Bereza Kartuska – czarna karta historii II RP

W roku 2014 przypada wiele okrągłych rocznic, m.in. stulecie wybuchu pierwszej wojny światowej, siedemdziesięciolecie powstania warszawskiego, czy 25-lecie transformacji ustrojowej. Jest jednak pewna rocznica, która na pewno zostanie przemilczana przez czynniki oficjalne, ponieważ stoi w rażącej sprzeczności z uprawianym od 1989 roku kultem II Rzeczypospolitej. Chodzi o osiemdziesiątą rocznicę utworzenia tzw. miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Rocznica ta jest dobrą okazją do przypomnienia ciemniejszych kart historii II RP.

Geneza

Obóz w Berezie Kartuskiej formalnie powstał 12 lipca 1934 roku na mocy rozporządzenia z mocą ustawy prezydenta Ignacego Mościckiego z 17 czerwca 1934 roku. Pomysł utworzenia obozu wyszedł od premiera Leona Kozłowskiego i został zaakceptowany przez Józefa Piłsudskiego. Obóz oficjalnie nosił nazwę „miejsce odosobnienia” i przeznaczony był dla osób, „których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego”. Wystarczyło zatem tylko samo przypuszczenie. Akt oskarżenia i wyrok sądowy nie były potrzebne. Rozporządzenie prezydenta RP zezwalało na utworzenie wielu takich miejsc odosobnienia, ale powstało tylko jedno – w Berezie Kartuskiej w powiecie prużańskim na terenie województwa poleskiego.

Czytaj dalej

Historia Stanisławy Olewnik i rodziny Mławskich

Wśród około 150 tysięcy Polaków deportowanych do KL Auschwitz znajdowali się również tacy, których „winę” stanowiło udzielanie w różnej formie pomocy Żydom. Świadczą o tym wpisy w zachowanych kartach więźniarskich oraz zachowane akta śledcze gestapo, których uwierzytelnione kopie znajdują się w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Te ostatnie umożliwiają m.in. poznanie przyczyn aresztowania i deportacji do KL Auschwitz czterech kobiet skierowanych w transporcie z rejencji ciechanowskiej w dniu 16 grudnia 1943 roku. Transportem tym kierownicza placówka gestapo dla rejencji ciechanowskiej z siedzibą w Płocku wysłała do obozu Auschwitz zaledwie osiem więźniarek (numery 70505 – 70512). Wspomniane cztery więźniarki – to Polka Stanisława Olewnik oraz trzy Żydówki: Ruchla Mławska i jej córki Hanka i Henia. W nakazie skierowania do obozu (tzw. Schutzhaftbefehl), gestapo podało identyczną przyczynę odnośnie osadzenia w nim każdej z trzech Żydówek: w listopadzie 1942 r. zbiegła z getta w Makowie Mazowieckim i następnie wałęsała się po okolicy. Żeby nie zostać rozpoznana jako Żydówka usunęła ze swojej odzieży oznakę żydowską.Natomiast w wypadku Stanisławy Olewnik napisano: udzieliła schronienia kilku zbiegłym Żydom i uniemożliwiła ich ujęcie policji.

Czytaj dalej

Józef Kamala-Kurhański – komendant Berezy Kartuskiej i więzień KL Auschwitz

W lipcu 2014 roku mija 80. rocznica utworzenia obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Pretekstem do jego utworzenia stało się zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, dokonane 15 czerwca 1934 roku przez terrorystę z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Hryhorija Maciejkę. Podstawą prawną do utworzenia obozu w Berezie Kartuskiej było rozporządzenie prezydenta Ignacego Mościckiego z 17 czerwca 1934 roku przewidujące kierowanie do „miejsc odosobnienia” na trzy miesiące z możliwością dalszego przedłużenia osób, „których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego”. Wystarczyło zatem samo podejrzenie – akt oskarżenia i proces sądowy nie były potrzebne. Planowano utworzenie wielu takich „miejsc odosobnienia”, ale powstało tylko jedno – w Berezie Kartuskiej w powiecie prużańskim na terenie województwa poleskiego.

Czytaj dalej

Operacja „Wisła” była konieczna

28 kwietnia minęła 65. rocznica operacji „Wisła”. Nie akcji „Wisła” – jak powszechnie podawane jest w mediach, a nawet różnych publikacjach – ale operacji „Wisła”. Rocznica ta stała się ponownie powodem do propagowania w Polsce i na Ukrainie ukraińskiego, a w wielu wypadkach neobanderowskiego, punktu widzenia na historię. W związku z rocznicą głos zabrał m.in. prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, który w wydanym oświadczeniu napisał m.in.: „Chylę czoło w szacunku wobec męczeństwa setek tysięcy Ukraińców, którzy ucierpieli w wyniku akcji „Wisła”. My na Ukrainie, wraz ze stroną polską traktujemy tę tragedię jako część akcji deportacyjnych totalitarnego reżimu (…)”. W zacytowanym fragmencie jest przynajmniej jedno bezczelne fałszerstwo. W wyniku operacji „Wisła” przesiedlono nie setki tysięcy, ale ponad 140 tysięcy osób, w tym kilka tysięcy etnicznych Polaków (członków rodzin mieszanych). Ponadto wśród wysiedlonych znalazło się od 30 do 35 tysięcy Łemków i kilka tysięcy Bojków, którzy nie są Ukraińcami, ale zrutenizowaną ludnością pochodzenia wołoskiego. Wszyscy wysiedleni byli obywatelami polskimi, co też warto przypomnieć piewcom ukraińskiej martyrologii.

Czytaj dalej

W imię czego Piotr Zychowicz hańbi Polską historię?

23 sierpnia 2012 roku, w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow, wydawnictwo „Rebis” wydało książkę pt. „Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”. Autorem książki jest Piotr Zychowicz, urodzony w 1980 roku w Warszawie, absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarz „Rzeczypospolitej” i tygodnika „Uważam Rze”, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Uważam Rze Historia”, jeden z czołowych publicystów związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Książka liczy 363 strony. Wydawca – Dom Wydawniczy „Rebis” z Poznania – słynie nie od dzisiaj z wydawania książek, które mają jeden wspólny mianownik: możliwie najbardziej negatywne spojrzenie na Rosję (ZSRR). Z tego też powodu są bardzo cenione w środowisku tzw. prawdziwych patriotów. Wydawnictwo „Rebis” w następujący sposób reklamuje na swojej stronie internetowej książkę Zychowicza: „Piotr Zychowicz konsekwentnie dowodzi (…), że decyzja o przystąpieniu do wojny z Niemcami w iluzorycznym sojuszu z Wielką Brytanią i Francją była fatalnym błędem, za który zapłaciliśmy straszliwą cenę. Zamiast porywać się z motyką na słońce, twierdzi autor, powinniśmy byli prowadzić Realpolitik. Ustąpić Hitlerowi i zgodzić się na włączenie Gdańska do Rzeszy oraz wytyczenie eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. A następnie razem z Niemcami wziąć udział w ataku na Związek Sowiecki. 40 bitnych polskich dywizji na froncie wschodnim przypieczętowałoby los imperium Stalina. Czy w 1939 roku na Zamku Królewskim w Warszawie należało podpisać pakt Ribbentrop-Beck…?”

Fot. merlin.pl

Fot. merlin.pl

Krótko mówiąc – dla publicysty wywodzącego się z obozu politycznego, który najmniejsze próby ułożenia stosunków z Rosją traktuje jako zdradę, Targowicę i hańbę, walka z Rosją nawet pod symbolem swastyki byłaby najczystszej wody patriotyzmem i Realpolitik.

Czytaj dalej

Czesi w Auschwitz

Do KL Auschwitz deportowano blisko 1,1 miliona Żydów, w tym 300 tysięcy polskich (zginęło około miliona), około 140-150 tysięcy Polaków (zginęło około 70 tysięcy), 23 tysiące Cyganów (zginęło ponad 21 tysięcy), około 15 tysięcy jeńców radzieckich (zginęli prawie wszyscy) oraz około 25 tysięcy więźniów innych narodowości (Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Czechów, Jugosłowian, Holendrów, Belgów, Francuzów, Niemców i Austriaków). Szczegółowe badania – prowadzone w ostatnich latach m.in. przez Marka Poloncarza (czeskiego historyka polskiego pochodzenia) – wykazały, że spośród 25 tysięcy „innych” najliczniejsi byli Czesi. Osadzono ich w KL Auschwitz około 10 tysięcy. Znaleźli się oni zatem na piątym miejscu pod względem liczebności deportowanych do KL Auschwitz.

Czytaj dalej

Gorączka antyjaruzelska

25 maja 2014 roku w Warszawie zmarł gen. armii Wojciech Jaruzelski – ostatni przywódca PRL. „Obóz patriotyczny” rozpoczął przygotowania do tej okoliczności z miesięcznym wyprzedzeniem. 17 kwietnia dr Jerzy Bukowski – uczeń ks. prof. Józefa Tischnera, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych oraz nieugięty bojownik o likwidację sowieckich pomników i dekomunizację cmentarzy – zażądał zdegradowania generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka do stopnia szeregowca i obniżenia im emerytur. 16 maja – a więc na ponad tydzień przed śmiercią Jaruzelskiego – Bukowski opublikował na portalu „Gościa Niedzielnego” artykuł pt. „Gdzie zostanie pochowany gen. Jaruzelski?”. Tekst ten został opatrzony w nagłówku zdaniem „Nie ma nic zdrożnego w zastanawianiu się nad powyższą kwestią już teraz”. Bukowski zauważył, że Jaruzelski jest na „ostatniej prostej” swojego życia i w związku z tym, że jako „sowiecki namiestnik w Warszawie” realizował on „rację stanu obcego mocarstwa” rodzi się pytanie, gdzie i jak zostanie pochowany. Zdaniem Bukowskiego Jaruzelski nie może być pochowany na Powązkach Wojskowych przy honorowej asyście, ponieważ „pochówek na narodowej nekropolii nie powinien przysługiwać generałom, którzy ten stopień otrzymali w okresie służby w Ludowym Wojsku Polskim, nawet jeżeli zostali w tym czasie odznaczeni Orderem Virtuti Militari”.

Generał Wojciech Jaruzelski. Fot. m.dziennik.pl

Generał Wojciech Jaruzelski. Fot. m.dziennik.pl

Czytaj dalej

Czy będziemy umierać za Stepana Banderę?

W dniu 3 maja 2014 roku Janusz Korwin Mikke w imieniu swojej partii wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że „zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli istnieją potężne siły pragnące wojny – głównie dlatego, by ukryć gospodarczą katastrofę i nadciągające bankructwo tych państw. O czym otwarcie mówił już w 2011 roku p. Jacek Rostowski po powrocie z Brukseli. Jakakolwiek ingerencja Moskwy na Ukrainie może zostać uznana za casus belli. Państwa NATO niemal jawnie się do niej szykują, przede wszystkim nasilając iście goebbelsowską propagandę, wprowadzając amerykańskie okręty na Morze Czarne i samoloty w rejon Nadbałtyki. Dochodzą coraz liczniejsze sygnały, że władze III Rzeczypospolitej wysyłają rezerwistom wezwania do WKU. Rację może mieć p. Arseniusz Jaceniuk, samozwańczy premier z Kijowa, że „nadchodzi dziesięć decydujących dni, najbardziej niebezpiecznych w historii”.

Czytaj dalej

Prawdziwe oblicze banderowców

Media w Polsce są pełne jednostronnych informacji odnośnie wydarzeń na wschodniej Ukrainie i roli, jaką w nich odgrywa Rosja. Brakuje natomiast szczegółowych i obiektywnych informacji na temat funkcjonowania zachodniej i naddniestrzańskiej Ukrainy pod rządami zwycięzców niedawnego puczu. Odbiorca tych mediów odnosi wrażenie, że z jednej strony znajdują się agresywni separatyści inspirowani przez imperialną Rosję, a z drugiej miłujący demokrację i wartości europejskie zwolennicy nowoczesnej i europejskiej Ukrainy. Lukrowane wywiady z działaczami Prawego Sektora i Swobody – zamieszczane w „Gazecie Wyborczej” i „Gazecie Polskiej” – mają przekonać polskie społeczeństwo, że problem ukraińskiego szowinistycznego nacjonalizmu nie istnieje. Jest tylko problem domniemanego odradzania się imperializmu rosyjskiego.

Czytaj dalej

W oparach rusohisterii

Podpalenie Ukrainy przyniosło skutki, przed którymi przestrzegał Vaclav Klaus. Były prezydent Czech jako jedyny europejski polityk zauważył bowiem, że doprowadzenie do starcia o orientację Ukrainy i postawienie jej przed alternatywą Zachód albo Wschód spowoduje nierozwiązywalny konflikt. W konflikt ten musiała zostać wciągnięta Rosja, ponieważ celem pożaru wznieconego nad Dnieprem nie jest Ukraina, ale właśnie Rosja. Uwikłanie Rosji w kryzys ukraiński stało się wodą na młyn dla wszelkiej maści polskich mesjanistów i prometeistów, postrzegających historię i teraźniejszość Polski przez pryzmat ciągłej walki z państwem rosyjskim bez względu na jego polityczną barwę. Z ich strony mamy do czynienia już nie z rusofobią, ale z rusohisterią, która ogarnęła główne sfery życia politycznego w Polsce, eliminując rozsądek i logikę.

Publikacja zawierająca wybór niezależnej publicystyki na temat kryzysu ukraińskiego. Fot. konserwatyzm.pl

Publikacja zawierająca wybór niezależnej publicystyki na temat kryzysu ukraińskiego. Fot. konserwatyzm.pl

Czytaj dalej

Tragedia Ukrainy

Prof. Andrzej Zybertowicz, zaniepokojony tym, że „w Polsce zaczęło się pojawiać coraz więcej prorosyjskich komentarzy”, ogłosił na portalu niezależna.pl, iż są one inspirowane przez rosyjską agenturę wpływu, albo pochodzą od użytecznych idiotów (niezależna.pl, 9.03.2014). Z kolei red. Tomasz Sakiewicz, wyjaśniając powody zerwania współpracy „Gazety Polskiej” z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim zasugerował, że ksiądz szerzy putinowską propagandę i w związku z tym ma nawet krew na rękach (niezależna.pl, 8.03.2014). W redakcji „Gazety Polskiej” i niezależnej.pl powstała „czarna lista” publicystów, którzy „powielają rosyjską wersję wydarzeń na Ukrainie”. W jakim celu ją stworzono? Czy tylko, żeby obrzucać „prorosyjskich” publicystów błotem, czy także po to, by ich represjonować po przejęciu władzy przez PiS?

Czytaj dalej

Banderowska rewolucja

Polski mainstream medialny – od „Gazety Wyborczej” po „Gazetę Polską” i „Nasz Dziennik” oraz od TVP i TVN po TV Republika i TV Trwam – nieustannie zachwyca się „rewolucją demokratyczną” na Ukrainie. Od kilku dni rozpętuje też kolejną antyrosyjską histerię w związku z „agresją” Rosji na Krym. Niestety rewolucja na Ukrainie, która doprowadziła do obalenia konstytucyjnych władz z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele, nie jest demokratyczna.

Banderowcy na Majdanie. Fot. Onet.pl

Banderowcy w Kijowie. Fot. Onet.pl

Polskie media mainstreamowe przeważnie przemilczały lub starały się bagatelizować dominację szowinistycznego nurtu banderowskiego w ukraińskiej rewolucji. Chodzi tu o dwie siły polityczne: Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda” (do 2004 r. Socjal-Nacjonalistyczna Partia Ukrainy) oraz Prawy Sektor im. S. Bandery. Najdalej poszła w tym kierunku Ewa Stankiewicz, która w mediach redaktora T. Sakiewicza oświadczyła, że powszechnie obecna na kijowskim Majdanie symbolika banderowska nie jest skierowana przeciwko Polsce, ale przeciwko Rosji (a jak przeciw Rosji to wszystko w porządku). Głęboko się ta pani myli. Ruch banderowski i jego ideologia zawsze były przede wszystkim antypolskie, a dopiero na drugim miejscu antyrosyjskie (antysowieckie) i antyżydowskie. Nawet jeżeli dzisiaj ze względów taktycznych banderowcy wygasili antypolską retorykę, to nie znaczy, że automatycznie stali się przyjaciółmi Polski. Pani Stankiewicz razem z całym środowiskiem „Gazety Polskiej” nie chce wiedzieć, że nacjonalizm ukraiński był najbardziej antypolskim nurtem w historii i gdyby Bandera z Szuchewyczem mieli takie możliwości techniczne jak Hitler i Stalin, to dzisiaj nie miałby kto mówić po polsku.

Czytaj dalej

Ukraińska pułapka

Rozwój sytuacji na Ukrainie zmierza w niebezpiecznym dla tego kraju, a także Polski kierunku. Tzw. protesty niby-zwolenników integracji Ukrainy z UE przeciw władzy Wiktora Janukowycza przekształciły się w otwartą rewoltę, która doprowadziła do upadku gabinetu Mykoły Azarowa i może w konsekwencji spowodować nawet rozpad tego kraju. Z jazgotu wiodących polskich mediów niestety wyłania się zupełnie nieprawdziwy obraz wydarzeń na Ukrainie. Marginalizowana albo wręcz przemilczana jest rola neobanderowców w rewolcie. „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Polska” – pomimo wzajemnej zajadłej wrogości – nie po raz pierwszy mówią w kwestii ukraińskiej jednym głosem. Z ich przekazu możemy się dowiedzieć o brutalności Berkutu, o rosyjskich (bo czy mogliby być inni?) snajperach strzelających do bezbronnych podobno bojowników o europejskość Ukrainy, o straszliwej korupcji i degrengoladzie moralnej „reżimu” Janukowycza itd. itp. Nie dowiemy się tego, że ten „reżim” został wybrany w demokratycznych wyborach, których uczciwości nikt nie kwestionował, ani tego, że tzw. Prawy Sektor kijowskiego „euromajdanu”, który wywołał rozruchy 19 stycznia oraz w dniach następnych, nosi imię Stepana Bandery.

Czytaj dalej

Na banderowskim szlaku

28 listopada na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie nie doszło do podpisania umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską. Decyzję o wstrzymaniu procesu integracji europejskiej Ukrainy z UE podjął kilka dni wcześniej rząd ukraiński i nie wycofał się z niej mimo, że UE zrezygnowała z wszystkich stawianych Ukrainie warunków (łącznie ze zwolnieniem Tymoszenko z więzienia). Jest to katastrofa polskiej polityki wschodniej, która od 1989 roku była wpisana w amerykańską i zachodnioeuropejską politykę przyciągania Ukrainy do Zachodu i wypychania Rosji z Europy. Ceną tej polityki było i jest zakłamywanie historii i przejście do porządku dziennego nad ludobójczymi zbrodniami OUN-UPA, ponieważ jedyną „proeuropejską” siłą na Ukrainie są banderowcy. Przykładem takich działań była chociażby uchwała Sejmu w sprawie uczczenia 70. rocznicy ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego. Jak wiemy Sejm nie zgodził się na nazwanie tego ludobójstwa ludobójstwem i nie zgodził się na ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Argumentacja ministra Sikorskiego z rządu PO-PSL, ale także PiS-owskiego eksperta Żurawskiego vel Grajewskiego była następująca: nie możemy przed 28 listopada drażnić Ukrainy (tzn. banderowców), ponieważ polską racją stanu jest integracja Ukrainy z UE.

Czytaj dalej