wschodniej, rosyjskojęzycznej części Ukrainy. Brutalne tłumienie tego powstania doprowadziło do zaostrzenia kryzysu ukraińskiego, który przybrał już formę niewypowiedzianej wojny pomiędzy USA i UE a Rosją. Co spowodowało radykalizację polityki Waszyngtonu? Przyczyny są przynajmniej trzy.

Pierwszą jest ideologia amerykańskiego neokonserwatyzmu. W odniesieniu do polityki zagranicznej ideologię tę można zdefiniować jako dążenie do narzucenia światu jednobiegunowej hegemonii politycznej i ekonomicznej USA, a także amerykańskich standardów ideologiczno-ustrojowych (demokracja, prawa człowieka, neoliberalizm gospodarczy). Neokonserwatyści przypominają nieco sowieckich komunistów, którzy rozszerzanie politycznych i gospodarczych wpływów ZSRR rozumieli jako eksport rewolucji socjalistycznej. Nie powinno to dziwić zważywszy, że twórcami amerykańskiego neokonserwatyzmu są byli trockiści nawróceni na neoliberalizm (Daniel Bell, Nathan Glazer, Irwing Howe, Irwing Kristol). Ekstremizm tej ideologii polega na tym, że walka o jednobiegunowy model świata jest rozumiana jako swoista trockistowska „permanentna rewolucja”. Każdy kto nie podporządkuje się hegemonii USA naraża się na „pokojową interwencję” armii USA, albo „kolorową rewolucję” organizowaną przez tajne służby USA. Tylko od 2000 roku USA przyczyniły się do obalenia ponad trzydziestu rządów. Jakie są rezultaty inspirowanej ideologią neokonserwatyzmu polityki amerykańskiej pokazuje przykład Iraku, gdzie w latach 2003-2011 siły zbrojne USA i ich sojuszników krzewiły demokrację. Dzisiaj ten kraj jako byt polityczny faktyczne nie istnieje, pogrążywszy się trwale w chaosie i krwawej anarchii.

Koniec zimnej wojny (1989) oraz rozpad obozu socjalistycznego i samego ZSRR (1989-1991) amerykańscy neokonserwatyści odczytali jako wielki triumf polityczny USA, dający im prawo do stworzenia świata jednobiegunowego. Rosja, która nie podporządkowała się hegemonii USA i nie przyjęła ich standardów ideologiczno-politycznych, a z czasem zaczęła podważać układ jednobiegunowy – stała się największym wrogiem neokonserwatystów. Chociaż kraj ten nie eksportuje dzisiaj żadnej rewolucji socjalistycznej, a tylko broni się przed importem standardów i wpływów amerykańskich, nastąpił powrót do zimnej wojny z lat 1945-1989. Ideologia neokonserwatyzmu dominowała w polityce USA głównie za prezydentury Georga W. Busha juniora (2001-2009). Po jej odwrocie w początkowym okresie pierwszej prezydentury laureata pokojowej Nagrody Nobla Baracka Obamy (2009-2013), od 2011 roku nastąpił stopniowy powrót neokonserwatyzmu. Tutaj dochodzimy do przyczyny drugiej.

Radykalizację polityki USA wymusił permanentny kryzys finansowy i gospodarczy, jaki od 2007 roku trawi gospodarkę amerykańską, a co za tym idzie także globalną, zwłaszcza w tych krajach, które przyjęły neoliberalizm i podporządkowały się wytycznym Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przyczyną nowego kryzysu światowego jest wirtualne kreowanie pieniądza i wzrostu gospodarczego. Neoliberalne recepty nie doprowadziły do ugaszenia pożaru, a wręcz przeciwnie – jeszcze go podsyciły. W tej sytuacji radykalizacja polityki międzynarodowej stała się dla Waszyngtonu z jednej strony sposobem na odwrócenie uwagi opinii publicznej od katastrofy gospodarczej, a z drugiej środkiem najzwyklejszej kolonizacji (podporządkowania ekonomicznego) nowych obszarów. Stad mieliśmy najpierw „arabską wiosnę”, potem wywołanie wojny domowej w Syrii, a następnie przygotowania do „pokojowej interwencji” w Iranie.

Na drodze do owej „interwencji” stanęła Waszyngtonowi Rosja, doprowadzając do autentycznie pokojowego rozwiązania kryzysu wokół irańskiego programu atomowego. To – jak się wydaje – spowodowało decyzję w politycznych kręgach USA o uderzeniu w miękkie podbrzusze Rosji, czyli wywołania kolejnej „kolorowej rewolucji” (tym razem nie pomarańczowej, a czerwono-czarnej) na Ukrainie.

Casus belli?

Tragedia malezyjskiego samolotu pasażerskiego, lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur i zestrzelonego 17 lipca 2014 roku nad wschodnią Ukrainą (298 ofiar śmiertelnych, w tym 193 Holendrów), poważnie zaostrzyła kryzys ukraiński. USA o tę zbrodnię natychmiast oskarżyły „prorosyjskich separatystów” (w wersji ostrzejszej „terrorystów”), a co za tym idzie samą Rosję, opierając się głównie na dowodach przedstawionych przez reżim kijowski. Im bardziej agresywna jest retoryka amerykańskich oskarżeń, obecna m.in. w polskich mediach mainstreamowych, tym więcej pojawia się wątpliwości. Po co Rosja – samodzielnie lub poprzez powiązane z nią siły w Donbasie – miałaby dokonywać takiej zbrodni, oznaczającej nie tylko eskalację konfliktu, ale kompromitację samych „separatystów”? Dlaczego samolot Malaysia Airlines leciał nad regionem objętym walkami, podczas gdy większość linii lotniczych obsługujących połączenia z Europy do Azji Południowo-Wschodniej omija ten region? Czy nie mamy tutaj jednak do czynienia z mechanizmem prowokacji obliczonej na dostarczenie casus belli lub przynajmniej na odwrócenie uwagi opinii światowej od nowej brutalnej agresji Izraela w Strefie Gazy, która rozpoczęła się właśnie 17 lipca (tzw. operacja „Protective Edge”)? Czy jest przypadkiem, że zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines zbiegło się z niepomyślnym dla kijowskiej junty rozwojem sytuacji na froncie w Donbasie? Czy może być prawdopodobne, że chodzi tutaj o umiędzynarodowienie konfliktu na wschodzie Ukrainy i dostarczenie formalnego pretekstu do włączenia się w ten konflikt NATO?

Nie jest tajemnicą, że czynione są przygotowania do interwencji NATO we wschodniej Ukrainie. 15 lipca prezydent Ukrainy, „czekoladowy król” Petro Poroszenko, zdradził rezultaty konsultacji telefonicznych przeprowadzonych dzień wcześniej z premierem Donaldem Tuskiem. Omawiali oni szczegóły utworzenia polsko-ukraińsko-litewskiej brygady, która ma wziąć udział w tłumieniu powstania we wschodniej Ukrainie. W zamian za zaangażowanie Polski w tłumienie rebelii Poroszenko obiecał „dołączenie strony polskiej do programu kreowania nowych miejsc pracy na terytoriach zagarniętych przez separatystów” (prawy.pl, 15.07.2014). Powtarza się zatem sytuacja z 2003 roku, kiedy w zamian za udział w amerykańskiej agresji na Irak obiecywano Polsce profity w kolonizacji tego kraju. Polska i Litwa są członkami NATO. Ich udział w walkach na wschodzie Ukrainy stwarzałby możliwość zbrojnego włączenia się w konflikt pozostałych członków NATO, gdyby Rosja stanęła zbrojnie w obronie Republiki Donieckiej. Czy tragedia malezyjskiego samolotu ma dostarczyć pretekstu do takiej właśnie interwencji NATO? Oba kraje – Polska i Litwa – od początku odgrywają specyficzną rolę w kryzysie ukraińskim, która polega na podejmowaniu w imieniu USA najbardziej radykalnych działań antyrosyjskich. Warto też przypomnieć, że podczas obchodów 25-lecia „polskiej wolności” (z udziałem m.in. Poroszenki) prezydent Obama złożył obietnice dozbrojenia polskiej armii. Najprawdopodobniej w określonym celu.

Nie jest tajemnicą, że Polska aktywnie uczestniczyła w przygotowaniu i przeprowadzeniu rewolty na Majdanie i uczestniczy w eskalacji kryzysu we wschodniej Ukrainie (dostarczając lub umożliwiając dostarczenie reżimowi w Kijowie broni i ochotników). Także zaangażowanie polskiego mainstreamu medialnego po stronie rewolty kijowskiej i wyłonionych w jej następstwie władz jest od początku oczywiste.

Mitteleuropa dawniej i dziś

Tragedia samolotu Malaysia Airlines spowodowała, że tym samym, skrajnie agresywnym antyrosyjskim językiem ponownie przemówili Adam Michnik i Tomasz Sakiewicz, Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski. Mimo wszystkich wielkich różnic politycznych „demokratyczne” i „niezależne” media nad Wisła uderzają znowu w ten sam ton, a polska „klasa polityczna” daje kolejny raz dowody tego, że za cenę posad w Brukseli lub przychylności mocarstwa zza oceanu jest gotowa zrobić z Polską wszystko, tym razem nawet wciągnąć kraj do wojny. Oczywiście są różne stopnie tego szaleństwa. Najdalej posunął się w nim – co chyba nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem – wiceprzewodniczący Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz, który oświadczył, że „tragedia nad Donieckiem zaczęła się 10 kwietnia [2010 roku] nad Smoleńskiem. To jest ten sam sposób działania, ten sam sprawca i te same przyczyny” (cyt. za niezależna.pl, 19.07.2014). Kolejny raz oskarżył przy tym już całkiem otwarcie Rosję o dokonanie „zbrodni na polskim prezydencie”. W tych oskarżeniach Macierewicz nie jest już osamotniony, bo dołączył do niego minister Sikorski, który stwierdził, że „tak jak po Smoleńsku, przyczyna katastrofy jest szybko oczywista, a władztwo nad miejscem upadku umożliwia utrudnianie dochodzenia” (cyt. za niezalezna.pl, 20.07.2014). Nie próżnują również kwiaty polskiego „niezależnego” dziennikarstwa. Tak np. pani red. Agnieszka Romaszewska-Guzy donosi o bezczeszczeniu zwłok ofiar przez „prorosyjskich separatystów” (tak po prostu pokazali pani dyrektor TV Biełsat jak bezczeszczą te zwłoki?). Pisze też pani redaktor, że „na Ukrainie nikt nie ma wątpliwości, że cokolwiek się stało w Smoleńsku z prezydenckim samolotem, mieli w tym udział Rosjanie. To jest powszechne przekonanie: od prostego taksówkarza po polityków i dziennikarzy” (niezależna.pl, 20.07.2014). Łączenie wątku smoleńskiego z donieckim będzie – jak się wydaje – nowym konikiem „obozu patriotycznego”.

Agresywny ton polskiego mainstreamu polityczno-medialnego współgra z tonem wypowiedzi Poroszenki i Jaceniuka, którzy domagają się „skoordynowanej reakcji cywilizowanego świata”, czyli umiędzynarodowienia wojny w Donbasie. Jaceniuk w wypowiedzi dla „Frankfurter Allgemeine Sontagszeitung” zażądał od Zachodu dostaw broni. „Potrzebna jest nam precyzyjna broń, potrzebujemy nowej broni” – oświadczył samozwańczy premier z Kijowa. „Sami nie poradzimy sobie z tą sytuacją. Nie jesteśmy tak silni” – dodał uzasadniając potrzebę umiędzynarodowienia konfliktu. „Finansowa pomoc, wsparcie wojskowe, sankcje i rozmowy – tego potrzebujemy. (…) Nadszedł czas na bardzo mocną odpowiedź wspólnoty międzynarodowej. Najwyższy czas” – wyjaśnił Jaceniuk, szczując do wojny światowej (onet.pl, 20.07.2014). Rozumiem, że ta nowa precyzyjna broń (może atomowa?) jest kijowskiej juncie potrzebna do obiektywnego wyjaśnienia przyczyn tragedii malezyjskiego samolotu i zaprowadzenia w Donbasie rządów demokracji i praw człowieka.

Ukraińskim watażkom wtórują też politycy zachodni. Np. premier Wielkiej Brytanii David Cameron (człowiek roku 2011 klubów „Gazety Polskiej”) zapowiedział, że „Europa i Zachód musi zasadniczo zmienić swoje podejście do Rosji” oraz w ultymatywnej formie zażądał od Moskwy wstrzymania pomocy dla powstańców w Donbasie („Moskwa poniesie odpowiedzialność. Pokażemy naszą siłę”, niezalezna.pl, 20.07.2014).

Polscy rusofobi dostali wiatru w żagle, ale to tylko dowodzi, że realizacja współczesnego planu Mitteleuropy jest w fazie bardzo zaawansowanej. Niemiecka koncepcja Mitteleuropy z okresu pierwszej wojny światowej przewidywała utworzenie na wschód od Niemiec szeregu marionetkowych państw o różnym statusie – półautonomicznych, jak Królestwo Polskie i Litwa (planowano ich aneksję w przyszłości) – oraz formalnie niezależnych, ale faktycznie satelickich, jak Ukraina, Łotwa, Estonia, Gruzja i Republika Zakaukaska. Gospodarki tych krajów miały mieć charakter uzupełniający wobec wielkoprzemysłowej gospodarki niemieckiej, stanowić jej surowcowe i rolnicze zaplecze. Centralne znaczenie w planie Mitteleuropy przyznano Ukrainie, która terytorialnie miała obejmować znaczny obszar od Lubelszczyzny po Zagłębie Donieckie (ale bez Krymu, który miał być niemieckim terenem osadniczym) i służyć Niemcom jako zaplecze surowcowe oraz zapora wobec Rosji. To nie nacjonaliści ukraińscy, ale Niemcy i Austro-Węgry stworzyły ideę państwowości ukraińskiej. Dmytro Doncow przejął tę ideę od planistów niemieckiej geopolityki (m.in. Friedricha Naumanna). Plan Mitteleuropy znalazł częściowe odzwierciedlenie w traktacie brzeskim (3 marca 1918 r.), jednakże klęska Niemiec i państw centralnych w pierwszej wojnie światowej uniemożliwiła jego realizację. Śladów koncepcji Mitteleuropy można się doszukać w popieraniu przez Niemcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w latach 30. XX wieku. Jednakże Hitler wystąpił z programem o wiele bardziej radykalnym i nie był zainteresowany żadną państwowością ukraińską (chociaż pomocą ze strony nacjonalistów ukraińskich tak).

Plan Mitteleuropy w zmodyfikowanej formie – jako obszaru „integracji” polityczno-gospodarczej z UE oraz wpływów USA – powrócił po 1989 roku. Oczywiście nie jest on tak nazywany. Mówi się o integracji z UE i NATO, globalizacji, partnerstwie z USA itd., ale koncepcja jest zbliżona. Wskazuje na to m.in. przebieg polskiej transformacji ustrojowej, w tym przede wszystkim deindustrializacja Polski oraz nadanie gospodarce polskiej w ramach integracji z UE charakteru uzupełniającego wobec gospodarek krajów Europy Zachodniej (głównie dostarczyciela siły roboczej). Innym przejawem wcielania w życie planu nowej Mitteleuropy było rozbicie Jugosławii i Czechosłowacji. Realizowana przez Warszawę, a dyktowana z Brukseli i Waszyngtonu, polityka wschodnia jest kolejnym elementem współczesnej koncepcji Mitteleuropy. Tak samo jak sto lat temu główną rolę w tym planie przyznano Ukrainie, która stanowi obszar atrakcyjny gospodarczo oraz ze względu na swoje położenie geograficzne ma przede wszystkim służyć eksportowi demokracji i neoliberalizmu do Rosji. Poprzez działania zmierzające do obalenia prezydenta Łukaszenki na Białorusi oraz aktywne wsparcie dla nacjonalistyczno-oligarchicznego przewrotu w Kijowie Polska wpisuje się we współczesną koncepcję Mitteleuropy. Być może niektórym politykom w Warszawie wydaje się, że to jest polska racja stanu, ale są w głębokim błędzie. To jest głównie amerykańska i niemiecka racja stanu.

Wykreowane m.in. polskimi rękoma nacjonalistyczno-oligarchiczne państwo ukraińskie najprawdopodobniej stanie się z czasem groźniejsze dla Polski niż nieustannie demonizowana Rosja. Dlatego, że nawiązuje ono do tradycji politycznej, która była skrajnie antypolska i otwarcie proniemiecka.

Ku trzeciej wojnie światowej?

Tragedia malezyjskiego samolotu może uruchomić taki proces jak zamach w Sarajewie z 28 czerwca 1914 roku. Z tą tylko różnicą, że teraz rolę Serbii odegrałaby Republika Doniecka, w której obronie wystąpiłaby Rosja tak jak w 1914 roku w obronie Serbii. Wypowiedzi liderów kijowskiej junty, opowiadających się za umiędzynarodowieniem konfliktu, wskazują na to, że taki scenariusz by im najbardziej odpowiadał. Jedyną nadzieją na to, że do realizacji takiego scenariusza jednak nie dojdzie jest powszechna (jak się wydaje) świadomość, że w wojnie atomowej nie byłoby zwycięzców. Niemniej polityka amerykańska balansująca na granicy wojny rzeczywistej będzie prowadzić do dalszej eskalacji konfliktu na Ukrainie, którego dalekosiężne rezultaty są nieprzewidywalne. Na dzień dzisiejszy możliwy jest każdy scenariusz, nawet najbardziej tragiczny.

Niemiecki plan Mitteleuropy z okresu pierwszej wojny światowej. Fot. Wikipedia

Niemiecki plan Mitteleuropy z okresu pierwszej wojny światowej. Fot. Wikipedia

 

Bohdan Piętka

Oświęcim, 21 lipca 2014 r.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Mitteleuropa

  1. Pingback: #TalkingBart – #768- MITTELEUROPA – realizowany ANTYPOLSKI plan | Mowie Jak Jest

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s